poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział trzeci. "Tobie mógłbym dać to wszystko"

Ktoś uparcie trząsł moim ramieniem, nieustannie powtarzając moje imię, ale po prostu nie potrafiłam się obudzić. Nie chciałam. To była dopiero moja czwarta godzina snu i potrzebowałam, aby ktoś to uszanował. Poczułam, jak kołdra znika z łóżka, a moje ciało ogarnęły dreszcze.
- Idziemy do kościoła, wstawaj.
- Czy naprawdę muszę? - wymamrotałam, wyciągając spod głowy poduszkę i okrywając nią swoje nagie nogi. Wciąż nie otworzyłam oczu.
- Musisz.
Przeklęłam w duchu, zwlokłam się z łóżka i na oślep wyszłam z pokoju. Znałam ten dom na pamięć, dlatego z wciąż zamkniętymi oczyma, trochę po omacku weszłam do kuchni i otworzyłam oczy dopiero, kiedy usiadłam na taborecie.
- Babcia nie ma serca - oznajmiłam dziadkowi. Zaśmiał się.
- Oj tak, przez lata zdążyłem się o tym przekonać. Zjedz śniadanie. - Uniósł do ust szklankę wody, popijając przy tym trzy białe tabletki.
- Wolałabym zjeść poduszkę, no wiesz, jestem do niej przywiązana. Naprawdę muszę gdziekolwiek z wami iść?
- Według mnie mogłabyś zostać, ale lepiej nie zadzieraj z Dianą. Obudziła mnie o trzeciej w nocy, oświadczając, że dopiero wróciłaś i już startowała do twojego pokoju z gotową przemową, ale ją zatrzymałem.
- Uh, dzięki dziadku.
Złapałam kawałek ciemnego pieczywa i posmarowałam go jedynie masłem. Nie mogłam wczoraj usnąć przez ponad godzinę. Myśli kłębiły się w mojej głowie, zachodząc w coraz to nowsze rejony, rozbudzając nowe teorie i nigdy nie pozwalając mi usnąć. A mimo wszystko postanowiłam odpuścić. Pozwolić Niallowi uporządkować swoje sprawy i wrócić, gdy będzie na to gotów. Niektóre rzeczy są wyzwaniem dla jednostki i nikt nie może ingerować w jego rozwiązywanie, bo każda rzecz jest lekcją i kształtuje charakter.
- Za 45 minut masz być gotowa - oznajmiła babcia, wchodząc do kuchni. - I nie maluj się za mocno.
Zmrużyłam oczy, wzięłam ze stołu listek sałaty i podreptałam do pokoju po ubrania.

- Możemy iść do sklepu po południu? - spytałam przy obiedzie.
- Chyba będziesz musiała pójść sama. Ciocia Charlotte przyjeżdża w odwiedziny. Stephen pół roku temu się od niej wyprowadził i czuje się nieco samotna.
- Okej - odparłam zrezygnowana. - Czyli Stephen nie przyjeżdża?
- Nie - powiedziała babcia i czułam, że jej wzrok zatrzymał się na mnie odrobinę za długo.
- Hm? - mruknęłam zdezorientowana.
- Nic, nic. I tak w ostateczności poprosisz Nialla, żeby z tobą poszedł - westchnęła.
Spięłam się. Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć.
- Nie jesteśmy do siebie przywiązani jakąś liną. To, że... że lubię z nim spędzać czas, nie oznacza, że nie dam mu oddychać. Poza tym każdy ma wolną wolę i... nie wiem, po prostu niech robi, co chce. Przecież to nie tak że człowiek żyje tylko drugim człowiekiem. - Po tych słowach wstałam od stołu, zmyłam swój talerz i szybko wyszłam z kuchni.
Stanęłam przed lustrem. Drżącymi dłońmi odgarnęłam włosy za uszy i nabrałam w płuca powietrza. Podciągnęłam rękawy mojej dopasowanej beżowej bluzki i na chwilę zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, stała przede mną ta sama dziewczyna - słabsza niż kilka miesięcy temu, ale wystarczająco silna, aby podnieść się i zmierzyć się ze światem. Nie lubiłam rozmawiać z babcią na tego typu tematy. Na te tematy potrafiłam rozmawiać tylko... no właśnie. Tylko z nim. I nawet, jeśli teoretycznie powinnam się usamodzielnić, to byłam samodzielna przez całe dzieciństwo, bo musiałam taka być, i wiązała się z tym nieopisana samotność. A ja już dłużej nie chciałam być sama. Ostatni raz przejechałam palcami przez włosy, sięgnęłam po perfumy, pomalowałam usta na czerwono, włożyłam do kieszeni pieniądze i telefon, po czym wyszłam z domu.

Farba do włosów, nowa szczotka i czarne legginsy już zalegały w moich torbach, kiedy zatrzymałam się przed wystawą sklepu obuwniczego. Myśl, jaka przeszła mi przez głowę była kompletnym szaleństwem i w zasadzie nie wiem, czemu na to wpadłam, ale nagle zapragnęłam kupić parę szpilek. Czerwonych, zamszowych szpilek, które stały na wystawie i kusiły zapewne niejedną kobietę. Zagryzłam wnętrze policzka i weszłam do sklepu. A potem wyszłam, tak szybko, jak tylko postawiłam w nim nogę. Poczułam, jakby ktoś mnie spoliczkował, a potem postawił z powrotem przed lustrem jak te kilka godzin temu. Stałam na samym środku przejścia i patrzyłam się na osobę, która była podobna do mnie w naprawdę wielu aspektach. Jej włosy były czarne, grzywka brązowa. Miała kolczyk w nosie i była dość niska. Kiedy spojrzała do góry, a nasze spojrzenia skrzyżowały się, zauważyłam, że jej oczy są zielone. Nie stała wcale tak daleko. Na tyle blisko, abym mogła zostać zauważona nie tylko przez nią, ale i przez chłopaka, który trzymał ją za rękę.
Każdy w takim momencie odwróciłby się na pięcie i poszedł przed siebie. Ale ja po prostu stałam i z otwartymi ustami przypatrywałam się temu, co widzę. A widziałam niemało. Szok na twarzy dziewczyny, Nialla, który wplata wolną rękę we włosy i za nie ciągnie, jakby chcąc zebrać myśli, ludzi, którzy ze złością i oburzeniem patrzyli w moją stronę, gdyż uniemożliwiałam im swobodne przejście. Kiedy sprzedawczyni kazała mi się przesunąć, powoli weszłam do wnętrza.
- Hej - powiedziałam niepewnie, patrząc Niallowi w jego wielkie, przerażone i trochę jakby smutne oczy. Nie odpowiedział, ale nie odwrócił wzroku. Miałam jedynie wrażenie, że ma ochotę się cofnąć. W mojej głowie kotłowało się tylko: "Nie zepsuj mu tego", ale on chyba zdążył zepsuć wszystko wystarczająco mocno. Spojrzałam na dziewczynę i usłyszałam, jak przełyka ślinę.
- Czemu ta laska wygląda praktycznie tak jak ja? - odezwała się.
- To ty wyglądasz tak jak ona, nie odwrotnie - odpowiedział Niall i niepewnie na nią spojrzał. W tamtej chwili puściła jego rękę. - Możemy wyjść z tego sklepu? Co powiecie na kawia-
"Nie" wybrzmiało w tej samej chwili z ust moich i brunetki. O mało nie tupnęłam.
- Ashley, poznaj Blaithin, moją dziewczynę. - Przytknął czubek języka do górnej wargi. - A to jest... uhm.
Zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam, spojrzałam wprost na dziewczynę, przyjmując najbardziej fałszywy uśmiech, jaki w życiu zagościł na mojej twarzy.
- Cześć. - Wyciągnęłam do niej rękę. Niechętnie ją przyjęła. - Ja... my... przyjaźnimy się, a ja nie mam pojęcia co się tu dzieje. Ale wychodzę. - Ostatnie zdanie wypowiedziałam do blondyna.
- Stój. Nie, my nie przyjaźnimy się. Bo przyjaciele nie śpią w jednym łóżku, nie całują się i nie chodzą na randki. Kurwa, Blaithin, nawet nie wiem, co ci powiedzieć. Chciałem rozegrać to inaczej, w zupełnie odmienny sposób, ale prawda wyszła na jaw zanim zdążyłem o to poprosić. Ja... nic do ciebie nie czuję i... to wszystko... - Przyłożył ręce do twarzy, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc mu zebrać myśli. - Zakończmy to.
Słysząc wszystkie te słowa po prostu odwróciłam się i podążyłam do wyjścia. Nie chciałam być świadkiem tej rozmowy, obiektem nienawiści, powodem łez czy "kochanką". Jedyne, czego pragnęłam, to znaleźć się jak najdalej od Nialla i tej dziewczyny. Usiadłam na ławce przed galerią i zgięłam się w pół, kładąc głowę na kolanach. Było mi niedobrze, a pozycja wcale nie poprawiała mojego samopoczucia. Kiedy po dziesięciu minutach poczułam na swoich włosach dłoń, odskoczyłam jak poparzona.
- Co ty tu do cholery robisz? Masz dziewczynę - powiedziałam słabo.
- Tak, przepraszam.
- Nie. Masz dziewczynę, której właśnie powiedziałeś, że ją zdradzasz, nie można tak po prostu tego mówić, odwracać się i odchodzić jak gdyby nigdy nic.
- Powiedziałem jej prawdę, kiedy wyszłaś.
- I ile ci to zajęło, dwie minuty? Nie kończy się czegoś, co trwało Bóg wie ile, jednym zdaniem. - Podniosłam się z ławki i zaczęłam iść w stronę przystanku.
- Dokąd ty idziesz? Nie kończy się czegoś, na czym ci zależy, odchodząc.
- Skąd ta pewność, że mi zależy? - Odwróciłam się jeszcze, posyłając mu wściekle i pełne goryczy spojrzenie.
- Wiem to. Daj mi chociaż odwieźć się do domu.

Nikt nie odezwał się przez całą drogę, a ja praktycznie uderzyłam go drzwiami, w pędzie próbując je zamknąć, zanim mógłby dostać się do domu dziadków.
- Powiedziałam, że możesz mnie odwieźć, ale nie że pozwolę ci iść za mną, więc spadaj - warknęłam, podążając korytarzem.
- Łapię się czego mogę, abyś pozwoliła mi zostać w swoim życiu, przysięgam - westchnął teatralnie, wsadzając stopę miedzy framugę a drzwi od mojego pokoju. Chyba tylko cud uratował go przed zmiażdżeniem jej. W końcu ustąpiłam, zaciskając zęby i rzucając się na łóżko. Niall po prostu stał z rękoma w kieszeniach, patrząc mi w oczy, z rozchylonymi ustami, jakby poeta zatrzymał się w pewnym momencie poematu i nie wiedział, jakie słowa ma w owe usta włożyć. Ale ja nie chciałam już dłużej słuchać utworów, jakie miał w zanadrzu. Chciałam najzwyczajniej wypchnąć go przez okno, nawet, jeśli prawdopodobnie spędziłby pod nim całą zimną noc.
Zaczął mruczeć pod nosem, wplątał swoje długie palce we włosy i rozejrzawszy się dwukrotnie po pokoju, zdecydował się opaść na krzesło. Spuściłam wzrok na swoje kolana i przez dłuższą chwilę panowała pomiędzy nami cisza. Dźwięk tykającego zegara zaczynał doprowadzać mnie do szału. Ciężki oddech chłopaka był nierówny i urywany. Próbowałam bawić się poszarpanymi nitkami, okalającymi dziury w moich spodniach, ale skutkowało to jedynie tym, że rozrywałam je jeszcze bardziej. Stałam się naprawdę nerwowa i potrzebowałam punktu, na którym mogłabym się skupić. Dlatego właśnie spojrzałam na Nialla. Chłopak wpatrywał się w blat przed sobą i właśnie śledził coś palcem. Cóż, dość szybko zdałam sobie sprawę z tego, co to mogło być, albo raczej co to było na pewno. Przecież rok temu, nie mogąc zebrać myśli, zupełnie nieświadomie wydrapałam "Nial" tuż obok kilku bazgrołów na skraju biurka.
- Moje imię pisze się przez dwa L - spróbował zażartować, zauważywszy, że się mu przyglądam, ale nikt się nie śmiał. Posłałam mu jedynie puste spojrzenie, jakby nie obchodziło mnie to już dłużej. Co z tego, że każda z tych ścian wręcz krzyczała, informując świat o wszystkich moich uczuciach, jakie żywiłam do chłopaka.
- Nie onieśmielisz mnie - stwierdziłam zimno.
- Nie próbuję - odparł ze smutkiem w głosie.
- Od kiedy do trwa?
- Cztery miesiące - wyznał po namyśle.
- Och, to dlatego to wszystko tak się kruszyło, a ty nawet nie raczyłeś pisnąć mi słowa? - powiedziałam z wyrzutem. Nim zdążył odpowiedzieć, z mojej krtani zaczęły płynąć kolejne frazy. - Jezu, czuję teraz taki wstyd, czuję się współwinna. Myśl o tym, że jeszcze czterdzieści osiem godzin temu spałam z tobą w jednym łóżku, po tym jak uprawialiśmy seks... Sądzisz, że to w porządku? Te wszystkie rzeczy... Recytowałeś wiersz patrząc mi się w oczy tak głęboko, jakbyś był w amoku, Niall, do kurwy, jak ci nie wstyd?!
- Nigdy nie chciałem cię zranić.
To było jak kubeł zimnej wody z rana, ponieważ... Nie. Ponieważ nie.
- Nawet przez chwilę nie pomyślałam o sobie, mówiąc te wszystkie rzeczy, Niall. To jest po prostu tak niesprawiedliwe w stosunku do tej dziewczyny. Już nawet pominę fakt, że ona wygląda tak, jak ja. Czemu w ogóle tu przyszedłeś, powinieneś być razem z nią, już ci mówiłam. - Złapałam się za skronie i przylgnęłam tyłem głowy do ściany za sobą.
- Trzymałem się od ciebie z daleka tak długo, jak mogłem, a było to trudne, uwierz. - Teraz to on podnosił głos z każdą wypowiadaną przez siebie głoską. - Kiedy wtedy na tym pieprzonym chodniku po prostu tak stałaś, z mokrymi policzkami i włosami, które się do nich przylepiły, kiedy wiedziałem, że jestem stracony i nie mogłem nawet dać temu jakiegokolwiek wyrazu, z tą gównianą świadomością, że to nie fair najpierw rozbudzać twoje uczucia, a potem znajdować sobie kogoś, kto po prostu zabrałby tęsknotę i samotność, i stanąłem z tą myślą twarzą w twarz, po tak długotrwałych ucieczkach od tego... Ty po prostu odeszłaś i kurwa, nie wyobrażasz sobie jak bardzo chciałem wtedy powiedzieć: "zaczekaj", ale nie byłaś już dłużej częścią mojego życia, moje życie zaczęło się i skończyło w momencie, kiedy cię wtedy zobaczyłem. A jak wtedy przyszłaś w nocy... Nie do końca trzeźwa, zdenerwowana na mnie i na świat... Wiedziałem że to ten moment, gdzie możesz znów przez chwilę być jego częścią i... Przepraszam. Przepraszam, jeśli czujesz się teraz oszukana i wykorzystana. Nie chciałem, ja... Pozwól mi to naprawić, a to zrobię, obiecuję.
Patrzyłam na niego słabo przez cały ten czas, czując, jak po moich policzkach płyną łzy i będąc zbyt skołowaną, by choć wyrazić chęć otarcia ich. Ok, teraz to dotyczyło mnie. I dotykało mojego serca tam mocno, że momentami zastanawiałam się, czy jest ono w stanie to przetrwać.
- Wyjdź Niall.
- Ash.
- Wyjdź - powtórzyłam ciszej.
Uszanował to, spojrzał na mnie przez sekundę, po czym zniknął za drzwiami. I cóż, wtedy po prostu zaczęłam szlochać. A gdy kilka minut później ktoś zapukał do moich drzwi, raptownie otarłam oczy, zaciągając się powietrzem i dając radę wydusić przez nos "kto tam?". Nie otrzymałam odpowiedzi, jedynie zza drzwi wyjrzała babcia, pytając, czy może wejść. Usiadła na łóżku i nic nie mówiła. Czułam na sobie jej wzrok i za wszelką cenę go unikałam. I wtedy po prostu przesunęła się bliżej, przytulając mnie do siebie, i kim bym była, nie roztapiając się wewnętrznie od tego uścisku. Zaciągnęłam się zapachem cynamonu. Babcia od zawsze nim pachniała. Cynamonem i... domem. Oparłam policzek na jej ramieniu, wpatrując się tępo w plamki wywołane przez słońce na jej szyi, mimo, iż było to zdecydowanie zbyt blisko dla moich oczu. Jej dłoń gładziła moje ramię w górę i w dół, a ja czułam się po prostu... zraniona.
- Słyszałaś? - spytałam, nawet, jeśli wiedziałam, że tak było.
- Zgaduję, że wszystko - westchnęła.
- Wiedziałaś? - wymruczałam nieco ciszej.
- Tak - wyznała. - Ale pozwoliłam ci na niewiedzę i na te spotkania, bo ty musiałaś sama do tego dojść. A ten chłopak sam stawić czoła wszystkiemu, czego w swoim życiu prawdopodobnie nie przemyślał.
Cóż, na pewno nie przemyślał ściągnięcia kokardki z końcówki mojego warkocza, kiedy byliśmy dziećmi, co mogłoby postawić nas teraz zupełnie gdzie indziej.
Bzdura. Miałam ochotę śmiać się ironicznie do swoich własnych myśli. Rozciągająca się między naszymi domami ścieżka była niedługa, między charakterami okazała się być zabawnie wąska, serca już dawno znalazły się po tej samej stronie, na poniszczonym chodniku, targane huraganem sprzecznych emocji, a jednakich intencji.
- Mogę zostać sama?
- Nie ma mowy. Nie będziesz tu tkwić, płacząc przez chłopaka. Ciocia Charlotte wciąż siedzi w ogrodzie, razem z dziadkiem. Trzeba dokroić ciasta, a woda na świeżą herbatę za chwilę się zagotuje. Chodź, pomożesz mi.
Uśmiechnęłam się. Kochałam tę kobietę jak mało kogo. Otarłam oczy i choć nic nie było aktualnie w stanie uleczyć mojego serca, zawsze mogłam udawać, że mam z powrotem trzynaście lat i szaleńczo nienawidzę Nialla Horana, chłopaka z sąsiedztwa. Pomogłam babci w kuchni, jednak wciąż nie miałam ochoty na towarzystwo surowej ciotki. Babcia wciąż namawiała mnie do wyjścia z domu, jednak wolałam zostać i zrobić coś, co jeszcze rok temu nie przyszło by mi do głowy. Usiadłam na kanapie w salonie i wyszukałam w kontaktach numer mamy.
- Hej, jak u ciebie? - Usłyszałam i wypuściłam powietrze z płuc.
- W zasadzie to chciałam usłyszeć jak u ciebie - odparłam.
- Oh. - Kobieta po drugiej stronie zdawała się być zmieszana, jednak prawdopodobnie wyczuła, że lepiej będzie, jeśli odpowiedź na postawione przez nią pytanie pozostanie niejasna. - Dobrze. Właśnie przeglądam stronę internetową z butami. Ty też powinnaś pomyśleć o szpilkach na ślub. - Poczułam, jakby właśnie dźgnęła moje serce obcasem jednego z tych zamszowych, czerwonych czółenek, huh. - Wiem, że to totalnie nie w twoim stylu, ale myślę, że dojrzałaś już do tego, by w końcu pokazać się również z tej eleganckiej strony. Pomyśl, że jesteś bohaterką jednej z tych książek o osiemnastowiecznych damach, których wiem, że kilka masz, bo ostatnio ukradłam ci jedną z nich.
- Myślałam o tym. - Zdanie ledwo przeszło mi przez gardło. - I cóż, zauważyłam. Takie rzeczy jak zniknięcie jednej z moich książek nigdy mi nie umyka. W zasadzie dostałam ataku i przeszukałam cały dom, aż w końcu znalazłam ją w sypialni, dlatego postanowiłam to porzucić i w spokoju ducha udać się do swojego pokoju. - Mój humor diametralnie się polepszył. Moje rozmowy z mamą uległy ogromnej zmianie przez ostatni rok i cieszyło mnie to, bo w końcu czułam, że mam rodzica. Usłyszałam szmer i ciche przekleństwo.
- Um, przepraszam Ashley, ale muszę kończyć. Zupełnie zapomniałam o grzejącej się pomidorówce i teraz cała kuchnia jest zalana, bo zupa wykipiała. Zadzwonię później, olej?
- Jasne. I tak miałam zamiar iść już spać - skłamałam.
- Tak wcześnie?
- Taa, od jutra zaczynam pracę w kawiarni u Lloyda.
- W takim razie powodzenia.

***

- Dzień dobry Ash, chodź, zapoznam cię z nowymi obowiązkami. Zakupiliśmy kilka nowych maszyn, zaraz wszystko ci pokażę.
Uśmiechnęłam się na słowa mojego szefa. Nieustanne zmienianie wystroju, tematyki czy nazwy restauracji nigdy nie wychodziło mu z nawyku. Zawsze się dziwiłam, jakim cudem dotąd nie zbankrutował. Kiedy objaśnił mi zasady funkcjonowania maszyny do lodów, naleśnikarki i włoskiego ekspresu ciśnieniowego, zapoznał mnie z Melanie - kelnerką, rok ode mnie starszą, z burzą ciemnych loków, które miały niebieską poświatę, jak w tych wszystkich komiksach. Podczas pierwszej wspólnej przerwy obiadowej dowiedziałam się, iż dziewczyna już wkrótce miała iść na studia, dlatego prócz bycia kelnerką u Lloyda, pracowała w weekendy jako fotomodelka. Nie zdziwiło mnie to, gdyż dziewczyna miała skórę opaloną na złoto, ogromne brązowe oczy, okolone niezwykle długimi rzęsami, pełny biust, ładne ramiona, szerokie biodra i długie, szczupłe nogi, co sprawiało, że musiała być dość pożądana na rynku mody. Zdradziła mi jednak, że jej marzeniem jest praca w przedszkolu, a wrazie gdyby jej plany szlag trafił, zamierzała starać się o posadę w poradni psychologicznej. W rekompensacie odpowiedziałam jej o moich dziennikarskich planach, a także o tym, że niegdyś tu mieszkałam i o moim nowym miejscu zamieszkania. Wydawała się być bardzo miłą i otwartą osobą, a na dodatek niezwykle promienną. Stwierdziłam, iż praca z nią będzie zatem przyjemnością, tak samo jak praca z Lou ubiegłego roku. A co do mojego przyjaciela...

- Loud, dziewczyno, tak bardzo tęskniłem! - Po restauracji poniósł się wysoki głos, a ja w zaskakująco szybkim tempie straciłam grunt pod nogami, zostałam bowiem uniesiona i obkręcona na samym środku lokalu. Wszystkie spojrzenia skierowały się w naszą stronę, nawet szefa, jednak on tylko uśmiechnął się półgębkiem i podszedł przywitać się z Louisem. Gdy szatyn uścisnął jego dłoń, ówcześnie odstawiwszy mnie na ziemię, wymienili kilka formalnych, aczkolwiek ciepłych i szczerych słów, a potem znów miałam całą uwagę Louisa dla siebie.
- Gdzie Harry?
- Stoi przed tobą mężczyzna twych marzeń, a ty mnie pytasz o innego?! - Niebieskooki zmarszczył brwi.
- Nie jesteś mężczyzną moich marzeń, a ja nie noszę w majtkach tego, czego szukasz - powiedziałam tak, aby tylko on mógł to usłyszeć, po czym cicho się zaśmiałam.
- Przepraszam, zawsze zapominam, że to Niall nim jest, no cóż, taka moja dola.
Wyraz mojej twarzy zrobił się kamienny, automatycznie się spięłam i odchrząknęłam.
- O kurwa... - wyszeptał Lou. Jedną ręką podparł swój bok, a drugą przeczesał odrobinę za długie włosy. - Powiedział ci, czy raczej sama się dowiedziałaś?
- Druga opcja - odparłam i odwróciłam się na pięcie, podążając za ladę, ponieważ powinnam pracować, zamiast gawędzić z szatynem i torować ludziom przejście. - Kawy?
- Latte - odparł, podskakując lekko, by usiąść na barowym stołku. Widok ten automatycznie poprawił mój humor.
- Duża?
- Duża.
- Trzy euro.
Położył pieniądze na blacie przede mną. Wydałam mu rachunek i zabrałam się za przygotowanie kawy.
- Więc co z Harrym?
- A, no tak. - Zdawało się, że moje słowa wyrwały go z zamyślenia. - Biedak śpi, bo całą drogę prowadził. Ja zgubiłbym się na pierwszym lepszym skrzyżowaniu.
- Przyjechaliście autem? - Zdziwiłam się.
- Tak. To było dość męczące i zajęło nam w cholerę dużo godzin, ale zatrzymaliśmy się po drodze w hotelu, żeby odsapnąć i nabrać sił na dalszą drogę. Kiedy dotarliśmy do Mullingar, zrobiłem mu porządnego blowjoba, aby wynagrodzić mu fakt, że to on musiał kierować, a potem odpłynął w głęboki sen.
Z impetem postawiłam przed nim wysoką szklankę, rozlewając przy tym odrobinę zawartości.
- Lou, jesteśmy w miejscu publicznym, mógłbyś zachować opowieści o waszych sprawach łóżkowych na później? - Wytrzeszczyłam oczy, a następnie upewniłam się, czy aby na pewno nikt nie podsłuchuje.
- W zasadzie to nie jest sprawa łóżkowa, bo to było w-
- Wracam do pracy - powiedziałam głośno, przerywając jego wypowiedź i sygnalizując, iż nie chcę poznawać reszty tej historii.
Chłopak tylko wywrócił oczami i upił łyk swojego napoju. Następnie złapał kartę dań i zaczął ją wertować.
- Upieczesz mi naleśnika? - Zrobił minę szczeniaczka.
- Za dwa czterdzieści tak.
- Skąd wiesz, że ten, którego chcę, kosztuje dwa czterdzieści?
- Błagam, ty cały czas jesz naleśniki z dżemem śliwkowym i bitą śmietaną, to już fetysz.
Uśmiechnął się.
- W takim razie wezmę dwa na wynos; jeden dla mnie, drugi dla mojej śpiącej królewny.
- W takim razie co śpiąca królewna będzie sobie życzyć?
- Nutella i banany, tak sądzę. I dużo, dużo śmietany.
- Wiesz, że zanim dotrzesz do domu, te naleśniki będą w niej pływać?
- Spokojnie, zadbam o to, aby była świeża. - Puścił mi oczko.
- Jeszcze jeden dwuznaczny żart i cię stąd wyrzucę - ostrzegłam, wskazując na niego łyżeczką.
- Nigdy nie zastanawiało cię, kto jest na górze?
Nabrałam w płuca powierza, chcąc go pouczyć, ale przybył kolejny klient, co sprawiło, że szatyn w końcu poprawnie zajął się swoją latte. Przyjęłam zamówienie od jakiegoś pana, przekazałam je do kuchni, po czym zabrałam się za naleśniki.
- Pojutrze robimy imprezę powitalną. W zasadzie grilla. Masz zaproszenie. I zrób te naleśniki bez śmietany. Po prostu kupię butelkę po drodze.

***

Nim się obejrzałam, siedziałam pomiędzy Harrym a Liamem, dzierżąc w dłoni widelec z nabitą na niego kiełbaską. Naprzeciwko mnie siedział Louis, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna, ponieważ to sprawiało, że nie musiałam znajdować się centralnie przed Niallem. Zupełnie go ignorowałam, udawałam, że nie istnieje i próbowałam rozkoszować się towarzystwem przyjaciół. Zayn właśnie marudził, że nie ma nikogo, i że nie był zakochany w żadnej dziewczynie od ósmej klasy, na co Danielle uparcie próbowała przekonać go, że jest aseksualny, ponieważ to niemożliwe, aby żadna dziewczyna nie interesowała się mulatem lub nie zwróciła jego uwagi. Liam mamrotał jednocześnie jakieś rasistowskie komentarze o Arabach, przez co Z rzucał w niego plastikowymi nożami. Zajrzałam na dno papierowego kubeczka, gdzie jeszcze jakiś czas temu znajdowało się smakowe piwo. Podniosłam wzrok, który niefortunnie padł na gryzącego wargę blondyna, którego oczy utkwione były we mnie. Speszona odwróciłam głowę w stronę Harry'ego z pytaniem, czy doleje mi odrobinę, a ten po prostu otworzył nową butelkę i postawił ją przed moim nosem, całą do mojej dyspozycji. Dużo czasu zajęło mi wypicie tego, jednak uporałam się z całością, nieustannie słuchając, co mają do powiedzenia inni, czasem wtrącając się do konwersacji, rzadziej coś opowiadając i udając, że wcale nie czuję się skrępowana poczuciem, iż jestem obserwowana przez Nialla, który przez cały wieczór siedział dość cicho. Nie spojrzałam na niego od momentu, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, jednak wiedziałam, że wciąż na mnie patrzy. Doprowadzało mnie to do białej gorączki, jednak mój wzrok zwinnie prześlizgiwał się obok niego. Zasłuchałam się w opowieść Louisa o tym, jak trudno jest na medycynie, gdy nagle poczułam wibrowanie w kieszeni. Choć było to odrobinę niegrzeczne, sięgnęłam po telefon i odblokowałam go, od razu zmniejszając jasność ekranu.
Niall: Spójrz na mnie.
Moje ręce zaczęły się trząść pod stołem, jednak nabrałam w płuca powietrza i jak gdyby nigdy nic schowałam komórkę, po czym wróciłam do opowieści Louisa. Jeszcze jeden sms. Nie chciałam tego robić, ale dziewięć minut później szatyn skończył mówić i kilka osób podniosło się z miejsc, by iść na papierosa, dlatego wyciągnęłam urządzenie.
Niall: Nie jestem człowiekiem, który pokazuje swoje emocje, ale tobie mógłbym dać to wszystko, tylko pozwól mi na jakikolwiek kontakt.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam odpisać. Nie chciałam rozmawiać z nim w żaden sposób, jednak zdecydowałam się wystukać dwa zdania.
Ja: Pomyliles numery. Nie pisz do mnie wiecej.
Kolejnego sms-a nie przeczytałam. Gdy podniosłam głowę do góry zorientowałam się, że połowa obecnych patrzy na mnie, druga zaś na Nialla. Zorientowali się, że wymieniamy się wiadomościami. I jestem pewna, że każdy wiedział, co tak właściwie zaszło między nami, a także o tym, w jaki sposób ta relacja się posypała. Chcąc, by w końcu przestali się gapić, sięgnęłam po cukierka leżącego w przezroczystej misce. Wszyscy oprzytomnieli i zajęli się rozmową o jakimś wyjeździe, który szczerze mało interesował mnie w tamtej chwili. Wypite piwo dało się we znaki, gdyż już chwilę potem poczułam, że muszę skorzystać z toalety. Nie wiem, czy byłam bardziej zaskoczona czy zła, gdy usłyszałam za sobą kroki na drewnianej podłodze. I byłam niemal pewna do kogo one należą. Szybko zamknęłam się w łazience, załatwiłam swoją potrzebę, umyłam ręce. Nie zakręciłam wody. Odszukałam Danielle w kontaktach telefonu.
- Tak, kochana? Coś się dzieje?
- Poszedł za mną, prawda? - zapytałam w miarę cicho.
Po drugiej stronie panowała przez moment cisza.
- Tak.
- Wyciągniesz mnie stąd? Proszę. Nie chcę z nim rozmawiać, nie jestem w stanie się z tym zmierzyć.
- Daj mi pięć sekund.
Chwilę potem usłyszałam niewyraźny głos dobiegający zza drzwi.
- Przepraszam Niall, ale muszę się wepchnąć w kolejkę; okres czasem lubi wpadać bez zapowiedzi, no wiesz, dziewczyńskie sprawy. - Rozległo się pukanie. - To ja, wpuść mnie Ash.
Uchyliłam drzwi minimalnie - tak, aby mogła się przez nie przecisnąć.
- Dziękuję - wyszeptałam i momentalnie poczułam, jak po moich policzkach zaczynają płynąć łzy. - Kurwa - zaklęłam. - Nienawidzę płakać przez tak głupie rzeczy.
Dani odciągnęła moje dłonie od twarzy i przytuliła mnie do siebie.
- Chcesz powiedzieć, że nienawidzisz płakać przez ludzi, którzy mieli być tymi od ocierania łez? Wiesz co? Skoro postąpił wobec ciebie tak paskudnie, to znaczy, że nie jest ciebie wart.
- Wiem. Ale minęły dopiero trzy dni, a ja jeszcze nie przyzwyczaiłam się do faktu, że go straciłam. Na dodatek on próbuje nawiązać kontakt, a ja naprawdę nie chcę jego wyjaśnień czy nawet przeprosin.
- Po prostu... wyjdziemy teraz jak gdyby nigdy nic, zostawiając go pod drzwiami. Nie musisz na niego patrzeć, ale jeśli chcesz, możesz posłać mu triumfalne spojrzenie. Po prostu nie daj po sobie poznać, że cię złamał. Powinien płacić o wiele większą cenę, niż płaci, nie tylko za złamanie twojego serca, ale również tamtej dziewczyny.
- Czy wy... naprawdę wiecie już wszystko? - zapytałam odrobinę zirytowana i pochyliłam się nad lustrem, by zetrzeć wszelkie oznaki tego, że płakałam. Nawet, jeśli plotki szybko rozchodziły się w tak zwartym gronie przyjaciół, mogła przynajmniej udawać, że nie zna całej prawdy.
- Nie wszystko, kochanie, nie złość się. Tylko ogólny zarys. Nikt tak naprawdę dotąd nie wiedział do końca, o co chodzi Niallowi z tą dziewczyną. Zresztą nie wszyscy byliśmy na miejscu, tu w Mullingar.
- Opowiesz mi, jak to jest, że w ogóle tu przyjeżdżacie i tak dobrze znacie się z resztą? Jak poznałaś Liama? Wam tak dobrze się układa...
- Każdy związek ma swoje wzloty i upadki. Opowiem ci wszystko, ale proszę, chodźmy już. W tej łazience panuje zła energia - powiedziała, wskazując palcem na rażąco żółte bokserki w czerwone serduszka, zwieszające się z krawędzi wanny.
- Założę się, że to Harry'ego - wypaplałam.
- Ja za to obstawiałabym Louisa. W dzieciństwie uwielbiał żółte kanarki. - Wypchnęła mnie za drzwi.
Moje oczy momentalnie spoczęły na sylwetce chłopaka. Szybko uniósł głowę do góry, a w jego oczach błysnęło rozczarowanie, gdy zobaczył, że tuż za mną kroczy szatynka.
- Wolne, możesz wchodzić - zaszczebiotała, pchając mnie jednocześnie do przodu. Ostatni raz obrzuciłam Nialla obojętnym wzrokiem, po czym szybko odeszłam.

Dwie godziny później (które blondynowi musiały się niemiłosiernie dłużyć z racji tego, że jako jedyny nie brał czynnego udziału w rozmowie, prawdopodobnie nawet nie słuchał) parę osób nalegało, byśmy obejrzeli film. Dlatego też posprzątaliśmy wszystko, co znajdowało się na stole, znosząc to do kuchni, podczas gdy Harry zajął się podpięciem laptopa pod telewizor i zrobieniem dwóch misek popcornu. Inni zajęli miejsca na ogromnej kanapie, a ja po prostu stałam nad nimi, zastanawiając się, co zrobić ze swoim nieporadnym tyłkiem, gdyż jedyne wolne miejsce pozostało przy... Niallu oczywiście.
- Chodź mała. Posuńcie się ludzie - zarządził Zayn, robiąc dla mnie odrobinę miejsca, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. I mimo, iż oparcie nieco wbijało się w mój bok, było to o wiele lepsze, niż przymus siedzenia przy kimś, od kogo chciałam być jak najdalej. Początkowo nawet nie skupiłam się na historii Shreka, jaka ukazana została w pierwszej części. Inni wybuchali śmiechem, milkli, komentowali, uciszali się nawzajem, a ja po prostu tępo wpatrywałam się w ekran, myśląc o moich ubiegłych urodzinach. Dla przeciętnego obserwatora mogłoby się wydawać, że sytuacja jest taka sama: grupa przyjaciół spotykająca się w celu dobrego spędzenia czasu w swoim gronie, w akompaniamencie śmiechu i w dobrej atmosferze. Jednak wszyscy obecni wiedzieli, że prawdopodobnie dwójka ludzi nie powinna dostawać zaproszenia na dzisiejszą imprezę. Każdy ruch prowadzący do interakcji bowiem sprawiał, że najnormalniejsza rzecz stawała się niekomfortowa. Rok temu... wtedy czułam się wyjątkowa. Zwłaszcza Horan pokazał mi, że powinnam tak się czuć. A teraz zabrał to wszystko, podeptał i wyrzucił do pierwszego lepszego kosza. I to było dla mnie w cholerę trudne, bo przez całe dziesięć miesięcy łudziłam się, że może wszystko jest w porządku, gdy wcale tak nie było. Choć on pewnie bawił się wybornie. Fiona właśnie obudziła się jako ogier, gdy poczułam na swoich barkach ramię, które przyciągnęło mnie do siebie i oparło mój ciężar na twardym torsie. Odrobinę się rozluźniłam, przekładając rękę przez brzuch mulata i osuwając się w dół na swoim miejscu. Zayn był tym przyjacielem, który próbował wszelkich sposobów flirtu, jednak zawsze dbał o to, aby dziewczyna czuła się w jego towarzystwie komfortowo, a gdy widział, że ktoś ma zły humor, nigdy nie zaniechał starania się o jego poprawę. Poczucie jego obecności w jednej chwili zmieniło mój nastrój na lepszy i w końcu skupiłam się na filmie, jednak oczywiście coś, a raczej ktoś, musiał to popsuć.
- Zayn, podasz mi popcorn? - Usłyszałam melodyjny głos, dobiegający z przeciwnego końca kanapy. Brązowooki, dość zdezorientowany i niechętny, na chwilę mnie od siebie odsunął, podał Niallowi stojącą na stole miskę, po czym z powrotem pozwolił mi się o siebie oprzeć. To nie tak, że pod nosem blondyna stała druga porcja słonej przekąski, jedynie o innym smaku. Nie minęło może pół minuty, gdy odezwał się znowu. - Z, wiem, że masz lepkie ręce, ale czy mógłbyś kurwa przestać dotykać to, co nie jest twoje?
Poczułam, jak mięśnie pod moim przedramieniem napięły się, dlatego ścisnęłam rąbek koszuli mulata, zanim mogłaby wywiązać się z tego kłótnia. Nie powstrzymałam go jednak przed wygłoszeniem komentarza.
- Przepraszam, ale masz na myśli tę kanapę, czy raczej dziewczynę, której nie potrafiłeś zatrzymać przy sobie na dłużej niż kilka dni?
Niall nie odezwał się przez dłuższy czas. Kiedy jednak otworzył usta, zaczynając bełkotać jakieś zdanie, Louis westchnął, wstał z kanapy, po czym pociągnął go za sobą na taras. Moje ciało z powrotem było całe sztywne, a ja próbowałam usłyszeć choć skrawek rozmowy, jaka toczyła się za przymkniętymi drzwiami. Do moich uszu docierały jednak tylko fragmenty.
- Frustruje mnie, że... nie gada... ciągle tylko ucieka... mam dość, bo... ukarać... gdybym kurwa chciał... wszystko... - było pierwszym, co padło z ust blondyna. Żałowałam, że nie mogę dosłyszeć wszystkiego.
- Bawiłeś... myślisz, że coś takiego jak... wybaczalne? Dziwisz się, bo... tak naprawdę... nigdy... darować... 
- Robiłem co... nie potrzebuję rad... uczynić mnie słabym... za dużo honoru i... - Dalszej części nie usłyszałam, jednak kiedy Niall skończył mówić, Louis po prostu przywalił mu z otwartej ręki w twarz. Kątem oka widziałam, jak wszystkie głowy zwracają się w kierunku okna. Harry poruszył się niespokojnie na swoim miejscu.
- Otrząśnij... zraniłeś... kobiety... spierdoliłeś, a przyznanie... nie zmaże winy. Jeśli nadal cię... drugą szansę, ale... zasługujesz. Wiesz... ma kruchą psychikę, a ty... przestań szykanować kogoś... jedynym, kto powinien przepraszać... ty.
Niższy chłopak widocznie skończył swoją wypowiedź i skierował się w stronę drzwi, jednak Niall zatrzymał go jeszcze i powiedział coś, co brzmiało jak "dziękuję". Louis przekroczył próg mieszkania, a zauważywszy, iż wszyscy się na niego gapią, mruknął tylko "Was też powinienem ustawić?", co spowodowało, że zainteresowanie filmem z powrotem wróciło. Chwilę potem mieliśmy przyjemność obserwować Nialla, który przemierza pokój, sięga do jednej z półek, oznajmiając Harry'emu, że pożycza od niego papierosa, po czym ponownie znika na dworze. Miałam serdecznie dość jego humorków, ponieważ to on nawalił, a jednocześnie grał poszkodowanego. Nie umiał wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, które nie były w sumie nijak umotywowane. Czemu czułam się zraniona? Przecież byliśmy jedynie znajomymi, którzy, o ironio, zakochali się w sobie, którym na sobie zależało, którzy lubili spędzać czas we wspólnym towarzystwie. Nie trzeba zawsze nazywać relacji, aby określać, jak bliska ona jest. Ale my nigdy nie ustaliliśmy zasad. Jeśli był szczęśliwy ze swoją dziewczyną, to ja byłam gotowa się wycofać. Ale jeśli był z nią szczęśliwy, to czemu tak po prostu rzucił to wszystko dla mnie? I jeśli nigdy nie chodziło mu o jej szczęście, to po co próbował udowodnić i jej i sobie, że tak było? Dlaczego w ogóle zawracał komukolwiek głowę? Zbyt wiele pytań bez odpowiedzi.

- Ni, jesteś kierowcą?
- Mhm - odmruknął "Ni".
Spojrzałam kątem oka na rozmawiających Nialla i Liama. Byłam naprawdę zmęczona, a obecność blondyna jeszcze to potęgowała. I właśnie dowiedziałam się, że skoro z nim wracamy, to w pewnym momencie w aucie zostanę tylko ja i on. Noc zamierzała ku końcowi, ale zapowiadało się, że najgorsze dopiero przede mną.

Z goryczą i brakiem nadziei patrzyłam na plecy Zayna znikającego gdzie w ciemnej alejce. Nigdy nie byłam w jego mieszkaniu, rzadko także przebywałam w tej dzielnicy. Odwróciłam twarz od szyby i starałam się przykleić swój bok do tylnych drzwi tak bardzo, jak tylko to było możliwe. Zaczęłam żałować, że nie poprosiłam mulata o przenocowanie, choć mógłby to odebrać w niewłaściwy sposób. Czułam, że jedziemy wolniej niż wcześniej. To zaś sprawiało, że miałam ochotę wyskoczyć oknem i położyć się na środku jezdni. Powietrze między nami było tak gęste, że pokusiłam się o uchylenie okna, co niefortunnie przykuło uwagę blondyna. Odwrócił głowę do tyłu, spoglądając na mnie przez ramię. Wyraz jego twarzy pozostał niezmienny, jednak jego spojrzenie po trzech sekundach bycia wycelowanym wprost w moje oczy, w czwartej sekundzie spadło, a potem Niall powrócił wzrokiem przed siebie. Spojrzałam na czerwone cyfry na wyświetlaczu ponad nadmuchem powietrza. 5:01. A przed nami było jeszcze przynajmniej pół godzony drogi. Przeklęłam w myślach. Oparłam potylicę o zagłówek i przymknęłam oczy. Starałam się zapomnieć o obecności Nialla, choć wiedziałam, że pewnie gapi się na mnie we wstecznym.
- Nie możesz nie odzywać się do mnie przez resztę wakacji.
- Więc wrócę do domu - syknęłam nie otwierając oczu, choć żyłka na mojej skroni zadrgała.
- Nie możesz tak po prostu zamiatać problemów pod dywan. - Użył anafory, nadając głosowi rzeczowy ton.
- Przecież wszystko już mi powiedziałeś, nie potrzebuję więcej. Zdradziłeś... nawet nie wiem już kurwa kogo zdradziłeś, ją czy mnie, po prostu dajmy temu spokój.
Słyszałam jak wypuszcza długi oddech.
- Próbuję naprawdę wszystkiego, by cię zatrzymać, ale ty masz to w dupie.
- Tak samo jak ty miałeś mnie - odgryzłam się. - Co w ogóle daje ci uprawnienie do bycia na mnie złym?
- Nie jestem zły na ciebie, tylko na siebie.
- Więc załatw to ze sobą samym. Ja nie chcę być już częścią twojego życia.
Nie odezwał się.

Rozpoznałam dokładnie na jakiej ulicy się znajdowaliśmy. Jeszcze tylko skręt na rondzie w prawo, a potem dwa razy w lewo i znaleźlibyśmy się na naszej ulicy. To około dwóch kilometrów. Ale nie, ponieważ musiał zjechać na jebane pobocze, aby zapalić jebanego papierosa.
- Nie mogłeś zrobić tego w domu? - Wysiadłam, z furią trzaskając drzwiami. Myślałam, że dostanę za to reprymendę, ale jedyne co, to obrzucił mnie obojętnym spojrzeniem. - I przestań palić do kurwy. - Objęłam się ramionami, gdy owiało mnie zimne, rześkie powietrze, przynosząc ze sobą dreszcz. Automatycznie porzuciłam kiełkującą w moim umyśle myśl o przemierzeniu reszty drogi do domu dziadków pieszo.
- Wsiądź do samochodu, bo jest naprawdę mroźno, a ja nie mam żadnej bluzy ze sobą.
I tak, może zachowałam się jak przedszkolak, ale jedynie tupnęłam, zmrużyłam oczy, odwróciłam się do niego plecami i wbiłam pięty jeszcze głębiej w ziemię.
Niallowi chyba znudziła się ta gra, dlatego rozpoczął nową, przemieszczając się ze swojego miejsca po przeciwnej stronie samochodu, obchodząc go i zbliżając się do mnie, burząc tym samym mój mur obronny. Stanął naprzeciwko mnie i założył ramiona na klatce piersiowej. Niebo ponad nami było szare, ponieważ cały jego błękit został zamknięty w oczach chłopaka. Nie cofnęłam się. Zbyt wiele już przegrałam, aby pozwolić sobie na to kolejny raz. Napięłam mięśnie, pewnie patrzyłam wprost na niego i nie przesunęłam się ani o milimetr. Ale nagle coś się zmieniło, ponieważ zostałam zdominowana przez wzrost blondyna, który znacznie się zbliżył, położył ręce po obu stronach mojej głowy, na samochodzie, i sprawił, że szczelnie przylgnęłam do auta za mną. Nic nie mówił. Patrzył. A potem uniósł palec, aby usunąć z mojej twarzy pojedynczy zabłąkany na niej włos. Odgarnął także moją grzywkę, dotknął lewej brwi i nosa. Obserwowałam w milczeniu jego poczynania, zarazem trochę jakby w amoku. Moje oczy były szeroko otwarte. Niall pochylił się, pocałował moją szyję. Był to krótki, ale mokry pocałunek, w zasadzie całus. A potem po prostu przytulił mnie. Położył dłonie na moich plecach, obejmując mnie całą, a głowę umiejscowił na moim ramieniu. Nie odsunęłam go. Pozwoliłam mu tak trwać całe pięć minut. I choć było to najlepsze uczucie pod słońcem, nie umiałam tak po prostu wymazać rozczarowania. Wszystko wokół było takie ciche, powolne, właściwe. Ale u mnie szalała burza, bo tak bardzo chciałam być niezależną, zbierać resztki swojej dumy, ale zarazem lgnęłam do tego chłopca o niebieskich oczach, i byłam gotowa przebaczyć mu wszystko. Rozsądek podpowiadał mi jednak, że takie czyny zasługują na poniesienie swej ceny. Dlatego kiedy się odsunął, dość szybko wymknęłam się spod jego ramienia, otworzyłam drzwi od auta i po prostu wsiadłam, nie czekając na żadne "przepraszam", które i tak by padło, ani tego nie oczekując. Zamknęłam oczy. Wytrzymaj Ashley. Wytrzymaj.

____________________________________________________________________________
Nie wiem w jakim odstępie czasowym będą pojawiać się rozdziały, aczkolwiek fanfiction dokończyć zamierzam. Być może w przyszłości pojawi się z mojej strony Ziam ff.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozdział drugi. 'Żadne z nas nie potrzebowało drugiego'

- Co ona tu robi? - Usłyszałam lodowaty ton głosu, gdy właśnie miałam włożyć końcówkę mojej kanapki do ust. Zamarłam. Prosto we mnie wycelowane było nieruchome spojrzenie matki Nialla, która ni stąd ni zowąd pojawiła się w progu drzwi, gdzie nie było jej jeszcze minutę temu. Zamrugałam. Nie miałam pojęcia, że będę aż tak niemile widziana. Wzrok kobiety ześliznął się po mojej sylwetce, odzianej tylko w przydużą koszulę Nialla, zapinaną na guziki. Jakże wdzięczna byłam Bogu, iż zakrywa ona aż połowę moich ud.
- Dzień-dzień dobry? - wydukałam cicho.
- Mamo, Ashley jest moim gościem, masz być dla niej miła! - Chłopak wytrzeszczył na nią oczy. - W zasadzie czemu nie ma cię teraz w pracy?
- Chyba tu mieszkam, racja? - odparła sucho, a ja w tym czasie zaczęłam "podziwiać" strukturę blatu stołu. - Tobie jak widzę dom wymyka się spod kontroli. Nie tylko on.
- Możemy odłożyć tę rozmowę w czasie? - Z każdą sekundą tracił odrobinę cierpliwości, mogłam to poznać po sposobie, w jaki jego głos stawał się głębszy, w miarę gdy oddech robił się płytszy.
- Oczywiście. Ale pamiętaj, że im bardziej zwlekasz z rzeczami, tym bardziej ranisz innych, gdy one już wychodzą na jaw - powiedziała i to były jej ostatnie słowa, zanim wymaszerowała z kuchni, głośno stukając swoimi butami na koturnie.
Przez moment żadne z nas się nie odzywało.
- Przepraszam - westchnął w chwili, gdy z moich ust wydobywało się: "Na mnie chyba już czas". - Nie, Ash, proszę cię, nie odchodź teraz, gdy w końcu znów zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Tylko nie teraz. Zrobię ci najlepszą herbatę na świecie i wyrecytuję tyle wierszy, ile tylko zechesz, ale błagam, zostań i spędź ten dzień ze mną. Brakowało mi ciebie.
- Przykro mi Niall. Dochodzi już dziewiąta, powinnam pojawić się w domu, zanim moja babcia zorientuje się, że wcale nie chrapię smacznie w łóżeczku. - Zsunęłam się z taboretu, próbując stłamsić wewnętrzne uczucie rozczarowania, gdy odrzucałam jego prośbę. - Ale, hm, może wyjdziemy gdzieś wieczorem? - Uniosłam brwi, słysząc słowa, które ewidentnie wydostały się z moich ust. Czy ja go właśnie zaprosiłam na randkę?
- Jasne. - Uśmiechnął się do mnie, wstając ze swojego miejsca, podchodząc i wsuwając dużą dłoń pod rąbek koszuli, którą na sobie miałam, tylko po to, aby dotknąć mojego brzucha i przyciągnąć mnie do siebie za biodro. Poczułam jak drugą ręką rozwiązuje moje włosy, które po przebudzeniu się od niechcenia związałam w supeł. I nagle błękit jego oczu zdmuchnął mnie z powierzchni ziemi, a potem miękkie usta odcisnęły się na samym czubku mojego nosa.
- Tak w zasadzie, jak doszło do tego, że nie byłaś wczoraj z początku całkowicie trzeźwa?
- Zayn zaprosił mnie na imprezę. W prawdzie wolałam spędzić wieczór z tobą, ale ponieważ ty nie odbierałeś telefonu, postanowiłam, że z nim tam pójdę.
- Och - odparł tylko, marszcząc brwi i uciekając wzrokiem od mojego.
W pierwszej chwili chciałam się od niego odsunąć, jednak uświadomiłam sobie, że to postawiłoby pomiędzy nami krechę - niegrubą, niekoniecznie długą, ale wystarczającą, abyśmy obaj poczuli dyskomfort, utracili poczucie bezpieczeństwa, bliskości i tej normalności, w jaką nasza relacja się przerodziła, ponieważ tak, takie coś niegdyś było na porządku dziennym, a brak tego sugerował, że coś jest źle, nie tak. Znowu.
- Jest w porządku - powiedziałam i nic więcej nie było mi dane wyrzec, ponieważ wtedy do kuchni weszła mama Nialla. Tym razem miała na sobie firmowy podkoszulek i ogrodniczki, a na nogach trampki. Momentalnie strzepnęłam dłoń blondyna ze swojego boku, gdyż teraz biała koszula obnażała zdecydowanie za dużo. Poczułam jak do moich policzków uderza gorąco. Przełknęłam ślinę i byłam wdzięczna chłopakowi, że stanął przede mną, w większości mnie zasłaniając.
- Mamo? - spytał zniecierpliwiony, odrobinę za głośno.
- Lepiej uważaj, jakim tonem się do mnie zwracasz - ostrzegła. Podeszła do regału, schyliła się do przedostatniej szuflady i wyciągnęła z niej rękawice ogrodnicze. - Założę się, że nie masz na tyle odwagi, aby przyznać się do swoich błędów, mam rację? - Kiedy jej nie odpowiedział, westchnęła. - Tak myślałam. Miłego dnia, Ashley. I ubierz się dziecko - skierowała się do mnie i opuściła pomieszczenie.
Wypuściłam wstrzymywane powietrze. Widziałam, jak bardzo łopatki Nialla są ściągnięte, a zarazem jak pięści zaczynają się rozluźniać. Zrobiłam krok naprzód i przytuliłam się do niego od tyłu. Nie ruszył się, ale czułam jak jego mięśnie powoli ustępują. W końcu rozplótł moje ramiona zaciśnięte na jego brzuchu i obrócił się w moją stronę.
- Masz rację, powinnaś iść do domu. Nie chcę, byś tego słuchała. A ja sam nie mogę ci wytłumaczyć. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
- Niall, ale ja nie oczekuję od ciebie żadnych wyjaśnień.
- A to źle, bo powinnaś. - Przeczesał palcami swoje wyblakłe nieco już włosy. Zaczęłam się martwić, a jego następne słowa tylko wzbudziły moje obawy. - Tak dużo rzeczy zniszczyłem, Ash. Ale ty jesteś zbyt dobra, aby cię w to mieszać. Przynajmniej na razie.
- Niall, ja wiem, że pewnego dnia między tobą a twoją mamą będzie w stu procentach dobrze. Może po prostu powiesz mi o co chodzi wieczorem, gdy już się spotkamy?
Widziałam, jak jego jabłko Adama powoli unosi się i opada, kiedy przełykał ślinę. Zdawał się myśleć nad odpowiedzią, ale w końcu mruknął tylko mało przekonujące: "Mhm". Zagryzłam policzek. W co ten chłopak znów się wpakował?
- Teraz ja pójdę do domu, a ty powinieneś pomóc mamie w ogrodzie. Zgoda?
- Jasne. I będę po ciebie o siódmej, okej?
Uśmiechnęłam się.
- Pasuje.


***

Drogi Pamiętniku,
Trudno byłoby mi zliczyć, ile razy się zgubiłam, jak wiele razy skręciłam w lewo, nawet, kiedy mój kierunkowskaz migał na prawo. Nieważne, ile razy uciekałam od prawdy, wybierałam opcję dobrą dla mnie jako człowieka rozsądnego, aczkolwiek złą dla kogoś, kto potrzebuje odrobiny ciepła w życiu. Niełatwo przyznawać się do błędów, ale ja się do swoich przyznam. Bo to one postawiły mnie tu, gdzie jestem. One uzbroiły mnie w siłę i cierpliwość, a także zmusiły do wzięcia odpowiedzialności za całe swoje życie. I każdy powinien umieć przyznawać się do błędów, chociażby jako zabieg oczyszczający duszę, pomagający znów trzeźwo patrzeć na świat. Aby potem móc ponownie upić się jego absurdem i mieć za co przepraszać. Piękne. Niczego temu systemowi nie brakuje.


W chwili, w której skończyłam pisać, mój telefon zaczął dzwonić.
- Hej, mała. Dzwonię tylko, aby ci powiedzieć, żebyś założyła coś wyjściowego.
Wywróciłam oczami, choć nie mógł tego zobaczyć.
- Jeśli to obejmuje zakładanie sukienki, to nigdzie się z tobą nie wybieram.
- Nie, nie... - odrzekł szybko. - Po prostu... Ślicznie ci w dresach, ale załóż coś, co będzie pasować do miasta, okej?
- Mhmm.
- Dobrze. Co u ciebie?
- Ostatnio rozmawialiśmy rano, a to było jakieś trzy godziny temu, pa Niall, znajdź sobie zajęcie - przeciągnęłam wyrazy i rozłączyłam się, zanim zdążył porządnie powiedzieć zdanie "Przecież już ciebie znalazłem".

Siedziałam przy okrągłym stoliku, nakrytym czerwonym obrusem, dzierżąc w ręku spis menu. Nigdy wcześniej nie byłam w tej restauracji. Ściany wyłożone były czerwoną cegłą, pomieszczenie oświetlały jasne lampki choinkowe i jeszcze jakieś tlące się światło, płynące z nieznanego źródła. Okna ciągnęły się przez prawie całą wysokość od sufitu do podłogi, a za nimi panowała noc. Wytwornie ubrani goście już od progu witani byli delikatną muzyką jazzową. Co chwila pojawiały się tu nowe pary. Zastanawiali mnie ci ludzie. Kim byli? Znajomymi? Kochankami? Pracownikami jednej firmy, umówionymi na rzekome spotkanie biznesowe, które i tak miało zakończyć się namiętną nocą? A ta samotna pani po pięćdziesiątce? Może była niegdyś tancerką? Może straciła miłość swojego życia i dlatego zapijała teraz smutki w rdzawym trunku? Młody mężczyzna, patrzący na kobietę naprzeciw z taką miłością... Czy miał zamiar się oświadczyć tego niepozornego wieczora? A ten przystojny młodzieniec? Wciąż mi się przypatrywał... Odkąd tylko weszliśmy i pozwoliłam jednemu z kelnerów zabrać swoją kurtkę. I patrzył... I patrzył... I patrzył...
- Wiesz co, Ash? - chłopak wyrwał mnie z transu. I och. Przecież to on właśnie był tym młodzieńcem. A ja zupełnie przypadkowo utonęłam w Morzu Niebieskim, rozlanym w jego oczach. Wcale już nie czytałam tego, co oferowało menu.
- Nie wiem, ale może mi powiesz - odchrząknęłam.
- W zasadzie to... - zawiesił się. I nagle wyraz jego oczu się zmienił. Stały się żywsze, odważniejsze. Energicznie wstał ze swojego miejsca i przysunął krzesło tuż obok mojego, tak, że nasze uda się stykały. - Pieprzyć wszystko, dziś wieczorem chcę tylko pić z tobą szampana. Albo wino. Co ty na to?
Nie pasowaliśmy tu. Ani ja, ani on. Ale mimo wszystko kąciki moich ust powędrowały ku górze.
- Z przyjemnością.


Cztery godziny, kurczaka z curry i créme bruillé później siedzieliśmy w ogrodzie Nialla jedynie przy blasku ulicznej latarni, na bujance, z pustym pudełkiem po pizzy, walającym się gdzieś na trawie. Wspólnie uznaliśmy, że sztywne kolacje nie są dla nas, bez względu na to, jak bardzo byśmy się starali. Fajnie było posmakować, "innego", wytwornego życia. Ale chyba po prostu byliśmy za młodzi, by docenić to w stu procentach, umieć siedzieć prosto, bez wiercenia się i chęci złapania przygody za uszy. Nawet najmniejszej i najprostszej. Skończyliśmy nasze dania, Niall uregulował rachunek i wyszliśmy. Po drodze wstąpiliśmy do Tesco, kupiliśmy dwie butelki szampana, i jeśli ktoś twierdzi, że szampan nie ma mocy zakręcenia ludziom w głowie, powinien spróbować picia go wprost z gwinta, wielkimi haustami. Byłam trochę niewygodnie oparta o ramię chłopaka, ale mi to nie przeszkadzało. Oglądaliśmy Rattatouille, co chwilę się śmiejąc. Było okropnie zimno (dlatego siedzieliśmy w jakichś grubych kurtkach, pod kocem), prawie całkowicie ciemno, późno jak nie wiem co, a mimo wszystko było idealnie i to było właśnie to, czego pragnęłam przez te wszystkie miesiące. O drugiej trzydzieści bateria w laptopie się rozładowała, księżyc schował się za chmury, a ulicą nie przejeżdżało już żadne auto. Czułam ciarki, spowodowane zimnem, moje włosy zrobiły się wilgotne od powstającej rosy, i tylko gorące usta Nialla tańczyły na moich. Nagle odepchnęłam go od siebie.
- Miałeś mi coś wyjaśnić - przypomniałam sobie. Na te słowa przyciągnął mnie z powrotem, a kiedy kolejne trzy minuty upłynęły nam na całowaniu się, spytałam ponownie.
- Ja... myślałem, że będę w stanie, jeśli trochę wypiję, ale chyba jednak nie.
Ściągnęłam brwi.
- Wiesz, babcia nie była szczęśliwa, kiedy oznajmiłam jej, że razem dziś wychodzimy.
- Odnoszę wrażenie, że twoja babcia nigdy mnie nie lubiła.
- Wręcz przeciwnie. Nie zmieniaj tematu. Dlaczego mam wrażenie jakby... każdy był przeciwny naszej znajomości?
- Może po prostu tak jest. Ash, porzuć to.
- Mam to porzucić? Jak w ogóle śmiesz tak mówić? Nie wiem co mam myśleć, a ty to wszystko jeszcze bardziej komplikujesz! Po prostu powiedz o co chodzi. Widzę, że coś się dzieje, a co gorsza, że coś już się stało, dlatego proszę, nie graj ze mną w żadne gry i bądź szczery.
- Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Czy możesz najzwyczajniej w świecie pozwolić mi załatwić moje sprawy samemu? Dam sobie radę, a potem możemy wracać do naszej sielanki.
- Nie musisz przechodzić przez nic sam, i dobrze o tym wiesz.
- Muszę. Albo potem nie zostanie już nikt, kto chciałby przechodzić ze mną przez cokolwiek. - Po tych słowach patrzył przez chwilę przed siebie, po czym wstał, zabrał butelki i pudełko, i wyrzucił wszystko do kosza. Potarłam twarz dłońmi. Naprawdę chciałam w jakiś sposób mu pomóc, a może po prostu wyciągnąć z niego prawdę, bo to coś tyczyło się nie tylko jego. Bardzo możliwe, że tyczyło się mnie, więc tym bardziej musiałam dowiedzieć się wszystkiego. Jednak jedyne co na chwilę obecną zrobiłam, to wstałam, powiedziałam ciche "cześć" i go opuściłam. Żadne z nas nie potrzebowało w tej chwili drugiego. Samotność to jednak dobra siostra w chwili, gdy się na kimś zawodzisz.

_________________________________________________________________
Trzymajcie kciuki, aby kolejny rozdział udało mi się napisać w przeciągu tygodnia. x

poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdział pierwszy. 'Zawsze, zawsze się oddalasz, kiedy zapada wieczór'

- Więc mówisz, że jest jeszcze w pracy? - powtórzyłam słowa, które krótką chwilę temu zasłyszałam.
- Tak, pisał mi w niedzielę, że cały tydzień pracuje po południu, czyli do osiemnastej.
- Dziękuję Harry! - krzyknęłam entuzjastycznie. - Do zobaczenia wkrótce.
- Trzymaj się kochana - odparł, a potem się rozłączył.
Szybko sprawdziłam w mapach Google jak dojść do tutejszej siłowni, zrobiłam zrzut ekranu, a następnie wdziałam buty, założyłam bluzę i wyszłam z domu. Złapałam dwukrotnie za klamkę, w celu sprawdzenia czy drzwi rzeczywiście są zamknięte i wyruszyłam.
Zgubiwszy się na jednym z zakrętów musiałam zapytać przechodnia o właściwą drogę, aż w końcu stanęłam przed wielkim szyldem z napisem "Siłownia". Pchnęłam ciężkie szklane drzwi i znalazłam się w środku. Rozejrzałam się za recepcją, a wtedy momentalnie czarne włosy, zarost i opalona skóra rzuciły mi się w oczy.
- Dzień dobry, szukam pana Malika, pracuje tu ktoś taki? - rzuciłam, podchodząc bliżej.
Chłopak podniósł głowę znad komputera. Widziałam jak w jego oczach w ułamku sekundy zdezorientowanie przerodziło się w rozpoznanie.
- Ash! - Mulat szybko obkrążył ladę, silne ramiona objęły mnie w talii, a ja poczułam, że moje stopy nie dotykają już ziemi.
- Hejka Zayn.
- Pisałaś, że nie masz pojęcia czy w tym roku przyjedziesz, kłamczucho.
- Owszem, chciałam zrobić wam niespodziankę.
- Nieładnie. Co u dziadków?
- W porządku, właśnie robią remont w kuchni, malują ściany i prawdopodobnie zmieniają meble.
- Mhm. Spytałbym, co u ciebie, ale ostatnio odebrałem twojego e-maila jakoś dwa dni temu, więc nie sądzę, aby to miało jakiś sens, no chyba, że przez ten czas dokonałaś jakichś poważnych decyzji i tym podobne.
- Nie, Zayn. Jedyna decyzja jaką podjęłam, to aby dotrzeć do każdego z was. Dawno nie kontaktowałam się z Danielle, co u niej? - Skierowałam rozmowę w tę stronę.
- Trzyma się dobrze. Wiesz, otworzyli niedawno nowy klub i potrzebowali tancerek na występy, które odbywają się codziennie o 19. Nic wyzywającego, po prostu hip-hop, jednak Liam płonie z zazdrości. Stał się stałym bywalcem tego miejsca, a ja obstawiam, że jeszcze miesiąc i zacznie starać się o posadę barmana.
Zaśmiałam się.
- Czyli idziemy pić za miesiąc? - Uniosłam jedną brew.
- Nie. Jeśli tylko pozwolisz się zaprosić, idziemy pić już dziś. - Oparł się o kontuar.
- Dziękuję za propozycję, ale...
Cisza była o sekundę za długa. W oczach Zayna pojawiła się iskierka zrozumienia. A potem jakby błysnął w nich smutek, zmieszany z gniewem.
- Ale Niall? - dokończył za mnie.
Pokiwałam głową, nie patrząc mu w oczy. Zastanowił się chwilę. Minęła nas dwójka ludzi, mówiąca "do widzenia", jednak ani ja ani mulat nie odpowiedzieliśmy.
- Kiedy ostatni raz z nim szczerze gadałaś?
Zmarszczyłam brwi. Niall mu coś o mnie mówił? Może to ja wspomniałam coś niechcący, pisząc z nim? A może było to po prostu widać?
- Nie pamiętam - przyznałam. Zayn był osobą, której ufałam, może dlatego, że był z reguły tajemniczy i wiedziałam, że wszystko, co mu powiem, zostanie miedzy nami.
- Powinnaś z nim porozmawiać - westchnął. - A może to on powinien porozmawiać z tobą, chociaż wątpię, by to zrobił. Tak, to on powinien z tobą porozmawiać... - Widziałam, jak bije się z myślami. Położyłam rękę na jego bicepsie, schowanym pod bluzką z długimi rękawami, które ściągnął po łokcie. Ocknął się. - Przepraszam... Muszę wracać do pracy. Moja propozycja aktualna. Jakby... zawsze. Gdybyś miała ochotę, dzwoń, i tak nie mam co robić wieczorami.
Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Stanęłam na palcach i pozostawiłam na jego policzku buziaka, jako rodzaj rekompensaty za odrzucenie jego zaproszenia i być może próby flirtu.

***

Odbierz, pomyślałam, dziś już trzeci raz klikając na numer mamy, która wraz z Georgem wyjechała dwa dni temu. Wracałam właśnie od Zayna i próbowałam wyciągnąć od niej przepis na deser, który ostatnim razem zaserwowała mi i swojemu narzeczonemu. Chciałam zrobić babci niespodziankę z okazji imienin.
- Halo? - Usłyszałam i westchnęłam z ulgą.
- W końcu! Możesz wysłać mi przepis na to ciemne ciasto z gruszkami?
- Okej.
- Ale kiedy mówię "przepis" mam na myśli prawdziwy przepis, z proporcjami i w ogóle. Nie toleruję zwrotu "na oko"! I mogłabyś jeszcze napisać mi, jak-
Byłam w połowie zdania, gdy poczułam krople wody na swoim czole, nosie i policzkach.
- Myślisz, że co do cholery robisz?! - Momentalnie uniosłam głowę, by zorientować się, że stoję tuż przed bramą Nialla, a on patrzy na mnie uradowany, zagryzając dolną wargę, w ręku dzierżąc końcówkę węża ogrodowego.
- Słucham? - Usłyszałam oburzony ton mojej matki.
- Ja... muszę kończyć, zadzwonię potem, pa, po prostu przyślij mi ten przepis - wydukałam szybko i się rozłączyłam.
- Podlewam kwiatki i kwiatuszki - odrzekł spokojnie Niall w odpowiedzi na moją reakcję. Poczułam, jak na dźwięk słowa "kwiatuszki", które zdecydowanie skierowane było w moją stronę, lód w moim sercu topnieje.
- Um, od kiedy robisz cokolwiek, co przysłuży się temu miejscu albo twoim rodzicom?
- Chyba wyszedłem z tego okresu buntu...
- Tak, ja też. - Pokiwałam głową. Wciąż stałam po mojej stronie ogrodzenia, a on po swojej.
- Nie wspominałaś, że przyjeżdżasz - zauważył.
- Nie pytałeś - odrzekłam, słysząc w swoim własnym głosie nutę goryczy i rozczarowania.
Ponownie przygryzł wargę, zwieszając głowę. Miałam ochotę odejść, ale nogi przytrzymywały mnie w miejscu. Kogo ja okłamuję, to było serce. Chciałam udowodnić sama sobie, że mój Niall nie zniknął, że wciąż tu jest, że te głupie 10 miesięcy niczego nie zniszczyło.
- Jak żyjesz, Ashley? - spytał po chwili ciszy.
Zastanowiłam się. Chciałam odpowiedzieć mu czymś, co zawierałoby wszystko to, co czuję. Chciałam usiąść tam przed nim, na rozgrzanym chodniku i opowiedzieć mu o wszystkim, co robiłam, o tym co się w moim życiu wydarzyło, co się zmieniło. Chciałam powiedzieć jak bardzo tęskniłam, a potem zapytać o niego, o jego pracę, o to, na jakie uczelnie złożył papiery, czy planuje jakiś wakacyjny wyjazd, jakie książki w tym roku przeczytał i w jakich miejscach bywał, czy otaczali go nowi ludzie, czy zmienił auto, czy we Wh@ jest jakiś nowy smak herbaty i czy ma czas w sobotę. Aczkolwiek jedyne, co wydobyło się z moich ust, to:
- Dobrze. Żyję całkiem dobrze.
Nie miałam nawet odwagi spytać, co u niego. Odwróciłam się i odeszłam w stronę domu, wsadzając nos w telefon, aby uniknąć uczucia, że patrzy na moje plecy, gdy idę.

Przez cały tydzień miałam się z Niallem na mieście. Za każdym razem zmieniliśmy parę słów, a raz nawet zdobyłam się na wyznanie, że się za nim stęskniłam. Przytulił mnie wtedy do siebie, odpowiadając, że jemu też mnie brakowało. Takim oto sposobem zmarnowaliśmy cały tydzień, a może tylko ja go zmarnowałam, ponieważ blondyn wyraźnie zachowywał dystans. Coś musiało w końcu przelać czarę goryczy.

***

- Hej kochanie, przyjeżdżamy już za trzy dni! - krzyknął Louis, kiedy tylko jego twarz pojawiła się na ekranie mojego telefonu. Z tyłu widać było buszującego po pokoju loczka.
- Nie mogę się doczekać, dawno się tak nie nudziłam. Załatwiłam sobie pracę u Lloyda, zaczynam w poniedziałek.
- Nie wierzę, że odbiłaś mi posadę!
- Nie odbiłam jej, po prostu cię zastępuję. Poza tym sądzę, że powinieneś poszukać pracy w szpitalu albo przynajmniej w miejscowej przychodni, skoro chcesz być lekarzem.
- Myślałem o tym, to byłoby dobre do CV.
- Tak samo jak: "Nie sprzątam po sobie naczyń, o zmywaniu nie wspominając, i rozwalam brudne skarpetki po całym domu" - odezwał się Harry.
- Medycyna jest chwilami przytłaczająca! - Zaczął się bronić Lou.
- Wiem, wiem, jestem dumny. - Brunet nagle zbliżył się do szatyna i zostawił na jego skroni buziaka.
- Hej Ash. - Uśmiechnął się do mnie w kamerce i powrócił do krzątania się.
- Co Harry w ogóle robi? - zapytałam.
- Szuka ładowarki do telefonu.
- Nie macie dwóch?
- Pod jedną jestem właśnie podpięty.
- Oh.
- Jakieś plany na wieczór?
- Zero - westchnęłam.
- Jak to? Żadnych randek? - Chłopak spróbował zażartować.
- Coś nie układa się pomiędzy mną a Niallem. - Spuściłam wzrok. Musiałam w końcu powiedzieć to głośno. Louis zmarszczył brwi, więc kontynuowałam. - Czuję jakby świadomie mnie omijał. Nie mam pojęcia co się dzieje i czuję się... źle. Jakbym była tylko atrakcją na jedne wakacje. I wiesz, jego oczy mówią coś zupełnie innego niż czyny, a jednak to te drugie przejmują kontrolę nad wszystkim, co się dzieje, gdy w końcu na siebie wpadamy.
- Więc zaproponuj spotkanie. Nawet, jeśli miałabyś się narzucać. Nie może unikać cię całe dwa miesiące.
- Nie wiem, czy jestem na to gotowa już dzisiaj.
- Dziewczyno, czas leci! Przynajmniej zabaw się dobrze w te wakacje!
Pomyślałam chwilę.
- Wiesz, masz rację. Dzięki, muszę kończyć, pa.
Tomlinson zmrużył oczy, a zanim zdążył cokolwiek odrzec, ja się rozłączyłam i jak najszybciej wyszukałam numer Nialla w kontaktach. Nie odebrał. Nabrałam w płuca powietrza i po upływie kilku minut spróbowałam ponownie, i ponownie. Nic. Pieprzyć to.

***

- Ashley, jakiś przystojny chłopak stoi przed naszą bramą! - Głos babci poniósł się po całym domu. No jasne, że musiała użyć swojego ulubionego zdania.
- Już, wezmę jeszcze tylko pieniądze.
- Dokąd idziesz?
- Do klubu.
- Słucham?! Po pierwsze: chodzenie do klubów w twoim wieku wręcz owocuje w zagrożenia ze strony mężczyzn. Po drugie: dzisiaj piątek, a imprezy w ten dzień są wbrew temu, co mówi nauka kościoła. Po trzecie: jeszcze nie skończyłaś osiemnastu lat, więc to nielegalne! Po czwarte: dlaczego nie spytałaś mnie o zgodę!?
Cholera.
- Um, zwolnij babciu, nie dałaś mi dokończyć. Idziemy z Zaynem do klubu literackiego. Recytują tam wiersze i takie tam. Czysta sztuka. Liryka z górnej półki. - Zagryzłam wnętrze policzka, obawiając się, czy oby na pewno uwierzy. Kobieta zamrugała, a następnie westchnęła.
- No dobrze. Ale nagraj kawałek! Wykorzystaj telefon w dobrym celu chociaż raz.
Wytrzeszczyłam oczy, lecz w porę się opanowałam.
- Jasne babciu. - Pokiwałam głową. - Nie czekajcie na mnie, mogę wrócić troszkę późno.
Takim oto sposobem skończyłam w taksówce razem z Zaynem, śmiejąc się z jego żartów i odpowiadając na jego pytania.


Wieczór mijał raczej szybko. Bogaty był w kolorowe światła, głośną muzykę, dziesiątki twarzy nieznajomych oraz tą Zayna, która z każdym łykiem alkoholu wydawała się coraz bardziej rozmazana, ale zarazem pociągająca. W pewnym momencie poczułam, że telefon w mojej kieszeni zawibrował. Kiedy przeczytałam słowa wypisane na ekranie o mało nie zakrztusiłam się gęstym powietrzem. "Myślę o Tobie". Rozejrzałam się dookoła. Ludzie tańczyli, zamknięci w swoim kole transu. Nikt zdawał się nie zauważać niczego dziwnego, ale ja poczułam jakby dookoła rozsypały się iskry, a fruwające wszędzie atomy naelektryzowały. "Myślę o Tobie". Zamknęłam oczy. Poczułam jak ktoś wyjmuje mi telefon z dłoni, więc w odruchu ścisnęłam go mocniej, lecz gdy zobaczyłam, że to tylko mulat, pozwoliłam mu go od siebie wziąć. Przejechał wzrokiem po wyświetlaczu. W zasadzie nie wiem czemu to zrobił ani czemu mu na to pozwalałam, ale byłam zbyt skołowana przez taniec, trunki i otrzymaną ówcześnie wiadomość. Zayn patrzył mi prosto w oczy. Zabrałam mu telefon i schowałam z powrotem do kieszeni. Wtedy zawibrował ponownie. W zniecierpliwieniu go wyciągnęłam. "Spotkajmy się". Nie odpisałam. "Śpisz?". Zastukałam stopą o podłogę. "Nie spie". Zayn wyjął z kieszeni paczkę papierosów, uniósł jednego, dając mi milczący znak, że chce zapalić. Skinął głową w stronę wyjścia, a w jego oczach malowało się pytanie. Odebrałam to jako "Chcesz iść ze mną?", więc niewiele myśląc uśmiechnęłam się z lekka fałszywie i za nim podążyłam. Usiadłam na ławce, a brunet na jej oparciu, stawiając swoje czerwone buty tuż obok moich ud. Czułam, jak przychodzi do mnie nowy sms. Nie odważyłam się jednak sięgnąć po telefon. Usłyszałam dźwięk odpalanej zapalniczki. Chwilę potem wiatr skierował kłąb dymu w moją stronę. Nic nie mówiłam, po prostu siedziałam z dłońmi schowanymi między nogami, pochylona, zapatrzona w brudny blat drewnianego stołu. Z wewnątrz budynku dudniła muzyka. Ja jednak skupiona byłam ciągle na tym samym: czemu napisał. Czemu nagle się obudził, czemu zaczęło mu zależeć, dlaczego akurat teraz.
- Dostanę jednego? - spytałam niepewnie Zayna, odwracając twarz w jego stronę. Popatrzył na mnie w zamyśleniu, w tym samym czasie wydychając mi na twarz dym.
- Tylko pod jednym warunkiem - odrzekł, grzebiąc w kieszeni. - Przestaniesz być smutna.
- Nie jeste-
- Ash. Mam oczy. - Przekrzywił głowę i wyciągnął do mnie papierosa. Przyjęłam go od niego, nic nie mówiąc. Gdybym otworzyła buzię i tak przegrałabym to starcie. Miał rację.


Przetańczyliśmy jeszcze parę piosenek, wypiliśmy trochę wódki, po czym zebraliśmy się do domu. Zayn opuścił szybę, podziękował za spotkanie, a potem taksówka odjechała sprzed mojego podjazdu. Stałam tam, czując, ze potrzebuję odrobinę więcej świeżego powietrza niż jest go w moim pokoju. Wbiłam paznokcie w uda, a następnie po nich dwa razy przejechałam - to jednak nie dało rady mnie powstrzymać i w końcu uległam ciekawości. Wyciągnęłam telefon.
Niall: Nie mogę znieść ciszy między nami
I to był czynnik zapalny, to, co skłoniło mnie do działania, ponieważ w tamtym momencie coś we mnie pękło. Skierowałam się w dół ulicy, mijając po drodze samotnego kota. Znalazłam się przed odpowiednim domem. Pchnęłam furtkę. Mimo, iż dochodziła druga, w małym pokoju na pierwszym piętrze widziałam dokładnie blask lampki nocnej. Nie chciałam używać dzwonka, na wypadek gdyby któreś z jego rodziców było w środku. Wybrałam numer Nialla. Reakcja była natychmiastowa.
- Ashley?
- Wyjdź.
Rozłączył się i pół minuty później już był na dole. Jego twarz wyrażała wielkie zdumienie. W końcu ostatnią wiadomość wysłał do mnie jakieś dwie godziny wcześniej...
- Wejdź - nakazał delikatnym głosem, ja jednak zignorowałam jego polecenie. Już z pierwszym słowem załamał mi się głos. Nie płakałam.
- Dlaczego nie odbierałeś, kiedy dzwoniłam? Chciałam się z tobą spotkać. Chciałam to zrobić odkąd tu jestem. A teraz czuję jakby osoba, która stoi przede mną, wcale nie była tobą. Albo po prostu poznałam fałszywą stronę ciebie.
Mój głos był słaby. Wciąż kołowało mi się w głowie i zaczynałam czuć bezdenną pustkę w żołądku. Trzęsłam się. Niall zauważywszy to, bez słowa wszedł z powrotem do domu, zdjął z wieszaka jakąś kurtkę i mnie nią okrył. Nie protestowałam. Przełknęłam ślinę. Chłopak zrobił krok w moją stronę, położył jedną rękę na moich plecach, drugą na głowie i przytulił mnie do siebie. Poddałam się każdemu jego dotykowi, niewiele o tym myśląc. Pragnęłam go. Czułam, że się rozpadam i potrzebowałam kogoś, kto powstrzymałby ten proces.
- Pachniesz alkoholem - stwierdził.
- Tak, ale to wciąż nie zmienia faktu, że rozumuję normalnie i być może powiem ci odrobinę więcej, niż na trzeźwo, więc doceń ten moment.
- Przepraszam, że nie odebrałem. Byłem cały dzień zajęty - powiedział i oparł brodę na mojej głowie. Odetchnęłam głęboko. Tam było jej miejsce.
- Czuję się źle z faktem, że mnie ignorujesz - zaskomlałam.
- Ja... wytłumaczę ci to, obiecuję.
- Nie chcę twoich wyjaśnień. Chcę ciebie. Prawdziwego. - Odchyliłam głowę do tyłu, wysuwając dolną wargę.
- Po prostu... zostań na noc. Proszę.
- Niall, naprawdę muszę siku - odparłam tylko po chwili ciszy. Zamknęłam oczy, by stłumić szum w moich uszach, jednak jedyne, co się stało, to fakt, że się cofnęłam, gdyż zakołowało mi się w głowie. Chłopak mnie puścił.
- Idź.
Popatrzyłam się na niego przez chwilę, a potem odwróciłam na pięcie, aby pójść do swojego domu, jednak Niall złapał mnie za rękę, zatrzymał i powiedział:
- Tu. - Skinął głową w kierunku budynku za sobą. - Będzie bliżej. - Widziałam jak jego oczy się śmieją, a kąciki próbowały nie unieść do góry.
- Przestań robić taką minę i po prostu pozwól mi wytrzeźwieć. - Wywróciłam oczami i pobiegłam do łazienki.

Rozejrzałam się po ciemnym korytarzu, a kiedy nie dojrzałam żadnego zarysu sylwetki, na palcach zaczęłam iść do wyjścia. Jednak będąc tuż przy drzwiach, o coś się potknęłam, poleciałam do przodu i boleśnie upadłam.
- Kurwa - wyrzuciłam na wydechu.
- Jezu, przepraszam! - Nagle przed moimi oczami pojawił się Niall.
- Co ty w ogóle robisz półleżąc w korytarzu do cholery?!
- Ja... myślę że usnąłem, kiedy byłaś w łazience.
- Jejku, jesteś tak bardzo nieodpowiedzialnym facetem! To żałosne, przysięgam - urwałam, kiedy zobaczyłam w jego oczach speszenie. I okej, prawdopodobnie wyżywałam się na nim za bardzo, ale alkohol nadal całkowicie nie wyparował z mojej krwi, a ja wciąż nosiłam w sobie swego rodzaju uraz do Nialla z powodu jego zupełnej ignorancji. Ale teraz siedziałam na swoich piętach, patrząc na tego chłopaka, który podpierał się na łokciach na zimnych płytkach, patrzył na mnie dużymi oczyma, bluzka w paski, którą na sobie miał, tak idealnie pasowała do jego karnacji... Momentalnie poczułam się źle z tym, jak go chwilę wcześniej potraktowałam. Dlatego zamknęłam dystans między nami, przytulając się do jego torsu i zaciągnęłam zapachem, którego nie czułam tak intensywnie - jak się zdawało - stulecia. Czułam jak chłopak całkowicie się kładzie, zarzuca ramiona na moje plecy i chowa twarz w zagłębieniu mojej szyi. Jego nos znalazł się w miejscu, gdzie kończył się mój obojczyk. I tak leżeliśmy na chłodnej podłodze, w korytarzu, w Mullingar, gdzieś na świecie, we wszechświecie. A jednak z całego wszechświata zawsze wybrałbym to miejsce.

- Niall? - mruknęłam kilka minut (a może dekad) później zaspanym głosem, choć tak bardzo nie chciałam przerywać tej cudownej chwili.
- Hm? - odmruknął.
- Powiedziałam babci, że będę w klubie literackim. Kazała mi coś nagrać i... mógłbyś mi wyrecytować kawałek jakiegoś wiersza?
Westchnął ze zrezygnowaniem.
- Ale jeśli pozwolisz mi cię nie puszczać i zostaniesz do rana.
- Jest jakaś trzecia, nigdzie się nie wybieram - mruknęłam.
- W takim razie w porządku.
- Ale musisz wstać z tej podłogi Niall.
Wydał z siebie dźwięk niezadowolenia, kiedy się odsunęłam. Podniósł się do pozycji siedzącej, oparł plecy o szafę i podciągnął odziane w czarne dresy nogi do klatki piersiowej.
- Znasz jakiś wiersz?
- Hmm, poczekaj... Tak.
Kiedy włączyłam aparat z lampą, automatycznie zakrył oczy dłonią. Wyglądał zbyt niewinnie i chłopięco, abym mogła go za to winić. A potem zaczął mówić. Jego głos był ospały, lekko zachrypnięty i stosunkowo cichy. Jednak nigdy nie słyszałam jeszcze Nialla deklamującego czegokolwiek i teraz patrzyłam na niego w zachwycie, wsłuchując się w każde słowo, które wypowiadał tak pięknie...

Myśmy nawet ten zmierzch stracili.
Nikt nas nie widział z rękami złączonymi tego wieczora,
kiedy noc błękitna zapadała nad światem.

Widziałem z mojego okna
uroczystość zachodu na dalekich wzgórzach.

Jak moneta czasem
w moich rękach zapalał się kawałeczek słońca.

Wspominałem cię z sercem ściśniętym
od tego smutku, z którego mnie znasz.

A więc, gdzie byłaś?
Wśród jakich ludzi?

Jakie mówiłaś słowa?

Dlaczego cała miłość przychodzi nagle wtedy,

kiedy czuję się smutny i czuję, że daleko jesteś?

Upadła książka, którą zawsze się bierze o zmierzchu,
i jak raniony pies u moich stóp wlókł się płaszcz.

Zawsze, zawsze się oddalasz, kiedy zapada wieczór,
w tę stronę, gdzie biegnie mrok zacierając pomniki.

Już nie osłaniał się przed błyskiem lampy, nie patrzył też w obiektyw. Patrzył prosto w moje oczy, z których na policzki kapały mi łzy. Ucięłam nagranie. Wyciągnął do mnie rękę, a ja ją ujęłam, podniosłam się do góry i opadłam na jego kolana, które chwilę wcześniej rozprostował. Jego kurtka zsunęła się z moich ramion, upadając na podłogę, jednak żadne z nas się tym nie trudziło. Pocałował mnie w czoło.
- Trzymaj się mocno - powiedział, więc przylgnęłam do niego. Jakimś niewyobrażalnym sposobem wstał z podłogi, zdołał zaplątać moje nogi dookoła swoich bioder i zaniósł mnie na górę, do swojego pokoju.
- Chcę, żebyś na ten wieczór była tylko moja - wyszeptał mi do ucha, gdy posadził mnie na łóżku i się nade mną pochylił. Wypuściłam drżący oddech.
- Ale mamy noc, Niall. W zasadzie niedługo będzie świtać - odparłam, pewnie patrząc mu w oczy, a potem obniżając wzrok na jego usta. Końcówka jego nosa balansowała na czubku mojego. - Po prostu mnie sobie weź - w darze, w całości i w każdym centymetrze.

Niallowi nie trzeba było nigdy niczego powtarzać. Rozebrał mnie z wszystkich moich tajemnic, odkrywając najgłębiej drzemiące we mnie pokłady grzeszności.
I któż by wtedy pomyślał, iż moje ówczesne stwierdzenie: "Nie chcę twoich wyjaśnień" będzie jak samobójstwo.

__________________________________________________________
No więc, jak by to powiedzieć, żebyście mnie nie zabili, hmm... Kompletnie zapomniałam, że mam dodać rozdział, dlatego dodaję go z dwutygodniowym opóźnieniem. Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale, prawda? Jak Wam się podoba? Czekam na komentarze!

wtorek, 11 października 2016

Prolog II

Czasami ludzie gubią się w uczuciach, mylą się co do nich, może nigdy nie mieli z niektórymi styczności. I mimo, że wcześniej nie miałam do czynienia z tym, byłam przekonana co do moich emocji, umiałam znaleźć odpowiednie słowo, by to nazwać. Miłość. Jednak nie ważne jak bardzo pewna byłam wszystkich tych rzeczy, wiedziałam, że w którymś momencie dużo się zmieni. I że potem nic nie obliguje losu, by cokolwiek wróciło do normy. Aczkolwiek życie lubi płatać figle.

W zwartym tłumie opuściłam teren szkoły. Ludzie przepychali się między sobą, pragnąc jedynie zrzucić odświętne stroje i w końcu, po długich dziesięciu miesiącach wyczekiwań, nareszcie posmakować wakacji. Podążyłam za grupą kierującą się do najbliższej stacji metra, myślami będąc już w domu. No dobrze, tak właściwie to nie tyle w domu, co w Mullingar.
Po dotarciu do mojego pokoju, w trybie natychmiastowym rzuciłam się do walizek, które od tygodnia leżały otwarte na podłodze, a z dnia na dzień poziom ich wypełnienia się podwyższał. Zapakowałam strój kąpielowy, prostownicę, adidasy i piżamę. Zaczęłam wybierać kosmetyki, które mi się przydadzą. Zdjęłam z półki moją ulubioną książkę oraz nową, którą kupiłam przed tygodniem. Poszłam do sklepu po jakiś prowiant i słodycze na drogę, a zanim moja rodzicielka wróciła z pracy byłam już gotowa. Mieliśmy całą trójką (ja, mama i George) jechać nocnym pociągiem. Dziadkowie musieli w końcu poznać wybranka mamy, z kolei oni chcieli zaprosić dziadków na ślub.

Tylko Lou wiedział, że przyjeżdżam. Oczywiście powiedział Harry'emu. Jednak chłopcy mieli pojawić się w Mullingar dopiero za dwa tygodnie, kiedy pozaliczają wszystkie egzaminy.
Ze Stephenem czasem wymieniałam się smsami, z Liamem wiadomościami na facebooku, a Zayn był typem człowieka, który uwielbiał pisać maile. Dla nich miała to być jednak niespodzianka.


Pozostawał jeszcze Niall. No więc Niall... Tu sprawy nieco bardziej się komplikowały. Ostatnimi czasy nasz kontakt się pogorszył, choć na początku wszystko się układało. To chyba przez natłok obowiązków... Spotkaliśmy się raz w październiku, ale potem, kawałek po kawałku nasza relacja zaczęła pękać i żadne z nas nie chciało tego przyznać. Chłopak znalazł jakąś pracę, poza tym miał szkołę i egzaminy. Ja również próbowałam wyciągnąć oceny jak najwyżej, a w weekendy pomagałam mamie w salonie, chociaż moje plany na przyszłość były nieco inne niż kosmetologia. Jakimś cudem zbliżyło nas to do siebie, choć nadal istniało między nami całe morze tematów tabu. Brak czasu sprawił jednak, że między mną a chłopakiem zaczął odbudowywać się mur, który oddzielał nas do tego stopnia, że chwilami czułam, jakby brakowało mi powietrza. Rozmyło się zaufanie i wspólne tematy rozmów, a może po prostu oboje uznaliśmy, że ubiegłe wakacje były snem, letargiem, amokiem. Tak czy inaczej wiedziałam jedno. Chciałam by wszystko znów wróciło do punktu, w którym się zaczęło, nie tyle po to, by zrobić coś inaczej, a żeby w końcu poczuć się tak, jakbym śniła, latała, dryfowała, zawieszona w pięknej przestrzeni między krainą marzeń a jawą, czyli po prostu w ramionach chłopaka, którego pokochałam. A wydawało się, jakby ten chłopak już nie istniał, jakbym go sobie zmyśliła, jakby zniknął tego samego dnia, gdy wsiadłam do auta. Była to dość smutna perspektywa, ale tak po prostu wyglądało moje życie. Najważniejsi ludzie zawsze z niego odchodzili i zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Ale tak bardzo próbowałam wmówić sobie, że mój Niall nie zniknął, że spokojnie żyje sobie w Mullingar, chodzi do szkoły, popołudniami pracuje, a w nocy patrzy na miliony gwiazd i wraca myślami do niezapomnianego sierpnia, kiedy to wszystko jakoś działało. Jednak on to nie ja, i mimo, że chłopak jest dość wrażliwy, istnieje widoczna granica pomiędzy uczuciami kobiet i mężczyzn. I owszem, byliśmy niczym. Nigdy nie byliśmy w związku, bo chyba nawet żadne z nas nie miało takiej potrzeby. Ale oboje żywiliśmy jakieś uczucia, tego jestem pewna. Ale czy nadal tak było z jego strony...?
Ocknęłam się z moich rozmyślań, kiedy poczułam słoną łzę w kąciku moich ust. Szybko ją otarłam, nie pozwalając sobie na chwilę słabości. Miłość to nie wszystko. O ile to w ogóle była...
- Oh, no wreszcie, już zaczynałam się martwić! - Nagle przed moim nosem znalazła się mama. Zmarszczyłam brwi. - Od jakichś dwudziestu minut pozostawałaś w stanie katatonii, gapiąc się w okno.
Kuchenne okno. U babci oznaczałoby to widok na zielone podwórko, utkane kwiatami o wymyślnych kształtach i kolorach. W Longford jednak, jedyne na co miałam widok z każdego okna, to zabudowa miejska, oglądana z perspektywy czwartego piętra. Cholerni biznesmeni. Chociaż facet mamy musiał naprawdę ją kochać, pozwalając jej się tu wprowadzić razem z nastoletnią córką, czasami wyglądającą jakby miała kogoś zabić.
- Kiedy wraca George? - zapytałam.
- Za piętnaście minut. Lepiej się szykuj.
Jak na komendę poderwałam się ze swojego miejsca, podążając do pokoju, w celu spakowania ostatniej, najważniejszej rzeczy. Rozpięłam plecak i upchnęłam w nim najbardziej lojalnego przyjaciela - pamiętnik.

___________________________________________________________________________
W zasadzie nie wiem czemu publikuję to właśnie teraz, czyli o 00:35, w nocy z poniedziałku na wtorek. Prawdopodobnie dlatego, że zbierałam się już dłuższy czas, a jednak zawsze to obowiązki rozporządzały moim czasem. Nie będę nikogo informować o tym rozdziale - zbieram nową publikę. Mam nadzieję, że nie gniewacie się, iż trwało to tak długo. Enjoy!

piątek, 10 czerwca 2016

Epilog. 'Już wtedy wiedziałem...'

- A więc co z tym Louisem, którego obiecałaś mi przedstawić?
- Wszystko okej, wraca do Londynu na medycynę. - Włożyłam do bagażnika jedną z walizek.
Mama gwałtownie się odwróciła.
- Więc ile on ma lat?
- Dwadzieścia.
Nastała chwilowa cisza.
- Mam nadzieję, że to rozsądny chłopak. I... nie chcę zabić twojej nadziei ani entuzjazmu, ale... Wiesz, skoro on wyjeżdża do zupełnie innego kraju, to jeśli cokolwiek ci obiecywał, nie bierz tych słów w stu procentach na poważnie. Nawet nie w pięćdziesięciu. Nie da się w jedne wakacje zapałać takim uczuciem, które przetrwałoby kilometry. Miłość na odległość to coś, co po paru miesiącach po prostu pęka. Przyjaźń - okej. Ale miłość to gesty, nie literki na ekranie twojego telefonu.
Oh, czyli się nie zrozumiałyśmy. I, hej, stosowałaś tą metodę całe wakacje, prawda? Praktycznie nie dzwoniłaś, nie pisałaś. Tu nie chodzi o wyznaczniki miłości. Tu chodzi raczej o matczyne powinności czy czystą ciekawość. Nic nie powiedziałam. Nauczyłam się bowiem, że szorstkie słowa nie przynoszą niczego dobrego, a już na pewno nie porozumienia.
- Co jeśli powiem ci, że to tylko mój przyjaciel?
- Ach, więc jednak przyjaciele. Wszyscy mówią "tylko", a potem budzisz się, przewracasz na drugi bok i widzisz jego wielkie wory pod oczami, bo wasze dziecko płakało całą noc.
- Dopiero co byłaś zdania, że nasza relacja nie przetrwa.
- Tak, ale teraz daję ci pouczenia co do nazywania ludzi swoimi przyjaciółmi, ponieważ "przyjaciel" to bardzo szerokie pojęcie. Trzeba umieć rozróżnić słowo "przyjaciel", "ktoś, komu nie warto zawierzać" i "ten o którym myślisz: nie chcę żebyś był moim przyjacielem, przestań nim być, błagam, przestań, bądź zamiast tego moim księciem".
- Czy możesz dawać mi lekcje dopiero w samochodzie, gdy obie będziemy udawać, że temat nas obchodzi, ja w tym czasie będę słuchać muzyki na maksa, a ty podziwiać widoki? - warknęłam.
- Nie. Przyjaciele to poważny temat.
- Ale Louis ma chłopaka!
- Spotykałaś się z nim, kiedy tamten nie wiedział?!
Westchnęłam.
- Przecież mówię ci, że nic nas nigdy nie łączyło poza przyjaźnią. 
- Oh... no dobrze. Pożegnałaś się z nim?
- Owszem. Ze wszystkimi się pożegnałam.
No... prawie - dodałam w głowie i przęłknęłam ślinę.
- Mhm. A teraz sprawdź czy wszystko na pewno zabrałaś.
Pokiwałam głową i ostatni raz skierowałam się do mojego starego pokoju.
Rozejrzałam się po wnętrzu, które wyglądało teraz dość pusto i straciło jakąkolwiek osobowość. Zajrzałam do wszystkich szuflad i szafek. Obrzuciłam wzrokiem czyste biurko i... słowo "Nial" nadal tam było. Bo jakby miało go nie być? Przejechałam po napisie palcem, a potem odeszłam w kierunku drzwi. Zatrzymałam się jednak jeszcze na chwilę przy lustrze. Spoglądała na mnie niby ta sama, a mimo to tak inna dziewczyna od tej, która stała tu zaledwie dwa miesiące temu. I nie chodzi nawet o to, że te blade i chude patyki, odziane tym razem w legginsy, były teraz troszkę okrąglejsze, a gdyby spodnie się podwinęło, ukazałaby się opalenizna. Nie chodzi o to, że granica koloru grzywki i reszty włosów się zatarła. Nawet nie o to, że dziewczyna w końcu nauczyła się rysować równe kreski na powiekach, dzięki czemu nie wyglądała już śmiesznie. Interes toczył się o ten uśmiech, przyozdabiający twarz nastolatki, i o te iskierki w jej oczach - szczęścia, a zarazem smutku, z ów powodu, że w tym miejscu ta przygoda się kończy. Przejechałam palcem po ramie lustra, zbierając drobinki kurzu. Kurz. Pył. Symbol tego, jaki ten świat jest ulotny. Pociągnęłam w dół niebieską koszulkę, którą dostałam od Nialla, a następnie szarpnęłam ekspres szarej, miękkiej bluzy do góry. Czas na mnie.

- Wszystko - oznajmiłam.
- Wspaniale. Zatem daj dziadkom po buziaku i wsiadajmy.
Nie ruszyłam się jednak z miejsca. Złapałam prawą ręką lewy łokieć i spojrzałam pod stopy rodzicielki.
- Ja chyba... Powinnam się jeszcze z kimś pożegnać.
Kobieta zrobiła oburzoną minę.
- Miałaś całe wakacje! No i podobno "z wszystkimi się pożegnałaś"!
- To nie potrwa długo, przysięgam.
Babcia, która stała obok mamy, spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek.
- Sevilla?
- Tak, mamo? - zwróciła się do babci.
- Co powiesz na małą kawę? Doda ci energii na drogę. I mam ciastka maślane.
- Przecież wiesz, że odchudzam się, ponieważ już niedługo ślub.
- Jedno ciastko nie zrobi ci krzywdy. Niech Ashley idzie.
- Daleko? - Mama uniosła brew.
- Daj mi dziesięć minut - powiedziałam tylko.
- Masz piętnaście i ani chwili dłużej.
- Dzięki - krzyknęłam, biegnąc w kierunku furtki.

Przemierzyłam dystans. Zadzwoniłam do drzwi. Po minucie ustąpiły. Czułam się dokładnie tak jak wtedy, gdy dowiedziałam się o zaręczynach mamy i gdy pojawiłam się w progu u Nialla. Nie wiedziałam co powinnam zrobić i czułam niemałe otępienie. On również wyglądał podobnie, co wtedy. Jego oczy były lekko podkrążone, niewyraźne, ale na mój widok trochę zciemniały i stały się bardziej dostępne. Powoli wypuścił z warg wstrzymywany wcześniej oddech.
- Ashley?
- Pomyślałam, że wypadałoby się pożegnać. - Zrobiłam nieznaczny kroczek w jego stronę. Zauważył. Rozłożył ramiona, więc pokonałam odległość między nami i się do niego przytuliłam. Westchnęłam i mimo, iż w jego objęciach czułam się lepiej niż w każdym innym miejcu na ziemi, po kilku sekundach się odsunęłam. Nie mogłam bawić się niczyimi uczuciami, a zwłaszcza nie Nialla. Tak będzie lepiej.
- Wejdziesz?
- Nie - odparłam i zaczęłam cofać się w tył, by po chwili całkowicie się odwrócić. I akurat wtedy, gdy teoretycznie zamknęłam niewidzialne drzwi i stanowczym krokiem wyszłam z jego życia, Niall postanowił trzasnąć nimi z impentem o wszystkie moje wewnętrzne mury - po raz kolejny zresztą, i wciągnąć mnie tam z powrotem. Będąc szczerą, prawdopodobnie to właśnie dzięki niemu w mojej psychice powstały nowe fundamenty, na zupełnie innych, lepszych podłożach.
Złapał mnie w pasie i subtelnym ruchem oparł o futrynę. Obdarzył mnie blagającym spojrzeniem.
- Nie będę cię całował, skoro tego nie chcesz, ale proszę, zostań jeszcze na sekundę i daj mi się nacieszyć swoim towarzystwem.
Przytrzymałam chwilę jego wzrok. Położyłam ręce na piersi chłopaka i odepchnęłam go od siebie. Nie protestował. W jego oczach mignął cień rozczarowania. Jednak ja nie miałam zamiaru odchodzić. I wcale nie chciałam zamykać tego rozdziału. W zasadzie... czemu by nie uchylić tej książki jeszcze odrobinę? Czemu by nie wlać tu trochę światła, prawdy i... miłości? Popchnęłam go na futrynę z przeciwległej strony i naparłam własnym ciałem na jego, poddźwigując się zarazem na palcach. Zamknęłam oczy i złączyłam nasze usta, wieszając mu ramiona na szyi. Chyba go to zdziwiło, ponieważ w pierwszej chwili nie zrobił zupełnie nic, jednak już sekundę później zachłannie mnie całował. Ręce ulokował na dole moich pleców, jednak trzymał mnie tak blisko i tak ciasno, przy okazji pomagając mi utrzymać się na palcach, że w bardzo krótkim czasie zabrakło mi powietrza, dlatego przerwałam pocałunek. Odsunęłam się od niego na tyle, by móc zobaczyć całą jego twarz. Wciąż nie wypuszczał mnie z uscisku. Szybko schylił się do mojego czoła i zostawił tam mokrego buziaka. Pozwoliłam swoim piętom dotknąć podłoża. Przeniosłam dłonie na jego rozgrzane policzki i przetarłam je palcami. Niall nie robił zupełnie nic, zdawało się, że nawet nie oddychał, jakby najmniejszy jego ruch miał spowodować, że ucieknę, prysnę niczym mydlana bańka. Spojrzałam mu w oczy, które tak desperacko szukały moich. 
- Ja ciebie też kocham.
Wypuścił z siebie nierówny oddech, patrząc na mnie tak wielkimi oczami, jakich nigdy dotąd nie widziałam.
- Oczywiście jeśli się rozmyśliłeś - kontynuowałam - to jest to w porządku, bo-
Buzię zamknęły mi niedbale całujące usta. Jeszcze nie zdążyły wyschnąć po poprzednim spotkaniu z moimi. Złapał mnie w pasie i obrócił tak, że teraz to ja byłam na jego miejscu, przyciśnięta do futryny.
- Przestań, nawet tak nie mów. Pamiętasz swoje urodziny? Kiedy spytałaś mnie jakie mam marzenia?

Zdarza mi się marzyć o tym, żeby pewna kobieta.. um, żeby moja mama mnie kochała. Żeby mi ufała. Nigdy nie mieliśmy zbyt dobrych stosunków, ale po przemyśleniu paru rzeczy doszedłem do wniosku, jak pusty byłby bez niej mój świat.

Skinęłam.
- Wcale nie mówiłem o mamie. Mówiłem o tobie. Już wtedy to czułem. Już wtedy wiedziałem, że cię kocham. A nie zaczyna się kogoś kochać z dnia na dzień. - Złapał między palce jeden ze sznurków mojej bluzy. - Zimno ci?
Przytaknęłam. Wtedy zarzucił mi na głowę kaptur i tym razem pociągnął za oba ściągacze.
- Serio? - spytałam sarkastycznie, mając ograniczone pole widzenia.
Niall jedynie zachichotał.
- Wchodź do środka.
Posłuchałam, zsuwając materiał, który w następstwie opadł mi na plecy. Zatrzymałam się na środku holu.
- Kuchnia, pokój? - zapytałam, bujając się na boki.
- Kuchnia?
- Okej. - Podreptałam za nim. Oparłam się o blat bufetu.
- Więc... Myślisz, że w te kilka minut uda mi się sprawić, że jeszcze bardziej oszalejesz na moim punkcie? - wymamrotał półgłosem do mojego ucha, po tym, jak praktycznie zamknął przestrzeń między nami.
- Nie wiem o czym marzysz chłopcze, ale owszem, z miłą chęcią napiję się z tobą herbaty.
Odchylił głowę i uniósł brew. Posłałam mu uśmiech zwycięzcy. Zrobił krok w tył, po czym oddalił się kawałek. Obserwowałam go, gdy nalewał do czajnika wody, a następnie podłączał gaz.
- Mam do ciebie prośbę - powiedziałam, zagryzając dolną wargę w oczekiwaniu, jak zareaguje.
- Słucham.
- Nie widzieliśmy się przez kilka dni i to dało mi trochę czasu na przemyślenia. Nie mam zamiaru wchodzić z butami w twoje sprawy i plany życiowe, ale proszę cię, nie zmarnuj swojego intelektu.
- O czym mówisz? - Ściągnął brwi w konsternacji.
- No wiesz, rozmowy z tobą są zawsze takie dorosłe i wyciąga się z nich tak dużo życiowych świętości...
Chłopak westchnął. Złapał z koszyczka stojącego na blacie jeden długopis i mi go wręczył.
- A sprzedasz mi to?
- Co? - bąknęłam tylko.
- Długopis. - Kiwnął głową w stronę przedmiotu, który przed chwilą wsunął w moją dłoń. - Co byś powiedziała, gdybyś chciała mi go wepchnąć? Najlepiej za największe pieniądze.
- To nie ma sensu.
- Po prostu spróbuj - zachęcił.
- Okej. - Uniosłam długopis na wysokość oczu i go obróciłam. - To długopis. Jest ładny i fioletowy. Koniec.
- Włóż w to trochę życia!
Spojrzałam na niego spod rzęs, uniosłam jedną brew i starałam się nie wybuchnąć śmiechem.
- Co z tobą nie tak? - zapytałam.
- Zrób to, o co proszę i dam ci spokój.
- Czuję się dziwnie - zaśmiałam się, aby trochę odwrócić jego uwagę.
- Przy mnie? - Przechylił głowę na bok.
- Owszem, przy tobie. - Położyłam nacisk na swoje słowa.

- Powiedziałaś mi niedawno, że mnie kochasz, ale wstydzisz się zrobić reklamy kawałkowi plastiku?
- Zgadnij która rzecz jest bardziej normalna!
- Nienawidziłaś mnie, możesz zrobić wyjątek i w tej sprawie. - Wzruszył ramionami.
- Kup ode mnie ten cholerny długopis, bo jest fioletowy, a to z kolei twój ulubiony kolor! - Krzyknęłam, udając entuzjazm.
- To jest twój ulubiony kolor. - Przyciągnął mnie za biodra.
- Cóż, od teraz i twój. Poza tym to najładniejszy kolor jaki istnieje, kojarzy mi się z rosą.
- Punkt dla ciebie. Musisz sprawić, że ktoś będzie pragnął tego długopisu, bo będzie mu się kojarzył z czymś przyjemnym. - Wyjął go z moich rąk delikatnie, zarazem drugą dłoń trzymając wciąż na moim biodrze i było to tak drobnym gestem, a zarazem tak rozciągniętym w czasie i zmysłowym, że mój oddech zadrżał. - A z czym ja ci się kojarzę?
- Z ciepłem - odparłam bez zastanowienia. Pokiwał głową.
- Zapisz mi swój adres - powiedział, nie odrywając swoich oczu od moich.
Uniosłam rękę, by wziąć od niego długopis, ale on cofnął swoją.
- Najpierw musisz go kupić. - Ściągnął brwi, jednak nie przestawał się uśmiechać. - Popyt i podaż.
- Oh. Już rozumiem - wyznałam.
- Ale serio, daj mi swój adres.
Uniosłam brwi. No tak. I gdy znów chciałam chwycić obiekt wystający spomiędzy jego palców, kolejny raz zabrał go sprzed moich oczu.
- Przestań! Nie baw się tym, jak niska jestem.
- Każda rzecz w sklepie ma swoją cenę. - Spojrzał na mnie zwycięsko.
Wywróciłam oczami, złapałam jego policzki między kciuk a palec wskazujący tak, że jego twarz zaczęła przypominać kaczy dziub, cmoknęłam go w usta, wykorzystując moment, by wyrwać mu długopis. Rozejrzałam się po kuchni.
- Tylko nie mów, że kawałek kartki też mam sobie kupić. - Spojrzałam na niego ostrzegawczo.
Jak na komendę, chłopak pogrzebał w kieszeni i wydobył z niej kilka pogniecionych papierków. Rozprostował jeden.
- Potem sobie to przepiszę, ale na razie mogę ci zaproponować nieaktualną listę zakupów, bądź też paragon, co wybierasz? Oba produkty są z oczywiście z wysokiej półki. Gwarancja jakości. To będzie kosztować jakieś trzy buziaki. - Posłał mi łobuzerski uśmiech.
- Pierwsza zasada, jaką rządzi się wolny rynek: wolna konkurencja. - Ściągnęłam materiał bluzy aż po jego łokieć, złapałam nadgarstek i napisałam na przedramieniu adres.
- Cwaniara. - Pokręcił głową. - Więc co, poradzę sobie w pracy?
- Jak najbardziej. - Uśmiechnęłam się neutralnie. - A teraz wyłącz wodę. Gotuje się od co najmniej minuty.


- Gadałem z ciocią, wiesz?
- Tak? I co? - Odstawiłam do zlewu pusty kubek.
- Jest aktualnie w Meksyku.
- "Aktualnie"? - powtórzyłam.
- Mhm. Ciągle przenosi się z miejsca na miejsce, szukając tego odpowiedniego.
- Podziwiam ją. Mimo że jest sama, umie sobie poradzić. Ja nigdy tak nie umiałam. - Uśmiechnęłam się smutno i spuściłam wzrok.
- Jestem w Mullingar. To wcale nie tak daleko. Pamiętaj o tym. - Poczułam dużą dłoń chłopaka głaszczącą moje ramię.
Wzięłam wdech.
- Chyba muszę się zbierać. Mój czas stanowczo minął. Odprowadzisz mnie kawałek?
- Jasne. - Spojrzał na mnie, zagryzając wargi.

Zatrzymaliśmy się przed moją furtką. No ok, za moment nie miała już być "moja". Tak jak nie to miejsce, nie ten dom i nie ten chłopak. Oparłam czoło o klatkę piersiową blondyna. Zastanawiałam się, czy babcia z mamą patrzą właśnie przez okno, ale nie miało to aż takiego znaczenia.
- Będziesz tęsknić? - spytałam cicho, zamykając oczy naprzeciw materiału jego koszulki. Pachniała tak... ciepło. Tak dobrze i słodko.
- Będę tęsknić - odpowiedział, przez ani chwilę się nie zastanawiając.
- Jak bardzo?
- Bardziej, niż możesz sobie to wyobrazić. - Złapał za moje ramiona i powoli odciągnął mnie od siebie, bym mogła spojrzeć mu w oczy. - Za twoją śliczną twarzyczką, twoimi małymi dłońmi, tymi miękkimi włosami, za niebieskimi oczami, delikatnym głosem, za tym jak mnie całujesz, nieważne czy w usta czy tylko w policzek, obsesją na punkcie bluz, za każdą naszą rozmową, a nawet kłótnią, ponieważ przywiązałem się do ciebie tak bardzo, że w tej chwili moje serce pęka.
Stałam tam, emanując smutkiem, patrząc na niego wielkimi oczyma i jakoś to poszło. Samo i niekontrolowanie. Popłakałam się.
Chłopak złapał moją brodę i zmusił mnie do zajrzenia w jego oczy. Pocałował miejsce pod swoimi palcami, następnie nos i czoło. Otarł moje łzy kciukiem. Uśmiechnęłam się słabo.
- Do zobaczenia za rok? - zasugerowałam.
- Mhm. - Pokiwał głową.
- A i jeszcze jedno Niall.
- Tak?
- Wcale nie jesteś taki cwany, oglądałam Wilka*.
Chłopak się zaśmiał.
- Jesteś kobietą idealną i żałuję, że uświadomiłem sobie to tak późno.
- Spokojnie. Może w następnym życiu zdążysz.
- Nie mów tak. Będziemy mieć jeszcze dużo czasu, by nadrobić wszystko to, czego nie zrobiliśmy i wszystko sobie ułożyć. - Odgarnął mi z oczu włosy, które wpadły w nie za sprawą wiatru.
- No to... cześć - wymamrotałam, przygnieciona jego wyznaniem, ponieważ... W tym miejscu chciałam to po prostu tak zostawić, by nie wracać do domu z myślą, że zrobiłam coś źle, że nie wykorzystałam swojej szansy i że gdzieś tam w scenariuszu jest zapisana przyszłość, która wiąże się z Niallem. Złudzenia, a czasami nawet sny na jawie są najgorszym przewodnikiem człowieka.
- Trzymaj się, Ash. - Przytulił mnie do siebie, głaskając po plecach po raz ostatni.

- Więc jednak Niall. - W zamyśleniu mruknęła moja mama, kiedy już siedziałyśmy w aucie. Patrzyły.
- Jednak Niall - powtórzyłam.
- Myślałam, że się nienawidziliście. - Na krótką chwilę zwróciła twarz w moją stronę.
- Ja też tak myślałam.

Takim oto sposobem pozostawiłam za sobą chłopaka, który był mi tak inny i odległy, a w przeciągu kilkudziesięciu dni stał się w moich oczach osobą, która rozumiała mnie najlepiej, która zawsze chciała mnie wysłuchać, służyła dobrą radą i wyciągała pomocną dłoń, gdy się potykałam, podążając ścieżkami życia. Pozostawiłam tu moją bratnią duszę, kogoś, kto zmienił się na tyle, iż jestem w stanie uwierzyć, że podarowałby mi gwiazdkę z nieba, gdyby tylko mógł, kogoś, kto sprawił, że w końcu poczułam się kompletna i potrzebna. Pozostawiłam w Mullingar Nialla, którego pokochałam.


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
_________________________________________________________________________
*Mowa o filmie "Wilk z Wall Street" - zapożyczona scena z długopisem.

No więc cóż, nawaliłam troszkę, ponieważ w zasadzie 1/2 rozdziału miałam jeszcze przed egzaminami, ale potem się zacięłam, teoretycznie wiedziałam, co chcę napisać, ale nie miałam pojęcia jak. I w zasadzie pisałam tylko dlatego, że miałam dość miły spam w komentarzach i to dało mi niemałego kopa w dupę. Iiii zapowiada się na 2 część, ale tak naprawdę tylko dlatego, że pozostały sprawy nierozwiązane, które chcę wyjaśnić, chcę postawić tę historię w jeszcze troszkę innym świetle i napisać takie prawdziwe, piękne zakończenie, ponieważ ten epilog traktuję tak trochę jako "stan przejściowy" że tak powiem. Dlatego jeśli jest tu jeszcze w ogóle ktoś, kto chce to czytać, to proszę o jakiś znak, ponieważ mimo, że tak bardzo chcę poprowadzić to ff dalej, aby było po mojemu, to nie mam pojęcia, czy pisanie ma sens, jeśli miałyby czytać 3 osoby. Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Zanim pojawi się kolejna część, "biorę urlop" że tak powiem, czyli chcę napisać przynajmniej 3 rozdziały do przodu i dopiero wtedy zacznę publikować. Po wakacjach powinnam wrócić, trzymajcie się;-)