czwartek, 17 marca 2016

Rozdział trzydziesty czwarty. 'Więc jesteśmy dwójką szaleńców?'

Zdjęłam z fiolki ozdobny korek i przystawiłam buteleczkę do nosa. Skrzywiłam się na silny grejpfrutowy zapach, odstawiłam perfumy na półkę i sięgnęłam po inne. Kwiatowe, śliczne. Upewniłam się, że nikt nie patrzy i spsikałam dekolt zapachem. Odwróciłam się, szukając wzrokiem Nialla. Dojrzałam jego bordową bluzę, więc zaczęłam iść w tym kierunku.
- Które? - Podstawił mi pod nos kolejno trzy flakoniki.
- Pierwszy odpada. Drugi albo trzeci.
- Okej, biorę te. - Wskazał na jedne i odstawił resztę. - Chcesz coś? - Włożył rękę do kieszeni spodni w poszukiwaniu portfela.
- Nie? - Skrzywiłam się na jego pytanie. Nie chcę, by mi cokolwiek kupował.
- No już, rozchmurz się.
- Nie - burknęłam.
Chłopak teatralnie westchnął.
- Tak więc poprawię swoje pytanie. Kupujesz coś?
- Nie.
- Dobra, więc idę za to zapłacić.
Nie chcąc czuć się jak rzep u ogona, oddaliłam się do alejki, gdzie znajdowały się kosmetyki do oczu. Po chwili Niall był przy mnie, z torebką w ręku. Kiedy podniosłam wzrok, ponad jego ramieniem zobaczyłam pewną twarz. Oczy, które wiem, że znałam, spojrzały na mnie w tym samym momencie. Chwila namysłu...
- Martin - szepnęłam.
- Hm? - Niall zmarszczył brwi. Widocznie chciał się odwrócić, ale pociągnęłam go za rękaw.
- Nie, nie rób tego. Tylko mnie wydasz.
- Kto to? - Blondyn wyglądał na widocznie zdezorientowanego.
- Chłopak, z którym chodziłam do klasy. Raczej go nie lubiłam.
- Oj, w takim razie muszę cię zabrać jak najdalej od niego.
Przechyliłam głowę, dając mu do wiadomości, że nie rozumiem.
- No wiesz, mnie też na początku nie lubiłaś. - Zagryzł dolną wargę.
Oderwawszy od niej wzrok po kilku sekundach, w końcu się odezwałam.
- Nazywał mnie emo. Niall, czy ja naprawdę wyglądam, albo zachowuję się jak emo?
- Hmm. Zamknij oczy.
- Słucham?
- No proszę, Ashley.
Pokręciłam głową z rezygnacją, po czym opuściłam powieki.
- I obiecaj że pod żadnym pozorem nie zaczniesz krzyczeć. - Zniżył głos.
Uchyliłam jedno oko, aby zobaczyć, że między palcami trzyma testerową konturówkę.
- Mój ty Boże, na co ja się godzę.
Poczułam jak przejechał mi kredką raz po jednej, raz po drugiej powiece.
- Gotowe! Mów mi per Pigmalion.
Pigmalion... Skąd to znam? Odwróciłam się do lusterka. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie, parsknęłam śmiechem.
- Idealnie - wrzuciłam z siebie, komentując krzywe kreski. - A myślałam, że to mój makijaż jest okropny.
- Dzięki mała. A ja się tak starałem.
Przewróciłam oczami.
- Możemy wyjść już z tej drogerii? Chyba powinnam znaleźć łazienkę i to zmyć...
- Nie ma mowy!
- Ludzie będą się śmiać.
- A jak to zmyjesz to ja się obrażę.
- Zachowujesz się jak dziecko. - Wyjęłam mu w końcu kredkę z ręki i odłożyłam ją na miejsce.
- Owszem i ja nie przejmuję się tym, co sądzą o mnie inni.
Wywróciłam oczami.
- Niech ci będzie.
Przy wyjściu ze sklepu, z nosem w telefonie stał Martin. Hm, trzeba się z nim zmierzyć, bo nie sądzę, by pozwolił mi przejść obojętnie. W końcu podniósł swój wzrok.
- Cześć Ashley! Zdaje się, jakbyśmy nie widzieli się przez wieki. Zderzyłaś się z Kleopatrą?
- Uh, cześć. Jak życie?
Niall wyraźnie nie spodziewał się tego, że się zatrzymam, bo już przekroczył czujniki kradzieży i zastygł z nogą w powietrzu. Znów skierowałam wzrok na starego znajomego. Prześledziłam jego twarz, by stwierdzić, że ma w wardze kolczyk. Moja szkoła. Powróciłam do zielonych, błyszczących oczu i się na nich zatrzymałam.
- Jakoś się układa. Co u ciebie?
- Spędzam tu wakacje. Czasem dobrze wracać do czegoś, co zna się od małego.
- I jak, zostajesz? - Uniósł brwi.
- Za cztery dni wracam... - Wymusiłam uśmiech.
- Mhm... Nie chcę być wścibski, ale... Kto to? - Skinął podbródkiem lekko w prawo.
Wcześniej byłam przekonana, że blondyn za mną stoi, ale kiedy odwróciłam głowę, zauważyłam, że stoi z rękoma w kieszeniach przed wystawą kolejnego sklepu i udaje, że jest zainteresowany tym, co widzi.
- Nie jesteśmy na tyle blisko, żebym musiała ci o tym mówić.
- Mm, czyżby moja koleżanka emo metr pięćdziesiąt znalazła sobie chłopaka? - Poruszył brwiami.
- Twoje wścibskie żarciki nadal cię nie opuściły, mam rację?
- Jak widać.
- Człowieku mamy po siedemnaście lat, kiedy zamierzasz wydorośleć?
- Nie jesteśmy na tyle blisko, żebyś mogła mnie pouczać. - Powiedział, jednak kiedy zobaczył moją minę, zaczął się śmiać. - Więc, zmieniając temat, czy tam gdzie żeś się wyprowadziła są w ogóle tak wspaniali towarzysze jak ja?
Nie ważne jak bardzo chciałabym powiedzieć "owszem" i przypiłować jego pewność siebie, musiałam przyznać mu prawdę.
- Nie, w Longford nie ma już takich ludzi. - Nie jednak, żebym nie mogła znaleźć leku na jego ego. - Nie ma takich irytujących, idiotycznych chłopaków, są porządni młodzieńcy. - Uniosłam podbródek do góry i przymknęłam powieki. To był zły pomysł, ponieważ od razu poczułam jak jego palce roztrzepują na wszystkie strony moją grzywkę, która swoją drogą była już bardzo długa. Gdzieś z boku usłyszałam odchrząknięcie. Martin jakby właśnie przypomniał sobie o obecności Nialla i obojętnie na niego spojrzał (przyznaję, ja też troszkę, ale tylko ociupinkę o nim zapomniałam). Poprawiłam włosy.
- Zaprosiłbym cię na kawę, ale ten pan po prawo chyba się niecierpliwi - mruknął, ściszając głos o dwa tony. - Trzymaj się moja emo koleżanko - powiedział już normalnie.
- Ty też. Do zobaczenia. - Posłałam mu uśmiech i rozeszliśmy się w dwie strony.
Przez chwilę szliśmy z Niallem w ciszy.
- Więc mówisz, że raczej go nie lubiłaś... ciekawe.
- Może źle to ujęłam. Raczej nie mieliśmy kontaktu - poprawiłam się. - Kilka razy wyskoczyliśmy razem na wagary, ale to wszystko. - Spojrzałam na niego, ale patrzył przed siebie. - Oh, no weź, zżera cię zazdrość czy jak? 
- Nie - odrzekł krótko. Jednak bardzo szybko potem, kiedy przywiązałam uwagę do jakiejś wystawy, poczułam jak moje biodro oplata ręka. Uśmiechnęłam się pod nosem, ponieważ hm, wygrałam. Jest zazdrosny, chociaż nawet nie próbowałam tego wywołać. I okej, teraz to brzmi dziwnie.
- Jak myślisz, Lou wyszedł już od fryzjera?
- Nie, miał napisać mi sms-a. Więc możemy wejść do jeszcze jakiegoś sklepu, lub iść do kawiarni. Które wybierasz? - zapytał.
- Hmm, wiesz, dawno nie jadłam jagodzianek.
Uśmiechnął się i nic nie odpowiadając pociągnął mnie w stronę oszklonej kawiarenki na rogu kompleksu. Okazało się, że nie sprzedają tam zwykłych bułek, więc rzuciłam okiem za szybę z najwymyślniejszymi ciastami.
- Chyba zjem kawałek tego karmelowego - odrzekłam, w jednej trzeciej do siebie, do Nialla i kobiety za kasą.
- Ja poproszę to. - Chłopak wskazał ciasto palcem.
- Zapłacę - oznajmiłam mu.
- Hej, to ja tu jestem chłopakiem.
- Czy to sprawia, że jesteś lepszy? - Uniosłam brwi. Wiedziałam, że ekspedientka przywiązuje zbyt dużo uwagi naszej rozmowie, a za mało temu, co powinna, bo prawie wypuściła z rąk talerzyk, próbując nałożyć na niego ciasto.
- Nie. To sprawia, że powinienem robić wszystko, byś ty poczuła się lepsza.
Nie wytrzymałam pod ciężarem jego wzroku, więc po prostu go spuściłam.
- Poszukam wolnego miejsca - powiedziałam zrezygnowana.
Za chwilę pojawił się Niall z tacą i rozstawił dwa talerzyki i filiżankę z podstawkiem na stole.
- Nie mają herbaty.
- W jak chore miejsce mnie przyprowadziłeś? - Skrzywiłam się.
- Wypijesz kawę czy może chcesz coś innego.
Zmrużyłam oczy, na co on zmarszczył nos i wciąż wyczekiwał na moją odpowiedź.
- Smoothie.
- Jaki smak?
- Każdy, byle nie truskawkowy.

- Tu was mam! - Ktoś położył mi ręce na barkach, opierając przy tym ciężar swojego ciała na mnie.
- Hej, hej, hej, ważę tylko 49 kilogramów, a ty zdecydowanie jesteś cięższy. - Odwróciłam głowę do Lou. - O mój Boże, co z twoimi włosami?! - Wyciągnęłam w ich kierunku rękę i zatopiłam palce w grzywce, która była teraz uniesiona.
- Ty tak w pozytywnym sensie czy jak... - Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Tak! Wyglądasz jak błyskotka, która skusiłaby każdą laskę albo chłopaka.
- No tak, staraj się jak głupi a ona i tak doceni najpierw przyjaciela geja. - Niall westchnął teatralnie.
Zaśmiałam się z jego głupoty i skierowałam na niego swoją uwagę. Pomyślałam chwilę nad doborem słów.
- Lubię, kiedy się uśmiechasz. Ale ostatnio twoja twarz wyraża mniej niż cegła. Co i tak jest godne jakiegoś medalu dla ciebie, bo od dziecka pamiętam, że wiecznie byłeś jedynie gburowaty.
- Ten komplement brzmiałby tysiąc razy lepiej, gdybyś skończyła na pierwszym zdaniu - pouczył mnie Niall.
Szatyn się zaśmiał.
- Zaczekajcie, kupię sobie tylko ciasto i chętnie posłucham o mini Niallu.
- Nie ma czego słuchać, ej! - sprzeciwił się chłopak.
- Ja tam sądzę, że Ash ma jeszcze coś w zanadrzu, a raczej sporo przypałowych historyjek, skoro nigdy się nie znosiliście. - Puścił mu oczko.
Jezu Louis puścił Niallowi oczko. On to zrobił czy to było moje przywidzenie?! Wtf on naprawdę...
- Co ty przed chwilą... - Blondyn zdawał się być raczej zniesmaczony.
Louis jednak go nie słuchał i rozkołysanym krokiem odszedł w stronę kas.
- No więc, Ash, co "masz w zanadrzu" - zapytał mnie Niall.
- W zasadzie nic. - Oparłam podbródek na dłoni, owijając drugą wokół pojemnika z napojem bananowo-kokosowym. - Jak byłam młodsza to myślałam raczej o tym, żeby jak najszybciej wydostać się ze szkoły, zakopać pod kołdrą, pisząc listy, których nigdy nie wysłałam i czytać książki. Nie zwracałam zbytnio uwagi na ludzi, a przynajmniej nie na tych, z którymi nie miałam do czynienia. Ale pamiętam, jakieś prześwity... Hm. Nie byliśmy w tym barze tylko jeden raz, prawda? Chyba byłam zbyt mała, by to zapamiętać.
Niall zmarszczył brwi.
- Myślisz w tej chwili o tym co ja?
- Wylałam na ciebie picie? Czy moja pamięć robi mi psikusy?
- Truskawkowe.
- No cóż, nigdy nie lubiłam truskawek. - Wzruszyłam ramionami, robiąc niewinną minę i pociągając łyk napoju.
Chłopak pokręcił głową i zaczął bawić się pustym papierkiem po cukrze. Przyszedł Louis, stawiając na stole zielone smoothie. W ręku dzierżył talerzyk z babeczką. Spróbowałam jego picia.
- Mm, dobre, jaki smak?
- Kiwi-aloes. - Zdjął oliwkową kurtkę, zawiesił ją na oparciu krzesła obok Nialla i się na nie wsunął. - No! Teraz w końcu masz widok na porządnego mężczyznę! - oznajmił radośnie.
Zaczęłam się śmiać.
- Myślałam, że nie jesteś zainteresowany. - Uniosłam jedną brew.
- Nie pamiętasz? To z tobą będę mieć romans za 20 lat, zapisz sobie w kalendarzu i jak stuknie ci trzydzieści siedem to dzwoń. - Wgryzł się w muffinkę.
- Aż mi się w tym momencie zebrało na rzyganie - jęknął Niall, a jakaś kobieta za nim się odwróciła. Potem skierowała wzrok na mnie, więc rzuciłam jej zakłopotany uśmiech.
Niall się skrzywił.
- Czy za mną znów znajduje się ten koleś, z którym byłaś w jednej klasie?

Kobieta nadal nie wróciła do swojej dawnej pozycji.
- W zasadzie to-
Ale blondyn mnie nie słuchał, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekając aż skończę, odwrócił się w tamtą stronę.
- Jak chcesz się z nią umówić, to po prostu zapytaj, ale to trochę niegrzeczne, bo nie wiem czy zauważyłeś, ale jest z nami - powiedział i dosłownie w chwili, gdy skończył, zrozumiał, że to wcale nie Martin. Odruchowo zakrył palcami usta. Widziałam, że Louis za wszelką cenę powstrzymuje śmiech, ale ja byłam chyba po prostu zbyt zmieszana i przerażona, żeby się śmiać. - Przepraszam panią, chyba... Chyba panią z kimś pomyliłem. - Kiedy nie doczekał się ze strony kobiety żadnej odpowiedzi, tylko lekceważącego spojrzenia, powoli się odwrócił. Oparł klatkę piersiową nad stołem i zaczął się bezgłośnie śmiać. Louisowi wręcz szła z uszu para, a głowę schował w dłoniach.
- To nie było potrzebne, idioto - skarciłam go, choć w tym momencie i mi chciało się śmiać. - Nigdy więcej nie przychodzę z takimi dziećmi w miejsce publiczne.
- Spadajmy stąd - zarządził Niall, jednak ja nie miałam zamiaru jeszcze odchodzić.
- Zaczekaj. - Uniosłam rękę, dając mu znak, by z powrotem opadł na krzesło, co powoli zrobił, marszcząc przy tym brwi.
Spojrzałam wymownie na Lou, który jednak tego nie zauważył, bo zajęty był strącaniem ze swoich czarnych jeansów kolorowej posypki. Oparłam łokcie na blacie stołu, a palce złożyłam w koszyczek, umiejscawiając na nich brodę. Wciąż nie odwracałam wzroku, lecz czułam, że Niall spogląda to na mnie, to na niego, nic nie mówiąc. W końcu Louis uniósł głowę, zaniepokojony tak długą ciszą.
- Co... Znaczy się: słucham?
- Nie masz nam nic do powiedzenia, Louisie?
- Powiedziałaś "Louisie" - zauważył szatyn.
- Tak, bo w sumie nie znam twojego drugiego imienia.
- William - wtrącił się Niall, jednocześnie zdezorientowany, jak i coraz bardziej ciekawy przez zaistniałą sytuację.
- Tak więc, Louisie Williamie, czy masz nam coś do powiedzenia?
Chłopak zmarszczył brwi w konsternacji, patrząc mi głęboko w oczy, jednak już po chwili dostrzegłam w nich błysk zrozumienia, niczym zapalająca się znienacka żarówka.
- Sądzę, że znalazłoby się to i owo... Jak na przykład fakt, że Harry chce wrócić do Londynu.
Niall przez cały czas patrzył na niego ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Po co?
- Chce, żebym znów studiował. - Louis zacisnął wargi i spojrzał w dół, na swoje kolana. - Zanim jeszcze się tu przeprowadziłem, Harry pomieszkiwał w Londynie przez kilka miesięcy. Potem tu wrócił, ale wciąż utrzymywaliśmy kontakt. Kilka razy się spotkaliśmy. Przeprowadzając się do Mullingar, rzucałem się w ocean, jeśli mam być szczery. Był spokojny, ale kto mógł wiedzieć, czy nie nadejdzie przypływ, a wraz z nim ogromne fale i sztormy? Byłem zauroczony Harrym i powoli się w nim zakochiwałem, ale w tym chłopaku było coś takiego, że po prostu musiałem zaryzykować. Moja decyzja była na tyle spontaniczna, że z dnia na dzień postanowiłem o wyjeździe. Ale zarazem prawdopodobnie by do tego nie doszło, gdyby nie fakt, że nie zaliczyłem pierwszego semestru na studiach. Anatomia to gówno, uwierzcie. Harry bardzo długo przekonywał mnie do powrotu, kiedy zacznie się nowy nabór ludzi, ale ja nie chciałem. No i wiecie, em, pojawiło się trochę problemów. Mimo wszystko znalazłem pracę... Jednak od samego początku miałem większe ambicje niż bycie kelnerem. W końcu jako dzieciak bawiłem się strzykawkami, nie filiżankami. Ale po drodze zrozumiałem, że to co się ze mną dzieje, to nie byle co, nie zwykłe zakochanie a prawdziwa miłość, postawiłem ją na pierwszym miejscu, a karierę odłożyłem na bok. A teraz on chce wrócić.
- A ty? - zapytał blondyn.
- Czy chcę wracać?
- Mhm.
- Dziurę w brzuchu wierci mi myśl, że jeśli nie spróbuję teraz, to już prawdopodobnie nigdy. Nie chcę utknąć na całe życie z tacą w ręku.
- Czyli... - zaczęłam, przeciągając samogłoski. - Wyprowadzacie się?
- Prawdopodobnie tak.
- Zastanawiam się, czy jesteś szczęśliwy, czy czujesz się jak w klatce, bo mówisz tak spokojnie, a twoja twarz podpowiada tyle, co nic - skwitował Niall.
- Cieszę się jak cholera. Ale zarazem się stresuję. Wiem mniej więcej co powinienem opanować i muszę się za to wziąć już teraz. Zostało mało czasu, a musimy pomyśleć jeszcze o zakwaterowaniu. Na razie zatrzymamy się u mojej babci, mieszka na obrzeżach miasta. No chyba, że z marszu coś znajdziemy. Dojeżdżanie na wszelkie praktyki mogłoby być kłopotliwe. A tak w ogóle... Skąd wiedziałaś? - Skierował twarz w moją stronę.
- Rozmawiałam przedwczoraj z Harrym o tym i o tamtym - przyznałam.
- Przedwczoraj? Czyli jakby... Wiedziałaś szybciej ode mnie!
- Ee, zaczekaj chwilę, muszę wymyślić jakąś sensowną odpowiedź.
- Mała czarownico, czuję się oszukany, dokładnie wiedziałaś co się szykuje, kiedy pospieszałaś mnie wtedy do domu! - Opuścił energicznie rękę na blat, przy czym zrzucił z niego łyżeczkę. Schylił się po nią. 
- Cóż, muszę przyznać ci rację.
- Czy wy... - zaczął szatyn, z głową wciąż pod stołem.
- Hej! Co ty robisz? Czemu podwijasz mi spodnie?! - Niall podskoczył na krześle.
Zaśmiałam się na ten widok, lecz już za sekundę wyglądałam zupełnie tak, jak on, bo ktoś pociągnął moją kostkę do góry. Kobieta siedząca za blondynem znów się odwróciła, tym razem jednak na nie dłużej niż 4 sekundy.
- Louis, wyłaź spod tego stołu - syknęłam.
- Ale czy wy w ogóle wiecie, że macie prawie takie same skarpetki?
- Czy ty oby na pewno masz 20 lat? - Niall wywrócił oczami.
- Od grudnia możecie mówić, że już 21! - Krzyknął uradowany, wychylając grzywkę i oczy spoza drewnianej powierzchni.
Pokręciłam głową, a mój wzrok padł na wysokiego mężczyznę w okularach, ubranego na czarno, z czerwonym fartuszkiem przewiązanym w pasie.
- Przykro mi, ale jestem zmuszony zwrócić państwu uwagę. Naszym pozostałym gościom nie podoba się wasze zachowanie.
- Um, dobrze, przepraszamy - odezwałam się.
- Żebyś czasem nie wrócił do mnie z anginą, kiedy już skończę medycynę - powiedział pod nosem Louis, wpatrując się w plecy oddalającego się pracownika.
I, cóż, wiedziałam, komu dokładnie "nie podobało się nasze zachowanie", ponieważ ta sama natarczywa kobieta opadła właśnie na krzesło, z którego ówcześnie musiała ruszyć swój tyłek i dokołysać nim aż do bufetu.
- Wracamy? - zapytałam, ziewając.
- Możemy. - Niall pokiwał głową. Stanął tuż obok mnie, a chwilę potem dołączył do niego Louis.


***

- Pięć minut naprawdę nie wyrządzi ci żadnej krzywdy, zważając na to, że spędziłeś u fryzjera o wiele więcej. Dodaj do tego jeszcze czas w kawiarni.
- Harry czeka na mnie z obiadem. Poza tym naprawdę chcę się wziąć za naukę i wykorzystać to, że szef znów zmienia coś w restauracji, dzięki czemu mam trochę wolnego. Nie mam pojęcia, czemu wciąż wyrzuca na to kasę, lepiej podwyższyłby pensję pracownikom. - Przewrócił oczami, odpowiadając na wywód blondyna.
- No dobrze... Ale ty do mnie wejdziesz?
- Myślę, że mogę. - Wzruszyłam ramionami, na co ten tylko się uśmiechnął.


Pociągnęłam łyk ekstremalnie słodkiej herbaty. Blondyn nie raczył uprzedzić mnie, że ją osłodził, a ja nieświadomie ponowiłam jego działania. Jednak nie chciało mi się robić nowej, a Niall już od pięciu minut był w łazience, szukając jakiejś maści na oparzenia, ponieważ niefortunnie wylał odrobinę wrzątku na swój brzuch w okolicach biodra, a może raczej linii V. Bogu dzięki, że i tak woda nie była aż tak gorąca, bo herbata parowała od kilku minut, zanim zabrał się za jej przenoszenie i potknął o dywan. Ale po incydencie odrzucił moją pomoc, więc po prostu siedziałam, bawiąc się lepką łyżeczką. Westchnęłam, wyrażając w tym westchnięciu całą nudę, jaka zdążyła się we mnie przez ten czas skumulować. Powoli podniosłam się z krzesła i nie słuchając poleceń Nialla, udałam się w stronę łazienki. Zapukałam w drzwi, które po chwili zostały uchylone. Omiotłam pomieszczenie wzrokiem. Na pralce stało puste pudełko, a wokół niego rozrzucone były przeróżne tubki. Chłopak szybko przerzucał opakowania, czytając w roztargnieniu ich nazwy. Widziałam, że jest zdenerwowany tym, że nie może znaleźć odpowiedniego. Czy dodałam, że nie miał na sobie koszulki? Stanęłam obok niego i złapałam pierwszą lepszą tubkę z kupki tych, które odrzucił.
- Niall, przecież to jest na poparzenia. - Podstawiłam mu lekarstwo pod nos.
- Serio? - Wziął ode mnie maść. - Rzeczywiście.
- Daj mi to. - Wepchnęłam się tuż przed niego, opierając się o pralkę, a Niall odsunął się odrobinę, dając mi miejsce do jakiegokolwiek działania.
Wycisnęłam trochę żółtej mazi na palec wskazujący i ostrożnie roztarłam ją na zaczerwienionej skórze Nialla, tuż nad linią jego spodni. Przyłożyłam do rany gazę i przykleiłam ją plastrem opatrunkowym. Kiedy skończyłam, przejechałam wzrokiem po wyrzeźbionej klatce piersiowej chłopaka, aż w końcu natknęłam się na jego oczy. I on był taki... wysoki. A potem coraz niższy i niższy, a jego twarz coraz wyraźniejsza i zarazem mniej wyraźna, a oddech coraz gorętszy i...
Energicznie spuściłam głowę, a usta chłopaka odbiły się od mojej skroni. Zamknęłam oczy, czując, jak wszystkie moje zapory pękają, a ściany walą się z hukiem. Czoło Nialla było teraz oparte o bok mojej spuszczonej głowy, jednak zdecydowałam, że nie chcę, aby tak było, więc się od niego odsunęłam.
- Za cztery dni mnie tu nie będzie i chcę do tego czasu jako tako przeżyć.
- Nie rozumiem - powiedział ze szczerością w głosie. Spojrzałam na niego. Nie był zły, że się odsunęłam. W zasadzie: czemu miałby?
- Ja po prostu... Nie chcę - wyszeptałam z trudem.
Niall zamrugał, myśląc nad czymś.
- Nie chcesz wyjeżdżać, czy nie chcesz, żebym cię całował?
- Tak.
- Ashley, "tak" to nie odpowiedź na żadne z moich pytań.
- Właśnie, że odpowiedź. Ty zdecyduj, na które.
Blondyn przez chwilę wędrował wzrokiem po mojej twarzy. Potem podniósł rękę i poczułam, jak jego smukłe palce wyplątują pasemko moich włosów zza jednego ucha.
- Co robisz? - zapytałam.
Wzruszył ramionami.
- Unikam odpowiedzialności.
- Za co?
- Za słowa. I czyny. W sumie za całe życie. Po prostu stąd chodźmy. - Schylił się, w celu zabrania z podłogi swojej koszulki, po czym opuścił łazienkę.


Wsłuchiwałam się w dźwięk monotonnie skrzypiącej huśtawki. Była to jedna z tych długich i szerokich rodzinnych huśtawek, najprawdopodobniej od lat nie smarowana żadnym olejem. Dzięki temu jednak, zbudowałam wokół siebie tak szczelną barierę dźwiękową, że głos Nialla ledwo się przez nią przebijał. Raczej się odbijał i rozchodził na boki, a żadne z jego słów nie trafiało do mojego mózgu - odpychałam je od razu, automatycznie. To było z mojej strony niesprawiedliwe, że ostatnio wcale go nie słuchałam, podczas gdy on poświęcał mi całą swoją uwagę, kiedy mówiłam chociażby: "Hej, jestem Ashley Loud i mieszkam w Longford" - rzeczy najoczywistsze i najbardziej błahe. Tak więc skierowałam jedną czwartą mej świadomości właśnie w jego stronę. A potem jakoś przylgnęłam do dźwięku jego głosu, zacisnęłam palce na każdym słowie, chłonęłam je i zaczęłam doszczętnie je rozdrapywać, prosząc o więcej. Usłyszałam melodyjny śmiech.
- Patrzysz na mnie tak ogromnymi oczami, że zacząłem się bać. Wcześniej nawet nie zdawałaś się mnie słuchać, a nagle obróciłaś kąt siedzenia o dziewięćdziesiąt stopni i już nie wbijasz tępego wzroku w dal. Jesteś niemożliwa. - Pokręcił głową.
- Skoro wiedziałeś, że cię nie słucham, czemu nie reagowałeś? - Zmarszczyłam brwi, czując oburzenie własną osobą.
- Jesteś tu. - Chłopak wzruszył ramionami.
- To nie sprawia, że dzień staje się nagle wyjątkowy, albo że problemy całego świata znikają.
- Cóż, mój dzień się taki stał, a problemy rzeczywiście zniknęły - chociażby na chwilę. - Przez chwilę na mnie patrzył, a potem wyciągnął rękę w stronę moich podkurczonych kolan. Wciąż siedziałam bokiem, a on za sprawą swoich długich nóg cały czas utrzymywał bujający ruch huśtawki. Położył sobie na udach najpierw jedną, potem moją drugą łydkę i skubnął robioną na szydełku falbankę jednej ze skarpetek. Miała na sobie wzorki etno i wystawała niewiele centymetrów spod czarnych butów na grubych podeszwach. Zadarł swoją lewą nogę do góry i położył ją na kolanie obok moich. Pociągnął zsuniętą skarpetkę do góry. Louis miał rację: były praktycznie takie same.
- Wiesz jak to jest gadać do księżyca? - zapytał.
- Licząc na to, że ktoś usłyszy twój płacz? - Zdobyłam się na powiedzenie tego na głos.
- Ta, właśnie tak.
- Ale nikt nigdy nie słyszy a tym bardziej nie odpowiada. Czy rozmawianie ze mną przypomina gadanie do wielkiego, białego i smutnego talerza w szare łaty?
- Niekoniecznie, ale ty zawsze byłaś tak zamknięta w sobie i myślałem, że się otwierasz, ale ponownie nie wiem o co chodzi i co powinienem robić.
- Zostawić to tak. - Wzruszyłam ramionami. - Czasem lepiej się nie wtrącać.
- Czyli jestem nachalny?
- Nie. Jesteś uczuciowy. Dużo myślisz o życiu, tak jak ja. Masz bardzo uporządkowany system wartości. Na podstawie tego można stwierdzić, że jesteś szaleńcem.
- Czemu miałbym nim być? - prychnął.
Zamachałam mu rozłożoną dłonią przed twarzą.
- Niall, wiesz co teraz robi połowa osiemnastolatków? Dosłownie w tej chwili? No więc odpowiem ci, że część uprawia seks do zmysłowych piosenek, część kupuje piwo na grilla, inna część gra w gry, a jeszcze inna zastanawia się, dlaczego papierosy są tak drogie. Tymczasem my siedzimy w ogrodzie i rozmawiamy o życiu. W zasadzie zawsze to robimy.
- Więc jesteśmy dwójką szaleńców siedzących w ogrodzie, gadających o wszystkim i niczym?
- Tak, dokładnie.
- Pasuje mi taki układ. Poza tym wcale nie jesteśmy jakimiś żałosnymi wyjątkami, połowę rzeczy, które wymieniłaś, robiliśmy.
- Wiesz o czym mówię.
- Aleee... w tej chwili nie chciałabyś robić żadnego z powyższych. - Przekrzywił głowę na bok. - W zasadzie nie zmieniałabyś nic. Może oprócz atmosfery, ale tylko odrobinę.
Prawie palnęłam: "Skąd wiesz?", ale w porę ugryzłam się w język.
- Mówisz o mnie, czy o sobie?
- Możliwe że tylko pierwsze zdanie się ciebie tyczy, jednak nadal sądzę, że coś byś zmieniła. Bo chciałabyś, aby spokój trwał wiecznie, ale twoja dusza nie jest spokojna i coś cię dręczy, widzę to już od jakiegoś czasu. Może nie w każdej chwili dnia, ale przynajmniej raz dziennie.
Wzruszyłam ramionami na jego słowa. Chciałam chyba poczuć się bezpieczniej, schować trochę moją bezbronność, udowodnić samej sobie, że ta mała wojowniczka nadal gdzieś tam jest. Przysunęłam się do niego trochę, przezwyciężając onieśmielenie. Uniosłam kawałek jego bluzki, w miejscu, gdzie się oparzył. Przyłożyłam płaską dłoń do opatrunku.
- Boli jeszcze? - zmieniłam temat.
- Nie. - Chwilę potem zdjął moją rękę ze swojego brzucha i zaczął bawić się moimi palcami, a potem uniósł je do ust i ucałował każdego z kolei. - Ashley? Nie mogłabyś po prostu zostać?
Podniosłam na niego swój wzrok.
- C-co?
- W Mullingar - wyjaśnił.
- Jak to? - Mówiłam jak pięciolatka, która nie do końca rozumie przesłanie jego słów i jedyne na co ma ochotę, to uczepić się rękawa rodzica, wyczekując od niego spojrzenia oznajmiającego, że wszystko w porządku, że nic się nie dzieje. Jednak nie było w porządku, a jeszcze bardziej utrudniał to fakt, że Niall nadal trzymał moją rękę.
- Mam na myśli: czy nie mogłabyś zamieszkać na jakiś czas u dziadków i po prostu zostać? Iść tu do liceum.
Popatrzyłam na niego zamglonym wzrokiem. Obojętnym i niezwykle spokojnym. Jednak moje wnętrze coś tknęło. A w głowie rozpętała się burza.
- Zostań, proszę.

_____________________________________________________________
Hej wszystkim! Będąc szczerą, muszę przyznać, iż rozdział miał się pojawić już dwa dni temu, ponieważ był skończony, ale tak jakby uciekło mi trochę czasu. I proponuję pewną umowę. Jeśli pojawi się tu
10 komentarzy w przeciągu tygodnia - do następnego czwartku ((a tak szczerze to nie mam pojęcia ile osób jeszcze to czyta eh, a szkoda)) - publikuję rozdział w przyszłą sobotę!!! No więc: czas start!

wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział trzydziesty trzeci. 'Moja mała ojczyzna'

Kiedy rano się obudziłam, moje nogi były splątane z innymi, a w ustach miałam trochę włosów. Opanowałam odruch, aby je wypluć i ostrożnie usunęłam je z buzi. Potarłam oczy. Osoba obok mnie się obróciła.
- Hej Ash, jak ci się spało? - Głos Victorii był zachrypnięty, a jej powieki nadal nie do końca otworzone. Zawsze gdy z kimś spała, zadawała mu rano to pytanie, a przynajmniej tak pamiętam z dzieciństwa.
- Dobrze, a tobie?
- Twoja poduszka jest taka miękka, że chętnie bym ją ukradła - wymamrotała, ziewając. - Która godzina?
Zerknęłam na telefon.
- Po dziesiątej.
- Zostajemy jeszcze chwilę?
- Tak. Idę do pracy dopiero na 17:00.
- Pracujesz? - zapytała zaskoczona.
- Mhm. Razem z Lou. Jestem kelnerką.
- ...Zdradzić ci sekret z mojej mrocznej przeszłości?
- Jeśli tego pragniesz, to jasne.
- Kiedyś byłam tancerką w nocnych klubach, żeby zarobić chociaż odrobinę.
Zagryzłam wnętrze policzka.
- Nie wiem co powinnam teraz odpowiedzieć - wyznałam.
- Nie musisz nic mówić. Po prostu się pośmiejmy. Przyjęłam ofertę, bo to był szybki sposób żeby zarobić, a nie musiałam się rozbierać... A teraz mów mi, od kiedy masz z Niallem taki kontakt, hm?
- Lepiej ty mi powiedz, od kiedy twój język i pewność siebie nie leżą na ziemi, gdy go widzisz, hm? - przedrzeźniłam ją. - Wcześniej byłaś przerażona i podekscytowana naraz.
- Rzyganie zbliża ludzi... - powiedziała lekko zmieszana, ale już za chwilę parsknęła śmiechem. - Czy teraz możesz w końcu odpowiedzieć na moje pytanie?
- Jakie ono było?
- Jak doszło do tego, że zamiast się gryźć, dosłownie pożeracie się, ale żadne z was nie chce tego powiedzieć na głos?
Odchrząknęłam i spojrzałam w sufit, przeczesując palcami włosy.
- Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia.
- Hej, no dalej, pozdradzaj mi jakieś sekrety. Możesz nie mówić wszystkiego przyjaciołom, bo jest jakiś procent szansy, że kiedyś odejdą, ale rodzina jest na siebie skazana.
- Nie ma żadnych sekretów.
- Muszą jakieś być.
- Bzdury. Nie próbuję nikogo oszukiwać, nawet siebie.
- Dobra, nie dociekam, po prostu się cieszę.
- Mhm... Cieszysz się z...?
- Z tego, że nareszcie jesteście razem? Nie pamiętasz, że was shippowałam?
- Że co?! Nie jesteśmy razem.
- A... Myślałam... Znaczy... No wiesz, zachowujecie się tak, jakbyście byli.
- Tori, spójrz prawdzie w oczy, wyjeżdżam za dziesięć - urwałam. - O cholera wyjeżdżam za dziesięć dni! - Podniosłam się do pozycji siedzącej i wytrzeszczyłam na nią oczy.
Widziałam, jak w tym momencie jej zapał zgasł. No tak, nie przewidywała takiego scenariusza.
- Cóż, życie to nie bajka. Godzę się z tym, co daje mi los. A przynajmniej ostatnio się tego nauczyłam - sprostowałam, opanowawszy emocje. - A teraz lepiej ty opowiedz mi o swoim życiu miłosnym - zmieniłam temat naszych rozmów. Nie chciałam już rozmawiać o Niallu. Dziwną była myśl, że moglibyśmy być razem. Było dobrze tak, jak było. I ogólnie to co się między nami działo, było czymś specyficznym, co tylko my rozumieliśmy. Nikt inny nie musiał.
- Moje życie miłosne od lat ogranicza się do wyjścia od czasu do czasu na kawę z jakimś miłym studentem informatyki, który ma orzechowe oczy i maniery, ale to nie dla mnie.
- Mówisz o kimś konkretnym?
- Nie. Po prostu oni zawsze mają nawet takie same oczy, rozumiesz? Są ułożonymi młodymi mężczyznami, którzy postawią ci kawę, puszczą do ciebie oczko i odstawią do domu na dwudziestą pierwszą. I każdy z nich jest cudowny, ale nie mają w sobie tego czegoś. Czegoś co wytworzyło by niewidzialną nić, która by ciągle się zwijała, w miarę kiedy by nas do siebie ciągnęło. Zobowiązania wiążą, wiesz?
- Wiem. To ma "-wiązania" na końcu, Tori. Dlatego między mną a Niallem jest dobrze tak, jak jest.
- Rozumiem. Zawsze wydawałaś się typem dziewczyny, która radzi sobie sama.
- Nigdy sobie sama nie radziłam... Tylko tak zawsze sądziłam. Zmieńmy temat, jest sobota, rano, mamy wakacje, życie jest piękne, czego chcieć więcej - powiedziałam lekko zirytowana, ponieważ: czemu zawsze musimy schodzić na takie tematy? Z dosłownie każdym.
- Przepraszam, jeśli powiedziałam coś złego.
- Nie, nie przepraszaj, to tylko taka reakcja obronna. Idziemy na śniadanie?
- Szczerze nie mam ochoty na żadne jedzenie, ale dotrzymam ci towarzystwa przy stole.


Dwie godziny później wracałam z przystanku autobusowego, dokąd odprowadziłam dziewczynę.
- Czy da się pani dokądś zabrać? - Usłyszałam znajomy, zachrypnięty głos.
- Harry, hej. Zgaduję, że dam, ale najpierw chcę wiedzieć dokąd.
- Do kawiarni na pyszne ciasto marchewkowe?
- Brzmi zachęcająco, wsiadam. - Okrążyłam samochód i wspięłam się na miejsce pasażera.
- Jak samopoczucie po urodzinach?
- Lepsze być nie może - odparłam, osuwając okulary przeciwsłoneczne na nos. Złapałam pas bezpieczeństwa, lecz w ostatniej chwili cofnęłam rękę od zapięcia i pochyliłam się nad Harrym, żeby dać mu całusa w policzek.
- A to za co? - zaśmiał się.
- Za to, że jesteś, czy to nie oczywiste?
- Ładnie dziś wyglądasz. - Wyszczerzył się. - A zresztą Niall ma rację, ty zawsze ładnie wyglądasz.
- Torujesz przejazd innym autom, koniec z popisywaniem się, ruszaj w końcu.
- Się robi, szefowo.

Na naszych talerzykach pozostało trochę okruszków, a na dnie filiżanek krople herbaty.
- Chciałabyś może... Nie, to głupi pomysł, zapomnij.
- Hm?
- Nic.
- Hej, nie bądź taki, chcę wiedzieć.
- Eh, no dobra. W zasadzie jechałem na cmentarz, może pojedziesz ze mną?
- I nic mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Chciałem zabrać cię tu, to nic złego.
- Zawsze troszczysz się najpierw o kogoś, dopiero potem o siebie. Pamiętam kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Szedłeś wtedy do Lou, a mimo wszystko się zatrzymałeś i zaoferowałeś, byśmy posiedzieli w deszczu razem.
Harry spuścił głowę. Kilka loków opadło w dół.
- Tata nigdy nie dał tego mojej mamie, dlatego ja próbowałem. Stawiałem ją na pierwszym miejscu, by w końcu mogła się poczuć doceniona i kochana. Chciałem wynagrodzić jej te wszystkie lata spędzone w samotności. Lubię sprawiać, że ludzie czują się wyjątkowo choć w małym stopniu.
Patrzyłam tępo w biały blat stolika, aby tylko się nie rozpłakać.
- Jesteś aniołem Harry.
Czułam jego wzrok na sobie.
- Nie jestem. Nie poradziłem sobie z tyloma rzeczami w życiu...
- Nawet najwspanialsze anioły czasem tracą pióra i spadają. Nie martw się. Ty szybujesz wysoko. - Uśmiechnęłam się przez łzy.
Zaczął bawić się łyżeczką.
- Jesteś urocza. Pojedziesz ze mną?
- Oczywiście.


Kiedy stanęliśmy nad grobem, poczułam, jakby mój żołądek upadł. Teraz dotarło do mnie ze zdwojoną siłą, że Harry nie ma nikogo. Nikogo prócz Lou. I właśnie w tym momencie byłam wdzięczna za rodziców, nie najlepszych co prawda, ale zawsze rodziców.
- O czym myślisz? - zapytał Harry.
- Tęsknię za tatą - urwałam. Siedząc na ławce, rozgrzebywałam butem ziemię pod nim. - A ty?
- O Louisie. O Londynie. Przyszłości.
- Nie rozumiem.
- Mówiłem ci, że Lou znalazł się tutaj ze względu na mnie, prawda? - Po skończeniu zapalania znicza, dosiadł się.
- Mówiłeś.
- Wiesz czemu zaproponowałem, aby przeprowadził się do mnie, tu - w Mullingar?
Przechyliłam głowę na bok.
- Bo to o jedno lokum na głowie mniej. Bo wtedy mniej rzeczy trzyma nas tu.
- Do czego zmierzasz?
Harry wziął głęboki wdech.
- Chcę żeby Louis kontynuował studia. Zrobię dla niego wszystko, a to nie wydaje się aż tak dużo. To tyko powrót na stare śmieci, skąd zresztą sam go wyciągnąłem.
- Powinieneś z nim o tym porozmawiać.
- Mam zamiar zrobić to dziś wieczorem, już zaprosiłem go na kolację. I naprawdę liczę na to, że się zgodzi.
- Kto w ogóle był twoim opiekunem prawnym przez te 2 lata, zanim ukończyłeś 18 lat?
- Mój wujo. Mieszkałem u niego aż do pełnoletności. A był na tyle okej, że uznał, że nie ma zamiaru wchodzić mi i Louisowi w dupę i miesiąc po moich urodzinach pozwolił mi się przeprowadzić do mojego prawidłowego domu. Wcześniej był on przez przeszło półtora roku wynajmowany przez pewną rodzinę, a potem po prostu stał pusty. Więc się wprowadziłem.
- A to było...?
- Pod koniec lutego tego roku.
- Oh. To dlatego Louis nie przeprowadził się wcześniej?
- Tak. Ogółem wujek nie za bardzo tolerował to, że spotykam się z chłopakiem, ale zarazem nie robił niczego, by to zepsuć. Lou przychodził do mojego zastępczego domu kiedy wuja nie było. Często też u niego nocowałem. Minęły już dwa lata... I to w mgnieniu oka, a ja nadal nie wiem co pokierowało tym chłopakiem, by rzucić studia i dla mnie tu przyjechać.
- Nie rozważaj tego, tak najwyraźniej miało być.
Zaległa cisza.
- Będę tęsknił za tym domem. W nim czuję, że cząstka mamy wciąż jest ze mną. Ale chcę jechać, chcę być częścią jego życia.
- Harry, ona zawsze będzie w twoim sercu. Nieważne dokąd pójdziesz, ani na jakiej drodze życia się zgubisz, ona tam z tobą będzie. Obiecuję.
- Wiem Ley. A naprawdę chcę, aby Lou skończył studia, został wybitnym lekarzem, żeby w końcu spełnił swoje marzenia i zrealizował plany życiowe. Żeby na chwilę przestał patrzeć w tył, na ten obciążnik wiszący mu na plecach, jakim jestem, i poszedł do przodu.
- Hmm... Obciążnikiem powiadasz...
- Tak, właśnie tym.
- Przecież wiesz jakie to uczucie - miłość. Kiedy druga osoba dodaje ci skrzydeł, sprawia, że czujesz się lekki, wolny. Kiedy problemy przestają istnieć, a wszystko nabiera sensu. Bo jeśli się nad tym zastanowić... Kiedy nie żyjesz dla kogoś, przeżywasz życie jak cień, wrak człowieka. A potem umierasz dla niczego i nikt już za tobą nie tęskni, nie płacze po tobie. Może nie ofiarując nikomu miłości ocalamy go od tego zranienia na samym końcu, gdy już zostanie sam. Ale jeszcze większą krzywdę wyrządzamy mu, odsuwając go od siebie. Czasem trzeba kogoś zepsuć, aby go ocalić. W tym przypadku odwrotnie. Naprawiasz kogoś dając mu szczęście. I nawet jeśli kiedyś mu je odbierzesz, to cząstka jego zawsze będzie żyła we wspomnieniach, ona zostanie z nim na zawsze i będzie należała do niego. Przeszłość będzie należała do was obojgu, jeśli ją razem dzieliliście. Możesz o niej zapomnieć, a możesz jej dać nowy wymiar. Możesz wymazać kogoś ze swojego życia na dobre, albo pozwolić mu spróbować drugi raz. Albo setny raz. To już od ciebie zależy. Jeśli złamie ci serce - trudno, to był twój wybór. Jeśli ty złamiesz mu serce - no cóż, to się zdarza, najwidoczniej nie byliście sobie pisani. Ale jeśli nie dasz komuś szansy nigdy nie dowiesz się, jakie będą efekty końcowe. Każdy potrzebuje dłoni, która pociągnie go w górę, gdy będzie tonąć. Każdemu należy się odrobina uczucia i empatii. Louisowi należy się wsparcie, a tobie należy się Louis. Bo tak miało być.

- Nie wiem co powiedzieć. Ty masz taką wiedzę, taką swobodę dobierania słów, taką delikatność w sobie... Bardzo dużo mi uświadomiłaś. Tylko... Czy ty oby do końca mówiłaś o mnie i o Lou?
- Um, tak? Tak sądzę? Powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Tak się tylko zastanawiam. I masz rację. Znam to uczucie - miłość. A ty... znasz je?
- Przeczytałam dużo książek Harry, to tyle.
- Rozumiem. Ale zastanów się jeszcze nad moim pytaniem. Zmieniając temat: wracamy?
Skinęłam. Chłopak wstał z ławki, pociągnął mnie za rękę i opuściliśmy cmentarz.


Wybiła 21:00. Zdjęłam fartuszek, odwiesiłam go na jego miejsce i sięgnęłam po bluzę.
- Mogę odwieźć cię do domu.
- Nie spieszy ci się na kolację z Harrym?
- Trochę, ale i tak cię podrzucę, czy powiesz "tak", czy "nie".
- Głuptasie, przejdę się.
- Nie, i tak nie zdążyłem zadać ci jeszcze jednego pytania.
- Hm, okej.


Skleroza nie boli - powiadają. Co się odwlecze to nie uciecze - powiadają. A jednak kiedy Louis spytał jak zareagowałam na list ukryty razem z butami poczułam się zażenowania, że zapomniałam sprawdzić pudełka, pokiwałam głową i wydukałam pierwsze co przyszło mi na myśl, czyli: "To naprawdę uroczy list, dziękuję!". Ale szatyn zdążył poznać mnie na tyle dobrze, że od razu odparł: "Nie przeczytałaś go, prawda?", unosząc jedną brew. Na to tylko spuściłam głowę, zaśmiałam się sztywno i przyznałam mu rację. A teraz biegłam przez podwórko żeby już dostać się do swojego pokoju i móc sprawdzić co rzeczywiście było w owym liście, o którym się ówcześnie dowiedziałam.


Mullingar, 12.08.2014r.
Kochana Ash,
Z okazji urodzin chcemy Ci życzyć wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń i osiągnięcia celów życiowych, najlepszych studiów (ale czas, by życzyć Ci tego będziemy mieć za 12 miesięcy), cudownych przygód z nami i abyśmy się za rok spotkali! Abyś nigdy nie zapomniała o dwójce idiotów i pamiętaj, że w każdej chwili możesz dzwonić, pisać, PRZYJEŻDŻAĆ. Chcemy dla Ciebie jak najlepiej i pamiętaj by nigdy nie patrzeć w tył, zawsze się uśmiechać, a gdy życie daje ci cytryny, zrobić z nich lemoniadę, a potem sprzedać trzy razy drożej. Bardzo Cię kochamy i chętnie byśmy adoptowali, ale jesteś już lekko stara, księżniczko. Żartujemy, jesteś tu najmłodsza i ciesz się z tego jak najdłużej, korzystaj! Życzymy Ci jeszcze świetnych imprez do białego rana, wstawania o 14:00, szumu w głowie, a wszystko to dlatego, że się o Ciebie troszczymy, nie dlatego, że jesteśmy nieuprzejmi. Żyj na całego i nie patrz na innych. Bądź po prostu sobą i nie zmieniaj się ze względu na kogoś. 100 lat!!!
Harry i Louis xx

List od chłopców zdecydowanie się skończył, ale nie był to koniec tekstu. Pod spodem ktoś narysował linię, odgradzającą wpis od jeszcze jednego.

Korzystając z tak wspaniałego wynalazku jakim jest post scriptum, pozwól że dodam coś od siebie.

PS 1 dołączam się do życzeń, ponieważ ci dwaj śmierdziele nie chcieli mnie dopisać, kiedy dowiedziałem się, że sporządzili list
PS 2 prawdopodobnie zabiliby mnie, wiedząc, że czytałem coś, czego nie powinienem dotykać
PS 3 WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO JESZCZE RAZ!!!

Niall x

Zagryzłam wargi, w celu pohamowania uśmiechu. Mam najlepszych przyjaciół na świecie, przysięgam. Przebiegałam wzrokiem przez tekst już jakiś czwarty raz, kiedy mój telefon zawibrował.
Niall: Chyba o czymś zapomniałaś;)
W wiadomości załączone było kilka obrazków. Otworzyłam jeden z nich, a zobaczywszy, że to moje selfie, przerzuciłam na następny. Spojrzały na mnie dwie pary roześmianych, niebieskich tęczówek, w których grały iskierki. Ale tylko na jednych zatrzymałam swój wzrok. A potem przeniosłam go na potargane włosy, rumiane policzki, różowe usta, uwypuklone jabłko Adama, małe pieprzyki na szyi. Zdjęcie zrobione w aucie. Jednakże ile bym dała żeby teraz wyciągnąć Nialla z telefonu, potargać jego włosy jeszcze bardziej i ucałować oba poliki. Przewinęłam kilka następnych zdjęć z urodzin, aż moim oczom ukazał się obraz, gdzie stojąc na palcach przytulam się do Louisa. Uśmiechnęłam się. Gdy zobaczyłam kolejne, moje usta uformowały się w okrągłe "o", a brwi uniosły do góry. Zdjęcie przedstawiało mnie, śmiejącą się, z zaciśniętymi oczami, wokół których pojawiło się trochę zmarszczek. Byłam lekko zwrócona w stronę Liama, który w 80% był ucięty, i jedną ręką odgarniałam włosy z twarzy, a druga była zastygnięta w powietrzu. Przez chwilę na nie patrzyłam, a kiedy próbowałam odkryć następne, okazało się, że widziałam już wszystkie.
Ja: Dziekuje za pamiec x
i zastanawiam sie, skad masz ostatnie zdjecie
Niall: Nie zawsze czytam smsy, gdy wyglądam, jakbym to robił;D
Ja: Od teraz bede uwazala bardziej
Niall: ;)
Niall: Co jutro robisz?
Ja: Prawdopodobnie ide do kosciola z dziadkami
Niall: A potem?
Ja: Jestem wolna
Niall: Twój dziadek nie ma w ogrodzie zakopanej strzelby, prawda?
Ja: Wtf chlopaku
Niall: Tak tylko pytam na wypadek, gdybym chciał "przypadkowo" przekroczyć waszą furtkę ;)


***

- Hej, "nie spodziewałabym się" tu ciebie! - powiedziałam entuzjastycznie i o ton za głośno, gdy następnego popołudnia w progu drzwi ujrzałam Nialla. Nie, żebym na niego czekała. Z kuchni wyjrzała babcia.
- Dzień dobry - odezwał się do niej chłopak, kiwając głową. Zwrócił swój wzrok w moją stronę, ignorując świdrujące spojrzenie kobiety, prześwietlające go od góry do dołu. - Pomyślałem sobie, że może chciałabyś się przejść.
- Są smsy, mogłeś napisać. - Uniosłam jedną brew do góry, wykrzywiając usta w łobuzerskim uśmiechu, ponieważ wiedziałam, że babcia nie mogła tego zobaczyć. Jednak zanim chłopak mógł jakkolwiek zareagować, ona go wyprzedziła.
- Ashley, nie bądź niemiła! Niall, wchodź, rozgość się, tylko proszę, zdejmij buty, bo dopiero co Felix odebrał dywan z pralni.
- Myślałem raczej o... - urwał, zobaczywszy moją minę pod tytułem "nie ma co". - Z przyjemnością.

- Dawno tu nie byłem. - Zamknął za sobą drzwi.
- I za długo nie pobędziesz.
- Nie rozumiem.
- Okno. - Wsparłam jedną rękę na parapecie, a drugą złapałam za klamkę okna i przekręciłam ją o 90 stopni. Spojrzałam na chłopaka, którego mina mówiła tyle co: "O pani własnego losu, wariatko!" - Idziesz ze mną, czy zostajesz? Chciałeś się przejść, tak?
Chociaż wciąż patrzył na mnie z rozwartymi ustami, zrobił pierwszy krok do przodu, a wtedy ja po prostu wyszłam. Za chwilę oboje byliśmy na dworze.
- Dokąd idziemy?
- Niespodzianka.
- Moje urodziny skończyły się ponad 24 godziny temu.
- Więc po prostu przyjmijmy, że jestem nieuprzejmy i nie powiem ci dokąd cię zabieram.
- Zabierasz mnie? Myślałam, że tylko obok siebie idziemy.
- Już nie. - W jego głosie dało się słyszeć śmiech.
- Hm?
- Złap mnie! - Rzucił się do biegu.
- Żebyś wiedział, że to zrobię! - odkrzyknęłam i ruszyłam za nim.
W końcu byłam już tuż tuż, prawie dotykałam opuszkami palców jego koszulki na plecach. Prawie. Moja noga odbiła się o coś nierównego i dość niezgrabnie opadłam w dół.
- O Boże. - Zduszony głos zaświstał nad moim uchem.
- Ja pier-
Niall nie dał mi dokończyć dotykając palcem wskazującym moich ust i zabierając się za zdejmowanie mojego buta.
- Niall, nic mi nie jest.
- Sprawdzimy to. Możesz ruszać stopą?
Spróbowałam.
- Mogę, tylko się przewróciłam, wyluzuj.
- Hm, okej. - Założył mi buta z powrotem i zawiązał sznurówki w kształtną kokardkę, na widok której się zaśmiałam.
- Wstaniesz sama?
- Nic mi nie jest - powtórzyłam dobitniej. Wywróciłam oczami i stanęłam na równe nogi. Coś zaświstało mi w głowie. Przesunęłam się do niego znacznie i oparłam mu ręce na piersi.
- Mógłbyś coś dla mnie zrobić? - Spojrzałam niewinnie w niebieskie oczy.
- Mhmm - odrzekł przeciągle, wodząc wzrokiem po mojej twarzy. Chyba już chciał położyć ręce na moich biodrach, ale ja byłam szybsza.
- No więc przyjmij do świadomości że już cię złapałam, więc teraz twoja kolej - powiedziałam szybko i umknęłam mu, kiedy tylko uniósł brwi.
- Może przynajmniej chcesz wiedzieć, dokąd biec? - krzyknął.
- Przecież to niespodzianka!

Po pół godziny dziecinnego ganiania się, Niall w końcu zdradził mi, że chciał zabrać mnie na boisko, aby pograć w nogę, jednak opadłam z wszelkich sił. Dlatego wróciliśmy do jego domu i skończyliśmy na kanapie, grając w piłkę wirtualnie.
- Gdzieś ty się w ogóle nauczyła obsługiwać kontroler? Laski, które znam, umieją się posługiwać dobrze jedynie szczoteczką do tuszu. No i chyba całymi godzinami ćwiczą nawijanie włosów na palec wskazujący. Mam wtedy ochotę chwycić nożyczki i po prostu je uciąć gdzieś pośrodku.
- Najwyraźniej ja nie jestem jedną z owych lasek.
- Nie. Ty jesteś najfajniejszą laską, jaką znam. I żadnej nie lubiłem tak bardzo, jak ciebie.
- Zostawmy to niedopowiedzenie takim, wyjeżdżam za 9 dni - zareagowałam szybko, może zbyt szybko.
- Jak wolisz - odmruknął, wlepiając wzrok z powrotem w ekran telewizora, strzelając gola do mojej bramki. Wydał z siebie znudzone westchnięcie. - Nie chce mi się już grać.
- Mi też nie.
- Chcesz coś do picia?
- Hmm, a masz gorącą czekoladę?
- Jasne, że mam. Wracam za kilka minut, czuj się jak u siebie - oznajmił i wyszedł.
Zatrzymałam grę i usunęłam płytę z odtwarzacza. Po tym usiadłam wygodnie na kanapie, ale po minucie skończyłam z głową zwisającą w dół i nogami na oparciu. Tak łatwiej wyłączyć myślenie. Chcęzostaćchcęzostaćchcęzost- stop. O tak, trochę zwrotów głowy to dobry sposób, aby pozbyć się beznadziejnych pragnień i zejść na ziemię.
- Niezmiernie się cieszę, że się zadomowiłaś. - Na te słowa wróciłam do normalnej pozycji. Szybko przyszedł.
- Niall? 
- Hm?
- Możemy iść na górę? No wiesz, w poduszki...
- Jasne. - Widocznie był zaskoczony moim pytaniem, ale od razu uległ. - Ale zaczekaj. - Wyszedł z pokoju, a kiedy znów się pojawił, trzymał w ręku tacę. Postawił na niej nasze kubki. - Weź to, okej?
- Mhm.


Znaleźliśmy się na poddaszu. Chłopak zabrał laptopa, w celu puszczenia muzyki. Poza tym wziął ze sobą jakieś ciastka. Ale ja ani nie słuchałam wszechobecnych dźwięków, ani Nialla, ani nie miałam ochoty na słodycze. Jedynie siedziałam oparta o ścianę z w połowie opróżnionym kubkiem i patrzyłam na jego twarz, kiedy coś mówił.
- Moja dziewczyna wraca w przyszły piątek.
Nagle się ocknęłam
- Co? - Powoli przetworzyłam w głowie zasłyszane słowa. Czy on właśnie powiedział mi o jakiejś "swojej dziewczynie"?
- Daleko odleciałaś, Ash. Słuchałaś mnie w ogóle?
- Przepraszam. - Spuściłam wzrok. - Co z tą dziewczyną? - Upiłam łyk letniego już napoju.
- Nie ma żadnej dziewczyny. Chciałem ściągnąć twoją uwagę.
Nic nie powiedziałam. Czułam to gówniane ściskanie żołądka. Odchyliłam głowę do tyłu. Pod powiekami zapiekły mnie łzy.
- Co się dzieje? - Nagle znalazł się tuż obok mnie.
- Nic - skłamałam.
- Przecież widzę.
Widzisz? Także powinieneś również zobaczyć że nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje, ale nie chcę wyjeżdżać. I ci tego nie powiem.
- Muszę iść już do domu, dziękuję za czekoladę. - Odstawiłam naczynie na tacę, chociaż została tam jeszcze przynajmniej 1/3 płynu.
- Hej, hej, hej, nigdzie nie idziesz dopóki nie powiesz mi co się stało, albo co zrobiłem nie tak.
- Nic - nadal upierałam się przy swoim. A w zasadzie stało się dość dużo. - Muszę iść. - Podniosłam się, nie patrząc na niego przez ani sekundę.
- Ashley, nie uciekaj mi. - Niall również wstał i przyciągnął mnie do siebie.
Nie, nie, nie, nie. Nie rób tego. Przestań sprawiać, że Mullingar to jedyne miejsce, do którego czuję przynależność. Przestań sprawiać, że twoje ramiona to tak jakby moja mała ojczyzna. Ojczyzna, za którą poszłabym na wojnę i przelała krew. Dla której stałabym się patriotką bez żadnych skrupułów. To właśnie się stało.
Odsunęłam od siebie jego ręce. Uśmiechnęłam się słabo i po prostu wyszłam.
Owiało mnie chłodne powietrze. Zamknęłam oczy i porządnie się nim zaciągnęłam. Jednak po ich otworzeniu zorientowałam się, że to wcale nie jest podwórko Nialla, a jego taras. Wydałam z siebie zirytowane warknięcie i przysiadłam na końcu plastikowego leżaka. Siedziałam tak może 10 minut, a może 15, a może 100. Kto by tam wiedział. Jednak w końcu mi się to znudziło, a moja irytacja osiągnęła poziom maksimum i była wycelowana prościutko we mnie samą. Energicznie wyciągnęłam telefon z kieszeni.
Ja: Nadal tu jestem
Niall: Co?
Ja: W twoim domu
Niall: Jak to, gdzie?
Ja: Taras
- No wiec czemu jesteś zła? - zapytał pół minuty później, zatrzymując się nade mną.
- Nie jestem. Sęk w tym, że nie jestem.
- Chcesz o tym pogadać?
- Nie z tobą.
- Smuci mnie to, przyznaję - westchnął zrezygnowany. - Chcesz posiedzieć w ciszy?
- Chyba tak.
- Więc może jednak powinnaś zostać sama? Bo jak na razie na usta ciśnie mi się sporo rzeczy.
- Pomyślałam, że to nieuprzejme siedzieć w czyimś domu bez jego wiedzy.
Poza tym mam dość samotności, powinieneś to, kurwa, wiedzieć. Zaraz wybuchnę. Dosłownie wystrzelę w powietrze. Jestem nienormalna. Nosi mnie. Chce mi się płakać i nie wiem z jakiego powodu. Zacisnęłam zęby.
- Więc jak? - upewnił się.
- Niall, jestem bezradna, rozumiesz?! Cholernie bezradna z pustką w głowie i duszą na ramieniu.
Przysiadł się do mnie.
- Obawiam się, że dopóki nie powiesz mi jaka jest tego przyczyna, nie zrozumiem.
- Zagrajmy w grę. Tą z pytaniami. Ale udawajmy, że dzisiejszy dzień nigdy się nie wydarzył, okej? - powiedziałam szybko, nawet nie przejmując się tym, jak łatwo go spławiam.
- Ale ja zaczynam - zarządził.
Oparłam się plecami na leżaku i złożyłam ręce w koszyczek.
- Czego się boisz?
- Że któregoś dnia wszystkie złe charaktery z książek, które przeczytałam ożyją i będą chciały mnie zabić.
- Masz źle w głowie - zaśmiał się neutralnie.
- Poważnie. Jestem łatwym celem: męczę się po piętnastu minutach biegu.
- Dzisiaj wytrzymałaś pół godziny.
- A teraz mam ochotę położyć się plackiem na tych kafelkach, chociaż minęło już sporo czasu.
Znów się zaśmiał.
- Zrób to.
- Nie?
- Rzucam ci wyzwanie.
- Nie! - zaczęłam się śmiać. Nagle całe napięcie mnie opuściło i przestałam odczuwać irytację.
- Bo cię ściągnę... - Złapał mnie za łydkę.
- Niall! - Poleciałam na zimne płytki. Położyłam się płasko na ziemi. Poczułam na swoich udach ciężar. Z góry patrzyły na mnie niebieskawe oczy.
- Jesteś ładna.
- Hm, to jakiś dzień dobroci dla mizernych dziewczyn?
- Daj mi skończyć. Jesteś ładna i najchętniej wykorzystałbym cię tu i teraz, bo oprócz buźki masz też ciekawe wnętrze. Jednak tego nie zrobię, bo dostałem od twojej babci dość przejrzyste sygnały, co ona jest zdolna mi zrobić, jeśli tknę cię palcem. Najwyraźniej już jestem wpisany w niebieską kartę. No a poza tym te płytki są zimne i nie chcę, żebyś się przeziębiła.
Parsknęłam śmiechem. Niall wstał z moich kolan, ciągnąc mnie przy okazji do góry.
- Jesteś głupi.
- A ty ładna.
- Już to mówiłeś - przypomniałam, czując żar na policzkach.
- Tak, ale chcę, żebyś wiedziała.
- Mogę wreszcie zadać ci pytanie?
Kiwnął ręką, dając mi do zrozumienia, że jest gotowy.
- Dlaczego twoim ulubionym kolorem jest przezroczysty?
- Jesteś mądra. Pomyśl.
- Spytałam o to kiedyś Louisa. Odpowiedział, że to pewnie dlatego, że lubisz, kiedy dziewczyny zakładają ubrania w nim. Czyli tak jakby nic nie zakładają.
Niall prychnął.
- Uwierzyłaś mu?
- Gdybym to zrobiła, nie miałabym powodu aby zapytać.
- Kto w dzieciństwie czytał ci bajki?
- Hej, nadal mi nie odpowiedziałeś.
- Najpierw muszę wiedzieć.
- Tata.
- Okej. Lubisz książki, prawda?
- Lubię, ale wciąż przekraczasz limit swoich pytań.
- Ash, bądź przez chwilę cierpliwa. Przypomnij sobie teraz najbardziej wzorcową książkę na świecie. Najprostszą, a zarazem najgłębszą, kryjącą pod niemalże każdym słowem metaforę.
- Pieśń o Rolandzie? Hamlet?
- Skąd ty bierzesz pomysły...
- Może z lekcji angielskiego?
- Więc poszukaj trochę dalej.
- Niall, błagam.
Chłopak przez chwilę na mnie popatrzył, a potem pokiwał głową, godząc się na kompromis i idąc mi na rękę.
- "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".
Z moich ust wyrwało się ciche westchnięcie. Aczkolwiek było to najspokojniejsze westchnięcie w historii westchnięć.
- Jeśli miałabym wziąć pod uwagę wszystkie rzeczy, za które kiedykolwiek cię nienawidziłam... i wymienić jedną... to powiedziałbym, że nienawidzę cię właśnie za to zdanie. Za to jedno zdanie.

_____________________________________________________________________

Hejka! Już za kilka dni zaczynają mi się ferie, więc powinnam z lekka przyspieszyć.
Proszę, aby każdy, kto przeczytał rozdział - skomentował. Szczerze, a najlepiej aby zostawił po sobie coś więcej, niż tylko jedno słowo. Miłego dnia x

piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział trzydziesty drugi. 'Smakował jak kawa i jagody'

Kolejne kilka dni upłynęło całkiem spokojnie. Nie wychodziłam nigdzie po pracy, ani przed nią, nawet nie miałam na to czasu. Wynagradzały mi to codzienne spotkania z Lou. Czasami wpadał też Harry. Ogólnie musiałam odłożyć wakacje na bok i stać się punktualna, lecz akurat to mi nie przeszkadzało, ponieważ już wkrótce miałam iść do drugiej klasy szkoły średniej, a niedługo potem - na studia, co wymagało ode mnie swego rodzaju odpowiedzialności.
Kiedy obudziłam się tego ranka, nie poczułam nic szczególnego. Nie pałałam entuzjazmem, moje urodziny już od dawna nie były dla nikogo ważne, a na mnie nie robiły wrażenia. Co roku mama klepała obojętne "wszystkiego najlepszego", po czym następował zazwyczaj telefon od dziadków. W szkole słyszałam to samo beznamiętne zdanie od kilku osób, które nie starały się nawet udawać, że ich to obchodzi, jednak były tymi, którzy muszą zachować klasę w każdej sytuacji. Nie czekałam na urodziny. Bo czemu miałabym czekać?
Wyjrzałam przez okno. Pogoda była po prostu nijaka. Wygrzebałam z dna szafy ciemne jeansy, biały T-shirt oraz grafitową bluzę. Zostawiłam włosy rozpuszczone, ale w razie co wsunęłam na nadgarstek gumkę. Nie tracąc czasu na śniadanie, pożegnałam się z babcią, założyłam białe buty i opuściłam dom.

- Cześć, Lou - przywitałam się z chłopakiem.
- Hej księżniczko. Chciałbym ci życzyć wszystkiego, co w życiu najlepsze: dużo szczęścia i zdrowia i pewności siebie. I żebyś zawsze była uśmiechnięta!
- Aw, dziękuję. - Przytuliłam się do niego. - A teraz przepraszam, ale muszę założyć mój fartuszek.
- Jasne, proszę - odparł, zdejmując uniform z wieszaka i mi go podając.


Minęło może trochę ponad godzinę, kiedy do lokalu wszedł wysoki chłopak, skręcając na zaplecze, a ja zorientowałam się, że to Niall. Było to troszkę dziwne, lecz nadal kontynuowałam wycieranie stolika, na który jakieś dziecko wylało colę. Po chwili blondyn znów się ukazał. Tym razem poszedł do mnie zdecydowanym krokiem.
- Chodź - powiedział po prostu.
- C-co? Mam pracę.
- Nie, dzisiaj masz wolne, wszystko już załatwione. - Chodź. - Wyciągnął do mnie dłoń.
Kiedy tak stałam, zwyczajnie patrząc się na jego knykcie, jego ręka poruszyła się, ciągnąc za moją i prowadząc mnie do baru. Posadził mnie na jednym z wysokich krzeseł, wyjął z dłoni szmatkę; okręcając mnie, zdjął fartuszek, po czym położył wszystko na blacie i kiwnął głową w stronę mojego szefa.
- Dzięki Lloyd. - Spojrzał na mnie, założył mi pasmo włosów za ucho i delikatnie pociągnął mnie do wyjścia.
Przy drzwiach obejrzałam się przez ramię na mojego pracodawcę, ale on tylko ciepło się uśmiechał. Kątem oka dostrzegłam też Lou, który właśnie pojawił się przy jednym ze stolików i wydawał się być usatysfakcjonowany. O co do cholery chodziło?
- Więęęc... Dokąd idziemy?
- Na spacer, przed siebie, tak po prostu. Jak ci mija dzień? - spytał, wyplątując swoje palce z moich i obejmując mnie w pasie.
- Poważnie? Ledwo zdążyłam się obudzić, ubrać i przyjść do pracy. A od rana jest raczej mało klientów.
- Jadłaś? - Spojrzał na mnie podstępnie.
- Nasłała cię moja babcia czy jak?
- Po prostu jeżeli nie, to cię gdzieś zabiorę. - Zaśmiał się.
- Niall, nie chcę sprawiać kłopotu.
- Hej, to ja cię wyciągnąłem i to ja rzucam propozycję, więc łap okazję póki jest.
- No dobra.
- Więc, gdzie chcesz iść?
- Mrożony jogurt?
- Brzmi dobrze, ale jak na drugie danie.
- Um.. Nie wiem, teraz twoja kolej.
- Hm... Może chodźmy po prostu do piekarni? Kupimy coś dobrego i pójdziemy dalej.
- Dobry pomysł. - Uśmiechnęłam się.


Kilkanaście minut później wyszliśmy z piekarni z długą bagietką, przełamaną na pół, a każde z nas dzierżyło po połowie. Poza tym Niall niósł w ręku papierową torbę z jagodziankami, ponieważ uznał, że jem za mało i czas to zmienić.
- Zapomnij! - Odwróciłam twarz od Nialla, kiedy starał się wepchnąć mi kawałek słodkiej bułki do buzi.
- Jeżeli tego nie zjesz, rozsmaruję ci jagody na policzku.
- A wtedy ja przykleję swój policzek do twojego.
Niall spojrzał na jagodziankę.
- OMG, mam nadzieję, że dosypują tam klej w proszku.
- Niall! - Zaczęłam się śmiać, a wtedy poczułam, jak chłopak pakuje mi do ust bułkę.
- Jysts nymyzlywy - wybełkotałam, przeżuwając.
Chyba zrozumiał, bo tylko wzruszył ramionami i skończył za mnie w 5 sekund.
Znaleźliśmy się w pobliżu Wh@.
- Zaczekaj tu.
Wrócił z dwoma papierowymi kubkami w dłoniach.
- Proszę. - Wręczył mi jeden z nich.
- Dzięki. - Upiłam łyka. - O nie, jaka mocna, ew. - Odkryłam wieczko, by zajrzeć do środka i zobaczyć ciemną ciecz, o silnym aromacie.
- Oj, miało być odwrotnie, nie ten kubek - zaśmiał się Niall, zamieniając pojemniki.
Znów wzięłam łyk.
- Mm, herbata. Tego było mi trzeba, zrobiło się jakoś chłodniej.
- Racja. Hej, niedaleko jest fajne miejsce, chcesz się przejść?
- A mam jakiś wybór? Prowadź.


***

Szliśmy raczej zamyśleni, ale panująca cisza była komfortowa.
- Masz jakieś marzenia? - zapytałam nagle, nawet nie wiem dlaczego.
- Staram się nie fantazjować, ponieważ nigdy nie dostaję tego, czego bym chciał. Dlatego biorę to, co daje mi los. Ale ostatnimi czasy... Zdarza mi się marzyć o tym, żeby pewna kobieta.. um, żeby moja mama mnie kochała. Żeby mi ufała. Nigdy nie mieliśmy zbyt dobrych stosunków, ale po przemyśleniu paru rzeczy doszedłem do wniosku, jak pusty byłby bez niej mój świat. No wiesz, należy jej się szacunek, bo w końcu to ona nauczyła mnie żyć. Dzięki niej stanąłem na nogach i poszedłem do przodu, po szczęście. Chcę, żeby widziała, że umiem z tego korzystać.
- Niall, przecież twoja mama na pewno cię kocha, jesteś jej synem.
Chłopak nie odpowiedział. Uśmiechnął się pod nosem, jednak nie spojrzał mi w oczy. Odniosłam wrażenie, jakby chciał mi o czymś powiedzieć, lecz nie miał na to odwagi. Coś leżało mu na sercu, o czymś rozmyślał. Ale ja nie chciałam na niego naciskać, ponieważ wiem, jak to jest.
- To tu - wymamrotał kilkadziesiąt sekund później.
- Hm?
- To jest to miejsce.
Staliśmy na środku mostu, a po obu stronach, wolnym tempem płynęła rzeka. Niedaleko był las.
Niespodziewanie Niall znalazł się naprzeciwko mnie.
- O czym marzysz, Ash?
- O spokoju - odparłam, patrząc się na jego klatkę piersiową. - O tym, żeby było dobrze. W pełni dobrze. Żeby ludzie się nie kłócili. Żeby każdy potrafił docenić to, co ma. Żeby nie było wojen, głodu, chorób... Nie wiem o czym jeszcze.
- Mówisz tak, jakbyś kandydowała na miss świata - zaśmiał się neutralnie.
- Taka po prostu jestem - westchnęłam.
- "Spokój", to dość szerokie pojęcie. A gdybyś miała być egoistką choć na chwilę?
- Chciałabym... Chciałabym, aby te wakacje trwały wiecznie, bo Mullingar to jedyne miejsce, gdzie czuję się potrzebna. Może jest to tylko wrażenie, ale po prostu... Dobrze mi tu. - Uniosłam głowę, aby spojrzeć chłopakowi w oczy. Chwilę staliśmy w ciszy.
- Ashley... Ufasz mi?
Na początku nie zareagowałam, ale chwilę potem powoli pokiwałam głową. Poczułam ręce na moich bokach, a za sekundę oderwałam się od podłoża. Niall posadził mnie na murku, który robił za barierkę. Nawet nie obejrzałam się za siebie. Ufałam mu. Stanął pomiędzy moimi nogami, a dłonie ulokował na moich udach. Nasze oczy były praktycznie na tym samym poziomie, jednak jego głowa zadarta była leciutko do góry. Nasze nosy się zetknęły. Zamknęłam oczy, ponieważ ginęłam pod spojrzeniem jego niebieskich tęczówek. Poczułam, jak na moich ustach pojawiają się inne. Przez pierwsze trzy sekundy Niall nic z tym nie robił, jednak już za chwilę jego wargi musnęły moje raz, a potem drugi raz. Przeniósł ręce na moje plecy, ciasno mnie obejmując, a ja wplątałam palce w jego włosy, całując go w tym samym rytmie, co on mnie. Smakował jak kawa i jagody. Krew szumiała mi w uszach, a może to była tylko rzeka. Chociaż na dworze było chłodno, w przeciągu sekundy zrobiło się gorąco. Nie mam pojęcia jak zapamiętałam tyle szczegółów. Czułam, jak nasze zęby się o siebie ścierają co jakiś czas, jak języki czasami się gubią, rzęsy niespokojnie wachlują, ręce na moment zatrzymują. Kiedy Niall się ode mnie odsunął, moją twarz owiał nierówny, urywany oddech. Niall znów postawił mnie na nogi. Otworzyłam oczy i zsunęłam ręce z jego włosów na szyję. Uśmiechnął się. Oddałam gest.
- Wszystkiego najlepszego.
Nie odpowiedziałam, jedynie uśmiechnęłam się szerzej i schowałam twarz w jego koszulce.
- To nasz pierwszy prawdziwy pocałunek - powiedział Niall w moje włosy. Uniosłam głowę z powrotem, a moje brwi powędrowały w kierunku linii włosów.
- Racja - przyznałam, po chwili namysłu. W tej chwili miałam ochotę się rozpłakać, bo to co przed chwilą się wydarzyło, było przyzwoleniem na to, bym mogła czuć się tu jak w domu, a nawet lepiej niż w domu, a może ja po prostu znalazłam nowy, lepszy dom. Dom, w którym ktoś się o mnie troszczył, w którym każdy o mnie pamiętał, w którym wreszcie poczułam się na miejscu, poczułam się doceniona i jak najbardziej potrzebna. - Myślisz o takich rzeczach? - spytałam po chwili.
- Nie.
Westchnęłam. To było dość sprzeczne, ale tyko z powrotem przytuliłam twarz do jego klatki piersiowej.
- Tylko kiedy jestem przy tobie - wyszeptał.


***

Niall przez cały dzień ciągał mnie w różne miejsca w Mullingar. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa, lecz bawiłam się tak znakomicie, iż nie chciałam zatrzymywać się już nigdy; mogłabym po prostu tak chodzić z ręką tego chłopaka oplecioną wokół mnie.
- Czemu nigdy nie mówisz do mnie "Ley"?
- Ponieważ dla mnie od zawsze byłaś "Ashley" albo "Ash" i tak już pozostanie. Poza tym to brzmi lepiej.
- Nie, nieprawda, brzmi jak jakiś pseudonim sceniczny.
Chłopak zmarszczył brwi, a w jego oczach dało się zauważyć śmiech.
- Nie patrz tak na mnie!
- Przecież różne dziewczyny mają tak na imię. Aktorki, piosenka-
- Właśnie o to chodzi.
- Hej, dla mnie nigdy nie będziesz "kimś kto ma sławne imię" czy coś w tym stylu. Dla mnie już zawsze będziesz kłótliwą małą Ash z niewyparzonym językiem i dużymi, ładnymi oczami.
Moje serce podskoczyło, a ja stanęłam w miejscu.
- Coś się stało?
- Uh, nie. - Wypuściłam powietrze. Po prostu nigdy nie usłyszałam od nikogo, że mam ładne oczy. Przez moment nic nie mówiłam. - Są niebieskie. Ale nie są takie jak twoje... Ani Lou ani nawet mojej babci. Są nijakie.
- Powiedziałbym, że przez większość czasu są po prostu zbyt smutne. - Przymrużył rzęsy. - Zabiorę cię jeszcze w jedno miejsce. W zasadzie dwa. Chodź.

- To ja poczekam na zewnątrz a ty idź, śmiało - oznajmiłam, kiedy blondyn usiłował wciągnąć mnie do sklepu z sukienkami.
- Zapomnij o tym, kochanie.

Przestań. Mi. To. Robić. Bo. Robisz. To. Cały. Dzień. Słyszę. Od. Ciebie. Słowa. Przez. Które. Kołuje. Mi. Się. W. Głowie. Niall.

- Sukienki naprawdę źle mi się kojarzą. - W momencie kiedy to powiedziałam, zorientowałam się, że jakimś cudem znalazłam się już w sklepie.

- Ale to tylko kawałek materiału, który po prostu nie przylega, co w tym takiego?
Zawahałam się nad odpowiedzią, jednak chwilę potem wydusiłam z siebie pierwsze słowa.
- Raz Lou zabrał mnie na twoją imprezę... Wcześniej specjalnie zaciągnął mnie razem z Harrym na zakupy i namówili na sukienkę. Chyba wiesz jak skończyła się owa impreza. - Zagryzłam wargi.
Niall westchnął.
- Nie możesz całe życie do tego wracać. Co z balem maturalnym? Jakimiś imprezami? Ślub?
- Nie.
- Ash-
- Nie, Niall. Wyzbyłam się nienawiści do ciebie i się z tego cieszę, ale sukienki to nie moja rzecz. - Odwróciłam się by wyjść. - A jak chcesz, to podziwiaj w nich inne dziewczyny - mruknęłam jeszcze na odchodnym.
Kiedy znajdowałam się kilka kroków w za drzwiami, poczułam jak ktoś praktycznie depcze mi po piętach. Gwałtownie się odwróciłam i spojrzałam w niezwykle niebieskie oczy. Zagrały w nich iskierki, zobaczyłam jak blondyn zagryza wnętrze policzka.
- Hm? - burknęłam.
- Złościsz się - stwierdził krótko. - Nie wiem o co.
- Przepraszam. Po prostu.. Po prostu: nie.
- No dobra, więc chodźmy do innego sklepu. Ale tym razem nie przyjmuję odmowy.
- Naprawdę nie chcę, abyś mi cokolwiek kupował Niall.
- Ale ja chcę. - Wzruszył ramionami.
Przez sekundę zastanawiałam się jak ubrać w słowa pytanie, które chodziło mi po głowie.
- Dlaczego to dla mnie robisz?
- Bo masz dzisiaj urodziny, a ja chcę dać ci jakiś prezent.
- Nie to. Dlaczego od jakiegoś czasu sprawiasz wrażenie, jakbyś się mną opiekował? Czemu w ogóle się mną przejmujesz?
- Ponieważ na to zasługujesz.


***

Niall zmusił mnie do przymierzenia kilku niebieskich bluzek.
- Co jest z tym niebieskim, bo nie rozumiem. Czy on jest najbardziej zbliżony do przezroczystego?
- Nah, uznałaś, że twoje oczy są "nijakie".
- Co z tego?
- Niebieski podkreśla niebieski. Wiesz, to działa jakoś tak jak "plus do plusa, minus do uziemienia".
- Co w takim razie jest minusem do uziemienia?
Chłopak nie odpowiadał przez jakiś czas. Zamiast tego zdjął z wieszaka kolejną bluzkę w kolorze niezapominajek i mi ją wręczył, po czym popchnął mnie w kierunku przymierzalni.
Kiedy byłam w trakcie zakładania koszulki, usłyszałam nagle ciche mamrotanie tuż za zasłonką.
- Jesteś moim uziemieniem, potrafisz ściągnąć mnie na ziemię, a zarazem sprawić, że odlatuję dalej niż ktokolwiek, kiedykolwiek.
Szybko opuściłam niebieski materiał w dół mojego brzucha i szarpnęłam za zasłonę. Stałam bardzo blisko Nialla. Był uśmiechnięty, jego oczy prześledziły mnie od góry do dołu.
- Idealnie. Bierzemy - zakomunikował, odwrócił mnie plecami, urwał metkę i poszedł z nią w kierunku kas, szukając po kieszeniach portfela. - A i jeszcze coś.- Odwrócił się na pięcie.
- Hm?
- Nie zdejmuj. - Puścił mi oczko, znowu zwrócił się w drugą stronę i chwilę potem zniknął z zasięgu mojego wzroku.

Kiedy już mieliśmy wychodzić, zauważyłam coś ciekawiącego i tym razem to ja przejęłam inicjatywę. Nie mówiąc ani słowa, pociągnęłam za sobą chłopaka do sklepu tuż przy wyjściu z galerii.
Skierowałam się do upatrzonego sektoru, wyjęłam dwa na oko dobre T-shirty i podałam je chłopakowi.
- Przymierz. - Uniosłam przekutą brew do góry i posłałam mu uśmiech.
- Niebieska.
- Owszem, niebieska.
- Trochę różni się kolorem od twojej.
- Co z tego, jest zbliżona, przymierzaj już, a nie tyle gadasz.
- Oczywiście, proszę pani.

- W tej wyglądasz świetnie.
- Jesteś tego pewna? - Poruszył brwiami.
- Jestem, a teraz daj mi metkę albo chodź ze mną do kasy.
- O nie, nie, nie, nie - powiedział ciągiem. - Ty tu jesteś od wyglądania ładnie.
- To trochę jak dyskryminacja.
- Nie pozwolę ci za to zapłacić.
- Więc pozwolę sobie sama. - Wysunęłam w jego stronę dłoń złożoną w łódkę.
- Nie.
- Kiedy masz urodziny? - Uniosłam brew do góry.
- Um, zgaduj.
- Listopad.
- Jak możesz być tak ograniczona! - prychnął.
- Styczeń. Albo luty.
- Jestem starszy od ciebie o rok, miesiąc i dzień. - Oparł się o ścianę przebieralni i przechylił głowę w lewo.
- Trzynasty września.
Skinął głową.
- We wrześniu już mnie tu nie będzie. Kupię ci na urodziny, no daj.
- Ile ta koszulka w ogóle kosztuje?
- Mało, a teraz daj. - Kiedy chłopak nic nie mówił, jedynie patrzył, przestąpiłam zniecierpliwiona z nogi na nogę. - Tam jest jeszcze dużo takich bluzek, przynajmniej dziesięć i każda ma kod.
Blondyn pokręcił głową.
- Nie chcę na to patrzeć. - Zdjął T-shirt przez głowę i mi podał. Wiedząc, że dopięłam swego, posłałam mu uśmiech zwycięzcy. - Jesteś strasznie uparta.
- Lubisz to - rzuciłam od niechcenia i poszłam ku kasom.


***

- Teraz nie możesz patrzeć.
- Nie bądź takiiii - powiedziałam wsiadając do auta chłopaka, kiedy byliśmy pod jego domem.
- Zero. - Wyciągnął swoje długie ramię i sięgnął do tyłu po bluzkę, którą miał na sobie rano. - Przewiąż nią oczy.
- Chcę patrzeć.
Chłopak westchnął. Wyciągnął z kieszeni telefon i mi go podał. Spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- Możesz przeglądać co tylko chcesz: zdjęcia, smsy, Facebooka, ale po prostu nie patrz na boki, okej?
- Jasne. Na pewno mogę?
- Przecież ci pozwalam.
- Okej - powiedziałam lekko zażenowania i przyjęłam od niego telefon.

Jechaliśmy już jakiś czas, a ja zdążyłam obejrzeć wszystkie obrazki w galerii Nialla. W następstwie włączyłam aparat i zaczęłam przymierzać się do zdjęcia. A ja nigdy nie robię sobie selfies. Kiedy zrobiłam już jedno, a Niall akurat stanął na światłach, zawołałam jego imię. Odwrócił się, zupełnie nie spodziewając się zdjęcia. Jednak kiedy zobaczył, co robię, uśmiechnął się ciepło i wtedy nacisnęłam przycisk. Chłopak ruszył.
- Mogę je sobie wysłać? - zapytałam.
- Jasne.
Weszłam w aplikację wiadomości i zaczęłam szukać naszych rozmów. I wtem na ekranie pojawiła się nowa wiadomość. Przeczytałam ją zupełnie odruchowo.


Mama: Wyjeżdżamy z ojcem na tydzień, zaopiekuj się sobą i nie rozwal domu.

- Um, Niall..?
- Taaak?
- Twoja mama napisała.
Chłopak wypuścił z siebie powietrze.
- Co pisze?
- Twoi rodzice wyjeżdżają.
- Jakby to było coś nienaturalnego - prychnął.
Postanowiłam nie odpowiadać. To mogłoby pogorszyć sytuację, a wiem, że ludzie nie potrzebują współczucia, ale ciszy. Tej ciszy, w której dwie dusze się jednoczą i rozumieją bez słów. On chciał tylko trochę zainteresowania z jej strony... Trochę matczynego ciepła...
Niall utkwił wzrok w drodze przed nami, a ja starałam się nie rozglądać zbytnio, bo obiecałam, że nie będę patrzeć.
I nagle usłyszałam coś dziwnego:
- Przytuliłem cię wtedy...
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Gdy Louis i Harry zabrali cię na moją imprezę, James i Hough zaciągnęli cię w szczelinę pomiędzy budynkami i to wszystko, no wiesz.
Spojrzałam w dół na przybrudzone czubki moich butów.
- Czemu wyciągasz stare sprawy na wierzch?
- Bo już tak dłużej nie mogę. Chcę, żebyś wiedziała.
- Co wiedziała?
- Nakrzyczałaś na mnie i wyszłaś. Poszedłem za tobą. Bo mój instynkt z jakiegoś powodu nie dawał mi spokoju, chociaż to był czas, gdy jeszcze mnie irytowałaś. Po drodze cię zgubiłem aż w końcu odwidziało mi się bezkresne błąkanie po mieście. A nie chciałem wracać do domu, gdzie huczało od głośnej muzyki i okrzyków. I śmiesznym trafem rzuciło mnie akurat w tamto miejsce. Tam działo się to całe gówno. Narkotyki. Samo to słowo przypomina mi o tym cholernym okresie do którego nigdy więcej nie chcę powracać. Nie byłem uzależniony, ale wiele wysiłku wymagało wyrzeknięcie się tego. Mówię ci to, bo na każdym ciąży jakiś ciężar, a ja naprawdę nie mam komu tego powiedzieć. A ty jesteś taka delikatna i dobra... Nie wiem.
- To miłe. - Uśmiechnęłam się, cały czas patrząc w dół.
- Dobra, a teraz zamknij oczy, bo jeszcze dwie minuty i będziemy na miejscu.
Wykonałam jego polecenie. I rzeczywiście, już za chwilę Niall pozwolił mi wyjść z auta, ale zakrył moje oczy dłonią, a chwilę później poczułam, że na mojej twarzy ląduje materiał.
- Musiałeś? - zaśmiałam się.
- Yup.


Niall złapał mnie za rękę. Chwila! To nie był on! Ręce Nialla są większe... Ktoś inny wsunął swoje palce między moje z drugiej strony i to też nie był Niall. Jego dłonie są mniejsze... Pierwsza moja myśl brzmiała: "Co jeśli to są ci faceci, o których wspominał chłopak gdy jechaliśmy?" ale potem uświadomiłam sobie, że przecież to blondyn mnie tu przywiózł, a on nigdy by tego mi nie zrobił, nawet jakieś 5 lat temu, oraz fakt, że już kiedyś trzymałam tą mniejszą dłoń. Tak, jestem bardzo drobiazgowa.
- Louis? - Potarłam kciukiem knykcie chłopaka. - A skoro Louis to... Harry? Harry, to ty? - Ścisnęłam większą rękę. - Mogę już pozbyć się tego czegoś co mam na głowie? Haloo, czemu odpowiada mi cisza? - Przestąpiłam z nogi na nogę.
Usłyszałam nieopodal tłumiony chichot, po czym jakiś cienki głos wypowiedział "trzy, dwa.. już". Nagle koszulka zawiązania na moich oczach zniknęła, a do moich uszu dotarł krzyk:
- Wszystkiego najlepszego!
Znam to podwórko. Posiadłość Stylesa. Wciąż oszołomiona próbowałam zarejestrować każdy szczegół.
Najpierw przytulający mnie Harry i Louis. Potem otwierający szampana Stephen. Klaszczący i śmiejący się głośno Liam. Podrzucający tekturową czapeczkę w kształcie stożka Zayn, z urodzinową trąbką między zębami. Victoria, trzymająca jakieś pudło, a tuż obok niej Danielle. Obie bardzo szeroko się uśmiechały. A na końcu Niall, z lekko wygiętymi kącikami ust, które gdy tylko na nie spojrzałam ułożyły się w słodkie, nieme "wszystkiego najlepszego". Mimo że miał na sobie niebieską koszulkę, to i tak największą działkę mojej uwagi dostały jego oczy. Uśmiechnęłam się ciepło, po czym z powrotem spojrzałam na całą grupę.
- Dziękuję wam tak bardzo! - krzyknęłam i rozłożyłam ramiona, będąc świadomą, że są one zbyt krótkie, by pomieścić w nich wszystkich i prawdopodobnie zostanę zgnieciona - co doszło do skutku.
Zostałam obrzucona życzeniami urodzinowymi, a już za chwilę w moje ręce trafiło pudełko, które dziewczyny trzymały. Poczęłam rozwijać papier.
- Jak możesz tak dokładnie i cierpliwie odklejać każdy kolejny kawałek taśmy, rozerwij to w końcu! - Usłyszałam głos Stephena.
- To są moje urodziny, więc ty musisz na to wszystko patrzeć braciszku. - Posłałam mu w powietrzu buziaka. Jeszcze kilka ruchów i... - Gotowe. - Odłożyłam papier na bok. Odkryłam wieczko. Moim oczom ukazały się śliczne fioletowe martensy. - O mój Boże, piękne! - Krzyknęłam. - Ale one musiały kosztować fortunę. - Spojrzałam na nich niepewnie.
- Hej, jest nas dość sporo, poza tym stać nas jeszcze żeby kupić ci coś fajnego - zaśmiał się Liam. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i wróciłam wzrokiem do mojego prezentu.
- Dziękuję waaam - przeciągnęłam i zaczęłam zdejmować trampki tylko po to, żeby przymierzyć nowe buty.

Kiedy wciągnęłam jednego na nogę, wstałam z ziemi.
- Skąd w ogóle wiedzieliście?
- Byliśmy razem na zakupach, więc znam twój rozmiar buta. - Mój kuzyn wzruszył ramionami.
- Poza tym kiedy bawiłem się twoimi rzeczami, natrafiłem na wiele ciekawych danych. - Louis poruszył zabawnie brwiami, a gdy trąciłam go łokciem, szeroko się uśmiechnął i przyciągnął mnie do swojego boku.
- Jak byliśmy nad wodą, wyłowiłaś but - zaśmiał się Zayn.
- I powiedziałaś coś jak: "Teraz pora na nową parę creepersów dla mnie" - kontynuował Niall. - A twoim ulubionym kolorem jest fioletowy. Tak na marginesie, próbowałem ich przekonać, żeby zamówili martensy w kolorze moich oczu, ale zostałem przegłosowany. - Chłopak udawał oburzonego, chociaż już za chwilę znów się uśmiechnął.
- I ogólnie jesteś taka "zbuntowana" i lubisz buty, zwłaszcza masywne, więc oto i twój prezent! - powiedział Harry.
- Ale tylko my z całej ekipy mamy tu gust - pokwitowała Danielle, unosząc jedną brew do góry i przybijając z Tori piątkę.
- To chore, rozumiesz, że ściągnęli mnie tu z drugiego końca kraju? Dobra, to mała przesada, ale uznajmy, że tak było. Jednak czego nie robi się dla ukochanej małolaty, ach.
Pokręciłam głową. Kochałam tych ludzi. Wiedzieli o mnie tak dużo, a ja nie musiałam nawet zbyt wiele im mówić.
- Hej, chyba nie będziemy tak stać? Ognisko czeka! - zakomunikował Lou.
- Ogni-co? - powtórzyłam.
- Nie wmówisz żadnemu z nas, że nigdy nie byłaś na ognisku.
Pokręciłam głową. Moje oczy były szeroko roztwarte. Cieszyłam się jak dziecko. A to tylko trochę drewna i ogień.
- Żartujesz?
- Nie, naprawdę.
- To dość dziwne - skwitował Liam. - Trzeba to nadrobić!


Siedzieliśmy wokół ognia już około godziny, co było dla mnie prawdziwą frajdą, lecz w końcu zdecydowaliśmy, że czas przenieść się do stołu.
- Hej Zayn, a co z Mary? Nie zabrałeś jej ze sobą? - spytałam chłopaka, podczas gdy inni byli zajęci rozmową o jakimś koncercie. Wydawało mi się, że jeszcze tylko Niall zwrócił się w naszą stronę i zaczął czekać na relację Zayna.
- Um.. Jakby to powiedzieć.. Dość dobitnie dała mi do zrozumienia, że nie chce się ze mną spotykać.
- Przykro mi - zmieszałam się.
- Ale ty nadal masz u niej szanse.
Zmrużyłam oczy.
- Nie rozumiem.
- Okazała się być lesbijką. Nie mam pojęcia czemu wtedy się ze mną umówiła, ale kiedy odwiozłem ją do domu, zakomunikowała, że nie interesuje się chłopcami i że o wiele bardziej wolałaby robić różne rzeczy z tobą.
Na słowa chłopaka wytrzeszczyłam oczy.
- Nie chcę wiedzieć niczego więcej. Nawet przecinka.
Niall zaczął śmiać się pod nosem.
- Nigdy więcej nas nie podsłuchuj - warknął na niego Zayn, jednak jego oczy się śmiały, a za chwilę rozciągnął usta w uśmiechu.
- Dlaczego miałbym tego nie robić? - Blondyn uniósł brew do góry.
- Ponieważ zdradzam właśnie Ashley poważne sekrety. Wiesz, chwila prawdy zanim ostatecznie zdecydujemy się na ślub.
- Nie pozwolę ci się z nią ożenić. - Niall znów się zaśmiał.
- Bo?
- Bo zniszczysz ją doszczętnie - odpowiedział po krótkim zawahaniu. Czyżby miał coś jeszcze na końcu języka?
- Powiedz to wprost Horan - wyszydził go Zayn i począł się śmiać.
Poczułam jak wokół moich pleców owija się ręka. Dostałam gęsiej skórki na karku.
- Bo jeśli tylko jej dotkniesz, powybijam ci wszystkie palce i połamię ręce - odparł jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, po czym wytknął do mulata język.
Poczułam, jak moje policzki oblewają się różem. I tak, poczułam odprężenie. I dziwne ciepło. Wygodniej usadowiłam się przy boku Nialla. A potem zorientowałam się, że oczy Lou zwrócone są w naszą stronę. Mrugnął do mnie i delikatnie, wręcz niezauważalnie skinął głową.


Kiedy zeszło piwo, Harry począł pytać kto chce drinka.
- Ash?
- Hej, powoli, jestem dzisiaj za nią odpowiedzialny, jej babcia ukręci mi głowę, a potem odłoży na swoje miejsce, by móc to zrobić ponownie - wyrzucił z siebie Niall.
- Spokojnie, nie jest aż taka groźna. Chcę jednego.
Loczek napełnił moją szklankę wódką i sokiem. To samo zrobił z naczyniem Danielle, Tori, Zayna i swoim, ponieważ nikt inny nie chciał. Pociągnęłam łyk, po czym wstałam ze swojego miejsca, słysząc, że mój telefon dzwoni. Chcąc uniknąć hałasu powodowanego przez muzykę i rozmowy, skierowałam się do domu i dopiero tam odebrałam. Była to babcia - pytała czy wszystko w porządku oraz czy ma czekać na mój powrót. Powiedziałam jej o ognisku oraz zakomunikowałam, że może spokojnie iść spać, a zarazem uspokoiłam ją, że nie wrócę późno. Kiedy się rozłączyłam, skierowałam się ku łazience.
Już miałam wychodzić, kiedy zauważyłam w rogu wagę. Wysunęłam przedmiot odrobinę, po czym na niego weszłam. Moim oczom ukazały się liczby 4 i 9. 49 kilogramów! 49! Wpadłam w zachwyt. To więcej niż ostatnio. Kiedy trafiłam do szpitala ważyłam tylko 38 kilogramów. Musiałam przytyć przynajmniej 9. A od czasu, gdy w końcu mnie wypuścili, moja waga cały czas się utrzymywała, nawet, kiedy starałam się choć odrobinę przybrać. Uśmiechnęłam się. Nie jest źle. Nie wrócę do anoreksji. 
Odstawiłam wagę na jej pierwotne miejsce, otworzyłam drzwi i wpadłam na Lou. Uśmiechnęłam się do niego ciepło - być może z lekka była to sprawka alkoholu.
- Pogadamy? - Oddał uśmiech.
- Jasne. Wolisz tutaj czy na zewnątrz?
- Tu. Chodźmy do kuchni.
Nie zapalając światła, usiedliśmy w półmroku, a przez chwilę panowała cisza.
- Niall to dobry chłopak - powiedział szatyn.
- Do czego zmierzasz..?
- Uważaj na niego, dobrze?
- Um, co? - spytałam zdezorientowana.
- Po prostu... Całe życie się kłóciliście i nagle coś pomiędzy wami jest.. Nie jestem ekspertem, ale to chyba nie zdarza się za często.
- Louis, po pierwsze: wiem na czym stoję, a te wszystkie kłótnie były efektem niedomówień. Poza tym, czy coś pomiędzy nami jest?
- Nie zrobisz ze mnie głupca, Ley.
- Nie próbuję. Sama się chwilami zastanawiam.
- ...Podoba ci się?
- Nie mogę ci tego powiedzieć.
- Czemu?
- Bo jeśli powiem że tak, istnieje możliwość, że spytasz co lubię w nim najbardziej, a wtedy mogę widzieć w tobie konkurencję. - Zamknęłam oczy i zaczęłam bujać się na krześle, jednocześnie potrząsając głową na boki.
Lou wydał z siebie cichy chichot.
- Chyba jednak odrobinę za dużo wypiłaś.
Ignorując jego wypowiedź, odpłynęłam na chwilę.
- Tak sobie myślę Loueh... Jeśli kogoś lubisz, to nie wiesz za co. Po prostu to czujesz.
- Święta prawda.
Wstałam, by obejść wysepkę kuchenną i stanąć tuż za chłopakiem. Przyłożyłam usta do jego ucha, a łokcie oparłam na jego ramionach, co było możliwe tylko dlatego, że wciąż siedział.
- Ale muszę przyznać, że jego nogi są pociągające. I oczy. I ma seksowny tyłek - szepnęłam.
Louis nie zdążył pohamować śmiechu. Szybko zakrył usta dłonią.
- Oglądałaś tyłek Horana?
- A ty tego nie robiłeś? - Odchyliłam głowę, aby spojrzeć na niego z głupkowatym wyrazem twarzy. Kiedy nic nie powiedział, naprostowałam: - Nadarzyła się okazja - odparłam, cmoknęłam go w policzek i skierowałam się w stronę drzwi.
- Alkohol robi z tobą dziwne rzeczy, słonko - zawołał za mną.
- Nie jestem pijana ani trochę - odkrzyknęłam, wychodząc z kuchni Harryego udając modelkę Victoria's Secret.
- Ashley! - Usłyszałam jeszcze, gdy byłam już poza framugą, w której powinny być drzwi, jednak ich nie było. Chłopak brzmiał, jakby właśnie sobie o czymś przypomniał. Zwróciłam.
- Tak?
- Sprawdź jeszcze raz zawartość pudełka, w którym były buty, tym razem dokładniej.
- Zrobię to w domu, obiecuję!


Z potworem wsunęłam się na miejsce obok Nialla.
- Przytyłam 2 kilo! - powiedziałam entuzjastycznie, patrząc na blondyna.
- To świetnie - ucieszył się.
- Jezu, Niall, czy ty żyłeś wśród małp? Powinieneś powiedzieć coś w stylu: "Ojej przykro mi, pozwolę ci biegać za moim samochodem" ale nie to - rzuciła Danielle.
- Co? - Chłopak zmarszczył brwi. - Nigdy? - Widziałam jak iskierki w jego oczach zgasły. W tym momencie chyba zrobił się odrobinę zły na dziewczynę. Nie chcąc być tego powodem, złapałam dłoń chłopaka i zaczęłam się nią bawić, chcąc powiedzieć mu tyle co: "Jest okej".
Wtem do stolika wróciła Tori, wcześniej rozmawiająca przez telefon.
- Coś pominęłam?
- Niewychowanie blondasa - westchnęła dziewczyna.
- Tu nie o to chodzi. Po prostu przechodziłam przez anoreksję. - Przez moment patrzyłam dziewczynie w oczy, ale po chwili odwróciłam wzrok w kierunku ognia.
"Po prostu".
- Nie wiedziałam - wydusiła Danielle - przepraszam.
- Już jest w porządku, naprawdę.
Widziałam, jak jej oczy zaszły łzami. Liam próbował coś z tym zrobić, ale chyba nie wiedział co, więc tylko pogłaskał ją po policzku. Wstałam ze swojego miejsca i przysiadłam się do niej, z lekka przepychając Harry'ego. Zarzuciłam ramiona na jej barki i przysunęłam usta do jej ucha.
- Zapamiętaj: nie masz obowiązku brania na siebie problemów innych. Możesz to robić, ale nie musisz. Ale przeszłość jest przeszłością, nie baw się nią i nie wracaj do niej. Ani do niczyjej. Nie warto rozdrapywać starych ran, bo to przynosi tylko ból.
Odsunęłam się od niej i ciepło uśmiechnęłam. 


Nie do końca wiem, jak to wyszło, ale następnie leżeliśmy wszyscy na trzech kocach, na których zdecydowanie było za mało miejsca, i gapiliśmy się w gwiazdy. Niebo było nieskazitelne i wręcz czarne, drobne punkciki usiane jeden przy drugim żarzyły się jasno, a los śmiał się do nas z góry. Panowała zupełna cisza; każdy był zbyt oczarowany, aby cokolwiek mówić. Przez pled przebijał chłód od ziemi, która powoli pokrywała się perełkami rosy, jednak ściśnięta ramię w ramię z Niallem i Lou na tak małej powierzchni jak 2 metry kwadratowe, czułam się bezpiecznie i ciepło. Prawdopodobnie patrząc z boku, byliśmy podobni nieco do postaci 'Titanica', które otarłszy się o śmierć, cali mokrzy i przerażeni, wyglądając z szalup, unosili swe podbródki ku niebu, szukając nadziei zapisanej w gwiazdozbiorach. Jednak my byliśmy inni. Staliśmy się jedną masą i jedną duszą. Byliśmy w tym momencie szczęśliwi, jestem pewna i mogę śmiało powiedzieć, że tyczyło to się każdego z nas. Jeżeli chodzi zaś o mnie, jeszcze nigdy w moim życiu nic nie było tak stałe. Nic nie było tak idealne. Poczułam nieskończoność.

- Za dwadzieścia, trzydzieści czy pięćdziesiąt lat będzie tak samo? - usłyszeliśmy zachrypnięty głos Liama.
- Co masz na myśli? - odparł Louis.

- Nadal będziemy trzymać się razem? Spotykać na naszych imprezach, urodzinach dzieci i takie tam?
- Ja nie wybiegam poza dzień jutrzejszy - odetchnął cicho Niall. - Ale mam nadzieję, że ten sentyment pozostanie już na zawsze... To są nasze najlepsze lata, niby jesteśmy dorośli i faktem jest, że stoimy u progu życia, ale szczerze nadal jesteśmy tylko dzieciakami, które w swoim życiu narobiły wspólnie dużo bałaganu, a sprzątając go zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej.
- Święte słowa - westchnął Harry.
Obróciwszy głowę, widziałam, jak Tori chowa się pod ramieniem Stephena. Uśmiechnęłam się lekko. Znów spojrzałam do góry.
- Przyrzeknijmy sobie, że nigdy nie zapomnimy o tak cudownych przyjaciołach, jakich mieliśmy - znów odezwał się Liam.
Znad ziemi wyrosła ręka, drobna i wypielęgnowana, musiała należeć do Danielle. Wysunęła ona swój mały palec, a Liam zaczepił o niego swój. Następnie wyciągnął rękę w stronę Harrego, aby zrobił to samo. Po chwili utworzyło się ładne kółeczko, ponieważ Niall podparł się na jednym boku i wyciągnął ramię nad wszystkimi, aby złączyć swój mały palec z tym Stephena.
- To, co w tej chwili robimy jest co najmniej gejowskie - powiedział w tej samej chwili, gdy to zrobił i zaczął się śmiać, a Zayn go poparł.
- Illuminati! - krzyknął Louis dla rozładowania sytuacji, a wszyscy wydali się odprężeni i cicho się zaśmiali.
- Będziemy paczką już zawsze? - powtórzył Harry.
- Zawsze.
- Zdecydowanie.
- Tak.
Uśmiechnęłam się. W chwili, gdy wciąż nie zepsuliśmy tego jakże rozległego pinky promise, niebo musnęła leciutko gwiazda, pozostawiając na ułamek sekundy piękną smugę.
- Widzieliście?! - krzyknęłam podekscytowana.
- Mhm.
- Yup. Los trzyma za nas i za naszą obietnicę kciuki.
Z powrotem opadliśmy na koce. Leżeliśmy tak jeszcze chwilę. W pewnym momencie odwróciłam się do Louisa plecami, uczepiając się boku blondyna.
- Co robisz? - zapytał.
- Śpię - zachichotałam.
Wsunął mi pod głowę ramię i przyciągnął mnie bliżej. Odsunęłam kawałek bluzy i T-shirtu od jego ciała i wsunęłam swoje zimne dłonie tak, że stykały się z gorącą skórą chłopaka.
- Jakie ziiimne.
Nie miałam siły odpowiedzieć, byłam upiornie zmęczona. Wydałam z siebie urywane, senne westchnięcie. I mimo tego, że praktycznie spałam i mimo tego, że zapewne Louis właśnie rozmyślał nad moim życiem, a leżał obok, zaczęłam delikatnie łaskotać Nialla po boku.
- Nie, Ash, nie rób tego. - Mięśnie jego brzucha napięły się pod moimi palcami. Zaczął się wiercić, ale ja nie przestawałam.
- Ash-ahah. Stop. - Złapał moje ręce i przyciągnął je do klatki piersiowej. Następnie przez chwilę na mnie popatrzył, zaciągnął mi na głowę kaptur, pociągnął odrobinę rękawy w dół, tak, że zakrywały moje knykcie i znów mnie objął. Wszyscy leżeli tak cicho, że wydawało się, jakbyśmy byli tu sami.
- Halo, ludzie, zaraz dojdzie do tego, że wszyscy uśniemy na tej zimnej ziemi - powiedział zaspanym głosem Lou.
Cała grupa się podniosła, jęcząc coś o zmęczeniu. Byłam na samym końcu, ciągnięta do góry przez Nialla. Spojrzałam w kierunku Liama. Trzymał na rękach Danielle. Spała.
- Chyba będę się zbierał - zakomunikował półgłosem. - My będziemy - dodał, skinąwszy głową w stronę dziewczyny.
- Okej - odpowiedział Louis.
- Dziękuję, że przyszliście - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Ashley - odparł Payne.
- Dziękuję.
- Też chyba spadam - powiedział Zayn.
Takim sposobem oprócz właścicieli posiadłości czyli Harrego i Lou, została tylko Tori i Niall. Reszta wykombinowała sobie wzajemnie transport i opuścili imprezę - lub to, co z niej pozostało. Stephen z Zaynem wzięli razem taksówkę. Liam był kierowcą i zabrał Dani do siebie. Domownicy domownikami. Niall wypił tylko jedno piwo na początku przyjęcia. Pozostawała jedna kwestia: Victoria.
- Dziś nocuję u ciebie, maleńka. Babcia jeszcze nie wie, ale to się załatwi jutro. Możliwe, że zostanę na odrobinę dłużej.
- Naprawdę?! Nie wiesz jak się cieszę.

Pomogliśmy w sprzątaniu, więc już około 3 nad ranem wszystko wyglądało tak, jak powinno. Pożegnaliśmy się z chłopakami.
- Hej, Ash, prezent! - Harry zaczął mnie gonić z torebką.
- Ojej, no racja, zapomniałabym!
- I zajrzyj do środka uważniej - puścił mi oczko.
- Wiem, Louis mi mówił. Ogólnie to chyba nie będę w stanie odpowiednio wam podziękować do końca mojego życia. - Spojrzałam w stronę, gdzie tliło się jeszcze ognisko, chociaż praktycznie wygasło.
- To drobiazg, Ash. A teraz dobranoc kochana.
- Dobranoc.


Byliśmy może na połowie drogi, przejeżdżaliśmy przez las. Siedziałam z Tori z tyłu - spała mi na ramieniu. W pewnym momencie uniosła głowę. Przez chwilę patrzyła przed siebie.
- Niall? Możesz się zatrzymać?
- Coś się dzieje?
- Niedobrze mi.
- Już zjeżdżam.
Dziewczyna szybko wysiadła. Zanim zdążyłam wyjść, Niall już trzymał włosy Tori, która się  pochylała. Zdjęłam z nadgarstka gumkę, którą rano na niego wsunęłam, i je nią zebrałam.
- Za dużo drinków, hm? - mruknęłam.
Dziewczyna usiadła na ziemi.
- Od rana źle się czuję, ale racja, może za dużo.
- Ha, a Lou zarzucał mi, że to ja niby się upiłam.
- Ty? Jesteś bardziej trzeźwa niż na co dzień - prychnął.
- Dzięki.
- Proszę bardzo. Ostatnio byłaś pijana chyba na początku wakacji... Hm, to dziwne, ale nie wymiotowałaś wtedy, mimo swojego stanu.
- Może dlatego, że nie miałam czym. ...To był popieprzony czas. Skończmy ten temat.
Victoria znów zginęła się wpół i złapała za brzuch. 
- Ty się dobrze czujesz? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Tak.
Skinął głową, po czym podszedł do auta, otworzył barek i wyciągnął z niego butelkę wody. Kiedy szatynka skończyła wymiotować, podsunął jej ją. Wzięła łapczywy łyk.
- Czujesz się lepiej? - zapytałam.
- Mhm.
- Posiedźmy jeszcze chwilę. Jest świeże powietrze - zakomunikował Niall.


Wróciliśmy do domu około czwartej. Co prawda mówiłam babci, że będziemy w domu wcześnie... Ale przecież nie musi o niczym wiedzieć. 
Zaprowadziłam Tori do mojego pokoju, dałam jakieś ubrania i wysłałam ją do łazienki. Wyszłam jeszcze na chwilę na dwór. Powietrze było zimne, ale rześkie i powoli robiło się jasno.
- Dziękuję za to przyjęcie. I ogólnie dziękuję za dzisiejszy-um wczorajszy  dzień. - Zakołysałam się na piętach.
- Nie musisz mi dziękować. To był naprawdę przyjemny dzień.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Niall rozłożył ramiona, więc się do niego przytuliłam. Nie trwało to co prawda zbyt długo, ale czułam się tak bezpiecznie i statecznie jak nigdy. Uniosłam podbródek do góry. Chłopak przeczesał moją potarganą zapewne grzywkę swoimi długimi palcami.
- Zobaczymy się jutro? - wymamrotałam, a fakt, że gardło miałam przeciśnięte do klatki piersiowej Nialla sprawiał, że mój głos był trochę zdeformowany.
- Jasne - odparł, patrząc na mnie w dół. Nawet z podsinionymi od zmęczenia oczami wyglądał cudownie. Żel już dawno wytarł się z jego włosów i teraz śmiesznie opadały na jego czoło. W kącikach oczu powstały małe zmarszczki, gdy się uśmiechnął. Płynnym ruchem schylił się, a jego miętowy od żutej niedawno gumy oddech owiał moją twarz. Pocałował mnie w czubek nosa, a sekundę później jego usta otarły się o moje. Nawet nie zdążyliśmy poprawnie ich złączyć - przed domem zapaliło się światło. Wiedziałam, co za chwilę nastąpi, dlatego odsunęłam twarz od Nialla, ale naprawdę nie chciało mi się wyplątywać z jego ciepłych ramion. Kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zrobiłam mechaniczny krok w tył, a potem dwa w prawo. Niczym żołnierz. Żołnierz, który już za chwilę stanie twarzą w twarz z wściekłym komendantem.
- Dobry wieczór - odezwał się chłopak.
- Mamy już ranek, młody człowieku, ale doceniam twoją kulturę osobistą. Um, Ashley, natknęłam się przez przypadek na Victorię, chcąc skorzystać z łazienki. Trochę zadziwiający był widok mojej wnuczki, myjącej zęby z zamkniętymi oczami, opierającej się o ścianę i praktycznie śpiącej, a jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, gdy zorientowałam się, że to nie ty. Ale już cię znalazłam, więc czy mogłabyś pożegnać się z kolegą i, proszę, iść już do łóżka?
Złapałam się za głowę.
- Już idę - ziewnęłam. - Dobranoc, Niall. - Odwróciłam się na pięcie, stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta. Oddał gest w tej samej sekundzie, ówcześnie zorientowawszy się, co mam zamiar zrobić. Widziałam, jak na jego wargi wkrada się cwany, tryumfalny uśmieszek, który za wszelką cenę chciał pohamować, aby nie zezłościć mojej babci.
Następnie najzwyczajniej w świecie pomaszerowałam do domu. Żołnierzu: zadanie wykonane znakomicie! Zaśmiałam się pod nosem, przekroczywszy próg domu. Babcia tylko pokręciła głową i postanawiając nie komentować mojego zachowania, skierowała się do sypialni swojej i dziadka.

____________________________________________________________________________
TAK, MOŻECIE MNIE ZABIĆ. TAK, ROZDZIAŁU NIE BYŁO 3 MIESIĄCE I 2 DNI. TAK, GŁUPIO MI - I TO BARDZO. Wiem, że te słowa nic nie zmienią, ale naprawdę mi przykro. Sporo nauki, a poza tym cały czas starałam się jednak coś pisać. Nawet nie byłam świadoma tego, jak długi w sumie wyszedł ten rozdział, ale mam nadzieję, że to zrekompensuje Wam to długie czekanie. Następny pojawi się szybciej - obiecuję. x


Jeżeli mogę w jakiś sposób Was informować o kolejnych rozdziałach - piszcie

piątek, 18 września 2015

Informacja

Hej miśki! Wystąpiły pewne komplikacje, otóż w moim telefonie coś się popsuło i w ogóle nie pokazuje mi się klawiatura. Dlatego też nie mogę pisać będąc na telefonie - którego 3/4 czasu nie mogę nawet teraz znaleźć ponieważ nie jest użyteczny lmao. Poza tym mam mało czasu, co spowodowane jest nauką. Jednak postaram się, by post pojawił się jak najszybciej. I nie uciekajcie nigdzie!! Kolejny rozdział będzie dość znaczący;-)