sobota, 1 marca 2014

Rozdział trzeci. 'Jak nisko upadłam (...)?'

Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka. Kiedyś musiałam odebrać.
- Cześć.
- Ashley, jak mogłaś? Jak ty mogłaś tak postąpić, twoja babcia najadła się przez ciebie strachu!
Wysłuchałam jej godzinnego monologu. Chwilami miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale szkoda ściany. Ona pewnie nie wiedziała, że w czasie, kiedy gadała, ja malowałam paznokcie. Jej postawa mnie śmieszyła. Jakby się mną przejmowała! Grała przykładną matkę, ale to była jedynie gra. Denna gra. Udawanie przed George'm. Tak na prawdę miała w dupie to, co robię.

Wstałam z łóżka i się przeciągnęłam. Podeszłam do sporego lustra w grubej, drewnianej ramie.
Z naprzeciwka patrzyły na mnie szaro-niebieskie oczy. Ogarnęłam wzrokiem moje ciało, schowane za dużą bluzą. Matka ma rację, wyglądam jak w worku. Spod bluzy wystawały dwa blade patyki, zwane nogami. Ile ja bym dała by były choć trochę okrąglejsze... Przeczesałam palcami czekoladową grzywkę. Jako jedyna zachowała swój naturalny kolor. Reszta moich włosów była czarna. W lewej brwi miałam - jak to określiła moja babcia - metal.
Usiadłam na podłodze, plecami opierając się o łóżko. Jak długo jeszcze będę czuła pustkę wewnątrz? Jak długo będę żyła w świadomości, że czegoś mi brakuje? Już nigdy nie będę miała ojca. George go nie zastąpi. NIGDY. Zacisnęłam powieki. Moje życie... dopiero się zaczęło, ale... myślę, że już nigdy nie spotka mnie nic dobrego.

Wyjęłam spod poduszki dziennik.

Drogi Pamiętniku,
Czy poznam kiedyś odpowiedź na pytanie, czemu muszę cierpieć? Odczuwam ogromną pustkę. Czuję się nikim. Nie mam przyjaciół, Ojca, Matka się mną nie interesuje... Wydaje mi się, że jedynymi jeszcze kochającymi mnie osobami są moi Dziadkowie. O ile po wczorajszej akcji się do mnie nie zrazili. A jest to bardzo możliwe. Nie wytrzymam tak długo. Jestem krucha. Jestem tu cztery dni i już mnie to przerosło. Życie mnie przerosło. Jeśli dalej tak pójdzie, w końcu z tym skończę. Kiedyś ze sobą skończę. Tylko mam nadzieję, że nie będę musiała robić tego za szybko. Jednak wiem, że jeśli to jeszcze potrwa, w końcu się załamię. Nie da się żyć bez tlenu. To niezwykle dziecinne, ale moim tlenem jest fakt, że komuś na mnie zależy. A ja czuję, że z każdym dniem zależy ludziom na mnie coraz mniej. Staram się być twarda. Nikt nie wie co naprawdę czuję. Nikt nie dostrzega, że coś jest nie tak. Inni myślą, że jestem po prostu oschła. I niech tak myślą dalej, niech się łudzą. Ja nie mam zamiaru przed nikim się otwierać. Niech zajmą się swoimi dupami i zostawią moje życie w spokoju. JESTEM TRUDNA. Chcę, aby komuś na mnie zależało, ale nienawidzę ludzi. Ale wierzę, że kiedyś pojawi się ktoś, komu uda się odnaleźć nożyczki i rozciąć supeł powstały na moim sercu. Jak nisko upadłam, nadal w to wierząc?

Na zapełnionej kartce pojawiało się coraz więcej mokrych kropek. Otarłam policzki. Nadziejo, bądź ze mną. Potrzebuję Cię.

***

- Idę do sklepu - przeszłam koło babci.
- Stój. Plecak.
Zsunęłam z ramion czarny a'la skórkowy plecak i rozpętałam sznurki zabezpieczające przed otwarciem.
- Nie schowałam tam alkoholu, nie musisz się martwić - podałam jej plecak.
- O której wrócisz?
- Czyli teraz będziesz mnie kontrolować?
- Powinnaś się tego spodziewać po tym, czego dokonałaś.
Babcia przeszukała plecak po czym mi go zwróciła.
- Do jakiego sklepu idziesz?
- Do Ikei, muszę kupić lampki do pokoju, może jakieś świece i zobaczy się na miejscu. Może wpadnę jeszcze do Van's i H&M.
- A wrócisz o...?
- Najpóźniej o 17.
- No dobrze. Tylko bez takich numerów jak ostatnio.
- Wiem, babciu, możesz przestać mi o tym przypominać. Będę uważna. Cześć.

Wyszłam ze sklepu z dwoma torbami w ręku. Kiedy tylko dotarłam z powrotem do domu od razu zawiesiłam nad łóżkiem sznur białych lampeczek, po czym wyjęłam z papierowej torby plecak etno z Van's. Na malutkim stoliku postawiłam trzy fioletowe świece.
Nagle do moich uszu dobiegło wołanie.
- Ash, idź do sklepu po mąkę i mleko, będę piekła sernik.
- Um, ok.

Naciągnęłam na głowę kaptur, bo zrobiło się chłodniej. Naprawdę nie mogła wcześniej mnie o to poprosić? Poczułam na nosie coś mokrego. Skierowałam głowę ku górze. No pięknie. Przyspieszyłam kroku. Moja bluza pokrywała się coraz większą ilością mokrych plamek. Wbiegłam do sklepu trzaskając zbyt głośno drzwiami. Wszyscy klienci skierowali na mnie swój wzrok. Super, jakbym tego chciała. Marzenie każdego człowieka. Kupiłam to o co prosiła babcia i wyszłam ze sklepu. Padało jeszcze mocniej, ale co mi tam i tak mam w dupie co dalej ze mną będzie. Usłyszałam za sobą silnik. No cóż, to Mullingar, tu jeżdżą auta. Nikt mnie przecież nie śledzi. Szłam dalej nie zważając na auto.
- Wsiadaj.
Nie myślałam, że to do mnie więc poszłam dalej.
- Słyszysz?
Odwróciłam głowę w kierunku, z którego dobiegał głos. Mój spokój od razu zniknął.
Niall Mam-Cię-W-Dupie Horan.
- Nigdzie z tobą nie jadę.
- Wolisz tu moknąć?
- Wolałabym, żeby tsunami mnie zalało niż siedzieć w jednym aucie z tobą.
- Czyli masz zamiar iść jeszcze te dwa kilometry w taki deszcz?
W sumie... jeśli wsiądę to uniknę deszczu i pomoczę mu siedzenia. Sam tego chciał.
- Ok, wsiadam.

- Um, dzięki - mruknęłam i wyszłam z auta.
Postawiłam foliówkę na kuchennym stole.
- Miły chłopiec.
Co ona powiedziała? Co jest do cholery nie tak z tą kobietą?
- Aha... - burknęłam i poczłapałam do pokoju przebrać się w suche rzeczy.


__________________________________________________________________
Cześć! Jakie odczucia? Akcja powoli będzie się rozkręcać i będzie się pojawiało coraz więcej Nialla, musicie być cierpliwi. Każdy komentarz to mój uśmiech - pamiętajcie.

Turkusowa

6 komentarzy:

Jeśli nie masz konta, a chcesz skomentować zaznacz Anonima.
Jeśli chcesz być informowana/y o rozdziałach → http://she-is-different.blogspot.com/p/informowani.html