wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział trzydziesty trzeci. 'Moja mała ojczyzna'

Kiedy rano się obudziłam, moje nogi były splątane z innymi, a w ustach miałam trochę włosów. Opanowałam odruch, aby je wypluć i ostrożnie usunęłam je z buzi. Potarłam oczy. Osoba obok mnie się obróciła.
- Hej Ash, jak ci się spało? - Głos Victorii był zachrypnięty, a jej powieki nadal nie do końca otworzone. Zawsze gdy z kimś spała, zadawała mu rano to pytanie, a przynajmniej tak pamiętam z dzieciństwa.
- Dobrze, a tobie?
- Twoja poduszka jest taka miękka, że chętnie bym ją ukradła - wymamrotała, ziewając. - Która godzina?
Zerknęłam na telefon.
- Po dziesiątej.
- Zostajemy jeszcze chwilę?
- Tak. Idę do pracy dopiero na 17:00.
- Pracujesz? - zapytała zaskoczona.
- Mhm. Razem z Lou. Jestem kelnerką.
- ...Zdradzić ci sekret z mojej mrocznej przeszłości?
- Jeśli tego pragniesz, to jasne.
- Kiedyś byłam tancerką w nocnych klubach, żeby zarobić chociaż odrobinę.
Zagryzłam wnętrze policzka.
- Nie wiem co powinnam teraz odpowiedzieć - wyznałam.
- Nie musisz nic mówić. Po prostu się pośmiejmy. Przyjęłam ofertę, bo to był szybki sposób żeby zarobić, a nie musiałam się rozbierać... A teraz mów mi, od kiedy masz z Niallem taki kontakt, hm?
- Lepiej ty mi powiedz, od kiedy twój język i pewność siebie nie leżą na ziemi, gdy go widzisz, hm? - przedrzeźniłam ją. - Wcześniej byłaś przerażona i podekscytowana naraz.
- Rzyganie zbliża ludzi... - powiedziała lekko zmieszana, ale już za chwilę parsknęła śmiechem. - Czy teraz możesz w końcu odpowiedzieć na moje pytanie?
- Jakie ono było?
- Jak doszło do tego, że zamiast się gryźć, dosłownie pożeracie się, ale żadne z was nie chce tego powiedzieć na głos?
Odchrząknęłam i spojrzałam w sufit, przeczesując palcami włosy.
- Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia.
- Hej, no dalej, pozdradzaj mi jakieś sekrety. Możesz nie mówić wszystkiego przyjaciołom, bo jest jakiś procent szansy, że kiedyś odejdą, ale rodzina jest na siebie skazana.
- Nie ma żadnych sekretów.
- Muszą jakieś być.
- Bzdury. Nie próbuję nikogo oszukiwać, nawet siebie.
- Dobra, nie dociekam, po prostu się cieszę.
- Mhm... Cieszysz się z...?
- Z tego, że nareszcie jesteście razem? Nie pamiętasz, że was shippowałam?
- Że co?! Nie jesteśmy razem.
- A... Myślałam... Znaczy... No wiesz, zachowujecie się tak, jakbyście byli.
- Tori, spójrz prawdzie w oczy, wyjeżdżam za dziesięć - urwałam. - O cholera wyjeżdżam za dziesięć dni! - Podniosłam się do pozycji siedzącej i wytrzeszczyłam na nią oczy.
Widziałam, jak w tym momencie jej zapał zgasł. No tak, nie przewidywała takiego scenariusza.
- Cóż, życie to nie bajka. Godzę się z tym, co daje mi los. A przynajmniej ostatnio się tego nauczyłam - sprostowałam, opanowawszy emocje. - A teraz lepiej ty opowiedz mi o swoim życiu miłosnym - zmieniłam temat naszych rozmów. Nie chciałam już rozmawiać o Niallu. Dziwną była myśl, że moglibyśmy być razem. Było dobrze tak, jak było. I ogólnie to co się między nami działo, było czymś specyficznym, co tylko my rozumieliśmy. Nikt inny nie musiał.
- Moje życie miłosne od lat ogranicza się do wyjścia od czasu do czasu na kawę z jakimś miłym studentem informatyki, który ma orzechowe oczy i maniery, ale to nie dla mnie.
- Mówisz o kimś konkretnym?
- Nie. Po prostu oni zawsze mają nawet takie same oczy, rozumiesz? Są ułożonymi młodymi mężczyznami, którzy postawią ci kawę, puszczą do ciebie oczko i odstawią do domu na dwudziestą pierwszą. I każdy z nich jest cudowny, ale nie mają w sobie tego czegoś. Czegoś co wytworzyło by niewidzialną nić, która by ciągle się zwijała, w miarę kiedy by nas do siebie ciągnęło. Zobowiązania wiążą, wiesz?
- Wiem. To ma "-wiązania" na końcu, Tori. Dlatego między mną a Niallem jest dobrze tak, jak jest.
- Rozumiem. Zawsze wydawałaś się typem dziewczyny, która radzi sobie sama.
- Nigdy sobie sama nie radziłam... Tylko tak zawsze sądziłam. Zmieńmy temat, jest sobota, rano, mamy wakacje, życie jest piękne, czego chcieć więcej - powiedziałam lekko zirytowana, ponieważ: czemu zawsze musimy schodzić na takie tematy? Z dosłownie każdym.
- Przepraszam, jeśli powiedziałam coś złego.
- Nie, nie przepraszaj, to tylko taka reakcja obronna. Idziemy na śniadanie?
- Szczerze nie mam ochoty na żadne jedzenie, ale dotrzymam ci towarzystwa przy stole.


Dwie godziny później wracałam z przystanku autobusowego, dokąd odprowadziłam dziewczynę.
- Czy da się pani dokądś zabrać? - Usłyszałam znajomy, zachrypnięty głos.
- Harry, hej. Zgaduję, że dam, ale najpierw chcę wiedzieć dokąd.
- Do kawiarni na pyszne ciasto marchewkowe?
- Brzmi zachęcająco, wsiadam. - Okrążyłam samochód i wspięłam się na miejsce pasażera.
- Jak samopoczucie po urodzinach?
- Lepsze być nie może - odparłam, osuwając okulary przeciwsłoneczne na nos. Złapałam pas bezpieczeństwa, lecz w ostatniej chwili cofnęłam rękę od zapięcia i pochyliłam się nad Harrym, żeby dać mu całusa w policzek.
- A to za co? - zaśmiał się.
- Za to, że jesteś, czy to nie oczywiste?
- Ładnie dziś wyglądasz. - Wyszczerzył się. - A zresztą Niall ma rację, ty zawsze ładnie wyglądasz.
- Torujesz przejazd innym autom, koniec z popisywaniem się, ruszaj w końcu.
- Się robi, szefowo.

Na naszych talerzykach pozostało trochę okruszków, a na dnie filiżanek krople herbaty.
- Chciałabyś może... Nie, to głupi pomysł, zapomnij.
- Hm?
- Nic.
- Hej, nie bądź taki, chcę wiedzieć.
- Eh, no dobra. W zasadzie jechałem na cmentarz, może pojedziesz ze mną?
- I nic mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Chciałem zabrać cię tu, to nic złego.
- Zawsze troszczysz się najpierw o kogoś, dopiero potem o siebie. Pamiętam kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Szedłeś wtedy do Lou, a mimo wszystko się zatrzymałeś i zaoferowałeś, byśmy posiedzieli w deszczu razem.
Harry spuścił głowę. Kilka loków opadło w dół.
- Tata nigdy nie dał tego mojej mamie, dlatego ja próbowałem. Stawiałem ją na pierwszym miejscu, by w końcu mogła się poczuć doceniona i kochana. Chciałem wynagrodzić jej te wszystkie lata spędzone w samotności. Lubię sprawiać, że ludzie czują się wyjątkowo choć w małym stopniu.
Patrzyłam tępo w biały blat stolika, aby tylko się nie rozpłakać.
- Jesteś aniołem Harry.
Czułam jego wzrok na sobie.
- Nie jestem. Nie poradziłem sobie z tyloma rzeczami w życiu...
- Nawet najwspanialsze anioły czasem tracą pióra i spadają. Nie martw się. Ty szybujesz wysoko. - Uśmiechnęłam się przez łzy.
Zaczął bawić się łyżeczką.
- Jesteś urocza. Pojedziesz ze mną?
- Oczywiście.


Kiedy stanęliśmy nad grobem, poczułam, jakby mój żołądek upadł. Teraz dotarło do mnie ze zdwojoną siłą, że Harry nie ma nikogo. Nikogo prócz Lou. I właśnie w tym momencie byłam wdzięczna za rodziców, nie najlepszych co prawda, ale zawsze rodziców.
- O czym myślisz? - zapytał Harry.
- Tęsknię za tatą - urwałam. Siedząc na ławce, rozgrzebywałam butem ziemię pod nim. - A ty?
- O Louisie. O Londynie. Przyszłości.
- Nie rozumiem.
- Mówiłem ci, że Lou znalazł się tutaj ze względu na mnie, prawda? - Po skończeniu zapalania znicza, dosiadł się.
- Mówiłeś.
- Wiesz czemu zaproponowałem, aby przeprowadził się do mnie, tu - w Mullingar?
Przechyliłam głowę na bok.
- Bo to o jedno lokum na głowie mniej. Bo wtedy mniej rzeczy trzyma nas tu.
- Do czego zmierzasz?
Harry wziął głęboki wdech.
- Chcę żeby Louis kontynuował studia. Zrobię dla niego wszystko, a to nie wydaje się aż tak dużo. To tyko powrót na stare śmieci, skąd zresztą sam go wyciągnąłem.
- Powinieneś z nim o tym porozmawiać.
- Mam zamiar zrobić to dziś wieczorem, już zaprosiłem go na kolację. I naprawdę liczę na to, że się zgodzi.
- Kto w ogóle był twoim opiekunem prawnym przez te 2 lata, zanim ukończyłeś 18 lat?
- Mój wujo. Mieszkałem u niego aż do pełnoletności. A był na tyle okej, że uznał, że nie ma zamiaru wchodzić mi i Louisowi w dupę i miesiąc po moich urodzinach pozwolił mi się przeprowadzić do mojego prawidłowego domu. Wcześniej był on przez przeszło półtora roku wynajmowany przez pewną rodzinę, a potem po prostu stał pusty. Więc się wprowadziłem.
- A to było...?
- Pod koniec lutego tego roku.
- Oh. To dlatego Louis nie przeprowadził się wcześniej?
- Tak. Ogółem wujek nie za bardzo tolerował to, że spotykam się z chłopakiem, ale zarazem nie robił niczego, by to zepsuć. Lou przychodził do mojego zastępczego domu kiedy wuja nie było. Często też u niego nocowałem. Minęły już dwa lata... I to w mgnieniu oka, a ja nadal nie wiem co pokierowało tym chłopakiem, by rzucić studia i dla mnie tu przyjechać.
- Nie rozważaj tego, tak najwyraźniej miało być.
Zaległa cisza.
- Będę tęsknił za tym domem. W nim czuję, że cząstka mamy wciąż jest ze mną. Ale chcę jechać, chcę być częścią jego życia.
- Harry, ona zawsze będzie w twoim sercu. Nieważne dokąd pójdziesz, ani na jakiej drodze życia się zgubisz, ona tam z tobą będzie. Obiecuję.
- Wiem Ley. A naprawdę chcę, aby Lou skończył studia, został wybitnym lekarzem, żeby w końcu spełnił swoje marzenia i zrealizował plany życiowe. Żeby na chwilę przestał patrzeć w tył, na ten obciążnik wiszący mu na plecach, jakim jestem, i poszedł do przodu.
- Hmm... Obciążnikiem powiadasz...
- Tak, właśnie tym.
- Przecież wiesz jakie to uczucie - miłość. Kiedy druga osoba dodaje ci skrzydeł, sprawia, że czujesz się lekki, wolny. Kiedy problemy przestają istnieć, a wszystko nabiera sensu. Bo jeśli się nad tym zastanowić... Kiedy nie żyjesz dla kogoś, przeżywasz życie jak cień, wrak człowieka. A potem umierasz dla niczego i nikt już za tobą nie tęskni, nie płacze po tobie. Może nie ofiarując nikomu miłości ocalamy go od tego zranienia na samym końcu, gdy już zostanie sam. Ale jeszcze większą krzywdę wyrządzamy mu, odsuwając go od siebie. Czasem trzeba kogoś zepsuć, aby go ocalić. W tym przypadku odwrotnie. Naprawiasz kogoś dając mu szczęście. I nawet jeśli kiedyś mu je odbierzesz, to cząstka jego zawsze będzie żyła we wspomnieniach, ona zostanie z nim na zawsze i będzie należała do niego. Przeszłość będzie należała do was obojgu, jeśli ją razem dzieliliście. Możesz o niej zapomnieć, a możesz jej dać nowy wymiar. Możesz wymazać kogoś ze swojego życia na dobre, albo pozwolić mu spróbować drugi raz. Albo setny raz. To już od ciebie zależy. Jeśli złamie ci serce - trudno, to był twój wybór. Jeśli ty złamiesz mu serce - no cóż, to się zdarza, najwidoczniej nie byliście sobie pisani. Ale jeśli nie dasz komuś szansy nigdy nie dowiesz się, jakie będą efekty końcowe. Każdy potrzebuje dłoni, która pociągnie go w górę, gdy będzie tonąć. Każdemu należy się odrobina uczucia i empatii. Louisowi należy się wsparcie, a tobie należy się Louis. Bo tak miało być.

- Nie wiem co powiedzieć. Ty masz taką wiedzę, taką swobodę dobierania słów, taką delikatność w sobie... Bardzo dużo mi uświadomiłaś. Tylko... Czy ty oby do końca mówiłaś o mnie i o Lou?
- Um, tak? Tak sądzę? Powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Tak się tylko zastanawiam. I masz rację. Znam to uczucie - miłość. A ty... znasz je?
- Przeczytałam dużo książek Harry, to tyle.
- Rozumiem. Ale zastanów się jeszcze nad moim pytaniem. Zmieniając temat: wracamy?
Skinęłam. Chłopak wstał z ławki, pociągnął mnie za rękę i opuściliśmy cmentarz.


Wybiła 21:00. Zdjęłam fartuszek, odwiesiłam go na jego miejsce i sięgnęłam po bluzę.
- Mogę odwieźć cię do domu.
- Nie spieszy ci się na kolację z Harrym?
- Trochę, ale i tak cię podrzucę, czy powiesz "tak", czy "nie".
- Głuptasie, przejdę się.
- Nie, i tak nie zdążyłem zadać ci jeszcze jednego pytania.
- Hm, okej.


Skleroza nie boli - powiadają. Co się odwlecze to nie uciecze - powiadają. A jednak kiedy Louis spytał jak zareagowałam na list ukryty razem z butami poczułam się zażenowania, że zapomniałam sprawdzić pudełka, pokiwałam głową i wydukałam pierwsze co przyszło mi na myśl, czyli: "To naprawdę uroczy list, dziękuję!". Ale szatyn zdążył poznać mnie na tyle dobrze, że od razu odparł: "Nie przeczytałaś go, prawda?", unosząc jedną brew. Na to tylko spuściłam głowę, zaśmiałam się sztywno i przyznałam mu rację. A teraz biegłam przez podwórko żeby już dostać się do swojego pokoju i móc sprawdzić co rzeczywiście było w owym liście, o którym się ówcześnie dowiedziałam.


Mullingar, 12.08.2014r.
Kochana Ash,
Z okazji urodzin chcemy Ci życzyć wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń i osiągnięcia celów życiowych, najlepszych studiów (ale czas, by życzyć Ci tego będziemy mieć za 12 miesięcy), cudownych przygód z nami i abyśmy się za rok spotkali! Abyś nigdy nie zapomniała o dwójce idiotów i pamiętaj, że w każdej chwili możesz dzwonić, pisać, PRZYJEŻDŻAĆ. Chcemy dla Ciebie jak najlepiej i pamiętaj by nigdy nie patrzeć w tył, zawsze się uśmiechać, a gdy życie daje ci cytryny, zrobić z nich lemoniadę, a potem sprzedać trzy razy drożej. Bardzo Cię kochamy i chętnie byśmy adoptowali, ale jesteś już lekko stara, księżniczko. Żartujemy, jesteś tu najmłodsza i ciesz się z tego jak najdłużej, korzystaj! Życzymy Ci jeszcze świetnych imprez do białego rana, wstawania o 14:00, szumu w głowie, a wszystko to dlatego, że się o Ciebie troszczymy, nie dlatego, że jesteśmy nieuprzejmi. Żyj na całego i nie patrz na innych. Bądź po prostu sobą i nie zmieniaj się ze względu na kogoś. 100 lat!!!
Harry i Louis xx

List od chłopców zdecydowanie się skończył, ale nie był to koniec tekstu. Pod spodem ktoś narysował linię, odgradzającą wpis od jeszcze jednego.

Korzystając z tak wspaniałego wynalazku jakim jest post scriptum, pozwól że dodam coś od siebie.

PS 1 dołączam się do życzeń, ponieważ ci dwaj śmierdziele nie chcieli mnie dopisać, kiedy dowiedziałem się, że sporządzili list
PS 2 prawdopodobnie zabiliby mnie, wiedząc, że czytałem coś, czego nie powinienem dotykać
PS 3 WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO JESZCZE RAZ!!!

Niall x

Zagryzłam wargi, w celu pohamowania uśmiechu. Mam najlepszych przyjaciół na świecie, przysięgam. Przebiegałam wzrokiem przez tekst już jakiś czwarty raz, kiedy mój telefon zawibrował.
Niall: Chyba o czymś zapomniałaś;)
W wiadomości załączone było kilka obrazków. Otworzyłam jeden z nich, a zobaczywszy, że to moje selfie, przerzuciłam na następny. Spojrzały na mnie dwie pary roześmianych, niebieskich tęczówek, w których grały iskierki. Ale tylko na jednych zatrzymałam swój wzrok. A potem przeniosłam go na potargane włosy, rumiane policzki, różowe usta, uwypuklone jabłko Adama, małe pieprzyki na szyi. Zdjęcie zrobione w aucie. Jednakże ile bym dała żeby teraz wyciągnąć Nialla z telefonu, potargać jego włosy jeszcze bardziej i ucałować oba poliki. Przewinęłam kilka następnych zdjęć z urodzin, aż moim oczom ukazał się obraz, gdzie stojąc na palcach przytulam się do Louisa. Uśmiechnęłam się. Gdy zobaczyłam kolejne, moje usta uformowały się w okrągłe "o", a brwi uniosły do góry. Zdjęcie przedstawiało mnie, śmiejącą się, z zaciśniętymi oczami, wokół których pojawiło się trochę zmarszczek. Byłam lekko zwrócona w stronę Liama, który w 80% był ucięty, i jedną ręką odgarniałam włosy z twarzy, a druga była zastygnięta w powietrzu. Przez chwilę na nie patrzyłam, a kiedy próbowałam odkryć następne, okazało się, że widziałam już wszystkie.
Ja: Dziekuje za pamiec x
i zastanawiam sie, skad masz ostatnie zdjecie
Niall: Nie zawsze czytam smsy, gdy wyglądam, jakbym to robił;D
Ja: Od teraz bede uwazala bardziej
Niall: ;)
Niall: Co jutro robisz?
Ja: Prawdopodobnie ide do kosciola z dziadkami
Niall: A potem?
Ja: Jestem wolna
Niall: Twój dziadek nie ma w ogrodzie zakopanej strzelby, prawda?
Ja: Wtf chlopaku
Niall: Tak tylko pytam na wypadek, gdybym chciał "przypadkowo" przekroczyć waszą furtkę ;)


***

- Hej, "nie spodziewałabym się" tu ciebie! - powiedziałam entuzjastycznie i o ton za głośno, gdy następnego popołudnia w progu drzwi ujrzałam Nialla. Nie, żebym na niego czekała. Z kuchni wyjrzała babcia.
- Dzień dobry - odezwał się do niej chłopak, kiwając głową. Zwrócił swój wzrok w moją stronę, ignorując świdrujące spojrzenie kobiety, prześwietlające go od góry do dołu. - Pomyślałem sobie, że może chciałabyś się przejść.
- Są smsy, mogłeś napisać. - Uniosłam jedną brew do góry, wykrzywiając usta w łobuzerskim uśmiechu, ponieważ wiedziałam, że babcia nie mogła tego zobaczyć. Jednak zanim chłopak mógł jakkolwiek zareagować, ona go wyprzedziła.
- Ashley, nie bądź niemiła! Niall, wchodź, rozgość się, tylko proszę, zdejmij buty, bo dopiero co Felix odebrał dywan z pralni.
- Myślałem raczej o... - urwał, zobaczywszy moją minę pod tytułem "nie ma co". - Z przyjemnością.

- Dawno tu nie byłem. - Zamknął za sobą drzwi.
- I za długo nie pobędziesz.
- Nie rozumiem.
- Okno. - Wsparłam jedną rękę na parapecie, a drugą złapałam za klamkę okna i przekręciłam ją o 90 stopni. Spojrzałam na chłopaka, którego mina mówiła tyle co: "O pani własnego losu, wariatko!" - Idziesz ze mną, czy zostajesz? Chciałeś się przejść, tak?
Chociaż wciąż patrzył na mnie z rozwartymi ustami, zrobił pierwszy krok do przodu, a wtedy ja po prostu wyszłam. Za chwilę oboje byliśmy na dworze.
- Dokąd idziemy?
- Niespodzianka.
- Moje urodziny skończyły się ponad 24 godziny temu.
- Więc po prostu przyjmijmy, że jestem nieuprzejmy i nie powiem ci dokąd cię zabieram.
- Zabierasz mnie? Myślałam, że tylko obok siebie idziemy.
- Już nie. - W jego głosie dało się słyszeć śmiech.
- Hm?
- Złap mnie! - Rzucił się do biegu.
- Żebyś wiedział, że to zrobię! - odkrzyknęłam i ruszyłam za nim.
W końcu byłam już tuż tuż, prawie dotykałam opuszkami palców jego koszulki na plecach. Prawie. Moja noga odbiła się o coś nierównego i dość niezgrabnie opadłam w dół.
- O Boże. - Zduszony głos zaświstał nad moim uchem.
- Ja pier-
Niall nie dał mi dokończyć dotykając palcem wskazującym moich ust i zabierając się za zdejmowanie mojego buta.
- Niall, nic mi nie jest.
- Sprawdzimy to. Możesz ruszać stopą?
Spróbowałam.
- Mogę, tylko się przewróciłam, wyluzuj.
- Hm, okej. - Założył mi buta z powrotem i zawiązał sznurówki w kształtną kokardkę, na widok której się zaśmiałam.
- Wstaniesz sama?
- Nic mi nie jest - powtórzyłam dobitniej. Wywróciłam oczami i stanęłam na równe nogi. Coś zaświstało mi w głowie. Przesunęłam się do niego znacznie i oparłam mu ręce na piersi.
- Mógłbyś coś dla mnie zrobić? - Spojrzałam niewinnie w niebieskie oczy.
- Mhmm - odrzekł przeciągle, wodząc wzrokiem po mojej twarzy. Chyba już chciał położyć ręce na moich biodrach, ale ja byłam szybsza.
- No więc przyjmij do świadomości że już cię złapałam, więc teraz twoja kolej - powiedziałam szybko i umknęłam mu, kiedy tylko uniósł brwi.
- Może przynajmniej chcesz wiedzieć, dokąd biec? - krzyknął.
- Przecież to niespodzianka!

Po pół godziny dziecinnego ganiania się, Niall w końcu zdradził mi, że chciał zabrać mnie na boisko, aby pograć w nogę, jednak opadłam z wszelkich sił. Dlatego wróciliśmy do jego domu i skończyliśmy na kanapie, grając w piłkę wirtualnie.
- Gdzieś ty się w ogóle nauczyła obsługiwać kontroler? Laski, które znam, umieją się posługiwać dobrze jedynie szczoteczką do tuszu. No i chyba całymi godzinami ćwiczą nawijanie włosów na palec wskazujący. Mam wtedy ochotę chwycić nożyczki i po prostu je uciąć gdzieś pośrodku.
- Najwyraźniej ja nie jestem jedną z owych lasek.
- Nie. Ty jesteś najfajniejszą laską, jaką znam. I żadnej nie lubiłem tak bardzo, jak ciebie.
- Zostawmy to niedopowiedzenie takim, wyjeżdżam za 9 dni - zareagowałam szybko, może zbyt szybko.
- Jak wolisz - odmruknął, wlepiając wzrok z powrotem w ekran telewizora, strzelając gola do mojej bramki. Wydał z siebie znudzone westchnięcie. - Nie chce mi się już grać.
- Mi też nie.
- Chcesz coś do picia?
- Hmm, a masz gorącą czekoladę?
- Jasne, że mam. Wracam za kilka minut, czuj się jak u siebie - oznajmił i wyszedł.
Zatrzymałam grę i usunęłam płytę z odtwarzacza. Po tym usiadłam wygodnie na kanapie, ale po minucie skończyłam z głową zwisającą w dół i nogami na oparciu. Tak łatwiej wyłączyć myślenie. Chcęzostaćchcęzostaćchcęzost- stop. O tak, trochę zwrotów głowy to dobry sposób, aby pozbyć się beznadziejnych pragnień i zejść na ziemię.
- Niezmiernie się cieszę, że się zadomowiłaś. - Na te słowa wróciłam do normalnej pozycji. Szybko przyszedł.
- Niall? 
- Hm?
- Możemy iść na górę? No wiesz, w poduszki...
- Jasne. - Widocznie był zaskoczony moim pytaniem, ale od razu uległ. - Ale zaczekaj. - Wyszedł z pokoju, a kiedy znów się pojawił, trzymał w ręku tacę. Postawił na niej nasze kubki. - Weź to, okej?
- Mhm.


Znaleźliśmy się na poddaszu. Chłopak zabrał laptopa, w celu puszczenia muzyki. Poza tym wziął ze sobą jakieś ciastka. Ale ja ani nie słuchałam wszechobecnych dźwięków, ani Nialla, ani nie miałam ochoty na słodycze. Jedynie siedziałam oparta o ścianę z w połowie opróżnionym kubkiem i patrzyłam na jego twarz, kiedy coś mówił.
- Moja dziewczyna wraca w przyszły piątek.
Nagle się ocknęłam
- Co? - Powoli przetworzyłam w głowie zasłyszane słowa. Czy on właśnie powiedział mi o jakiejś "swojej dziewczynie"?
- Daleko odleciałaś, Ash. Słuchałaś mnie w ogóle?
- Przepraszam. - Spuściłam wzrok. - Co z tą dziewczyną? - Upiłam łyk letniego już napoju.
- Nie ma żadnej dziewczyny. Chciałem ściągnąć twoją uwagę.
Nic nie powiedziałam. Czułam to gówniane ściskanie żołądka. Odchyliłam głowę do tyłu. Pod powiekami zapiekły mnie łzy.
- Co się dzieje? - Nagle znalazł się tuż obok mnie.
- Nic - skłamałam.
- Przecież widzę.
Widzisz? Także powinieneś również zobaczyć że nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje, ale nie chcę wyjeżdżać. I ci tego nie powiem.
- Muszę iść już do domu, dziękuję za czekoladę. - Odstawiłam naczynie na tacę, chociaż została tam jeszcze przynajmniej 1/3 płynu.
- Hej, hej, hej, nigdzie nie idziesz dopóki nie powiesz mi co się stało, albo co zrobiłem nie tak.
- Nic - nadal upierałam się przy swoim. A w zasadzie stało się dość dużo. - Muszę iść. - Podniosłam się, nie patrząc na niego przez ani sekundę.
- Ashley, nie uciekaj mi. - Niall również wstał i przyciągnął mnie do siebie.
Nie, nie, nie, nie. Nie rób tego. Przestań sprawiać, że Mullingar to jedyne miejsce, do którego czuję przynależność. Przestań sprawiać, że twoje ramiona to tak jakby moja mała ojczyzna. Ojczyzna, za którą poszłabym na wojnę i przelała krew. Dla której stałabym się patriotką bez żadnych skrupułów. To właśnie się stało.
Odsunęłam od siebie jego ręce. Uśmiechnęłam się słabo i po prostu wyszłam.
Owiało mnie chłodne powietrze. Zamknęłam oczy i porządnie się nim zaciągnęłam. Jednak po ich otworzeniu zorientowałam się, że to wcale nie jest podwórko Nialla, a jego taras. Wydałam z siebie zirytowane warknięcie i przysiadłam na końcu plastikowego leżaka. Siedziałam tak może 10 minut, a może 15, a może 100. Kto by tam wiedział. Jednak w końcu mi się to znudziło, a moja irytacja osiągnęła poziom maksimum i była wycelowana prościutko we mnie samą. Energicznie wyciągnęłam telefon z kieszeni.
Ja: Nadal tu jestem
Niall: Co?
Ja: W twoim domu
Niall: Jak to, gdzie?
Ja: Taras
- No wiec czemu jesteś zła? - zapytał pół minuty później, zatrzymując się nade mną.
- Nie jestem. Sęk w tym, że nie jestem.
- Chcesz o tym pogadać?
- Nie z tobą.
- Smuci mnie to, przyznaję - westchnął zrezygnowany. - Chcesz posiedzieć w ciszy?
- Chyba tak.
- Więc może jednak powinnaś zostać sama? Bo jak na razie na usta ciśnie mi się sporo rzeczy.
- Pomyślałam, że to nieuprzejme siedzieć w czyimś domu bez jego wiedzy.
Poza tym mam dość samotności, powinieneś to, kurwa, wiedzieć. Zaraz wybuchnę. Dosłownie wystrzelę w powietrze. Jestem nienormalna. Nosi mnie. Chce mi się płakać i nie wiem z jakiego powodu. Zacisnęłam zęby.
- Więc jak? - upewnił się.
- Niall, jestem bezradna, rozumiesz?! Cholernie bezradna z pustką w głowie i duszą na ramieniu.
Przysiadł się do mnie.
- Obawiam się, że dopóki nie powiesz mi jaka jest tego przyczyna, nie zrozumiem.
- Zagrajmy w grę. Tą z pytaniami. Ale udawajmy, że dzisiejszy dzień nigdy się nie wydarzył, okej? - powiedziałam szybko, nawet nie przejmując się tym, jak łatwo go spławiam.
- Ale ja zaczynam - zarządził.
Oparłam się plecami na leżaku i złożyłam ręce w koszyczek.
- Czego się boisz?
- Że któregoś dnia wszystkie złe charaktery z książek, które przeczytałam ożyją i będą chciały mnie zabić.
- Masz źle w głowie - zaśmiał się neutralnie.
- Poważnie. Jestem łatwym celem: męczę się po piętnastu minutach biegu.
- Dzisiaj wytrzymałaś pół godziny.
- A teraz mam ochotę położyć się plackiem na tych kafelkach, chociaż minęło już sporo czasu.
Znów się zaśmiał.
- Zrób to.
- Nie?
- Rzucam ci wyzwanie.
- Nie! - zaczęłam się śmiać. Nagle całe napięcie mnie opuściło i przestałam odczuwać irytację.
- Bo cię ściągnę... - Złapał mnie za łydkę.
- Niall! - Poleciałam na zimne płytki. Położyłam się płasko na ziemi. Poczułam na swoich udach ciężar. Z góry patrzyły na mnie niebieskawe oczy.
- Jesteś ładna.
- Hm, to jakiś dzień dobroci dla mizernych dziewczyn?
- Daj mi skończyć. Jesteś ładna i najchętniej wykorzystałbym cię tu i teraz, bo oprócz buźki masz też ciekawe wnętrze. Jednak tego nie zrobię, bo dostałem od twojej babci dość przejrzyste sygnały, co ona jest zdolna mi zrobić, jeśli tknę cię palcem. Najwyraźniej już jestem wpisany w niebieską kartę. No a poza tym te płytki są zimne i nie chcę, żebyś się przeziębiła.
Parsknęłam śmiechem. Niall wstał z moich kolan, ciągnąc mnie przy okazji do góry.
- Jesteś głupi.
- A ty ładna.
- Już to mówiłeś - przypomniałam, czując żar na policzkach.
- Tak, ale chcę, żebyś wiedziała.
- Mogę wreszcie zadać ci pytanie?
Kiwnął ręką, dając mi do zrozumienia, że jest gotowy.
- Dlaczego twoim ulubionym kolorem jest przezroczysty?
- Jesteś mądra. Pomyśl.
- Spytałam o to kiedyś Louisa. Odpowiedział, że to pewnie dlatego, że lubisz, kiedy dziewczyny zakładają ubrania w nim. Czyli tak jakby nic nie zakładają.
Niall prychnął.
- Uwierzyłaś mu?
- Gdybym to zrobiła, nie miałabym powodu aby zapytać.
- Kto w dzieciństwie czytał ci bajki?
- Hej, nadal mi nie odpowiedziałeś.
- Najpierw muszę wiedzieć.
- Tata.
- Okej. Lubisz książki, prawda?
- Lubię, ale wciąż przekraczasz limit swoich pytań.
- Ash, bądź przez chwilę cierpliwa. Przypomnij sobie teraz najbardziej wzorcową książkę na świecie. Najprostszą, a zarazem najgłębszą, kryjącą pod niemalże każdym słowem metaforę.
- Pieśń o Rolandzie? Hamlet?
- Skąd ty bierzesz pomysły...
- Może z lekcji angielskiego?
- Więc poszukaj trochę dalej.
- Niall, błagam.
Chłopak przez chwilę na mnie popatrzył, a potem pokiwał głową, godząc się na kompromis i idąc mi na rękę.
- "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".
Z moich ust wyrwało się ciche westchnięcie. Aczkolwiek było to najspokojniejsze westchnięcie w historii westchnięć.
- Jeśli miałabym wziąć pod uwagę wszystkie rzeczy, za które kiedykolwiek cię nienawidziłam... i wymienić jedną... to powiedziałbym, że nienawidzę cię właśnie za to zdanie. Za to jedno zdanie.

_____________________________________________________________________

Hejka! Już za kilka dni zaczynają mi się ferie, więc powinnam z lekka przyspieszyć.
Proszę, aby każdy, kto przeczytał rozdział - skomentował. Szczerze, a najlepiej aby zostawił po sobie coś więcej, niż tylko jedno słowo. Miłego dnia x

piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział trzydziesty drugi. 'Smakował jak kawa i jagody'

Kolejne kilka dni upłynęło całkiem spokojnie. Nie wychodziłam nigdzie po pracy, ani przed nią, nawet nie miałam na to czasu. Wynagradzały mi to codzienne spotkania z Lou. Czasami wpadał też Harry. Ogólnie musiałam odłożyć wakacje na bok i stać się punktualna, lecz akurat to mi nie przeszkadzało, ponieważ już wkrótce miałam iść do drugiej klasy szkoły średniej, a niedługo potem - na studia, co wymagało ode mnie swego rodzaju odpowiedzialności.
Kiedy obudziłam się tego ranka, nie poczułam nic szczególnego. Nie pałałam entuzjazmem, moje urodziny już od dawna nie były dla nikogo ważne, a na mnie nie robiły wrażenia. Co roku mama klepała obojętne "wszystkiego najlepszego", po czym następował zazwyczaj telefon od dziadków. W szkole słyszałam to samo beznamiętne zdanie od kilku osób, które nie starały się nawet udawać, że ich to obchodzi, jednak były tymi, którzy muszą zachować klasę w każdej sytuacji. Nie czekałam na urodziny. Bo czemu miałabym czekać?
Wyjrzałam przez okno. Pogoda była po prostu nijaka. Wygrzebałam z dna szafy ciemne jeansy, biały T-shirt oraz grafitową bluzę. Zostawiłam włosy rozpuszczone, ale w razie co wsunęłam na nadgarstek gumkę. Nie tracąc czasu na śniadanie, pożegnałam się z babcią, założyłam białe buty i opuściłam dom.

- Cześć, Lou - przywitałam się z chłopakiem.
- Hej księżniczko. Chciałbym ci życzyć wszystkiego, co w życiu najlepsze: dużo szczęścia i zdrowia i pewności siebie. I żebyś zawsze była uśmiechnięta!
- Aw, dziękuję. - Przytuliłam się do niego. - A teraz przepraszam, ale muszę założyć mój fartuszek.
- Jasne, proszę - odparł, zdejmując uniform z wieszaka i mi go podając.


Minęło może trochę ponad godzinę, kiedy do lokalu wszedł wysoki chłopak, skręcając na zaplecze, a ja zorientowałam się, że to Niall. Było to troszkę dziwne, lecz nadal kontynuowałam wycieranie stolika, na który jakieś dziecko wylało colę. Po chwili blondyn znów się ukazał. Tym razem poszedł do mnie zdecydowanym krokiem.
- Chodź - powiedział po prostu.
- C-co? Mam pracę.
- Nie, dzisiaj masz wolne, wszystko już załatwione. - Chodź. - Wyciągnął do mnie dłoń.
Kiedy tak stałam, zwyczajnie patrząc się na jego knykcie, jego ręka poruszyła się, ciągnąc za moją i prowadząc mnie do baru. Posadził mnie na jednym z wysokich krzeseł, wyjął z dłoni szmatkę; okręcając mnie, zdjął fartuszek, po czym położył wszystko na blacie i kiwnął głową w stronę mojego szefa.
- Dzięki Lloyd. - Spojrzał na mnie, założył mi pasmo włosów za ucho i delikatnie pociągnął mnie do wyjścia.
Przy drzwiach obejrzałam się przez ramię na mojego pracodawcę, ale on tylko ciepło się uśmiechał. Kątem oka dostrzegłam też Lou, który właśnie pojawił się przy jednym ze stolików i wydawał się być usatysfakcjonowany. O co do cholery chodziło?
- Więęęc... Dokąd idziemy?
- Na spacer, przed siebie, tak po prostu. Jak ci mija dzień? - spytał, wyplątując swoje palce z moich i obejmując mnie w pasie.
- Poważnie? Ledwo zdążyłam się obudzić, ubrać i przyjść do pracy. A od rana jest raczej mało klientów.
- Jadłaś? - Spojrzał na mnie podstępnie.
- Nasłała cię moja babcia czy jak?
- Po prostu jeżeli nie, to cię gdzieś zabiorę. - Zaśmiał się.
- Niall, nie chcę sprawiać kłopotu.
- Hej, to ja cię wyciągnąłem i to ja rzucam propozycję, więc łap okazję póki jest.
- No dobra.
- Więc, gdzie chcesz iść?
- Mrożony jogurt?
- Brzmi dobrze, ale jak na drugie danie.
- Um.. Nie wiem, teraz twoja kolej.
- Hm... Może chodźmy po prostu do piekarni? Kupimy coś dobrego i pójdziemy dalej.
- Dobry pomysł. - Uśmiechnęłam się.


Kilkanaście minut później wyszliśmy z piekarni z długą bagietką, przełamaną na pół, a każde z nas dzierżyło po połowie. Poza tym Niall niósł w ręku papierową torbę z jagodziankami, ponieważ uznał, że jem za mało i czas to zmienić.
- Zapomnij! - Odwróciłam twarz od Nialla, kiedy starał się wepchnąć mi kawałek słodkiej bułki do buzi.
- Jeżeli tego nie zjesz, rozsmaruję ci jagody na policzku.
- A wtedy ja przykleję swój policzek do twojego.
Niall spojrzał na jagodziankę.
- OMG, mam nadzieję, że dosypują tam klej w proszku.
- Niall! - Zaczęłam się śmiać, a wtedy poczułam, jak chłopak pakuje mi do ust bułkę.
- Jysts nymyzlywy - wybełkotałam, przeżuwając.
Chyba zrozumiał, bo tylko wzruszył ramionami i skończył za mnie w 5 sekund.
Znaleźliśmy się w pobliżu Wh@.
- Zaczekaj tu.
Wrócił z dwoma papierowymi kubkami w dłoniach.
- Proszę. - Wręczył mi jeden z nich.
- Dzięki. - Upiłam łyka. - O nie, jaka mocna, ew. - Odkryłam wieczko, by zajrzeć do środka i zobaczyć ciemną ciecz, o silnym aromacie.
- Oj, miało być odwrotnie, nie ten kubek - zaśmiał się Niall, zamieniając pojemniki.
Znów wzięłam łyk.
- Mm, herbata. Tego było mi trzeba, zrobiło się jakoś chłodniej.
- Racja. Hej, niedaleko jest fajne miejsce, chcesz się przejść?
- A mam jakiś wybór? Prowadź.


***

Szliśmy raczej zamyśleni, ale panująca cisza była komfortowa.
- Masz jakieś marzenia? - zapytałam nagle, nawet nie wiem dlaczego.
- Staram się nie fantazjować, ponieważ nigdy nie dostaję tego, czego bym chciał. Dlatego biorę to, co daje mi los. Ale ostatnimi czasy... Zdarza mi się marzyć o tym, żeby pewna kobieta.. um, żeby moja mama mnie kochała. Żeby mi ufała. Nigdy nie mieliśmy zbyt dobrych stosunków, ale po przemyśleniu paru rzeczy doszedłem do wniosku, jak pusty byłby bez niej mój świat. No wiesz, należy jej się szacunek, bo w końcu to ona nauczyła mnie żyć. Dzięki niej stanąłem na nogach i poszedłem do przodu, po szczęście. Chcę, żeby widziała, że umiem z tego korzystać.
- Niall, przecież twoja mama na pewno cię kocha, jesteś jej synem.
Chłopak nie odpowiedział. Uśmiechnął się pod nosem, jednak nie spojrzał mi w oczy. Odniosłam wrażenie, jakby chciał mi o czymś powiedzieć, lecz nie miał na to odwagi. Coś leżało mu na sercu, o czymś rozmyślał. Ale ja nie chciałam na niego naciskać, ponieważ wiem, jak to jest.
- To tu - wymamrotał kilkadziesiąt sekund później.
- Hm?
- To jest to miejsce.
Staliśmy na środku mostu, a po obu stronach, wolnym tempem płynęła rzeka. Niedaleko był las.
Niespodziewanie Niall znalazł się naprzeciwko mnie.
- O czym marzysz, Ash?
- O spokoju - odparłam, patrząc się na jego klatkę piersiową. - O tym, żeby było dobrze. W pełni dobrze. Żeby ludzie się nie kłócili. Żeby każdy potrafił docenić to, co ma. Żeby nie było wojen, głodu, chorób... Nie wiem o czym jeszcze.
- Mówisz tak, jakbyś kandydowała na miss świata - zaśmiał się neutralnie.
- Taka po prostu jestem - westchnęłam.
- "Spokój", to dość szerokie pojęcie. A gdybyś miała być egoistką choć na chwilę?
- Chciałabym... Chciałabym, aby te wakacje trwały wiecznie, bo Mullingar to jedyne miejsce, gdzie czuję się potrzebna. Może jest to tylko wrażenie, ale po prostu... Dobrze mi tu. - Uniosłam głowę, aby spojrzeć chłopakowi w oczy. Chwilę staliśmy w ciszy.
- Ashley... Ufasz mi?
Na początku nie zareagowałam, ale chwilę potem powoli pokiwałam głową. Poczułam ręce na moich bokach, a za sekundę oderwałam się od podłoża. Niall posadził mnie na murku, który robił za barierkę. Nawet nie obejrzałam się za siebie. Ufałam mu. Stanął pomiędzy moimi nogami, a dłonie ulokował na moich udach. Nasze oczy były praktycznie na tym samym poziomie, jednak jego głowa zadarta była leciutko do góry. Nasze nosy się zetknęły. Zamknęłam oczy, ponieważ ginęłam pod spojrzeniem jego niebieskich tęczówek. Poczułam, jak na moich ustach pojawiają się inne. Przez pierwsze trzy sekundy Niall nic z tym nie robił, jednak już za chwilę jego wargi musnęły moje raz, a potem drugi raz. Przeniósł ręce na moje plecy, ciasno mnie obejmując, a ja wplątałam palce w jego włosy, całując go w tym samym rytmie, co on mnie. Smakował jak kawa i jagody. Krew szumiała mi w uszach, a może to była tylko rzeka. Chociaż na dworze było chłodno, w przeciągu sekundy zrobiło się gorąco. Nie mam pojęcia jak zapamiętałam tyle szczegółów. Czułam, jak nasze zęby się o siebie ścierają co jakiś czas, jak języki czasami się gubią, rzęsy niespokojnie wachlują, ręce na moment zatrzymują. Kiedy Niall się ode mnie odsunął, moją twarz owiał nierówny, urywany oddech. Niall znów postawił mnie na nogi. Otworzyłam oczy i zsunęłam ręce z jego włosów na szyję. Uśmiechnął się. Oddałam gest.
- Wszystkiego najlepszego.
Nie odpowiedziałam, jedynie uśmiechnęłam się szerzej i schowałam twarz w jego koszulce.
- To nasz pierwszy prawdziwy pocałunek - powiedział Niall w moje włosy. Uniosłam głowę z powrotem, a moje brwi powędrowały w kierunku linii włosów.
- Racja - przyznałam, po chwili namysłu. W tej chwili miałam ochotę się rozpłakać, bo to co przed chwilą się wydarzyło, było przyzwoleniem na to, bym mogła czuć się tu jak w domu, a nawet lepiej niż w domu, a może ja po prostu znalazłam nowy, lepszy dom. Dom, w którym ktoś się o mnie troszczył, w którym każdy o mnie pamiętał, w którym wreszcie poczułam się na miejscu, poczułam się doceniona i jak najbardziej potrzebna. - Myślisz o takich rzeczach? - spytałam po chwili.
- Nie.
Westchnęłam. To było dość sprzeczne, ale tyko z powrotem przytuliłam twarz do jego klatki piersiowej.
- Tylko kiedy jestem przy tobie - wyszeptał.


***

Niall przez cały dzień ciągał mnie w różne miejsca w Mullingar. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa, lecz bawiłam się tak znakomicie, iż nie chciałam zatrzymywać się już nigdy; mogłabym po prostu tak chodzić z ręką tego chłopaka oplecioną wokół mnie.
- Czemu nigdy nie mówisz do mnie "Ley"?
- Ponieważ dla mnie od zawsze byłaś "Ashley" albo "Ash" i tak już pozostanie. Poza tym to brzmi lepiej.
- Nie, nieprawda, brzmi jak jakiś pseudonim sceniczny.
Chłopak zmarszczył brwi, a w jego oczach dało się zauważyć śmiech.
- Nie patrz tak na mnie!
- Przecież różne dziewczyny mają tak na imię. Aktorki, piosenka-
- Właśnie o to chodzi.
- Hej, dla mnie nigdy nie będziesz "kimś kto ma sławne imię" czy coś w tym stylu. Dla mnie już zawsze będziesz kłótliwą małą Ash z niewyparzonym językiem i dużymi, ładnymi oczami.
Moje serce podskoczyło, a ja stanęłam w miejscu.
- Coś się stało?
- Uh, nie. - Wypuściłam powietrze. Po prostu nigdy nie usłyszałam od nikogo, że mam ładne oczy. Przez moment nic nie mówiłam. - Są niebieskie. Ale nie są takie jak twoje... Ani Lou ani nawet mojej babci. Są nijakie.
- Powiedziałbym, że przez większość czasu są po prostu zbyt smutne. - Przymrużył rzęsy. - Zabiorę cię jeszcze w jedno miejsce. W zasadzie dwa. Chodź.

- To ja poczekam na zewnątrz a ty idź, śmiało - oznajmiłam, kiedy blondyn usiłował wciągnąć mnie do sklepu z sukienkami.
- Zapomnij o tym, kochanie.

Przestań. Mi. To. Robić. Bo. Robisz. To. Cały. Dzień. Słyszę. Od. Ciebie. Słowa. Przez. Które. Kołuje. Mi. Się. W. Głowie. Niall.

- Sukienki naprawdę źle mi się kojarzą. - W momencie kiedy to powiedziałam, zorientowałam się, że jakimś cudem znalazłam się już w sklepie.

- Ale to tylko kawałek materiału, który po prostu nie przylega, co w tym takiego?
Zawahałam się nad odpowiedzią, jednak chwilę potem wydusiłam z siebie pierwsze słowa.
- Raz Lou zabrał mnie na twoją imprezę... Wcześniej specjalnie zaciągnął mnie razem z Harrym na zakupy i namówili na sukienkę. Chyba wiesz jak skończyła się owa impreza. - Zagryzłam wargi.
Niall westchnął.
- Nie możesz całe życie do tego wracać. Co z balem maturalnym? Jakimiś imprezami? Ślub?
- Nie.
- Ash-
- Nie, Niall. Wyzbyłam się nienawiści do ciebie i się z tego cieszę, ale sukienki to nie moja rzecz. - Odwróciłam się by wyjść. - A jak chcesz, to podziwiaj w nich inne dziewczyny - mruknęłam jeszcze na odchodnym.
Kiedy znajdowałam się kilka kroków w za drzwiami, poczułam jak ktoś praktycznie depcze mi po piętach. Gwałtownie się odwróciłam i spojrzałam w niezwykle niebieskie oczy. Zagrały w nich iskierki, zobaczyłam jak blondyn zagryza wnętrze policzka.
- Hm? - burknęłam.
- Złościsz się - stwierdził krótko. - Nie wiem o co.
- Przepraszam. Po prostu.. Po prostu: nie.
- No dobra, więc chodźmy do innego sklepu. Ale tym razem nie przyjmuję odmowy.
- Naprawdę nie chcę, abyś mi cokolwiek kupował Niall.
- Ale ja chcę. - Wzruszył ramionami.
Przez sekundę zastanawiałam się jak ubrać w słowa pytanie, które chodziło mi po głowie.
- Dlaczego to dla mnie robisz?
- Bo masz dzisiaj urodziny, a ja chcę dać ci jakiś prezent.
- Nie to. Dlaczego od jakiegoś czasu sprawiasz wrażenie, jakbyś się mną opiekował? Czemu w ogóle się mną przejmujesz?
- Ponieważ na to zasługujesz.


***

Niall zmusił mnie do przymierzenia kilku niebieskich bluzek.
- Co jest z tym niebieskim, bo nie rozumiem. Czy on jest najbardziej zbliżony do przezroczystego?
- Nah, uznałaś, że twoje oczy są "nijakie".
- Co z tego?
- Niebieski podkreśla niebieski. Wiesz, to działa jakoś tak jak "plus do plusa, minus do uziemienia".
- Co w takim razie jest minusem do uziemienia?
Chłopak nie odpowiadał przez jakiś czas. Zamiast tego zdjął z wieszaka kolejną bluzkę w kolorze niezapominajek i mi ją wręczył, po czym popchnął mnie w kierunku przymierzalni.
Kiedy byłam w trakcie zakładania koszulki, usłyszałam nagle ciche mamrotanie tuż za zasłonką.
- Jesteś moim uziemieniem, potrafisz ściągnąć mnie na ziemię, a zarazem sprawić, że odlatuję dalej niż ktokolwiek, kiedykolwiek.
Szybko opuściłam niebieski materiał w dół mojego brzucha i szarpnęłam za zasłonę. Stałam bardzo blisko Nialla. Był uśmiechnięty, jego oczy prześledziły mnie od góry do dołu.
- Idealnie. Bierzemy - zakomunikował, odwrócił mnie plecami, urwał metkę i poszedł z nią w kierunku kas, szukając po kieszeniach portfela. - A i jeszcze coś.- Odwrócił się na pięcie.
- Hm?
- Nie zdejmuj. - Puścił mi oczko, znowu zwrócił się w drugą stronę i chwilę potem zniknął z zasięgu mojego wzroku.

Kiedy już mieliśmy wychodzić, zauważyłam coś ciekawiącego i tym razem to ja przejęłam inicjatywę. Nie mówiąc ani słowa, pociągnęłam za sobą chłopaka do sklepu tuż przy wyjściu z galerii.
Skierowałam się do upatrzonego sektoru, wyjęłam dwa na oko dobre T-shirty i podałam je chłopakowi.
- Przymierz. - Uniosłam przekutą brew do góry i posłałam mu uśmiech.
- Niebieska.
- Owszem, niebieska.
- Trochę różni się kolorem od twojej.
- Co z tego, jest zbliżona, przymierzaj już, a nie tyle gadasz.
- Oczywiście, proszę pani.

- W tej wyglądasz świetnie.
- Jesteś tego pewna? - Poruszył brwiami.
- Jestem, a teraz daj mi metkę albo chodź ze mną do kasy.
- O nie, nie, nie, nie - powiedział ciągiem. - Ty tu jesteś od wyglądania ładnie.
- To trochę jak dyskryminacja.
- Nie pozwolę ci za to zapłacić.
- Więc pozwolę sobie sama. - Wysunęłam w jego stronę dłoń złożoną w łódkę.
- Nie.
- Kiedy masz urodziny? - Uniosłam brew do góry.
- Um, zgaduj.
- Listopad.
- Jak możesz być tak ograniczona! - prychnął.
- Styczeń. Albo luty.
- Jestem starszy od ciebie o rok, miesiąc i dzień. - Oparł się o ścianę przebieralni i przechylił głowę w lewo.
- Trzynasty września.
Skinął głową.
- We wrześniu już mnie tu nie będzie. Kupię ci na urodziny, no daj.
- Ile ta koszulka w ogóle kosztuje?
- Mało, a teraz daj. - Kiedy chłopak nic nie mówił, jedynie patrzył, przestąpiłam zniecierpliwiona z nogi na nogę. - Tam jest jeszcze dużo takich bluzek, przynajmniej dziesięć i każda ma kod.
Blondyn pokręcił głową.
- Nie chcę na to patrzeć. - Zdjął T-shirt przez głowę i mi podał. Wiedząc, że dopięłam swego, posłałam mu uśmiech zwycięzcy. - Jesteś strasznie uparta.
- Lubisz to - rzuciłam od niechcenia i poszłam ku kasom.


***

- Teraz nie możesz patrzeć.
- Nie bądź takiiii - powiedziałam wsiadając do auta chłopaka, kiedy byliśmy pod jego domem.
- Zero. - Wyciągnął swoje długie ramię i sięgnął do tyłu po bluzkę, którą miał na sobie rano. - Przewiąż nią oczy.
- Chcę patrzeć.
Chłopak westchnął. Wyciągnął z kieszeni telefon i mi go podał. Spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- Możesz przeglądać co tylko chcesz: zdjęcia, smsy, Facebooka, ale po prostu nie patrz na boki, okej?
- Jasne. Na pewno mogę?
- Przecież ci pozwalam.
- Okej - powiedziałam lekko zażenowania i przyjęłam od niego telefon.

Jechaliśmy już jakiś czas, a ja zdążyłam obejrzeć wszystkie obrazki w galerii Nialla. W następstwie włączyłam aparat i zaczęłam przymierzać się do zdjęcia. A ja nigdy nie robię sobie selfies. Kiedy zrobiłam już jedno, a Niall akurat stanął na światłach, zawołałam jego imię. Odwrócił się, zupełnie nie spodziewając się zdjęcia. Jednak kiedy zobaczył, co robię, uśmiechnął się ciepło i wtedy nacisnęłam przycisk. Chłopak ruszył.
- Mogę je sobie wysłać? - zapytałam.
- Jasne.
Weszłam w aplikację wiadomości i zaczęłam szukać naszych rozmów. I wtem na ekranie pojawiła się nowa wiadomość. Przeczytałam ją zupełnie odruchowo.


Mama: Wyjeżdżamy z ojcem na tydzień, zaopiekuj się sobą i nie rozwal domu.

- Um, Niall..?
- Taaak?
- Twoja mama napisała.
Chłopak wypuścił z siebie powietrze.
- Co pisze?
- Twoi rodzice wyjeżdżają.
- Jakby to było coś nienaturalnego - prychnął.
Postanowiłam nie odpowiadać. To mogłoby pogorszyć sytuację, a wiem, że ludzie nie potrzebują współczucia, ale ciszy. Tej ciszy, w której dwie dusze się jednoczą i rozumieją bez słów. On chciał tylko trochę zainteresowania z jej strony... Trochę matczynego ciepła...
Niall utkwił wzrok w drodze przed nami, a ja starałam się nie rozglądać zbytnio, bo obiecałam, że nie będę patrzeć.
I nagle usłyszałam coś dziwnego:
- Przytuliłem cię wtedy...
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Gdy Louis i Harry zabrali cię na moją imprezę, James i Hough zaciągnęli cię w szczelinę pomiędzy budynkami i to wszystko, no wiesz.
Spojrzałam w dół na przybrudzone czubki moich butów.
- Czemu wyciągasz stare sprawy na wierzch?
- Bo już tak dłużej nie mogę. Chcę, żebyś wiedziała.
- Co wiedziała?
- Nakrzyczałaś na mnie i wyszłaś. Poszedłem za tobą. Bo mój instynkt z jakiegoś powodu nie dawał mi spokoju, chociaż to był czas, gdy jeszcze mnie irytowałaś. Po drodze cię zgubiłem aż w końcu odwidziało mi się bezkresne błąkanie po mieście. A nie chciałem wracać do domu, gdzie huczało od głośnej muzyki i okrzyków. I śmiesznym trafem rzuciło mnie akurat w tamto miejsce. Tam działo się to całe gówno. Narkotyki. Samo to słowo przypomina mi o tym cholernym okresie do którego nigdy więcej nie chcę powracać. Nie byłem uzależniony, ale wiele wysiłku wymagało wyrzeknięcie się tego. Mówię ci to, bo na każdym ciąży jakiś ciężar, a ja naprawdę nie mam komu tego powiedzieć. A ty jesteś taka delikatna i dobra... Nie wiem.
- To miłe. - Uśmiechnęłam się, cały czas patrząc w dół.
- Dobra, a teraz zamknij oczy, bo jeszcze dwie minuty i będziemy na miejscu.
Wykonałam jego polecenie. I rzeczywiście, już za chwilę Niall pozwolił mi wyjść z auta, ale zakrył moje oczy dłonią, a chwilę później poczułam, że na mojej twarzy ląduje materiał.
- Musiałeś? - zaśmiałam się.
- Yup.


Niall złapał mnie za rękę. Chwila! To nie był on! Ręce Nialla są większe... Ktoś inny wsunął swoje palce między moje z drugiej strony i to też nie był Niall. Jego dłonie są mniejsze... Pierwsza moja myśl brzmiała: "Co jeśli to są ci faceci, o których wspominał chłopak gdy jechaliśmy?" ale potem uświadomiłam sobie, że przecież to blondyn mnie tu przywiózł, a on nigdy by tego mi nie zrobił, nawet jakieś 5 lat temu, oraz fakt, że już kiedyś trzymałam tą mniejszą dłoń. Tak, jestem bardzo drobiazgowa.
- Louis? - Potarłam kciukiem knykcie chłopaka. - A skoro Louis to... Harry? Harry, to ty? - Ścisnęłam większą rękę. - Mogę już pozbyć się tego czegoś co mam na głowie? Haloo, czemu odpowiada mi cisza? - Przestąpiłam z nogi na nogę.
Usłyszałam nieopodal tłumiony chichot, po czym jakiś cienki głos wypowiedział "trzy, dwa.. już". Nagle koszulka zawiązania na moich oczach zniknęła, a do moich uszu dotarł krzyk:
- Wszystkiego najlepszego!
Znam to podwórko. Posiadłość Stylesa. Wciąż oszołomiona próbowałam zarejestrować każdy szczegół.
Najpierw przytulający mnie Harry i Louis. Potem otwierający szampana Stephen. Klaszczący i śmiejący się głośno Liam. Podrzucający tekturową czapeczkę w kształcie stożka Zayn, z urodzinową trąbką między zębami. Victoria, trzymająca jakieś pudło, a tuż obok niej Danielle. Obie bardzo szeroko się uśmiechały. A na końcu Niall, z lekko wygiętymi kącikami ust, które gdy tylko na nie spojrzałam ułożyły się w słodkie, nieme "wszystkiego najlepszego". Mimo że miał na sobie niebieską koszulkę, to i tak największą działkę mojej uwagi dostały jego oczy. Uśmiechnęłam się ciepło, po czym z powrotem spojrzałam na całą grupę.
- Dziękuję wam tak bardzo! - krzyknęłam i rozłożyłam ramiona, będąc świadomą, że są one zbyt krótkie, by pomieścić w nich wszystkich i prawdopodobnie zostanę zgnieciona - co doszło do skutku.
Zostałam obrzucona życzeniami urodzinowymi, a już za chwilę w moje ręce trafiło pudełko, które dziewczyny trzymały. Poczęłam rozwijać papier.
- Jak możesz tak dokładnie i cierpliwie odklejać każdy kolejny kawałek taśmy, rozerwij to w końcu! - Usłyszałam głos Stephena.
- To są moje urodziny, więc ty musisz na to wszystko patrzeć braciszku. - Posłałam mu w powietrzu buziaka. Jeszcze kilka ruchów i... - Gotowe. - Odłożyłam papier na bok. Odkryłam wieczko. Moim oczom ukazały się śliczne fioletowe martensy. - O mój Boże, piękne! - Krzyknęłam. - Ale one musiały kosztować fortunę. - Spojrzałam na nich niepewnie.
- Hej, jest nas dość sporo, poza tym stać nas jeszcze żeby kupić ci coś fajnego - zaśmiał się Liam. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i wróciłam wzrokiem do mojego prezentu.
- Dziękuję waaam - przeciągnęłam i zaczęłam zdejmować trampki tylko po to, żeby przymierzyć nowe buty.

Kiedy wciągnęłam jednego na nogę, wstałam z ziemi.
- Skąd w ogóle wiedzieliście?
- Byliśmy razem na zakupach, więc znam twój rozmiar buta. - Mój kuzyn wzruszył ramionami.
- Poza tym kiedy bawiłem się twoimi rzeczami, natrafiłem na wiele ciekawych danych. - Louis poruszył zabawnie brwiami, a gdy trąciłam go łokciem, szeroko się uśmiechnął i przyciągnął mnie do swojego boku.
- Jak byliśmy nad wodą, wyłowiłaś but - zaśmiał się Zayn.
- I powiedziałaś coś jak: "Teraz pora na nową parę creepersów dla mnie" - kontynuował Niall. - A twoim ulubionym kolorem jest fioletowy. Tak na marginesie, próbowałem ich przekonać, żeby zamówili martensy w kolorze moich oczu, ale zostałem przegłosowany. - Chłopak udawał oburzonego, chociaż już za chwilę znów się uśmiechnął.
- I ogólnie jesteś taka "zbuntowana" i lubisz buty, zwłaszcza masywne, więc oto i twój prezent! - powiedział Harry.
- Ale tylko my z całej ekipy mamy tu gust - pokwitowała Danielle, unosząc jedną brew do góry i przybijając z Tori piątkę.
- To chore, rozumiesz, że ściągnęli mnie tu z drugiego końca kraju? Dobra, to mała przesada, ale uznajmy, że tak było. Jednak czego nie robi się dla ukochanej małolaty, ach.
Pokręciłam głową. Kochałam tych ludzi. Wiedzieli o mnie tak dużo, a ja nie musiałam nawet zbyt wiele im mówić.
- Hej, chyba nie będziemy tak stać? Ognisko czeka! - zakomunikował Lou.
- Ogni-co? - powtórzyłam.
- Nie wmówisz żadnemu z nas, że nigdy nie byłaś na ognisku.
Pokręciłam głową. Moje oczy były szeroko roztwarte. Cieszyłam się jak dziecko. A to tylko trochę drewna i ogień.
- Żartujesz?
- Nie, naprawdę.
- To dość dziwne - skwitował Liam. - Trzeba to nadrobić!


Siedzieliśmy wokół ognia już około godziny, co było dla mnie prawdziwą frajdą, lecz w końcu zdecydowaliśmy, że czas przenieść się do stołu.
- Hej Zayn, a co z Mary? Nie zabrałeś jej ze sobą? - spytałam chłopaka, podczas gdy inni byli zajęci rozmową o jakimś koncercie. Wydawało mi się, że jeszcze tylko Niall zwrócił się w naszą stronę i zaczął czekać na relację Zayna.
- Um.. Jakby to powiedzieć.. Dość dobitnie dała mi do zrozumienia, że nie chce się ze mną spotykać.
- Przykro mi - zmieszałam się.
- Ale ty nadal masz u niej szanse.
Zmrużyłam oczy.
- Nie rozumiem.
- Okazała się być lesbijką. Nie mam pojęcia czemu wtedy się ze mną umówiła, ale kiedy odwiozłem ją do domu, zakomunikowała, że nie interesuje się chłopcami i że o wiele bardziej wolałaby robić różne rzeczy z tobą.
Na słowa chłopaka wytrzeszczyłam oczy.
- Nie chcę wiedzieć niczego więcej. Nawet przecinka.
Niall zaczął śmiać się pod nosem.
- Nigdy więcej nas nie podsłuchuj - warknął na niego Zayn, jednak jego oczy się śmiały, a za chwilę rozciągnął usta w uśmiechu.
- Dlaczego miałbym tego nie robić? - Blondyn uniósł brew do góry.
- Ponieważ zdradzam właśnie Ashley poważne sekrety. Wiesz, chwila prawdy zanim ostatecznie zdecydujemy się na ślub.
- Nie pozwolę ci się z nią ożenić. - Niall znów się zaśmiał.
- Bo?
- Bo zniszczysz ją doszczętnie - odpowiedział po krótkim zawahaniu. Czyżby miał coś jeszcze na końcu języka?
- Powiedz to wprost Horan - wyszydził go Zayn i począł się śmiać.
Poczułam jak wokół moich pleców owija się ręka. Dostałam gęsiej skórki na karku.
- Bo jeśli tylko jej dotkniesz, powybijam ci wszystkie palce i połamię ręce - odparł jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, po czym wytknął do mulata język.
Poczułam, jak moje policzki oblewają się różem. I tak, poczułam odprężenie. I dziwne ciepło. Wygodniej usadowiłam się przy boku Nialla. A potem zorientowałam się, że oczy Lou zwrócone są w naszą stronę. Mrugnął do mnie i delikatnie, wręcz niezauważalnie skinął głową.


Kiedy zeszło piwo, Harry począł pytać kto chce drinka.
- Ash?
- Hej, powoli, jestem dzisiaj za nią odpowiedzialny, jej babcia ukręci mi głowę, a potem odłoży na swoje miejsce, by móc to zrobić ponownie - wyrzucił z siebie Niall.
- Spokojnie, nie jest aż taka groźna. Chcę jednego.
Loczek napełnił moją szklankę wódką i sokiem. To samo zrobił z naczyniem Danielle, Tori, Zayna i swoim, ponieważ nikt inny nie chciał. Pociągnęłam łyk, po czym wstałam ze swojego miejsca, słysząc, że mój telefon dzwoni. Chcąc uniknąć hałasu powodowanego przez muzykę i rozmowy, skierowałam się do domu i dopiero tam odebrałam. Była to babcia - pytała czy wszystko w porządku oraz czy ma czekać na mój powrót. Powiedziałam jej o ognisku oraz zakomunikowałam, że może spokojnie iść spać, a zarazem uspokoiłam ją, że nie wrócę późno. Kiedy się rozłączyłam, skierowałam się ku łazience.
Już miałam wychodzić, kiedy zauważyłam w rogu wagę. Wysunęłam przedmiot odrobinę, po czym na niego weszłam. Moim oczom ukazały się liczby 4 i 9. 49 kilogramów! 49! Wpadłam w zachwyt. To więcej niż ostatnio. Kiedy trafiłam do szpitala ważyłam tylko 38 kilogramów. Musiałam przytyć przynajmniej 9. A od czasu, gdy w końcu mnie wypuścili, moja waga cały czas się utrzymywała, nawet, kiedy starałam się choć odrobinę przybrać. Uśmiechnęłam się. Nie jest źle. Nie wrócę do anoreksji. 
Odstawiłam wagę na jej pierwotne miejsce, otworzyłam drzwi i wpadłam na Lou. Uśmiechnęłam się do niego ciepło - być może z lekka była to sprawka alkoholu.
- Pogadamy? - Oddał uśmiech.
- Jasne. Wolisz tutaj czy na zewnątrz?
- Tu. Chodźmy do kuchni.
Nie zapalając światła, usiedliśmy w półmroku, a przez chwilę panowała cisza.
- Niall to dobry chłopak - powiedział szatyn.
- Do czego zmierzasz..?
- Uważaj na niego, dobrze?
- Um, co? - spytałam zdezorientowana.
- Po prostu... Całe życie się kłóciliście i nagle coś pomiędzy wami jest.. Nie jestem ekspertem, ale to chyba nie zdarza się za często.
- Louis, po pierwsze: wiem na czym stoję, a te wszystkie kłótnie były efektem niedomówień. Poza tym, czy coś pomiędzy nami jest?
- Nie zrobisz ze mnie głupca, Ley.
- Nie próbuję. Sama się chwilami zastanawiam.
- ...Podoba ci się?
- Nie mogę ci tego powiedzieć.
- Czemu?
- Bo jeśli powiem że tak, istnieje możliwość, że spytasz co lubię w nim najbardziej, a wtedy mogę widzieć w tobie konkurencję. - Zamknęłam oczy i zaczęłam bujać się na krześle, jednocześnie potrząsając głową na boki.
Lou wydał z siebie cichy chichot.
- Chyba jednak odrobinę za dużo wypiłaś.
Ignorując jego wypowiedź, odpłynęłam na chwilę.
- Tak sobie myślę Loueh... Jeśli kogoś lubisz, to nie wiesz za co. Po prostu to czujesz.
- Święta prawda.
Wstałam, by obejść wysepkę kuchenną i stanąć tuż za chłopakiem. Przyłożyłam usta do jego ucha, a łokcie oparłam na jego ramionach, co było możliwe tylko dlatego, że wciąż siedział.
- Ale muszę przyznać, że jego nogi są pociągające. I oczy. I ma seksowny tyłek - szepnęłam.
Louis nie zdążył pohamować śmiechu. Szybko zakrył usta dłonią.
- Oglądałaś tyłek Horana?
- A ty tego nie robiłeś? - Odchyliłam głowę, aby spojrzeć na niego z głupkowatym wyrazem twarzy. Kiedy nic nie powiedział, naprostowałam: - Nadarzyła się okazja - odparłam, cmoknęłam go w policzek i skierowałam się w stronę drzwi.
- Alkohol robi z tobą dziwne rzeczy, słonko - zawołał za mną.
- Nie jestem pijana ani trochę - odkrzyknęłam, wychodząc z kuchni Harryego udając modelkę Victoria's Secret.
- Ashley! - Usłyszałam jeszcze, gdy byłam już poza framugą, w której powinny być drzwi, jednak ich nie było. Chłopak brzmiał, jakby właśnie sobie o czymś przypomniał. Zwróciłam.
- Tak?
- Sprawdź jeszcze raz zawartość pudełka, w którym były buty, tym razem dokładniej.
- Zrobię to w domu, obiecuję!


Z potworem wsunęłam się na miejsce obok Nialla.
- Przytyłam 2 kilo! - powiedziałam entuzjastycznie, patrząc na blondyna.
- To świetnie - ucieszył się.
- Jezu, Niall, czy ty żyłeś wśród małp? Powinieneś powiedzieć coś w stylu: "Ojej przykro mi, pozwolę ci biegać za moim samochodem" ale nie to - rzuciła Danielle.
- Co? - Chłopak zmarszczył brwi. - Nigdy? - Widziałam jak iskierki w jego oczach zgasły. W tym momencie chyba zrobił się odrobinę zły na dziewczynę. Nie chcąc być tego powodem, złapałam dłoń chłopaka i zaczęłam się nią bawić, chcąc powiedzieć mu tyle co: "Jest okej".
Wtem do stolika wróciła Tori, wcześniej rozmawiająca przez telefon.
- Coś pominęłam?
- Niewychowanie blondasa - westchnęła dziewczyna.
- Tu nie o to chodzi. Po prostu przechodziłam przez anoreksję. - Przez moment patrzyłam dziewczynie w oczy, ale po chwili odwróciłam wzrok w kierunku ognia.
"Po prostu".
- Nie wiedziałam - wydusiła Danielle - przepraszam.
- Już jest w porządku, naprawdę.
Widziałam, jak jej oczy zaszły łzami. Liam próbował coś z tym zrobić, ale chyba nie wiedział co, więc tylko pogłaskał ją po policzku. Wstałam ze swojego miejsca i przysiadłam się do niej, z lekka przepychając Harry'ego. Zarzuciłam ramiona na jej barki i przysunęłam usta do jej ucha.
- Zapamiętaj: nie masz obowiązku brania na siebie problemów innych. Możesz to robić, ale nie musisz. Ale przeszłość jest przeszłością, nie baw się nią i nie wracaj do niej. Ani do niczyjej. Nie warto rozdrapywać starych ran, bo to przynosi tylko ból.
Odsunęłam się od niej i ciepło uśmiechnęłam. 


Nie do końca wiem, jak to wyszło, ale następnie leżeliśmy wszyscy na trzech kocach, na których zdecydowanie było za mało miejsca, i gapiliśmy się w gwiazdy. Niebo było nieskazitelne i wręcz czarne, drobne punkciki usiane jeden przy drugim żarzyły się jasno, a los śmiał się do nas z góry. Panowała zupełna cisza; każdy był zbyt oczarowany, aby cokolwiek mówić. Przez pled przebijał chłód od ziemi, która powoli pokrywała się perełkami rosy, jednak ściśnięta ramię w ramię z Niallem i Lou na tak małej powierzchni jak 2 metry kwadratowe, czułam się bezpiecznie i ciepło. Prawdopodobnie patrząc z boku, byliśmy podobni nieco do postaci 'Titanica', które otarłszy się o śmierć, cali mokrzy i przerażeni, wyglądając z szalup, unosili swe podbródki ku niebu, szukając nadziei zapisanej w gwiazdozbiorach. Jednak my byliśmy inni. Staliśmy się jedną masą i jedną duszą. Byliśmy w tym momencie szczęśliwi, jestem pewna i mogę śmiało powiedzieć, że tyczyło to się każdego z nas. Jeżeli chodzi zaś o mnie, jeszcze nigdy w moim życiu nic nie było tak stałe. Nic nie było tak idealne. Poczułam nieskończoność.

- Za dwadzieścia, trzydzieści czy pięćdziesiąt lat będzie tak samo? - usłyszeliśmy zachrypnięty głos Liama.
- Co masz na myśli? - odparł Louis.

- Nadal będziemy trzymać się razem? Spotykać na naszych imprezach, urodzinach dzieci i takie tam?
- Ja nie wybiegam poza dzień jutrzejszy - odetchnął cicho Niall. - Ale mam nadzieję, że ten sentyment pozostanie już na zawsze... To są nasze najlepsze lata, niby jesteśmy dorośli i faktem jest, że stoimy u progu życia, ale szczerze nadal jesteśmy tylko dzieciakami, które w swoim życiu narobiły wspólnie dużo bałaganu, a sprzątając go zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej.
- Święte słowa - westchnął Harry.
Obróciwszy głowę, widziałam, jak Tori chowa się pod ramieniem Stephena. Uśmiechnęłam się lekko. Znów spojrzałam do góry.
- Przyrzeknijmy sobie, że nigdy nie zapomnimy o tak cudownych przyjaciołach, jakich mieliśmy - znów odezwał się Liam.
Znad ziemi wyrosła ręka, drobna i wypielęgnowana, musiała należeć do Danielle. Wysunęła ona swój mały palec, a Liam zaczepił o niego swój. Następnie wyciągnął rękę w stronę Harrego, aby zrobił to samo. Po chwili utworzyło się ładne kółeczko, ponieważ Niall podparł się na jednym boku i wyciągnął ramię nad wszystkimi, aby złączyć swój mały palec z tym Stephena.
- To, co w tej chwili robimy jest co najmniej gejowskie - powiedział w tej samej chwili, gdy to zrobił i zaczął się śmiać, a Zayn go poparł.
- Illuminati! - krzyknął Louis dla rozładowania sytuacji, a wszyscy wydali się odprężeni i cicho się zaśmiali.
- Będziemy paczką już zawsze? - powtórzył Harry.
- Zawsze.
- Zdecydowanie.
- Tak.
Uśmiechnęłam się. W chwili, gdy wciąż nie zepsuliśmy tego jakże rozległego pinky promise, niebo musnęła leciutko gwiazda, pozostawiając na ułamek sekundy piękną smugę.
- Widzieliście?! - krzyknęłam podekscytowana.
- Mhm.
- Yup. Los trzyma za nas i za naszą obietnicę kciuki.
Z powrotem opadliśmy na koce. Leżeliśmy tak jeszcze chwilę. W pewnym momencie odwróciłam się do Louisa plecami, uczepiając się boku blondyna.
- Co robisz? - zapytał.
- Śpię - zachichotałam.
Wsunął mi pod głowę ramię i przyciągnął mnie bliżej. Odsunęłam kawałek bluzy i T-shirtu od jego ciała i wsunęłam swoje zimne dłonie tak, że stykały się z gorącą skórą chłopaka.
- Jakie ziiimne.
Nie miałam siły odpowiedzieć, byłam upiornie zmęczona. Wydałam z siebie urywane, senne westchnięcie. I mimo tego, że praktycznie spałam i mimo tego, że zapewne Louis właśnie rozmyślał nad moim życiem, a leżał obok, zaczęłam delikatnie łaskotać Nialla po boku.
- Nie, Ash, nie rób tego. - Mięśnie jego brzucha napięły się pod moimi palcami. Zaczął się wiercić, ale ja nie przestawałam.
- Ash-ahah. Stop. - Złapał moje ręce i przyciągnął je do klatki piersiowej. Następnie przez chwilę na mnie popatrzył, zaciągnął mi na głowę kaptur, pociągnął odrobinę rękawy w dół, tak, że zakrywały moje knykcie i znów mnie objął. Wszyscy leżeli tak cicho, że wydawało się, jakbyśmy byli tu sami.
- Halo, ludzie, zaraz dojdzie do tego, że wszyscy uśniemy na tej zimnej ziemi - powiedział zaspanym głosem Lou.
Cała grupa się podniosła, jęcząc coś o zmęczeniu. Byłam na samym końcu, ciągnięta do góry przez Nialla. Spojrzałam w kierunku Liama. Trzymał na rękach Danielle. Spała.
- Chyba będę się zbierał - zakomunikował półgłosem. - My będziemy - dodał, skinąwszy głową w stronę dziewczyny.
- Okej - odpowiedział Louis.
- Dziękuję, że przyszliście - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Ashley - odparł Payne.
- Dziękuję.
- Też chyba spadam - powiedział Zayn.
Takim sposobem oprócz właścicieli posiadłości czyli Harrego i Lou, została tylko Tori i Niall. Reszta wykombinowała sobie wzajemnie transport i opuścili imprezę - lub to, co z niej pozostało. Stephen z Zaynem wzięli razem taksówkę. Liam był kierowcą i zabrał Dani do siebie. Domownicy domownikami. Niall wypił tylko jedno piwo na początku przyjęcia. Pozostawała jedna kwestia: Victoria.
- Dziś nocuję u ciebie, maleńka. Babcia jeszcze nie wie, ale to się załatwi jutro. Możliwe, że zostanę na odrobinę dłużej.
- Naprawdę?! Nie wiesz jak się cieszę.

Pomogliśmy w sprzątaniu, więc już około 3 nad ranem wszystko wyglądało tak, jak powinno. Pożegnaliśmy się z chłopakami.
- Hej, Ash, prezent! - Harry zaczął mnie gonić z torebką.
- Ojej, no racja, zapomniałabym!
- I zajrzyj do środka uważniej - puścił mi oczko.
- Wiem, Louis mi mówił. Ogólnie to chyba nie będę w stanie odpowiednio wam podziękować do końca mojego życia. - Spojrzałam w stronę, gdzie tliło się jeszcze ognisko, chociaż praktycznie wygasło.
- To drobiazg, Ash. A teraz dobranoc kochana.
- Dobranoc.


Byliśmy może na połowie drogi, przejeżdżaliśmy przez las. Siedziałam z Tori z tyłu - spała mi na ramieniu. W pewnym momencie uniosła głowę. Przez chwilę patrzyła przed siebie.
- Niall? Możesz się zatrzymać?
- Coś się dzieje?
- Niedobrze mi.
- Już zjeżdżam.
Dziewczyna szybko wysiadła. Zanim zdążyłam wyjść, Niall już trzymał włosy Tori, która się  pochylała. Zdjęłam z nadgarstka gumkę, którą rano na niego wsunęłam, i je nią zebrałam.
- Za dużo drinków, hm? - mruknęłam.
Dziewczyna usiadła na ziemi.
- Od rana źle się czuję, ale racja, może za dużo.
- Ha, a Lou zarzucał mi, że to ja niby się upiłam.
- Ty? Jesteś bardziej trzeźwa niż na co dzień - prychnął.
- Dzięki.
- Proszę bardzo. Ostatnio byłaś pijana chyba na początku wakacji... Hm, to dziwne, ale nie wymiotowałaś wtedy, mimo swojego stanu.
- Może dlatego, że nie miałam czym. ...To był popieprzony czas. Skończmy ten temat.
Victoria znów zginęła się wpół i złapała za brzuch. 
- Ty się dobrze czujesz? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Tak.
Skinął głową, po czym podszedł do auta, otworzył barek i wyciągnął z niego butelkę wody. Kiedy szatynka skończyła wymiotować, podsunął jej ją. Wzięła łapczywy łyk.
- Czujesz się lepiej? - zapytałam.
- Mhm.
- Posiedźmy jeszcze chwilę. Jest świeże powietrze - zakomunikował Niall.


Wróciliśmy do domu około czwartej. Co prawda mówiłam babci, że będziemy w domu wcześnie... Ale przecież nie musi o niczym wiedzieć. 
Zaprowadziłam Tori do mojego pokoju, dałam jakieś ubrania i wysłałam ją do łazienki. Wyszłam jeszcze na chwilę na dwór. Powietrze było zimne, ale rześkie i powoli robiło się jasno.
- Dziękuję za to przyjęcie. I ogólnie dziękuję za dzisiejszy-um wczorajszy  dzień. - Zakołysałam się na piętach.
- Nie musisz mi dziękować. To był naprawdę przyjemny dzień.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Niall rozłożył ramiona, więc się do niego przytuliłam. Nie trwało to co prawda zbyt długo, ale czułam się tak bezpiecznie i statecznie jak nigdy. Uniosłam podbródek do góry. Chłopak przeczesał moją potarganą zapewne grzywkę swoimi długimi palcami.
- Zobaczymy się jutro? - wymamrotałam, a fakt, że gardło miałam przeciśnięte do klatki piersiowej Nialla sprawiał, że mój głos był trochę zdeformowany.
- Jasne - odparł, patrząc na mnie w dół. Nawet z podsinionymi od zmęczenia oczami wyglądał cudownie. Żel już dawno wytarł się z jego włosów i teraz śmiesznie opadały na jego czoło. W kącikach oczu powstały małe zmarszczki, gdy się uśmiechnął. Płynnym ruchem schylił się, a jego miętowy od żutej niedawno gumy oddech owiał moją twarz. Pocałował mnie w czubek nosa, a sekundę później jego usta otarły się o moje. Nawet nie zdążyliśmy poprawnie ich złączyć - przed domem zapaliło się światło. Wiedziałam, co za chwilę nastąpi, dlatego odsunęłam twarz od Nialla, ale naprawdę nie chciało mi się wyplątywać z jego ciepłych ramion. Kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zrobiłam mechaniczny krok w tył, a potem dwa w prawo. Niczym żołnierz. Żołnierz, który już za chwilę stanie twarzą w twarz z wściekłym komendantem.
- Dobry wieczór - odezwał się chłopak.
- Mamy już ranek, młody człowieku, ale doceniam twoją kulturę osobistą. Um, Ashley, natknęłam się przez przypadek na Victorię, chcąc skorzystać z łazienki. Trochę zadziwiający był widok mojej wnuczki, myjącej zęby z zamkniętymi oczami, opierającej się o ścianę i praktycznie śpiącej, a jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, gdy zorientowałam się, że to nie ty. Ale już cię znalazłam, więc czy mogłabyś pożegnać się z kolegą i, proszę, iść już do łóżka?
Złapałam się za głowę.
- Już idę - ziewnęłam. - Dobranoc, Niall. - Odwróciłam się na pięcie, stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta. Oddał gest w tej samej sekundzie, ówcześnie zorientowawszy się, co mam zamiar zrobić. Widziałam, jak na jego wargi wkrada się cwany, tryumfalny uśmieszek, który za wszelką cenę chciał pohamować, aby nie zezłościć mojej babci.
Następnie najzwyczajniej w świecie pomaszerowałam do domu. Żołnierzu: zadanie wykonane znakomicie! Zaśmiałam się pod nosem, przekroczywszy próg domu. Babcia tylko pokręciła głową i postanawiając nie komentować mojego zachowania, skierowała się do sypialni swojej i dziadka.

____________________________________________________________________________
TAK, MOŻECIE MNIE ZABIĆ. TAK, ROZDZIAŁU NIE BYŁO 3 MIESIĄCE I 2 DNI. TAK, GŁUPIO MI - I TO BARDZO. Wiem, że te słowa nic nie zmienią, ale naprawdę mi przykro. Sporo nauki, a poza tym cały czas starałam się jednak coś pisać. Nawet nie byłam świadoma tego, jak długi w sumie wyszedł ten rozdział, ale mam nadzieję, że to zrekompensuje Wam to długie czekanie. Następny pojawi się szybciej - obiecuję. x


Jeżeli mogę w jakiś sposób Was informować o kolejnych rozdziałach - piszcie

piątek, 18 września 2015

Informacja

Hej miśki! Wystąpiły pewne komplikacje, otóż w moim telefonie coś się popsuło i w ogóle nie pokazuje mi się klawiatura. Dlatego też nie mogę pisać będąc na telefonie - którego 3/4 czasu nie mogę nawet teraz znaleźć ponieważ nie jest użyteczny lmao. Poza tym mam mało czasu, co spowodowane jest nauką. Jednak postaram się, by post pojawił się jak najszybciej. I nie uciekajcie nigdzie!! Kolejny rozdział będzie dość znaczący;-)

środa, 9 września 2015

Rozdział trzydziesty pierwszy. 'Mogłaś jednak zdjąć tą bluzkę'

DOPÓKI NIE POJAWI SIĘ PRZYNAJMNIEJ 5 KOMENTARZY - NIE ZACZNĘ PISAĆ NOWEGO ROZDZIAŁU
DOPÓKI NIE POJAWI SIĘ PRZYNAJMNIEJ 7 KOMENTARZY - NIE DODAJĘ
I PROSZĘ KAŻDEGO, BY SIĘ PODPISAŁ W JAKIŚ SPOSÓB
❀❀❀

- Idziesz na randkę?! - Na te słowa, wypowiedziane wręcz sopranowym tonem głosu, odsunęłam telefon od ucha ponieważ, ałć, moje bębenki.
- Czy "szykuję się" naprawdę jest z tym jednoznaczne, mamo?
Rodzicielka zadzwoniła do mnie już z rana, pytając o moje samopoczucie i plany na dzisiejszy dzień. Czyli moje słowa trochę do niej dotarły?
- Nie wiem, mam jedynie nadzieję, że przedstawisz mi Louisa.
- Ta, przedstawię ci Lou. - Wywróciłam oczami w duchu śmiejąc się z tego, jak mało wie i zostawiając ją z mylnym przekonaniem, że wychodzę z szatynem. - Muszę kończyć.
- Jeszcze jedno.
- Taa?
- 22 sierpnia po ciebie przyjadę. I możesz w sumie zrobić sobie jakieś zakupy szkolne, tam w Mullingar. Potrzebujesz więcej pieniędzy?
- Zostało mi jeszcze trochę euro, do końca wakacji powinno starczyć. Poza tym dostałam trochę kasy od dziadka i zastanawiam się nad pójściem do pracy, nawet na dwa tygodnie, ale na razie nie widziałam żadnych kuszących ofert. A pracodawcom nie do końca uśmiecha się zatrudnianie nieletnich.
- Dobrze... Teraz kończę. Jedziemy z Georgem do naszych znajomych, by zaprosić ich na ślub.
- Na razie. - Rozłączyłam się, wciągając powietrze na dźwięk słowa "ślub".
Nie krzycz, przestraszysz dziadków, obudzisz całe Mullingar, a Niall jak tylko cię spotka, zapyta, czy obudziłaś się bez brwi, skoro o godzinie 9 rano drzesz się w niebo-głosy. To tylko ślub. To tylko ślub twojej mamy. Przeżyjesz to. Teraz się skup i wreszcie ubierz.
Roztrzepałam palcami mokre włosy, sprawiając, że krople wody spadły dookoła mnie. Ponieważ niebo było tylko lekko zachmurzone, wyciągnęłam z szafy koszulkę w czarno-białe paski oraz czarne szorty. Wzięłam jeszcze gładką, bawełnianą czerwoną koszulę, którą miałam zamiar przewiązać sobie w pasie, na w razie jak by co. Kiedy moje włosy już wyschły, rozczesałam je, pozostawiając nikłe fale, z przedziałkiem po środku. Moim końcówkom przydałby się fryzjer, pomyślałam, wypuszczając je spomiędzy palców.
3 godziny później wychodziłam z domu, by spotkać się z Niallem.
- Bu.
Kiedy to usłyszałam, mimowolnie podskoczyłam, czując na swojej talii rękę.
- Nie rób tak nigdy więcej.
- Tak się kończy, gdy zamyka się drzwi ledwo zerkając na klucze i całą uwagę poświęcając telefonowi - odparł chłopak, lekko się odsuwając.
- Zapamiętam, mamo - żachnęłam się.
- "Mamo"?
- Może być "tato", skoro wolisz.
- Czy ty się słyszysz? Ludzie, jak to brzmi - zaczął się śmiać.
Wywróciłam oczyma.
- Co powiesz na sushi zamiast pizzy?
- Lubię sushi, tylko... będzie mały problem.
- Co to za problem?

- Hahaha! - Usłyszałam, po raz setny.
- Cicho! Tu są ludzie i patrzą na nas, jakbyśmy byli seryjnymi mordercami. Ugh, kto wymyślił, żeby jadło się to pałeczkami?
- Może Chińczycy?
Kiedy kolejny kawałek spadł, warknęłam:
- Kur-
- Nie przeklinaj, oni już dosyć nas nienawidzą. - Wskazał na klientów, którzy siedzieli przy innich stolikach.
- Zaraz zjem to rękoma, przysięgam.
- Może cię nakarmić? - Znów się zaśmiał.
- Nie ojcuj mi.
- Dobra.
Minęły dwie minuty ciszy.
- Poddaję się - oznajmiłam.
- Daj.
- Co?
- Dłoń. Prawą, skoro jesteś praworęczna.
Niepewnie wyciągnęłam ramię w jego stronę. Gdy tylko mnie dotknął, poczułam jakby iskierki eksplodowały z koniuszków moich palców, aż ku zgięciu w łokciu. Chopak zwinnie wsunął pałeczki między moje palce, zaciskając je na nich w sobie znany sposób.
- Spróbuj teraz.
I rzeczywiście - jakoś podziałało.
- Dzięki - odezwałam się, kiedy w końcu opróżniłam swój talerz, jakieś 10 minut później niż Niall.
- Nie ma za co. Chodźmy.
- Jezioro? - Uniosłam brwi.
- Mhm.
Było to jakieś 30 minut drogi stąd, lecz postanowiliśmy, że przejdziemy ten dystans pieszo. I cóż, jakimś dziwnym trafem i w sumie nie wiem czemu, skończyłam skulona pod długim ramieniem Nialla, z jedną ręką oplecioną w dole jego pleców, drugą trzymając dłoń, która zwisała z mojego barku, a przy tym czerpiąc dużo przyjemności z jego towarzystwa.
- Co ty na to, żebym zrobił sobie kolczyk?
- Ty i kolczyk? - Uniosłam jedną brew; los chciał, że akurat tą przekutą.
- Tak. Coś jak w pępku.
Parsknęłam śmiechem.
- Błagam, powiedz, że to tylko twój beznadziejny żart.
- Może mam marzenia?
- Szybciej byś się we mnie zakochał niż zrobił kolczyk w pępku - zażartowałam, a kiedy Niall nic nie odparł, skapnęłam się co przed chwilą powiedziałam. - Znaczy.. Faceci nie robią sobie kolczyków akurat w tym miejscu. - Chłopak nadal był cicho, jednak czułam, że jest blisko wybuchnięcia histerycznym śmiechem. - A, wiesz, przekuj se co tylko zapragniesz. - I cóż, kurde, to również nie było dobre wyjście z sytuacji.
- Pogrążasz się, słonko - szepnął mi do ucha, po czym rozluźnił uścisk na moim ramieniu.
Spojrzałam w przód, na niebieską wodę, która właśnie pojawiła się w zasięgu naszego wzroku.
- Kto ostatni, ten wraca w samych majtkach, start! - krzyknęłam i wyrwałam się mu, biegnąc w stronę jeziora, śmiejąc się przy tym głośno.
- Czekaj-co? Ashley! Nieśmieszne! - Rzucił się w pogoń za mną.
Ledwo zdołałam zatrzymać się, ze względu na prędkość, jaką osiągnęłam, a już ktoś na mnie wpadł, luźno mnie łapiąc, sprawiając, że prawie oboje wpadliśmy do wody. Mocno zaparłam się nogami, śmiejąc się i krzycząc: "Nie!".
- To wszystko było tylko i wyłącznie po to, żeby mnie rozebrać? - Usłyszałam tuż przy uchu, a uścisk chłopaka się zacieśnił.
- Puszczaj.
- Wpadniesz.
- Puść mnie. - Odrzuciłam głowę do tyłu.
- Nie ma takiej opcji. - Kiedy poczułam usta muskające przez ułamek sekundy moją szyję, zamarłam. - Wpadniesz - powtórzył.
- Nie umiem pływać, wpadniesz zaraz za mną.
- Dobra, jak chcesz. Ale to jeszcze nie koniec. - Puścił mnie, więc położyłam się kawałek od brzegu, na zielonej, nieco ubitej trawie.
Zdjęłam stopami sandałki, przypominające japonki, a pod głowę wsunęłam koszulę. Zamknęłam oczy. Niall ułożył się tuż obok, jednak zachowując dystans, więc nie stykaliśmy się nawet ramionami.
- Uwielbiam taką pogodę. Nie za ciepło, nie za zimno, trochę wiatru - westchnął.
- Na pierwszy rzut oka nie wydajesz się być chłopakiem, który będzie rozmarzonym tonem opowiadał o pogodzie.
- Na pierwszy rzut oka wydajesz się wyższa, niż jesteś, a potem człowiek staje z tobą twarzą w twarz i traci cię z zasięgu wzroku, dopóki nie spojrzy w dół.
- "Chłopak od pogody"... Porzućmy jednak tą myśl. - Pokręciłam zrezygnowana głową.
- Dziękuję.
- "Chłopak podbijający do mężczyzn w długich włosach" brzmi lepiej - zaśmiałam się, nawiązując do sytuacji ze Stephenem.
Od razu kiedy to powiedziałam, na mojej twarzy wylądowała ogromna dłoń.
- Jedno słowo wiecej i będziesz mokra - powiedział spokojnie, jednak zabrzmiało to dwuznacznie.
- Slmhm? - Próbowałam powiedzieć zrozumiale, lecz moje usta wciąż były zakryte ręką Nialla. Kiedy mnie zignorował i postanowił dalej dobrze się bawić, ugryzłam go w palec.
Nic nie mówiąc, blondyn wstał, zdjął koszulkę, po czym przekładając jedną rękę pod moimi kolanami, drugą obejmując moje plecy, podniósł mnie do góry.
- Niall! - krzyknęłam spanikowana.
- Słucham? - Chłopak ruszył w stronę pomostu.
- Nie.
- "Nie" co?
- Nie możesz wrzucić mnie do wody.
Zatrzymał się na chwilę.
- Masz okres? - Zmrużył oczy.
- To nie twoja sprawa, ale nie, nie mam, a teraz mnie postaw.
- Postawię cię o tam, na środku jeziora. - Kiwnął podbródkiem w owym kierunku. - Radziłbym ci zdjąć tą bluzkę. - Uśmiechnął się przebiegle.
- Niall, zostaw mnie. Boję się wody. - To przestawało być śmieszne.
- Przecież tu jestem. Wiesz, taki silny, młody-
- I niedoświadczony - skończyłam za niego.
- A tu się mylisz. Całe ubiegłe wakacje byłem ratownikiem na pobliskim basenie.
- I ilu ludzi uratowałeś?
- Szczerze?
- Mhm.
- Raz Liam prawie utopił Danielle...
Parsknęłam śmiechem.
- Żartujesz!
- Ani trochę. I wyłowiłem jeszcze jakiegoś dzieciaka.
- Gratulacje. A tak na marginesie: czy nie powinieneś czasem być teraz czerwony, zasapany i zmęczony? To nie tak, że nic nie ważę.
- No tak, zapomniałem jaka jesteś ciężka, "ehh", "uff" i te sprawy, a teraz zatkaj nos - powiedział, po czym najzwyczajniej w świecie zeskoczył z mostu, nadal trzymając mnie w ramionach.
Pomimo tego, że zareagowałam na tyle szybko, by wstrzymać oddech, omiotła mnie nagła ciemność, więc natychmiastowo zamknęłam oczy. Nawet, jeśli czułam wokół siebie silne ręce Nialla, lekko spanikowałam. Całe szczęście, kilka sekund później do moich płuc dostało się powietrze, a ja zakaszlałam.
- Oszalałeś?! - krzyknęłam odgarniając z czoła mokre włosy. Szczerze, aktualnie miałam gdzieś nawet to, że prawdopodobnie mój makijaż zdążył się rozmazać. Obchodziło mnie tylko to, by jak najciaśniej uczepić się boku Nialla i nie utonąć.
- Możliwe, że na twoim punkcie, ale tego nie wiemy. Nie bój się, nie puszczę.
Zamknęłam oczy, starając się ustabilizować swój oddech. Kiedy poczułam jak chłopak stopniowo znajduje się coraz niżej, zaczęłam panikować.
- Trzymaj mnie! - wyrwało mi się, a ja zacisnęłam powieki jeszcze mocniej.
- Hej, otwórz oczy. - Poczułam kciuk błądzący po moim policzku.
- Ja po prostu.. Wolałabym wyjść.
- Proszę cię, 10 minut i wychodzimy.
- Poczekam na brzegu, naprawdę.
- Złap się mocno i po prostu mi zaufaj.
Spojrzałam na niego spod rzęs.
- Okej - szepnęłam.
Niall się uśmiechnął.
- Złap za moją szyję i oprzyj się na moich plecach.
- Jeżeli sądzisz, że zrobię jakikolwiek ruch w wodzie sama, to bardzo się mylisz.
Chłopak wywrócił oczyma, aczkolwiek uśmiech nie schodził z jego warg. Obrócił się, tak, że moje dłonie spoczywały na jego karku.
- Gotowe. Kiedy zacznę płynąć, machaj nogami.
- To idiotyczne.
- Już rozumiem, czemu nie umiesz pływać - zaśmiał się.
Skończyłam z ramionami owiniętymi wokół szyi Nialla tak ciasno, że nie mógł oddychać i drąc się: "Nie utop mnie!", podczas nieustannego zaciskania powiek.
- Wstrzymasz powietrze? - Głowa chłopaka nagle się obróciła, by mógł on na mnie spojrzeć.
- Um, tak sądzę.
- W razie coś po prostu klepnij mnie w ramię czy coś. Ale najpierw-czekaj.
Niall poluzował uścisk moich rąk na jego gardle i obrócił się do mnie przodem. Następnie złapał mnie w talii, odliczył od trzech w dół i znaleźliśmy się pod taflą wody.
W tej całej plątaninie blondyn zsunął ze mnie swoje ręce, by splątać palce obu dłoni z moimi i pociągnął mnie jeszcze głębiej. Mniej więcej załapałam, że aby utrzymać się na jednym poziomie należy przebierać nogami.  Po 24 sekundach wpłynęliśmy na powierzchnię po haust tlenu. I cóż mogłam poradzić, moje usta uformowały się w szeroki uśmiech, ponieważ to serio była niezła zabawa.
- Schodzimy jeszcze raz? - zapytał chłopak.
- Mhm.
Więc zanurkowaliśmy ponownie. Kiedy wydostaliśmy się na wierzch, Niall się odezwał.
- Sądzisz, że dałabyś radę podpłynąć do góry?
- Nie wydaje mi się..
- Co ci szkodzi spróbować?
Mi? No w sumie nic, ale moje życie zaczyna nabierać sensu i to jest ten czas kiedy nie myślę o problemach i jakby opuściła mnie myśl o tym, że śmierć to nic wielkiego, więc nie chciałabym umrzeć krztusząc się wodą czy coś podobnego. Już nie.
- Na pewno byłeś ratownikiem? - Spojrzałam na niego podstępnie.
- Na pewno.
- Dobra, w sumie mogę spróbować.
W końcu skoro takie małe dzieciaki umieją pływać, to chyba ja też powinnam, racja? Tak? Nie wiem.
- Jeżeli dasz radę, możesz otworzyć oczy, będzie ci łatwiej.
Tego jednak nie zrobiłam. Zanurkowaliśmy i Niall najpierw puścił jedną moją rękę, a potem drugą. Starałam się podbić się do góry i może nawet jakoś to wychodziło, ale w którymś momencie spanikowałam, straciłam równowagę i zaczęłam iść w dół. Poczułam, że chłopak ciągnie mnie na powierzchnię.
- Nie było źle. Jeżeli nie będziesz myślała, że ci się nie uda, spróbujesz myśleć pozytywnie, to na pewno wyjdzie. Bo nie będziesz mieć z tyłu mózgu myśli, która będzie ciągnęła cię w dół. Tak jakby będziesz wolna, rozumiesz? Swojemu umysłowi można wmówić wszystko. Możesz mu wmówić, że nie potrzebujesz jedzenia. Możesz mu wmówić, że nie potrzebujesz żadnej troski, uczucia. Możesz wmówić mu, że coś ci się uda albo nie. Więc dlatego lepiej zawsze myśleć pozytywnie, bo w przeciwnym wypadku można dość marnie skończyć. Na przykład jako stary i pyzaty księgowy, bez żadnego celu w życiu, który bał się spróbować czegoś szalonego i skończył jak skończył. Nie obrażając księgowych, ale jakoś nie wydaje mi się, by ktokolwiek mógł robić to dla przyjemności, cóż. Oczywiście umiejętności też się liczą, ale najbardziej jednak chodzi tu o chęci, rozumiesz? I nadzieję. Oraz by pokonać strach i zaryzykować.
Czy on nadal gadał o pływaniu? Ten sam chłopak, który pół godziny wcześniej wrzucił mnie do wody? Ta sama osoba, z którą byłam skłócona całe moje dotychczasowe życie? Patrząc z mojej perspektywy dziś, najchętniej cofnęłabym wszystkie te złe chwile, które niegdyś dzieliliśmy. Wszystkie złe słowa. I najchętniej bym go pocałowała, ponieważ tak pięknie wygląda z mokrymi włosami przyklejonymi do czoła, z tymi swoimi nienormalnie błękitnymi tęczówkami, tak głęboko patrzącymi w moje oczy, mówiąc te wszystkie słowa, które pozornie błahe, mają naprawdę sens. Ale nie mogłabym tego zrobić, ponieważ nie chciałabym zepsuć tego, co udało nam się naprawić i cóż, chociaż w mojej głowie nadal huczały słowa "pokonać strach i zaryzykować" po prostu wiedziałam, że nie mam takiego prawa. Prawdopodobnie dlatego, że to wszystko nieźle mnie przerażało.
- Powinieneś zostać psychologiem - wydukałam tylko, lekko roztrzęsionym głosem.
- Wolałbym przedsiębiorcą. - Posłał mi uśmiech. Pokiwałam głową z uznaniem. - To jak, próbujesz jeszcze raz?
- Czemu w ogóle ci zależy?
- Bo wiem, że ci się uda.
Zmarszczyłam brwi. Chłopak westchnął.
- Spójrz tylko dookoła. Już od jakichś pięciu minut nie trzymam cię za rękę i nadal nie utonęłaś. Nawet tego nie zauważyłaś.
Zgodnie z poleceniem chłopaka spojrzałam w dół, by zobaczyć, że rzeczywiście jest kawałek ode mnie, a ja utrzymuję się na wodzie sama. Wytrzeszczyłam oczy i jak najprędzej złapałam Nialla za szyję.
- Um, może niepotrzebnie to mówiłem. Po prostu skup się na tym, że ci się uda, nie na tym, co robisz. W granicach rozsądku oczywiście.
I jakoś się udało. A kolejne pół godziny później chłopak wyciągnął mnie na brzeg.
- Nie było tak źle, prawda?
- Nie, całkiem mi się podobało - odpowiedziałam.
- Ash?
- Hm? - mruknęłam, podnosząc głowę do góry, gdy stanął naprzeciwko mnie.
- Mogłaś jednak zdjąć tą bluzkę. - Zagryzł lewą stronę dolnej wargi.
- Czemu?
- Ponieważ teraz prześwituje ci stanik.
- Ugh, więc się na mnie nie gap.
- Ale ja wcale nie chcę przestawać.
- Niall - rzekłam ostrzegawczo.
- Ashley.
- Nie używaj mojego pełnego imienia.
- Jakoś nigdy wcześniej ci to nie przeszkadzało.
Ponieważ w twoich ustach brzmi to dobrze. Pozostawiłam tę uwagę dla siebie.
- A tak poza tym, wyglądasz uroczo, zaciskając pod wodą oczy.
Cholera. Musiałam wyglądać jak idiotka. Czemu ja się w ogóle tym martwię, to tylko Niall. Ugh. No właśnie. To tylko on.
- Czasem marzę o tym, by najzwyczajniej w świecie cię udusić.
- Prawie to dziś zrobiłaś - zaśmiał się. - Będziemy musieli teraz wyschnąć.
- Powodzenia - odparłam przeciągając przez głowę T-shirt, wyciskając go i zakładając z powrotem.
Położyłam się na moście, zamykając oczy. Po pięciu minutach poczułam jak na moich udach ląduje głowa, a Niall westchnął. Wplątałam ręce w jego włosy, bawiąc się grzywką. Po jakimś czasie chłopak przewrócił się na jeden bok, a ja mogłam stwierdzić, że na mnie patrzy.
- Dlaczego nigdy nie wspominasz o swoich przyjaciołach z Longford?
- ...Bo nie mam tam nikogo.
- Nikogo? 
- Nie rozmawiajmy o tym.
- Zasługujesz na ludzi, którzy cię docenią, Ash.
- Mam was - uśmiechnęłam się słabo, podnosząc się na łokciu.
I owszem, to była aluzja. To było niezadane pytanie o to, czy rzeczywiście i on mnie docenia.
Niall pokiwał głową. Z powrotem opadłam na pomost. Oddałam się dźwiękowi wiatru szumiącego w trawie, a moje ręce znów powędrowały do farbowanych blond kosmyków ułożonych na moich nogach. Chłopak przekręcił odrobinę głowę, a ja poczułam miękki, mokry pocałunek na prawym udzie. Wypuściłam z siebie nierówny oddech. Po moim biodrze przejechały palce i zaczęły bawić się moim pępkiem. Wtem rozbrzmiał dzwonek.
- Kto to do cholery? - usłyszałam i zaśmiałam się pod nosem, gdy chłopak wstał by podnieść swój telefon ze sterty naszych rzeczy, rzuconych gdzieś na trawie.
- Tak? - Odebrał zaraz po tym, jak z powrotem ułożył się przy mnie, tym razem opierając głowę na moim boku.
Pomimo tego, że telefon Nialla znajdował się jakiś kawałek ode mnie, mogłam stąd usłyszeć krzyczącego Harry'ego. Zmarszczyłam brwi.
- Czekaj, Harry, zwolnij.
Uniosłam się na łokciach, kiedy Niall przełączył na głośnomówiący i oznajmił chłopakowi, że z nim jestem.
- Błagam cię, nie randkuj, tylko mnie przez moment wysłuchaj. Pam-
- Hej, będę chodził na randki z kim mi się żywnie podoba! - wciął mu się Niall, a moje serce zabiło szybciej, ponieważ um, teraz to oficjalne. Chyba.
- Nie przerywaj. Słuchaj. Pamiętasz tego nowego kelnera, prawda? Mike, ten, o którym mówiłeś, żebym pilnował, zanim zacznie przystawiać się do Lou.
- No... Co z nim?
- Zabawna historia. Dostał w nos, stracił posadę a ja jestem na posterunku. Mógłbyś poprosić  Zayna, by po mnie przyjechał? Potrzebny ktoś pełnoletni.
- Że co?! - Na ostry ton Nialla podskoczyłam, podnosząc się do pozycji siedzącej. Niall też usiadł, a po chwili usłyszałam jego śmiech. - Kolego, naucz się wreszcie radzić z zazdrością. Czemu nie zadzwoniłeś do Zayna od razu?
- Bo głupim trafem nadal nie mam jego nowego numeru telefonu i wiem, że ty masz. Poza tym gdy usłyszy to ode mnie, będzie wściekły, a jeżeli ty mu to powiesz, nie będzie miał wyboru.
- A dlaczego twój chłopak nie może cię odebrać?
- ...Ponieważ nic nie wie i lepiej żeby nie wiedział.
- Za co ty w ogóle go pobiłeś?!
- Kończy mi się czas, Niall. Pogadamy potem - i na tych słowach zakończył, przerywając połączenie.
Przez chwilę panowała cisza. W końcu nie wytrzymałam.
- Zabrali go na posterunek policji?! - wrzasnęłam.
- Domyślam się, że słowa: "oberwał w nos, stracił pracę a ja wylądowałem na posterunku" właśnie to znaczą, Ash - odparł jak gdyby nigdy nic. Kiedy zobaczył moją minę, dodał - to nie tak, że nigdy wcześniej nie wylądowaliśmy na policji. - Po tych słowach przyłożył telefon z powrotem do ucha. - Siema stary, słuchaj, jest sprawa. Trzeba odebrać Harry'ego z komisariatu, dasz radę?
Tym razem telefon był wyciszony, jednak znów usłyszałam niewyraźny krzyk po drugiej stronie słuchawki. Zayn najwidoczniej nie był ani trochę zadowolony. Wywnioskować również można było, że nie ma na chwilę obecną sprawnego auta. Mówił coś jeszcze, ale nie mogłam rozszyfrować - co.
- Uh.. Jesteś w domu?... Gdzie?... Zostańcie tam, za dwadzieścia minut będziemy... W takim razie możecie iść do mnie... Tak, przynajmniej wczoraj jeszcze była... Cześć - rzucił na końcu i rozłączył się. - Ten dzieciak wisi nam obu duuużą przysługę. To nie miało kończyć się w ten sposób, ten dzień był jak na razie świetny. Przepraszam cię Ash.
- Hej... Przecież mogę jechać z wami..?
- Chcesz? - Uniósł głowę i spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek. Skinęłam. - W takim razie okej. - Uśmiechnął się.
Zabraliśmy nasze rzeczy i zaczęliśmy iść w kierunku naszej ulicy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, byliśmy już prawie całkowicie wysuszeni. Weszliśmy do domu Nialla.
- Zayn?
Zauważyłam jak w salonie ktoś się porusza. Już za chwilę stanęliśmy twarzą w twarz z Mulatem. Ale nie był on sam. Za jego plecami kryła się dosyć kształtna dziewczyna, wyższa ode mnie, ale wciąż wiele niższa od Zayna. Ugh, chcę jej nogi, jej talię, jej biust. A tymczasem jestem niską dziewczyną z twarzą groźnej dwunastolatki i anorektycznym ciałem.
- Cześć wam. To jest Mary. - Dziewczyna niepewnie się uśmiechnęła i skinęła głową, gdy ją wskazał. - A to jest Niall i Ashley.
- Hej - odparł Niall, potrząsając jej dłonią, a ja dostrzegłam kątem oka, jak posłał jej ciepłe spojrzenie, po czym najzwyczajniej w świecie odwrócił wzrok w moją stronę. Uciekłam od jego wzroku i też wydukałam krótkie przywitanie.
- Załatwmy to jak najszybciej, błagam. - Zayn przewrócił oczami. - Następnym razem ten idiota będzie musiał radzić sobie sam - westchnął, poirytowany.

Pięć minut później chłopaki siedzieli na przednich fotelach auta Nialla, a ja byłam obok Mary, z tyłu. Panowała między nami lekko niezręczna cisza, która nie była tak okropna tylko ze względu na rozmowę Nialla i Zayna. Nie wytrzymując ani chwili dłużej, wypaliłam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Jesteś z Mullingar?
- Nie, jestem z Manchesteru. - I rzeczywiście, jej akcent był trochę inny, z lekka podobny do tego Lou, jednak mniej "zepsuty". Zdałam sobie sprawę, że tak w zasadzie dziewczyna odzywa się pierwszy raz.
- Naprawdę? Wow, więc co tu robisz?
- Spędzam wakacje u siostry.
I jakoś poszło. Chociaż dziewczyna była dość cicha.

Wysiedliśmy. My zostałyśmy w poczekalni, a chłopcy poszli załatwić wszystkie formalności. Chwilę potem cała trójka wyszła.
- Idę zapalić - oświadczył Zayn. - Ktoś ze mną?
Harry i Mary (jakże zabawnie się zrymowało) powędrowali za nim. Niall lekko ociągał się z wyjściem. Stanęliśmy obok siebie i obserwowaliśmy jak się oddalają.
- Patrzysz na jej tyłek. - Usłyszałam.
- I?
- To szybciej ja powinienem patrzeć na jej tyłek.
- Boże, Niall, co jest z tobą nie tak?
- Ze mną?
- Po prostu mam dosyć tego, że każda dziewczyna ma lepsze ciało niż ja.
Niall uniósł jedną brew.
- Od kiedy obchodzi cię wygląd?
- Od zawsze, Niall? Jestem dziewczyną. Kobietą.
- To teraz mnie posłuchaj. Co z tego, że jest wyższa, troszkę szersza, co z tego, że teoretycznie ma wszystko? Ona dosłownie boi się odezwać. Nie wiem jak Zayn, ale ja jednak wolę dziewczyny, które mają coś do powiedzenia, które umieją postawić na swoim. Zazwyczaj jeszcze są kłótliwe, a ich buzie się nie zamykają, ale to drobiazg.
- Ciekawy typ dziewczyny.
- Mówię o tobie.
Nie odezwałam się od razu. Poczułam, jak robi mi się gorąco. Odwróciłam się tak, że stałam do niego twarzą. A było to trudne, bo moja głowa zadarta była do góry.
- Czy to jest randka? - Nie wytrzymałam dłużej tego jakże ogromnego niedopowiedzenia.
Brwi Nialla wystrzeliły do góry.
- Tak - odpowiedział po prostu i łobuzersko się uśmiechnął.
- Nie żartowałeś, mówiąc, o wizycie na posterunku - zaśmiałam się.
- Ja zawsze dotrzymuję obietnic. - Uniósł dumnie podbródek.- Chodźmy, zanim uznają, że postanowiliśmy tu nocować.

W drodze powrotnej Harry wytłumaczył nam wszystko. W skrócie: Mike praktycznie pocałował Lou, który próbował się bronić, na jego oczach. Dzisiaj szatyn miał wieczorną zmianę, więc pod jego nieobecność Harry tam poszedł, wyciągnął chłopaka z lokalu, a reszta historii nie jest już zagadką.

- Czekaj, Harry. Czy skoro Mike został zwolniony, potrzebny im ktoś na jego miejsce?
- Zgaduję, że tak. Czemu pytasz?

***

Babcia była niezmiernie ucieszona, że udało mi się wrócić przed 20:00 i nawet nie wypytywała o szczegóły - chwała jej za to. Tego wieczoru wyskrobałam na stronie mojego pamiętnika dość entuzjastyczny wpis. Nie psychologiczny. Wpis, który nie zawierał myśli samobójczych. Wpis, który nie dawał ujścia moim problemom. Za to zupełnie oddający moją wolność, z lekka żałosny, niczym pisany przez dwunastolatkę, która próbuje prowadzić pamiętnik, lecz otwiera go raz na pół roku, a notuje cokolwiek jeszcze rzadziej. Gdyby ktoś kiedyś przekartkował dziennik, uznałby, że pisze go osoba psychicznie chora. Lecz ja taka jestem. Chodzący bałagan, zagubiona dusza, tykająca bomba, aż wreszcie nastolatka, która dzięki przyjaciołom odnalazła siebie, swoje szczęście i swój sens w życiu.

Drogi Pamiętniku,
Dzisiejszy dzień był dość długi. Spędziłam go w większości z Niallem. Byliśmy na sushi i nad jeziorem... Tak jakby umiem pływać, hm, "tak jakby". Potem wylądowaliśmy na posterunku, by odebrać Harry'ego, ale to już inna historia. A najlepsze: DOSTAŁAM PRACĘ JAKO KELNERKA I JUŻ OD JUTRA ZACZYNAM RANNĄ ZMIANĄ, RAZEM Z LOU.
I jeszcze coś...

Tu przerwałam na chwilę i powróciłam myślami do pewnego momentu.

***
- Dziękuję za świetny dzień - powiedziałam, patrząc chłopakowi w oczy.
- To ja dziękuję - odparł i ciepło się uśmiechnął.
I wtedy złapałam jego podbródek, stanęłam na palcach i wycisnęłam na jego policzku pocałunek. Wydawał się być tym dość zaskoczony.
- Do zobaczenia - rzekłam niewinnie i odwróciłam się, żeby odejść.
- Cześć. - Kiedy zerknęłam przez ramię, stał oparty o moją furtkę i bawił się włosami. A na policzku, który cmoknęłam, pojawił się rumieniec. Na jednym policzku. Na policzku chłopaka. Boże, jakie to urocze.
***

Myślę, że tracę głowę. - dopisałam, zamknęłam i schowałam dziennik.

______________________________________________________________________
Hej! Nie było mnie tu baaardzo długo, owszem. A teraz spójrzmy na to od mojej strony. Moich czytelników ubywa nawet wtedy, kiedy rozdział dodaję po tygodniu. Zważając na to, jaka kiedyś była jakość (a była gorsza, ponieważ z każdym napisanym rozdziałem nabiera się doświadczenia) i ilu wtedy miałam czytelników, to troszkę smutne, gdy patrzę teraz i widzę 4 komentarze, do tego 1 opublikowany 2 razy.

Jeżeli przeczytaliście, to naprawdę proszę - zostawcie jakąś opinię, jakiś ślad po sobie. Ponieważ bez Was nie ma sensu tego pisać, a ostatnio dość dużo Was ubyło.

Pozdrawiam xx