Hej miśki! Wystąpiły pewne komplikacje, otóż w moim telefonie coś się popsuło i w ogóle nie pokazuje mi się klawiatura. Dlatego też nie mogę pisać będąc na telefonie - którego 3/4 czasu nie mogę nawet teraz znaleźć ponieważ nie jest użyteczny lmao. Poza tym mam mało czasu, co spowodowane jest nauką. Jednak postaram się, by post pojawił się jak najszybciej. I nie uciekajcie nigdzie!! Kolejny rozdział będzie dość znaczący;-)
piątek, 18 września 2015
środa, 9 września 2015
Rozdział trzydziesty pierwszy. 'Mogłaś jednak zdjąć tą bluzkę'
DOPÓKI NIE POJAWI SIĘ PRZYNAJMNIEJ 5 KOMENTARZY - NIE ZACZNĘ PISAĆ NOWEGO ROZDZIAŁU
DOPÓKI NIE POJAWI SIĘ PRZYNAJMNIEJ 7 KOMENTARZY - NIE DODAJĘ
I PROSZĘ KAŻDEGO, BY SIĘ PODPISAŁ W JAKIŚ SPOSÓB
❀❀❀
- Czy "szykuję się" naprawdę jest z tym jednoznaczne, mamo?
Rodzicielka zadzwoniła do mnie już z rana, pytając o moje samopoczucie i plany na dzisiejszy dzień. Czyli moje słowa trochę do niej dotarły?
- Nie wiem, mam jedynie nadzieję, że przedstawisz mi Louisa.
- Ta, przedstawię ci Lou. - Wywróciłam oczami w duchu śmiejąc się z tego, jak mało wie i zostawiając ją z mylnym przekonaniem, że wychodzę z szatynem. - Muszę kończyć.
- Jeszcze jedno.
- Taa?
- 22 sierpnia po ciebie przyjadę. I możesz w sumie zrobić sobie jakieś zakupy szkolne, tam w Mullingar. Potrzebujesz więcej pieniędzy?
- Zostało mi jeszcze trochę euro, do końca wakacji powinno starczyć. Poza tym dostałam trochę kasy od dziadka i zastanawiam się nad pójściem do pracy, nawet na dwa tygodnie, ale na razie nie widziałam żadnych kuszących ofert. A pracodawcom nie do końca uśmiecha się zatrudnianie nieletnich.
- Dobrze... Teraz kończę. Jedziemy z Georgem do naszych znajomych, by zaprosić ich na ślub.
- Na razie. - Rozłączyłam się, wciągając powietrze na dźwięk słowa "ślub".
Nie krzycz, przestraszysz dziadków, obudzisz całe Mullingar, a Niall jak tylko cię spotka, zapyta, czy obudziłaś się bez brwi, skoro o godzinie 9 rano drzesz się w niebo-głosy. To tylko ślub. To tylko ślub twojej mamy. Przeżyjesz to. Teraz się skup i wreszcie ubierz.
Roztrzepałam palcami mokre włosy, sprawiając, że krople wody spadły dookoła mnie. Ponieważ niebo było tylko lekko zachmurzone, wyciągnęłam z szafy koszulkę w czarno-białe paski oraz czarne szorty. Wzięłam jeszcze gładką, bawełnianą czerwoną koszulę, którą miałam zamiar przewiązać sobie w pasie, na w razie jak by co. Kiedy moje włosy już wyschły, rozczesałam je, pozostawiając nikłe fale, z przedziałkiem po środku. Moim końcówkom przydałby się fryzjer, pomyślałam, wypuszczając je spomiędzy palców.
3 godziny później wychodziłam z domu, by spotkać się z Niallem.
- Bu.
Kiedy to usłyszałam, mimowolnie podskoczyłam, czując na swojej talii rękę.
- Nie rób tak nigdy więcej.
- Tak się kończy, gdy zamyka się drzwi ledwo zerkając na klucze i całą uwagę poświęcając telefonowi - odparł chłopak, lekko się odsuwając.
- Zapamiętam, mamo - żachnęłam się.
- "Mamo"?
- Może być "tato", skoro wolisz.
- Czy ty się słyszysz? Ludzie, jak to brzmi - zaczął się śmiać.
Wywróciłam oczyma.
- Co powiesz na sushi zamiast pizzy?
- Lubię sushi, tylko... będzie mały problem.
- Co to za problem?
- Hahaha! - Usłyszałam, po raz setny.
- Cicho! Tu są ludzie i patrzą na nas, jakbyśmy byli seryjnymi mordercami. Ugh, kto wymyślił, żeby jadło się to pałeczkami?
- Może Chińczycy?
Kiedy kolejny kawałek spadł, warknęłam:
- Kur-
- Nie przeklinaj, oni już dosyć nas nienawidzą. - Wskazał na klientów, którzy siedzieli przy innich stolikach.
- Zaraz zjem to rękoma, przysięgam.
- Może cię nakarmić? - Znów się zaśmiał.
- Nie ojcuj mi.
- Dobra.
Minęły dwie minuty ciszy.
- Poddaję się - oznajmiłam.
- Daj.
- Co?
- Dłoń. Prawą, skoro jesteś praworęczna.
Niepewnie wyciągnęłam ramię w jego stronę. Gdy tylko mnie dotknął, poczułam jakby iskierki eksplodowały z koniuszków moich palców, aż ku zgięciu w łokciu. Chopak zwinnie wsunął pałeczki między moje palce, zaciskając je na nich w sobie znany sposób.
- Spróbuj teraz.
I rzeczywiście - jakoś podziałało.
- Dzięki - odezwałam się, kiedy w końcu opróżniłam swój talerz, jakieś 10 minut później niż Niall.
- Nie ma za co. Chodźmy.
- Jezioro? - Uniosłam brwi.
- Mhm.
Było to jakieś 30 minut drogi stąd, lecz postanowiliśmy, że przejdziemy ten dystans pieszo. I cóż, jakimś dziwnym trafem i w sumie nie wiem czemu, skończyłam skulona pod długim ramieniem Nialla, z jedną ręką oplecioną w dole jego pleców, drugą trzymając dłoń, która zwisała z mojego barku, a przy tym czerpiąc dużo przyjemności z jego towarzystwa.
- Co ty na to, żebym zrobił sobie kolczyk?
- Ty i kolczyk? - Uniosłam jedną brew; los chciał, że akurat tą przekutą.
- Tak. Coś jak w pępku.
Parsknęłam śmiechem.
- Błagam, powiedz, że to tylko twój beznadziejny żart.
- Może mam marzenia?
- Szybciej byś się we mnie zakochał niż zrobił kolczyk w pępku - zażartowałam, a kiedy Niall nic nie odparł, skapnęłam się co przed chwilą powiedziałam. - Znaczy.. Faceci nie robią sobie kolczyków akurat w tym miejscu. - Chłopak nadal był cicho, jednak czułam, że jest blisko wybuchnięcia histerycznym śmiechem. - A, wiesz, przekuj se co tylko zapragniesz. - I cóż, kurde, to również nie było dobre wyjście z sytuacji.
- Pogrążasz się, słonko - szepnął mi do ucha, po czym rozluźnił uścisk na moim ramieniu.
Spojrzałam w przód, na niebieską wodę, która właśnie pojawiła się w zasięgu naszego wzroku.
- Kto ostatni, ten wraca w samych majtkach, start! - krzyknęłam i wyrwałam się mu, biegnąc w stronę jeziora, śmiejąc się przy tym głośno.
- Czekaj-co? Ashley! Nieśmieszne! - Rzucił się w pogoń za mną.
Ledwo zdołałam zatrzymać się, ze względu na prędkość, jaką osiągnęłam, a już ktoś na mnie wpadł, luźno mnie łapiąc, sprawiając, że prawie oboje wpadliśmy do wody. Mocno zaparłam się nogami, śmiejąc się i krzycząc: "Nie!".
- To wszystko było tylko i wyłącznie po to, żeby mnie rozebrać? - Usłyszałam tuż przy uchu, a uścisk chłopaka się zacieśnił.
- Puszczaj.
- Wpadniesz.
- Puść mnie. - Odrzuciłam głowę do tyłu.
- Nie ma takiej opcji. - Kiedy poczułam usta muskające przez ułamek sekundy moją szyję, zamarłam. - Wpadniesz - powtórzył.
- Nie umiem pływać, wpadniesz zaraz za mną.
- Dobra, jak chcesz. Ale to jeszcze nie koniec. - Puścił mnie, więc położyłam się kawałek od brzegu, na zielonej, nieco ubitej trawie.
Zdjęłam stopami sandałki, przypominające japonki, a pod głowę wsunęłam koszulę. Zamknęłam oczy. Niall ułożył się tuż obok, jednak zachowując dystans, więc nie stykaliśmy się nawet ramionami.
- Uwielbiam taką pogodę. Nie za ciepło, nie za zimno, trochę wiatru - westchnął.
- Na pierwszy rzut oka nie wydajesz się być chłopakiem, który będzie rozmarzonym tonem opowiadał o pogodzie.
- Na pierwszy rzut oka wydajesz się wyższa, niż jesteś, a potem człowiek staje z tobą twarzą w twarz i traci cię z zasięgu wzroku, dopóki nie spojrzy w dół.
- "Chłopak od pogody"... Porzućmy jednak tą myśl. - Pokręciłam zrezygnowana głową.
- Dziękuję.
- "Chłopak podbijający do mężczyzn w długich włosach" brzmi lepiej - zaśmiałam się, nawiązując do sytuacji ze Stephenem.
Od razu kiedy to powiedziałam, na mojej twarzy wylądowała ogromna dłoń.
- Jedno słowo wiecej i będziesz mokra - powiedział spokojnie, jednak zabrzmiało to dwuznacznie.
- Slmhm? - Próbowałam powiedzieć zrozumiale, lecz moje usta wciąż były zakryte ręką Nialla. Kiedy mnie zignorował i postanowił dalej dobrze się bawić, ugryzłam go w palec.
Nic nie mówiąc, blondyn wstał, zdjął koszulkę, po czym przekładając jedną rękę pod moimi kolanami, drugą obejmując moje plecy, podniósł mnie do góry.
- Niall! - krzyknęłam spanikowana.
- Słucham? - Chłopak ruszył w stronę pomostu.
- Nie.
- "Nie" co?
- Nie możesz wrzucić mnie do wody.
Zatrzymał się na chwilę.
- Masz okres? - Zmrużył oczy.
- To nie twoja sprawa, ale nie, nie mam, a teraz mnie postaw.
- Postawię cię o tam, na środku jeziora. - Kiwnął podbródkiem w owym kierunku. - Radziłbym ci zdjąć tą bluzkę. - Uśmiechnął się przebiegle.
- Niall, zostaw mnie. Boję się wody. - To przestawało być śmieszne.
- Przecież tu jestem. Wiesz, taki silny, młody-
- I niedoświadczony - skończyłam za niego.
- A tu się mylisz. Całe ubiegłe wakacje byłem ratownikiem na pobliskim basenie.
- I ilu ludzi uratowałeś?
- Szczerze?
- Mhm.
- Raz Liam prawie utopił Danielle...
Parsknęłam śmiechem.
- Żartujesz!
- Ani trochę. I wyłowiłem jeszcze jakiegoś dzieciaka.
- Gratulacje. A tak na marginesie: czy nie powinieneś czasem być teraz czerwony, zasapany i zmęczony? To nie tak, że nic nie ważę.
- No tak, zapomniałem jaka jesteś ciężka, "ehh", "uff" i te sprawy, a teraz zatkaj nos - powiedział, po czym najzwyczajniej w świecie zeskoczył z mostu, nadal trzymając mnie w ramionach.
Pomimo tego, że zareagowałam na tyle szybko, by wstrzymać oddech, omiotła mnie nagła ciemność, więc natychmiastowo zamknęłam oczy. Nawet, jeśli czułam wokół siebie silne ręce Nialla, lekko spanikowałam. Całe szczęście, kilka sekund później do moich płuc dostało się powietrze, a ja zakaszlałam.
- Oszalałeś?! - krzyknęłam odgarniając z czoła mokre włosy. Szczerze, aktualnie miałam gdzieś nawet to, że prawdopodobnie mój makijaż zdążył się rozmazać. Obchodziło mnie tylko to, by jak najciaśniej uczepić się boku Nialla i nie utonąć.
- Możliwe, że na twoim punkcie, ale tego nie wiemy. Nie bój się, nie puszczę.
Zamknęłam oczy, starając się ustabilizować swój oddech. Kiedy poczułam jak chłopak stopniowo znajduje się coraz niżej, zaczęłam panikować.
- Trzymaj mnie! - wyrwało mi się, a ja zacisnęłam powieki jeszcze mocniej.
- Hej, otwórz oczy. - Poczułam kciuk błądzący po moim policzku.
- Ja po prostu.. Wolałabym wyjść.
- Proszę cię, 10 minut i wychodzimy.
- Poczekam na brzegu, naprawdę.
- Złap się mocno i po prostu mi zaufaj.
Spojrzałam na niego spod rzęs.
- Okej - szepnęłam.
Niall się uśmiechnął.
- Złap za moją szyję i oprzyj się na moich plecach.
- Jeżeli sądzisz, że zrobię jakikolwiek ruch w wodzie sama, to bardzo się mylisz.
Chłopak wywrócił oczyma, aczkolwiek uśmiech nie schodził z jego warg. Obrócił się, tak, że moje dłonie spoczywały na jego karku.
- Gotowe. Kiedy zacznę płynąć, machaj nogami.
- To idiotyczne.
- Już rozumiem, czemu nie umiesz pływać - zaśmiał się.
Skończyłam z ramionami owiniętymi wokół szyi Nialla tak ciasno, że nie mógł oddychać i drąc się: "Nie utop mnie!", podczas nieustannego zaciskania powiek.
- Wstrzymasz powietrze? - Głowa chłopaka nagle się obróciła, by mógł on na mnie spojrzeć.
- Um, tak sądzę.
- W razie coś po prostu klepnij mnie w ramię czy coś. Ale najpierw-czekaj.
Niall poluzował uścisk moich rąk na jego gardle i obrócił się do mnie przodem. Następnie złapał mnie w talii, odliczył od trzech w dół i znaleźliśmy się pod taflą wody.
W tej całej plątaninie blondyn zsunął ze mnie swoje ręce, by splątać palce obu dłoni z moimi i pociągnął mnie jeszcze głębiej. Mniej więcej załapałam, że aby utrzymać się na jednym poziomie należy przebierać nogami. Po 24 sekundach wpłynęliśmy na powierzchnię po haust tlenu. I cóż mogłam poradzić, moje usta uformowały się w szeroki uśmiech, ponieważ to serio była niezła zabawa.
- Schodzimy jeszcze raz? - zapytał chłopak.
- Mhm.
Więc zanurkowaliśmy ponownie. Kiedy wydostaliśmy się na wierzch, Niall się odezwał.
- Sądzisz, że dałabyś radę podpłynąć do góry?
- Nie wydaje mi się..
- Co ci szkodzi spróbować?
Mi? No w sumie nic, ale moje życie zaczyna nabierać sensu i to jest ten czas kiedy nie myślę o problemach i jakby opuściła mnie myśl o tym, że śmierć to nic wielkiego, więc nie chciałabym umrzeć krztusząc się wodą czy coś podobnego. Już nie.
- Na pewno byłeś ratownikiem? - Spojrzałam na niego podstępnie.
- Na pewno.
- Dobra, w sumie mogę spróbować.
W końcu skoro takie małe dzieciaki umieją pływać, to chyba ja też powinnam, racja? Tak? Nie wiem.
- Jeżeli dasz radę, możesz otworzyć oczy, będzie ci łatwiej.
Tego jednak nie zrobiłam. Zanurkowaliśmy i Niall najpierw puścił jedną moją rękę, a potem drugą. Starałam się podbić się do góry i może nawet jakoś to wychodziło, ale w którymś momencie spanikowałam, straciłam równowagę i zaczęłam iść w dół. Poczułam, że chłopak ciągnie mnie na powierzchnię.
- Nie było źle. Jeżeli nie będziesz myślała, że ci się nie uda, spróbujesz myśleć pozytywnie, to na pewno wyjdzie. Bo nie będziesz mieć z tyłu mózgu myśli, która będzie ciągnęła cię w dół. Tak jakby będziesz wolna, rozumiesz? Swojemu umysłowi można wmówić wszystko. Możesz mu wmówić, że nie potrzebujesz jedzenia. Możesz mu wmówić, że nie potrzebujesz żadnej troski, uczucia. Możesz wmówić mu, że coś ci się uda albo nie. Więc dlatego lepiej zawsze myśleć pozytywnie, bo w przeciwnym wypadku można dość marnie skończyć. Na przykład jako stary i pyzaty księgowy, bez żadnego celu w życiu, który bał się spróbować czegoś szalonego i skończył jak skończył. Nie obrażając księgowych, ale jakoś nie wydaje mi się, by ktokolwiek mógł robić to dla przyjemności, cóż. Oczywiście umiejętności też się liczą, ale najbardziej jednak chodzi tu o chęci, rozumiesz? I nadzieję. Oraz by pokonać strach i zaryzykować.
Czy on nadal gadał o pływaniu? Ten sam chłopak, który pół godziny wcześniej wrzucił mnie do wody? Ta sama osoba, z którą byłam skłócona całe moje dotychczasowe życie? Patrząc z mojej perspektywy dziś, najchętniej cofnęłabym wszystkie te złe chwile, które niegdyś dzieliliśmy. Wszystkie złe słowa. I najchętniej bym go pocałowała, ponieważ tak pięknie wygląda z mokrymi włosami przyklejonymi do czoła, z tymi swoimi nienormalnie błękitnymi tęczówkami, tak głęboko patrzącymi w moje oczy, mówiąc te wszystkie słowa, które pozornie błahe, mają naprawdę sens. Ale nie mogłabym tego zrobić, ponieważ nie chciałabym zepsuć tego, co udało nam się naprawić i cóż, chociaż w mojej głowie nadal huczały słowa "pokonać strach i zaryzykować" po prostu wiedziałam, że nie mam takiego prawa. Prawdopodobnie dlatego, że to wszystko nieźle mnie przerażało.
- Powinieneś zostać psychologiem - wydukałam tylko, lekko roztrzęsionym głosem.
- Wolałbym przedsiębiorcą. - Posłał mi uśmiech. Pokiwałam głową z uznaniem. - To jak, próbujesz jeszcze raz?
- Czemu w ogóle ci zależy?
- Bo wiem, że ci się uda.
Zmarszczyłam brwi. Chłopak westchnął.
- Spójrz tylko dookoła. Już od jakichś pięciu minut nie trzymam cię za rękę i nadal nie utonęłaś. Nawet tego nie zauważyłaś.
Zgodnie z poleceniem chłopaka spojrzałam w dół, by zobaczyć, że rzeczywiście jest kawałek ode mnie, a ja utrzymuję się na wodzie sama. Wytrzeszczyłam oczy i jak najprędzej złapałam Nialla za szyję.
- Um, może niepotrzebnie to mówiłem. Po prostu skup się na tym, że ci się uda, nie na tym, co robisz. W granicach rozsądku oczywiście.
I jakoś się udało. A kolejne pół godziny później chłopak wyciągnął mnie na brzeg.
- Nie było tak źle, prawda?
- Nie, całkiem mi się podobało - odpowiedziałam.
- Ash?
- Hm? - mruknęłam, podnosząc głowę do góry, gdy stanął naprzeciwko mnie.
- Mogłaś jednak zdjąć tą bluzkę. - Zagryzł lewą stronę dolnej wargi.
- Czemu?
- Ponieważ teraz prześwituje ci stanik.
- Ugh, więc się na mnie nie gap.
- Ale ja wcale nie chcę przestawać.
- Niall - rzekłam ostrzegawczo.
- Ashley.
- Nie używaj mojego pełnego imienia.
- Jakoś nigdy wcześniej ci to nie przeszkadzało.
Ponieważ w twoich ustach brzmi to dobrze. Pozostawiłam tę uwagę dla siebie.
- A tak poza tym, wyglądasz uroczo, zaciskając pod wodą oczy.
Cholera. Musiałam wyglądać jak idiotka. Czemu ja się w ogóle tym martwię, to tylko Niall. Ugh. No właśnie. To tylko on.
- Czasem marzę o tym, by najzwyczajniej w świecie cię udusić.
- Prawie to dziś zrobiłaś - zaśmiał się. - Będziemy musieli teraz wyschnąć.
- Powodzenia - odparłam przeciągając przez głowę T-shirt, wyciskając go i zakładając z powrotem.
Położyłam się na moście, zamykając oczy. Po pięciu minutach poczułam jak na moich udach ląduje głowa, a Niall westchnął. Wplątałam ręce w jego włosy, bawiąc się grzywką. Po jakimś czasie chłopak przewrócił się na jeden bok, a ja mogłam stwierdzić, że na mnie patrzy.
- Dlaczego nigdy nie wspominasz o swoich przyjaciołach z Longford?
- ...Bo nie mam tam nikogo.
- Nikogo?
- Nie rozmawiajmy o tym.
- Zasługujesz na ludzi, którzy cię docenią, Ash.
- Mam was - uśmiechnęłam się słabo, podnosząc się na łokciu.
I owszem, to była aluzja. To było niezadane pytanie o to, czy rzeczywiście i on mnie docenia.
Niall pokiwał głową. Z powrotem opadłam na pomost. Oddałam się dźwiękowi wiatru szumiącego w trawie, a moje ręce znów powędrowały do farbowanych blond kosmyków ułożonych na moich nogach. Chłopak przekręcił odrobinę głowę, a ja poczułam miękki, mokry pocałunek na prawym udzie. Wypuściłam z siebie nierówny oddech. Po moim biodrze przejechały palce i zaczęły bawić się moim pępkiem. Wtem rozbrzmiał dzwonek.
- Kto to do cholery? - usłyszałam i zaśmiałam się pod nosem, gdy chłopak wstał by podnieść swój telefon ze sterty naszych rzeczy, rzuconych gdzieś na trawie.
- Tak? - Odebrał zaraz po tym, jak z powrotem ułożył się przy mnie, tym razem opierając głowę na moim boku.
Pomimo tego, że telefon Nialla znajdował się jakiś kawałek ode mnie, mogłam stąd usłyszeć krzyczącego Harry'ego. Zmarszczyłam brwi.
- Czekaj, Harry, zwolnij.
Uniosłam się na łokciach, kiedy Niall przełączył na głośnomówiący i oznajmił chłopakowi, że z nim jestem.
- Błagam cię, nie randkuj, tylko mnie przez moment wysłuchaj. Pam-
- Hej, będę chodził na randki z kim mi się żywnie podoba! - wciął mu się Niall, a moje serce zabiło szybciej, ponieważ um, teraz to oficjalne. Chyba.
- Nie przerywaj. Słuchaj. Pamiętasz tego nowego kelnera, prawda? Mike, ten, o którym mówiłeś, żebym pilnował, zanim zacznie przystawiać się do Lou.
- No... Co z nim?
- Zabawna historia. Dostał w nos, stracił posadę a ja jestem na posterunku. Mógłbyś poprosić Zayna, by po mnie przyjechał? Potrzebny ktoś pełnoletni.
- Że co?! - Na ostry ton Nialla podskoczyłam, podnosząc się do pozycji siedzącej. Niall też usiadł, a po chwili usłyszałam jego śmiech. - Kolego, naucz się wreszcie radzić z zazdrością. Czemu nie zadzwoniłeś do Zayna od razu?
- Bo głupim trafem nadal nie mam jego nowego numeru telefonu i wiem, że ty masz. Poza tym gdy usłyszy to ode mnie, będzie wściekły, a jeżeli ty mu to powiesz, nie będzie miał wyboru.
- A dlaczego twój chłopak nie może cię odebrać?
- ...Ponieważ nic nie wie i lepiej żeby nie wiedział.
- Za co ty w ogóle go pobiłeś?!
- Kończy mi się czas, Niall. Pogadamy potem - i na tych słowach zakończył, przerywając połączenie.
Przez chwilę panowała cisza. W końcu nie wytrzymałam.
- Zabrali go na posterunek policji?! - wrzasnęłam.
- Domyślam się, że słowa: "oberwał w nos, stracił pracę a ja wylądowałem na posterunku" właśnie to znaczą, Ash - odparł jak gdyby nigdy nic. Kiedy zobaczył moją minę, dodał - to nie tak, że nigdy wcześniej nie wylądowaliśmy na policji. - Po tych słowach przyłożył telefon z powrotem do ucha. - Siema stary, słuchaj, jest sprawa. Trzeba odebrać Harry'ego z komisariatu, dasz radę?
Tym razem telefon był wyciszony, jednak znów usłyszałam niewyraźny krzyk po drugiej stronie słuchawki. Zayn najwidoczniej nie był ani trochę zadowolony. Wywnioskować również można było, że nie ma na chwilę obecną sprawnego auta. Mówił coś jeszcze, ale nie mogłam rozszyfrować - co.
- Uh.. Jesteś w domu?... Gdzie?... Zostańcie tam, za dwadzieścia minut będziemy... W takim razie możecie iść do mnie... Tak, przynajmniej wczoraj jeszcze była... Cześć - rzucił na końcu i rozłączył się. - Ten dzieciak wisi nam obu duuużą przysługę. To nie miało kończyć się w ten sposób, ten dzień był jak na razie świetny. Przepraszam cię Ash.
- Hej... Przecież mogę jechać z wami..?
- Chcesz? - Uniósł głowę i spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek. Skinęłam. - W takim razie okej. - Uśmiechnął się.
Zabraliśmy nasze rzeczy i zaczęliśmy iść w kierunku naszej ulicy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, byliśmy już prawie całkowicie wysuszeni. Weszliśmy do domu Nialla.
- Zayn?
Zauważyłam jak w salonie ktoś się porusza. Już za chwilę stanęliśmy twarzą w twarz z Mulatem. Ale nie był on sam. Za jego plecami kryła się dosyć kształtna dziewczyna, wyższa ode mnie, ale wciąż wiele niższa od Zayna. Ugh, chcę jej nogi, jej talię, jej biust. A tymczasem jestem niską dziewczyną z twarzą groźnej dwunastolatki i anorektycznym ciałem.
- Zayn?
Zauważyłam jak w salonie ktoś się porusza. Już za chwilę stanęliśmy twarzą w twarz z Mulatem. Ale nie był on sam. Za jego plecami kryła się dosyć kształtna dziewczyna, wyższa ode mnie, ale wciąż wiele niższa od Zayna. Ugh, chcę jej nogi, jej talię, jej biust. A tymczasem jestem niską dziewczyną z twarzą groźnej dwunastolatki i anorektycznym ciałem.
- Cześć wam. To jest Mary. - Dziewczyna niepewnie się uśmiechnęła i skinęła głową, gdy ją wskazał. - A to jest Niall i Ashley.
- Hej - odparł Niall, potrząsając jej dłonią, a ja dostrzegłam kątem oka, jak posłał jej ciepłe spojrzenie, po czym najzwyczajniej w świecie odwrócił wzrok w moją stronę. Uciekłam od jego wzroku i też wydukałam krótkie przywitanie.
- Załatwmy to jak najszybciej, błagam. - Zayn przewrócił oczami. - Następnym razem ten idiota będzie musiał radzić sobie sam - westchnął, poirytowany.
Pięć minut później chłopaki siedzieli na przednich fotelach auta Nialla, a ja byłam obok Mary, z tyłu. Panowała między nami lekko niezręczna cisza, która nie była tak okropna tylko ze względu na rozmowę Nialla i Zayna. Nie wytrzymując ani chwili dłużej, wypaliłam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Jesteś z Mullingar?
- Nie, jestem z Manchesteru. - I rzeczywiście, jej akcent był trochę inny, z lekka podobny do tego Lou, jednak mniej "zepsuty". Zdałam sobie sprawę, że tak w zasadzie dziewczyna odzywa się pierwszy raz.
- Naprawdę? Wow, więc co tu robisz?
- Spędzam wakacje u siostry.
I jakoś poszło. Chociaż dziewczyna była dość cicha.
Wysiedliśmy. My zostałyśmy w poczekalni, a chłopcy poszli załatwić wszystkie formalności. Chwilę potem cała trójka wyszła.
- Idę zapalić - oświadczył Zayn. - Ktoś ze mną?
Harry i Mary (jakże zabawnie się zrymowało) powędrowali za nim. Niall lekko ociągał się z wyjściem. Stanęliśmy obok siebie i obserwowaliśmy jak się oddalają.
- Patrzysz na jej tyłek. - Usłyszałam.
- I?
- To szybciej ja powinienem patrzeć na jej tyłek.
- Boże, Niall, co jest z tobą nie tak?
- Ze mną?
- Po prostu mam dosyć tego, że każda dziewczyna ma lepsze ciało niż ja.
Niall uniósł jedną brew.
- Od kiedy obchodzi cię wygląd?
- Od zawsze, Niall? Jestem dziewczyną. Kobietą.
- To teraz mnie posłuchaj. Co z tego, że jest wyższa, troszkę szersza, co z tego, że teoretycznie ma wszystko? Ona dosłownie boi się odezwać. Nie wiem jak Zayn, ale ja jednak wolę dziewczyny, które mają coś do powiedzenia, które umieją postawić na swoim. Zazwyczaj jeszcze są kłótliwe, a ich buzie się nie zamykają, ale to drobiazg.
- Ciekawy typ dziewczyny.
- Mówię o tobie.
Nie odezwałam się od razu. Poczułam, jak robi mi się gorąco. Odwróciłam się tak, że stałam do niego twarzą. A było to trudne, bo moja głowa zadarta była do góry.
- Czy to jest randka? - Nie wytrzymałam dłużej tego jakże ogromnego niedopowiedzenia.
Brwi Nialla wystrzeliły do góry.
- Tak - odpowiedział po prostu i łobuzersko się uśmiechnął.
- Nie żartowałeś, mówiąc, o wizycie na posterunku - zaśmiałam się.
- Ja zawsze dotrzymuję obietnic. - Uniósł dumnie podbródek.- Chodźmy, zanim uznają, że postanowiliśmy tu nocować.
W drodze powrotnej Harry wytłumaczył nam wszystko. W skrócie: Mike praktycznie pocałował Lou, który próbował się bronić, na jego oczach. Dzisiaj szatyn miał wieczorną zmianę, więc pod jego nieobecność Harry tam poszedł, wyciągnął chłopaka z lokalu, a reszta historii nie jest już zagadką.
- Czekaj, Harry. Czy skoro Mike został zwolniony, potrzebny im ktoś na jego miejsce?
- Zgaduję, że tak. Czemu pytasz?
***
Babcia była niezmiernie ucieszona, że udało mi się wrócić przed 20:00 i nawet nie wypytywała o szczegóły - chwała jej za to. Tego wieczoru wyskrobałam na stronie mojego pamiętnika dość entuzjastyczny wpis. Nie psychologiczny. Wpis, który nie zawierał myśli samobójczych. Wpis, który nie dawał ujścia moim problemom. Za to zupełnie oddający moją wolność, z lekka żałosny, niczym pisany przez dwunastolatkę, która próbuje prowadzić pamiętnik, lecz otwiera go raz na pół roku, a notuje cokolwiek jeszcze rzadziej. Gdyby ktoś kiedyś przekartkował dziennik, uznałby, że pisze go osoba psychicznie chora. Lecz ja taka jestem. Chodzący bałagan, zagubiona dusza, tykająca bomba, aż wreszcie nastolatka, która dzięki przyjaciołom odnalazła siebie, swoje szczęście i swój sens w życiu.
Drogi Pamiętniku,
Dzisiejszy dzień był dość długi. Spędziłam go w większości z Niallem. Byliśmy na sushi i nad jeziorem... Tak jakby umiem pływać, hm, "tak jakby". Potem wylądowaliśmy na posterunku, by odebrać Harry'ego, ale to już inna historia. A najlepsze: DOSTAŁAM PRACĘ JAKO KELNERKA I JUŻ OD JUTRA ZACZYNAM RANNĄ ZMIANĄ, RAZEM Z LOU.
I jeszcze coś...
Tu przerwałam na chwilę i powróciłam myślami do pewnego momentu.
- To ja dziękuję - odparł i ciepło się uśmiechnął.
I wtedy złapałam jego podbródek, stanęłam na palcach i wycisnęłam na jego policzku pocałunek. Wydawał się być tym dość zaskoczony.
- Do zobaczenia - rzekłam niewinnie i odwróciłam się, żeby odejść.
- Cześć. - Kiedy zerknęłam przez ramię, stał oparty o moją furtkę i bawił się włosami. A na policzku, który cmoknęłam, pojawił się rumieniec. Na jednym policzku. Na policzku chłopaka. Boże, jakie to urocze.
***
- Dziękuję za świetny dzień - powiedziałam, patrząc chłopakowi w oczy.- To ja dziękuję - odparł i ciepło się uśmiechnął.
I wtedy złapałam jego podbródek, stanęłam na palcach i wycisnęłam na jego policzku pocałunek. Wydawał się być tym dość zaskoczony.
- Do zobaczenia - rzekłam niewinnie i odwróciłam się, żeby odejść.
- Cześć. - Kiedy zerknęłam przez ramię, stał oparty o moją furtkę i bawił się włosami. A na policzku, który cmoknęłam, pojawił się rumieniec. Na jednym policzku. Na policzku chłopaka. Boże, jakie to urocze.
***
Myślę, że tracę głowę. - dopisałam, zamknęłam i schowałam dziennik.
______________________________________________________________________
Hej! Nie było mnie tu baaardzo długo, owszem. A teraz spójrzmy na to od mojej strony. Moich czytelników ubywa nawet wtedy, kiedy rozdział dodaję po tygodniu. Zważając na to, jaka kiedyś była jakość (a była gorsza, ponieważ z każdym napisanym rozdziałem nabiera się doświadczenia) i ilu wtedy miałam czytelników, to troszkę smutne, gdy patrzę teraz i widzę 4 komentarze, do tego 1 opublikowany 2 razy.
Jeżeli przeczytaliście, to naprawdę proszę - zostawcie jakąś opinię, jakiś ślad po sobie. Ponieważ bez Was nie ma sensu tego pisać, a ostatnio dość dużo Was ubyło.
Pozdrawiam xx
sobota, 25 lipca 2015
Rozdział trzydziesty. 'Każdy jest przez kogoś kochany'
Obudził mnie natarczywy dźwięk dzwonka telefonu. Niechętnie zerknęłam na wyświetlacz. Oh, witaj mamusiu, cóż się stało, że raczyłaś zadzwonić?
- Halo? - odezwałam się.
- Słuchaj, nie możesz znikać na całe dni z domu, nie informując o tym dziadków, bo to są starsze osoby, a poza tym się o ciebie martwią. I w tej kwestii fakt, że się zakochałaś nie ma nic do rzeczenia.
- Co zrobiłam? A nawet jeśli się zakochałam, to co? Ciebie i tak nic by to nie obchodziło. Jesteś na tyle oschła, że nie raczyłaś nawet powiedzieć mi, że się zaręczyłaś! I wiesz co jeszcze? Dziadkowie są dosłownie jedynymi osobami, które się tu o mnie martwią, jeśliby nie patrzeć na moich przyjaciół. Tak w zasadzie nie wiem - po co dzwonisz? Bo babcia powiedziała ci, że nie było mnie w domu cały dzień, chociaż ona razem z dziadkiem gdzieś pojechali? Miałam siedzieć w zamknięciu? To chyba dobrze, że znalazłam wreszcie przyjaciół, doceń to.
- Czekaj: wyszłaś sobie pod ich nieobecność i wróciłaś troszkę później niż oni? - podsumowała.
- Tak, dokładnie tak było.
- Dobra, zwracam honor, babcia za dużo dramatyzuje. Myślałam, że uciekłaś.
- Bo jedyna osoba, jaką we mnie widzisz to gówniara.
- Ashley, posłuchaj. Wcale tak nie jest, jesteś moją córką.
- Co z tego? Czy to coś zmienia? O wiele szczęśliwsza byłabyś beze mnie, przestawiasz mnie z kąta w kąt, bo wciąż ci przeszkadzam. Mogłaś pozwolić mi wyprowadzić się z ojcem, tam może chociaż komuś by na mnie zależało.
- Ojciec był alkoholikiem. Kto wie, czy nie wylądowałbyś na ulicy. Tak by się o ciebie zatroszczył.
- A ile razy zadzwoniłaś w te wakacje? Ile razy zapytałaś, jak mija mi czas? Pozwól, że odpowiem za ciebie. Dzwoniłaś dosłownie trzy razy: raz, bo się pomyliłaś, drugi, żeby zrobić mi wykład i oto jest trzeci raz. I znów na mnie naskakujesz. Czasem mam wrażenie, że na wybujałym zdaniu babci zależy ci bardziej, niż na moim! Wysłałaś mnie tu, bo typowo, byłam piątym kołem u wozu. Los chciał, żeby jednak mi się to opłaciło, bo mam teraz Lou, Harry'ego, mam Nialla i jeszcze kilku znajomych. - Kiedy wypowiedziałam te słowa, w głowie jakby zapaliła mi się lampka.
Tu nie chodziło o rozwód rodziców. Tu chodziło o fakt, że mama poznała faceta i się wprowadziliśmy, a w tym czasie zdążył pojawić się tu Louis z Harrym, którzy w miarę uporządkowali swoje sprawy, a w Niallu zaczęło kształtować się nowe, lepsze wnętrze. Kto wie, czy gdybyśmy zostali, sprawy potoczyłyby się w ten sposób. Czy nie poznałabym Lou wcześniej, ale Lou, który brał narkotyki. Starałam się nie oceniać ludzi przez ten pryzmat, lecz nie chciałam też się z nimi zadawać, bo wiem, że gdzieś w środku dążyłam do autodestrukcji. Mogłabym łatwo się w to wciągnąć, bo miałabym środki. I gdzieś jeszcze głębiej wiedziałam, że chciałam być córką, z której matka byłaby dumna, ale nie przyznawałam tego nawet przed sobą.
Dopiero teraz zorientowałam się, że mama nic nie mówi.
- Um, jesteś tam?
- Tak, zamyśliłam się. Lou to ten chłopak?
- Nie mam chłopaka. I nie zakochałam się. - Wywróciłam oczami.
- Babcia może jest przewrażliwiona, ale nie głupia, Ashley.
- Dobra, pogadamy jak serio będzie cię to obchodzić, cześć.
- Nie rozłączaj się.
- Bo? - westchnęłam zrezygnowana.
- Ponieważ chętnie posłucham o owym Lou.
- A co, George już nie ma dla ciebie czasu?
- Po prostu interesuję się twoim życiem.
- Ciekawe od kiedy. Od dziś? Bo oświeciłam cię, jak często chociażby rozmawiasz ze mną?
- Ash, rozumiem, nasze stosunki nigdy nie były zbyt przyjazne, ale chciałabym wiedzieć.
- A ja chciałabym mieć mamę, która mnie kocha, a nie uważa za punkt informacyjny, raz na miesiąc dając znak życia - odrzekłam i, nie dopuszczając jej więcej do słowa, rozłączyłam się.
W normalnych okolicznościach zabolałoby mnie to, ale matka nigdy nie miała ochoty grać większej roli w moim życiu.
Wstałam z podłogi, na której wcześniej siedziałam, oparta plecami o łóżko. Podniosłam z ziemi bluzę i kołdrę, rzucając je na prześcieradło. Nie starając się o zmianę stroju, podreptałam do kuchni, gdzie oczywiście zastałam babcię.
- Babciu, dzwoniłaś do mamy?
- Ja? Owszem. W tym domu panują jakieś zasady. Wystarczyłoby, byś odebrała telefon za pierwszym razem, a nie byłoby całej tej sytuacji.
- Był wyciszony do wibracji, a poza tym zakopany pod wieloma poduszkami, nie mogłam go słyszeć, zwłaszcza, że usnęłam.
- Och, czyli już się tam wprowadzasz?
- Co?! - wydusiłam, ponieważ: co?!
- Kiedy mówiłam, że Niall to fajny chłopak, miałam na myśli coś innego, niż spanie z nim w jednym łóżku, znikanie na całe dnie, czy chodzenie w jego ubraniach.
Wypuściłam ze świstem powietrze.
- Co takiego ci w tym przeszkadza?
- Może to, że masz szesnaście lat?
- Siedemnaście i dobrze o tym wiesz.
- To samo, pełnoletnia nie jesteś.
- Wiesz co mnie śmieszy? Te wasze wszystkie stereotypy. Dlaczego siedemnastolatkom zabrania się tylu rzeczy, a gdy już skończą osiemnaście lat, postrzegani są jak dorośli? Jakby coś w ich psychice się zmieniło - prychnęłam.
- Nie będziemy prowadzić tej rozmowy w owy sposób.
- Więc nie będziemy prowadzić jej w żaden. Idę do siebie.
- I masz rację. Możesz zostać tam do końca tygodnia.
- Co?
- To, co słyszysz.
Nie odezwałam się więcej, tylko wróciłam do pokoju. Wybrałam z szafy pudrowe szorty i czarną koszulkę, a następnie na palcach poszłam do łazienki. Zaplotłam włosy w warkocz po boku, po czym zrobiłam na powiekach oczywiście nierówne kreski i pociągnęłam rzęsy tuszem. W uszy włożyłam małe, bladoróżowe kolczyki w kształcie kokardek. Wracając do pokoju, złapałam parę creepersów. Wyjęłam z szafy mały skyowy plecak i wrzuciłam do niego telefon, pieniądze oraz czarny sweter na guziki, gdyby pogoda postanowiła jednak się zmienić. Wzięłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne. Otworzyłam okno i wyszłam na zewnątrz. Dziadkowie nie mają ze mną łatwo, hm. Skuliłam się przechodząc pod oknem salonu, gdzie mogli siedzieć, po czym przeskoczyłam przez płot.
Kiedy byłam już w mieście wyjęłam telefon i odszukałam na liście kontaktów pozycje pod literą S.
- Tak? - Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
- Hej Stephen, chcesz się spotkać?
- Um, jasne, że chcę, gdzie jesteś?
- Na razie jeszcze w Mullingar.
- Mam przyjechać?
- W sumie jest mi to obojętne, też mogę się wybrać.
- Spokojnie, przyjadę.
- Więc ja na ten czas idę na jakieś śniadanie. Daj znać jak będziesz na miejscu, a po ciebie wyjdę. Do zobaczenia.
- Elo - rzucił i rozłączył się.
Skierowałam się w stronę miejsca pracy Lou. Restauracja ta równie często zmieniała tematykę i wystrój, co nazwę, więc nigdy nie można było nawet konkretnie określić dokąd się idzie.
W kącie pomieszczenia od razu ujrzałam burzę loków.
- Hej Hazz! - przywitałam się, cmokając chłopaka w policzek.
- Oh, witaj Ley.
- Co u ciebie?
- A wiesz, nic nowego... Tak sobie pomyślałem... Nie chcesz może kupić mieszkania?
Zajęło mi chwilę, zanim zrozumiałam, o czym mówi.
- Żartujesz! - krzyknęłam odrobinę za głośno, bo kilka osób zwróciło na mnie swój wzrok.
Usta Harry'ego rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a jego oczy zalśniły.
- Lou się do mnie wprowadza! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki jestem z tego powodu szczęśliwy.
- Twoje oczy są niczym kałczukowe kulki, trochę sprawy sobie zdaję!
Wtem podszedł do nas Louis.
- Cześć A-
- Ty mały niebieskooki gnojku, czemu mi nie powiedziałeś, że wprowadzasz się do swojego chłopaka?!
- Poniewaaaaaż - przeciągnął, lecz nic więcej nie dodał, jedynie oblał się purpurą.
- Dobra, i tak każdy argument, jaki teraz wymyślisz mnie nie zadowoli, dlatego proszę, skombinuj mi coś do jedzenia, bo jestem dziś bez śniadania.
- Się robi. - Uśmiechnął się słodko i odszedł w stronę kuchni.
Zerknęłam na Harry'ego. Mieląc między zębami wargę, patrzył w punkt, za którym zniknął szatyn.
- Hazzi. Haroooold? Harry. Ej stary. Harry Potter. Harruuuuuuu. Kochanieee. - Wyjęłam z jego napoju słomkę i zamachałam mu nią przed twarzą. Zero. Dlatego by było śmiesznie, postanowiłam włożyć mu rurkę do ucha. Dopiero wtedy skierował na mnie swój (oburzony) wzrok.
- Co ty do cholery odwalasz? - zaśmiał się.
- Wiesz, w sumie chyba pierwszy raz słyszę, jak przeklinasz, lol.
- Co za różnica. Ślicznie dzisiaj wyglądasz - powiedział.
- A czy wczoraj nie wyglądałam ślicznie? - Uniosłam jedną brew, starając się nie uśmiechać.
- Wyglądałaś. Zawsze wyglądasz. - Kiedy usłyszałam za sobą trzeci głos, o mało nie krzyknęłam. Energicznie odwróciłam głowę, stawiając czoła intensywnie niebieskim tęczówkom.
Niall ubrany był w czarne rurki, czerwony T-shirt, oraz jasną kurtkę. Kiedy zauważył, że się na niego gapię, posłał mi uśmieszek. Odwróciłam wzrok. Blondyn wsunął się na siedzenie naprzeciw nas.
- Oj, od ostatnich razów chyba trochę się pozmieniało. Już nie zabijacie się wzrokiem. - Harry pokiwał z uznaniem głową.
- Stary, dzięki wielkie za pomoc, ale może zajmij się pilnowaniem swojego chłopaka, zanim ten nowy kelner ci go poderwie.
- Spokojnie, nie muszę się martwić - Loczek dumnie uniósł podbródek do góry.
- Hm? - mruknął Niall.
- Będziemy razem mieszkać. Jeśli da radę, to już w przyszłym tygodniu.
- Woah, no to gratulacje! - Niall wyglądał na równie zadowolonego, co Harry. Stój. Tak zadowolonym jak Harry nie był chyba nikt na świecie. A ja cieszyłam się jego (i Lou) szczęściem.
Louis przyniósł mi smaczne kanapki oraz sok pomarańczowy i postanowił wykorzystać swoją przerwę obiadową wcześniej, by z nami posiedzieć. Minęła miła godzina, a chwilę po tym, jak nasz przyjaciel musiał wracać do pracy, usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Dojechałeś? - spytałam, wstając od stołu.
- Tak, jestem naprzeciwko galerii handlowej. Chcesz się powłóczyć? Potem możemy skoczyć do kina na jeden z tych głupich dramatów, które tak bardzo lubisz, choć na nich ryczysz, a których ja nie znoszę, lecz poświęcę się, bo jesteś moją mini siostrzyczką. Możemy też iść na pizzę, ale po południu.
- Za to właśnie cię kocham! Już wychodzę, daj mi pięć minut. - Ukradkiem zerknęłam jeszcze na chłopaków.
Harry wciąż żył w swoim świecie pełnym Lou i serduszek wycinanych z kolorowego kartonu. A Niall patrzył wprost na mnie w sposób, jaki nie wiem, czy miałam ochotę rozszyfrowywać.
- Co? - spytałam.
- Nic - odpowiedział.
Zirytowało mnie to.
- Macie ochotę iść ze mną? - skierowałam się bardziej do Loczka.
- Dokąd? - odparł.
- Mam zamiar przejść się gdzieś ze Stephenem, moim kuzynem.
- Chętnie go poznam - odparł wesoło Harry.
- Znasz go, Hazz - skwitował blondyn, najwidoczniej już rozumiejąc, o kim mówię.
- Czekaj... Mówisz o Stephanie? O seksownej sekretareczce? Mm, no no, sądzę, że powinieneś się z nią spotkać, Romeo. - Harry mrugnął do Nialla.
- Przestań przywoływać żenujące momenty mojego życia, albo zacznę robić to samo, jeżeli chodzi o ciebie - warknął na niego chłopak.
- Horan, czy ty się rumienisz? - Harry zatrzepotał rzęsami.
Spojrzałam na blondyna i zaśmiałam się pod nosem, bo rzeczywiście - jego policzki zrobiły się lekko różowe.
- Chłopaki, możemy tak gadać cały dzień, ale mi się spieszy. Więc idziecie ze mną?
- Ja chętnie bym z tobą poszedł, ale jednak zostanę z Lou. Za to może nasza księżniczka się z tobą wybierze. - Zielonooki wstał, podszedł do Nialla i zanim ten zdążył zareagować, uszczypnął go w nadal rumiany policzek. Blondyn przewrócił oczami. Jednak kiedy Harry przyczepił swoje ręce do jego włosów, momentalnie je odepchnął.
- Nie rób tak nigdy więcej! - zastrzegł.
- Czyżbym zepsuł ci twoją idealną fryzurę? Spokojnie, nadal jesteś przystojny.
- Jeszcze jedno słowo, a pójdę do Louisa i powiem, że mnie podrywasz - powiedział poważnie, jednak jego oczy się śmiały.
- No dalej, blondasku, to będzie nasza mała, słodka tajemnica. - Harry oparł łokcie na stole, pochylając się nad Niallem.
- Dosyć - chłopak poderwał się ze swojego miejsca. - Idę z tobą, przynajmniej kawałek, bo muszę coś jeszcze załatwić. - Spojrzał na mnie.
- Okej. Pa, Harry.
- Do zobaczenia.
- W którą stronę idziesz? - zapytał Niall, kiedy zamknął za nami drzwi.
- Galerii. A ty?
- Też, ale po drodze będziemy musieli się rozstać.
- Mhm. - Nasunęłam na nos okulary.
Szliśmy normalnym tempem, nic nie mówiąc. Po dziesięciu minutach stało się to niezręczne. Spojrzałam na chłopaka, a wtedy on skierował swój wzrok w moją stronę.
- Ignorujesz mnie? - spytałam prosto z mostu, chociaż zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie.
- Nie, czemu?
- Błagam... - Przechyliłam głowę. - Czasem jak zaczynasz gadać, mówisz 20 minut na jednym wydechu. A jak coś ci nie pasuje, zamykasz się w sobie i nie ma z tobą najmniejszego kontaktu.
- To nie tak, Ash. Ja po prostu... Nie wiem, czasem odbieram rzeczy zbyt dosłownie.
- Mówisz o...?
- Niczym ważnym, nie zwracaj na mnie uwagi.
- Chodzi o Harry'ego?
- Nie, Harry to Harry, to u niego typowe.
- Więc o co chodzi?
Niall nic nie mówił. Po chwili usiadł na niskim murku, więc do niego dołączyłam.
- Ashley, wiesz, że gdybym mógł cofnąć czas, odszczekałbym wszystkie gówna, jakie do ciebie powiedziałem? - spytał, niepewnie zaglądając w moje oczy.
- Wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Czemu pytasz akurat teraz?
- Nie wiem... Chciałbym, żebyś traktowała mnie jak Lou czy Harry'ego.
- A nie jest tak?
- A jest? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Oczywiście, że tak. Nie widzisz tego?
- Widzę, jasne, że widzę, tylko po prostu czasem zastanawiam się, czy robisz to wszystko z litości, czy serio mnie lubisz.
- Co mam ci powiedzieć, Niall? Przecież już o tym gadaliśmy. Wybaczyłam ci wszystko, okej?
Chłopak pokiwał głową.
- Gdyby było inaczej, nigdy nie opowiedziałabym ci o tacie. O anoreksji. O tym wszystkim. Nie obiecałabym ci, że nie będę bawić się żyletkami. Nie siedziałabym tu z tobą. Teraz rozumiesz?
- Rozumiem - spojrzał na mnie. Otworzył usta, by coś dodać, ale wtedy zaczął dzwonić mój telefon.
- Halo? - odebrałam, włączając wcześniej na głośnik, ponieważ dzwonił Stephen.
- Gdzie ty jesteś? Dałem ci te 5 minut, ale nie 20!
- Jestem już niedaleko. Za 10 minut będę. Idź do galerii, kup sobie coś ładnego. Mi też możesz coś kupić.
- Pomyślałem o tym wcześniej, nie jestem głupi, dzięki - powiedział lekko naburmuszony. - O ja, sweter w kotki, kupię ci jeden. I jeju mają też kocie uszka, wezmę je dla siebie i będziemy dopasowani! - W przeciągu kilku sekund rozchmurzył się do maksimum.
- Stephen, proszę, nie, nie założę tego - jęknęłam, wiedząc, że chłopak nie żartuje. Był zdolny do dosłownie wszystkiego.
- Pa, Ashley, spinaj tyłeczek, kotku - krzyknął do słuchawki i się rozłączył.
- Chcę to zobaczyć! - odezwał się podekscytowany Niall.
- Nawet o tym nie myśl!
- No wiesz, kotku, i tak załatwię sobie zdjęcie. - Posłał mi uśmieszek.
- Ugh. Czemu my w zasadzie trzymamy się z nienormalnymi ludźmi pokroju Stephena czy Harry'ego?
- Może dlatego, że ludzi dziwnych z reguły ciągnie do siebie?
- Czy to miało na celu mnie obrazić?
- To tylko niegroźne podsumowanie - zaśmiał się.
- Jak uważasz. Wstawaj, bo chłopak się nie doczeka.
Niall podniósł się z murku i szedł już nieco weselszy. W którymś momencie pożegnał się ze mną i skręcił w lewo. Dalszą drogę do galerii pokonałam sama.
- Stephen, no hej! - powitałam go, gdy wreszcie spotkaliśmy się pod jednym ze sportowych sklepów.
- 40 minut! Głupie 40 minut.
- Cii, byłam w restauracji z Harrym i Niallem.
- I nie zabrałaś ich ze sobą?
- Próbowałam.
- Kobiety i ich chęci - westchnął teatralnie.
- Ha, ha. Chodźmy.
- Czeeeekaj. - Złapał za moje przedramię. Podniósł do góry szarą torbę i rozhuśtał ją tuż przed moją twarzą.
- Nie. Spadaj. Nie.
- No coś ty, wiem, że lubisz prezenty.
- Powiedziałam: nie.
- Otwórz.
- Zapomnij.
- Kotku, no dalej. Za chwilę zrobię to za ciebie. - Uniósł jedną brew.
- Proszę bardzo.
Chłopak sięgnął do torebki i wyciągnął z niej kawałek materiału.
- Ale to... - zaczęłam. - To stanik. - Spojrzałam na niego pytająco. Złapałam za metkę. - 2 rozmiary za duży.
- To dla mojej dziewczyny, idiotko. - Uśmiechnął się głupkowato.
Potrząsnęłam głową na boki, rezygnując z pomysłu kontynuowania tej dziwnej konwersacji.
- Aleee - postanowił udaremnić moje plany - tobie też coś kupiłem.
- Zlituj się.
Wyjął z torby jeszcze jedną - mniejszą, i mi ją wręczył. Zajrzałam do środka.
- Pączki! Yay, fajnie, że zdecydowałeś, by napchać mnie jedzeniem zaraz po tym, jak skończyłam śniadanie. Ale dziękuję.
- Mam coś jeszcze.
- Hm?
Z torby, którą nadal trzymał, wysunął dwa plastikowe, płaskie pudełka.
- Jedno dla mnie i jedno dla ciebie - rzekł uradowany, wciskając mi do ręki pakunek. - Na trzy.
- Szczerze? Boję się tego otworzyć, bo domyślam się, co to.
- Raz... trzy.
Mimo wszystko rozpieczętowałam opakowanie. I tak jak się spodziewałam, znalazłam w nim kocie uszy.
- Nie dosyć, że masz dziwny gust, to jeszcze liczyć nie umiesz. - Włożyłam prezent z powrotem do pudełka.
- O nie! - Odebrał mi pudełko, zakładając na moją głowę opaskę.
- Gdzie jest ukryta kamera?
- Będziemy wyglądać perfekcyjnie - powiedział umieszczając parę uszek na swoich włosach. - Chodźmy podbić Mullingar!
- O, fotobudka, chodźmy - powiedział Stephen, kiedy kilka godzin później byliśmy już po zakupach i filmie.
Za drobną opłatą, dostaliśmy nasze bloczki zdjęć. Oczywiście w kocich uszkach.
- Idziemy do ciebie? - zapytał chwilę potem.
- Um, nie.
- Co? Czemu?
- Ponieważ... istnieje możliwość, że uciekłam.
- Chrzanisz. Raz mama za taki numer kazała mi przez tydzień spać na balkonie.
- Wygodnie?
- Kiedy gasili światła w domu, szedłem do mojej dziewczyny albo kumpla i wracałem przed wschodem słońca. - Wzruszył ramionami.
- Moja krew - zaśmiałam się.
- To co robimy? Wjazd na chatę któremuś z naszych przyjaciół?
- Kusząca propozycja.
Takim sposobem skończyliśmy w mieszkaniu Harry'ego, razem z Lou, Liamem oraz Zaynem. Nialla nadal nie było, a Danielle wyjechała na dwa tygodnie na obóz taneczny i miała wrócić dopiero za kilka dni. W sumie dziwnie było być jedyną dziewczyną w męskim towarzystwie, ale chyba powoli zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
Około 18 wróciłam do domu, omijając płot i wślizgując się przez nadal uchylone okno. Przebrałam się w luźny T-shirt i spodnie dresowe. Rozczesałam włosy i związałam je w koka. Na nogi wsunęłam japonki i podreptałam do kuchni. Obawiałam się reakcji babci. Jednak kiedy zastałam ją czytającą przy stole gazetę, jedynie posłała mi niezainteresowane spojrzenie. Zamrugałam.
- Hej - odezwałam się.
- Hej - odpowiedziała. - Przemyślałaś swoje zachowanie? Siedziałaś w pokoju cały dzień.
Czyli że nawet nie zauważyła, jak zniknęłam. No nieźle. Musiała być zła.
- Um, tak - zablefowałam.
- Jakie wnioski?
Nie wiedziałam, co mogłabym jej teraz odpowiedzieć. Przecież nie mam zamiaru przesiedzieć wakacji pod okiem babci, nie robiąc niczego, co by się jej nie spodobało. Mam siedemnaście lat, jeżeli popełnię jakieś błędy, to będę żałować ich w przyszłości (i nie, nie mam zamiaru zachodzić w ciążę). Chcę żyć chwilą i mieć wspomnienia. Chcę po prostu normalnie żyć.
- Wnioski... Mam cudownych przyjaciół.
- Tyle? - Babcia uniosła brwi.
Wzruszyłam ramionami.
- Przyznam, jestem trochę rozczarowana.
- Babciu, proszę, określ konkretnie, czego ode mnie wymagasz, bo cóż, sama nie wiem. Czy ty w ogóle potrafisz zdefiniować swoje oczekiwania? Na początku wakacji zachęcałaś mnie do nawiązania znajomości. Następnie byłaś zainteresowana każdym, z kim gdzieś wyszłam. A teraz próbujesz zatrzymać mnie w domu, pozabijać okna dechami i wykopać fosę.
Twarz kobiety pozostała niewzruszona, jednak emocje musnęły jej tęczówki.
- Nie chcę po prostu, byś miała złamane serce. Czy to tak źle?
Powstrzymałam wydanie z siebie zintegrowanego "ugh". Dorośli myślą, że nie wiemy nic o złamanych sercach. Że jesteśmy za młodzi. Ale kiedy mamy się zakochiwać? To jest ten czas, by poznawać się na ludziach. Uczyć na błędach. A potem ustatkować.
Nie, żebym się miała w kierunku miłości.
Nie powiedziałam tego jednak na głos.
- Może po prostu chcę w końcu żyć jak normalna nastolatka? Ponieważ przez całe życie byłam odepchnięta na bok, inna, nie miałam nikogo. Żadnej przyjaciółki. I chyba się zmieniłam. Łatwiej mi nawiązywać kontakty międzyludzkie. Nauczyłam się radzić z moimi uczuciami, choćby w małym stopniu. Mówić wprost o przeszłości. Poradzę sobie, babciu. Za rok będę pełnoletnia. Już wkrótce udam się na studia, w krąg zupełnie obcych mi ludzi. Dlatego każda chwila, jaką spędzam teraz ze znajomymi się liczy. Uczę się obcować z różnymi charakterami. Uczę się dokonywać wyborów, co z tego, że niektóre mają negatywne skutki. Ulegać, ale zarazem stawiać na swoim. I pracuję na to, by każdy miał o mnie jak najlepsze zdanie. Nie zawsze mi się udaje, ale ważne, że się staram i potrafię wyciągać z tego lekcje. Szukam właściwych dróg w życiu. I wierzę, że to jest właściwa droga. I właściwe miejsce. Cieszę się, że mama postanowiła przysłać mnie tutaj. Może wyrządziłam trochę szkód, lecz to one sprawiły, że jestem teraz kim jestem. Wiesz co? Świat to porąbane miejsce pełne niespełnionych marzycieli. Życie codziennie mówi im: "Nie dacie rady, jesteście tylko małym, nic nie znaczącym pyłkiem na arenie wszechświata". Lecz jeżeli ktoś się uprze, może osiągnąć szczyty. Bo dla kogoś możesz nic nie znaczyć... Na świecie żyje siedem miliardów ludzi. Ilu z nich nigdy nie spotkasz! Oni nic w twoim życiu nie czynią, nie zmieniają. Tobie są obojętni. Ale z nimi żyją przecież inni ludzie. I dla nich są oni ważni. Każdy ma kogoś, kogo kocha, i każdy jest przez kogoś kochany. Każdy człowiek jest potrzebny - westchnęłam, kończąc swoją "przemowę".
Twarz babci zmarszczyła się. Z jej oczu zaczęły wpływać ogromne łzy.
- Um.. Wszystko okej? - speszyłam się.
Kobieta pokiwała głową i podeszła, mocno mnie przytulając.
- Wiem, że przez lata, w których najbardziej potrzebowałaś drogowskazu, nie miałaś nikogo takiego. Ale wyrosłaś na najmądrzejszą osobę, z jaką kiedykolwiek miałam okazję porozmawiać. Jestem z ciebie naprawdę dumna.
Wciąż trwając w uścisku, spuściłam wzrok na plecy babci.
- Wcale nie spędziłam dzisiejszego dnia w swoim pokoju - wyszeptałam.
- Naprawdę? - Babcia lekko mnie od siebie odsunęła.
- Mhm... Byłam ze Stephenem, Lou, Harrym, Liamem i Zaynem. - Zaczęłam wykazywać niemałe zainteresowanie moimi klapkami.
- To nic. - Kiedy podniosłam wzrok, zauważyłam, że ciepło się do mnie uśmiecha i wzrusza ramionami.
Czy starsze osoby kiedykolwiek wzruszają ramionami? Od kiedy...
- Mogłabym... Um, mogłabym przejść się do Nialla, aby oddać mu bluzę?
- Idź. Ale masz najwyżej godzinę, okej? Robi się późno.
Ugryzłam się w język, powstrzymując się od uwagi na temat tego, że po pierwsze: jest dopiero kilka minut po dziewiętnastej; po drugie: w Longford zwykłam szwędać się po parku nawet o dwunastej w nocy, gdy pokłóciłam się z mamą lub Georgem; po trzecie: mam siedemnaście lat (tak, zdecydowanie nadużywam tego argumentu, lecz jest to potwierdzony fakt!!!); po czwarte: chłopak mieszka na tej samej ulicy; po piąte: nawet trzynastolatki (i niżej) łażą do późna po całym mieście i mogłabym wymieniać dłużej, lecz babcia to babcia.
- Za pół godziny będę z powrotem. Nawet nie mam pewności, że jest w domu - oznajmiłam.
Nacisnęłam dzwonek, czekając aż Niall otworzy mi drzwi. Jednak stało się coś, czego zupełnie bym się nie spodziewała. W progu stanęła kobieta, niewiele wyższa ode mnie. Przyjrzałam się jej uważnie i gdzieś w rysach jej twarzy ujrzałam zarys twarzy Nialla. Jego mama - pomyślałam. Schowałam ręce, w których trzymałam szary materiał za siebie.
- Tak?
- Em, dzień dobry. Jest Niall?
- Nie, nie ma go.
- Aha. Dziękuję - odrzekłam, nadal jakby sparaliżowana i już obracałam się na pięcie, aby odejść.
- Czekaj! - uprzedziła mnie kobieta. Spojrzałam na nią uważnie. - To ty jesteś tą drobną sąsiadeczką, prawda? Ashley, tak?
Przytaknęłam. I wciąż stałam jak wmurowana, bo nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Coś szczególnego łączy cię z moim synem?
- Przyjaźń. - Zmarszczyłam brwi.
- Przyjaźń - powtórzyła.
Nie umiałam rozgryźć tej kobiety i, szczerze, nie miałam najmniejszej ochoty tego robić. Poza tym onieśmielała mnie. Wtem podskoczyłam jak oparzona, ponieważ ktoś złapał mnie za ręce, wyjmując z nich bluzę.
- Hej Ash. - Usłyszałam przy uchu, a po moim karku rozeszła się gęsia skórka.
Odwróciłam się do chłopaka. Zmierzył rodzicielkę ciężkim, świdrującym spojrzeniem.
- Cześć mamo - powiedział szorstko. Następnie wyciągnął mnie z podwórka, mówiąc ciche: "chodź".
Kiedy znaleźliśmy się w miejscu, gdzie nie mogła nas dojrzeć ani usłyszeć, zapytał:
- O co cię wypytywała?
- Przyniosłam ci bluzę - oświadczyłam, wskazując ją palcem i zupełnie ignorując postawione przez niego pytanie.
- Wiem, dziękuję - odpowiedział cierpliwie, lecz w jego głosie słyszałam nutę irytacji. - Więc?
- O nasze stosunki.
- O jakie stosunki? - Zagryzł wnętrze policzka, a jego oczy się ze mnie śmiały.
- Spieprzaj - mruknęłam.
- Określ się, Ash.
- Może i jestem niższa, ale spokojnie mogę kopnąć cię w kostkę, wiesz o tym, prawda?
- Nie zrobiłabyś tego. - Jego twarz spoważniała.
- No dobra, może nie, ale stop.
- Okej. Co jutro robisz? Chcesz gdzieś wyjść?
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
- Określ się - przedrzeźniłam go i posłałam mu pewny siebie uśmieszek.
Pokręcił głową. Zmrużył oczy.
- Pójdziemy do baru, nawalimy się, a rano zostaniemy obudzeni przez staż miejską w jednym z rowów. Odwiozą nas na posterunek i tak skończy się nasza szalona przygoda. Brzmi nieźle, prawda?
- Zwolnij, dopiero co doszłam do kompromisu z babcią - zaśmiałam się i zaczęłam iść w stronę domu, więc Niall poszedł za mną.
- Pizza? - spytał w końcu. - A potem nad jezioro? No wiesz, to, co wrzuciłaś nas oboje do wody?
- Zgoda. A teraz spadam, w końcu "robi się późno", jak to powiedziała moja babcia. Powinnam kupić jej nowy zegarek?
- Zdecydowanie.
- No więc... do jutra - rzekłam, zatrzymując się pod bramą.
- Do jutra - uśmiechnął się i oboje rozeszliśmy się we właściwą stronę.
____________________________________________
Hej! Rozdział wyjątkowo szybko, a do tego niezwykle długi! Prawdopodobnie najdłuższy do tej pory, a wszystko w przeciągu tygodnia. A biorąc pod uwagę, że nad morzem praktycznie wcale go nie pisałam (większość powstała, gdy najpierw jechałam w jedną stronę 8h, a raczej stałam w korkach, a potem w drugą, stojąc w korkach 10h) pisało mi się lekko. A notatka powstaje, gdy nadal siedzę w aucie. Przysięgam, nigdy tak długo nie podróżowałam, zazwyczaj zajmowało to ok. 6-7h, ew. Sorki za to rozpisywanie się o moim życiu haha.
Oddaję rozdział do waszej oceny. Owszem, nie było najwięcej Nialla, ale sądzę, że jeżeli odpowiednio się wczytacie, możecie wyciągnąć z niego kilka lekcji. (Jeżeli je zauważyliście, napiszcie!! Ogólnie miło byłoby, gdybyście wymienili swoje fav momenty czy kwestie.)
I trochę smutno mi, że nie odpowiedzieliście pod poprzednim rozdziałem, czy chcecie, bym rozkładała 1 dzień na kilka rozdziałów, więc czekam na odpowiedzi pod owym!!!
I dziękuję, że tu jesteście! Bo gdyby nie było Was tu chociaż garstki, już dawno porzuciłabym pomysł pisania tego opowiadania. Dziękuję.
piątek, 17 lipca 2015
Rozdział dwudziesty dziewiąty. 'Autorytet'
Wdrapałam się z powrotem po schodach. Usiadłam wygodnie, zakrywając kocem nogi odziane jedynie w szorty. Niall pojawił się sekundę później.
- Wiesz, powiedziałem ci, że to magiczne miejsce. Tobie może wydawać się zwykle. Może nawet z lekka babskie. Ale miejsce to urządziła moja ciotka, która, gdy rozstała się z mężem, zamieszkała u nas na kilka miesięcy. Nie potrzebowała mebli, czegokolwiek. Chciała tylko samotności. Nieczęsto jadała z nami posiłki. Mało mówiła, zbyt przygnębiona po rozwodzie. Być może miała takie usposobienie dlatego, że niegdyś zajmowała się sztuką, a artyści jakoś tak już mają. Jednak była dużo młodsza od mamy i myślała na inny sposób niż ona. Miałem czternaście lat, kiedy u nas kątem mieszkała. To był czas, kiedy zaczynałem interesować się tym, co zakazane, wiesz. Fajki, alkohol, bójki i te sprawy. Byłem tym typowym, zepsutym chłopcem, jak to wcześniej określiłaś. Po prostu dzieciakiem, smarkaczem. Gdy rodzice nakryli mnie jak palę za domem, zrobili mi wielką awanturę. Miałem ich w dupie. Ignorując ich kazania, przyszedłem do ciotki. Patrzyła przez okno, nawet nie mrugając, kiedy opadłem głośno w stos poduszek. Myślała nad czymś. Nie przeszkadzałem jej. I za chwilę usłyszałem słowa, które wydobyły się z jej ust: "Słyszałam wszystko". Potem się poruszyła, pogrzebała pod poduszką i wyjęła spod niej zapieczętowaną nadal paczkę papierosów. "Masz. Pal. Pal tyle, na ile płuca ci pozwolą. I bądź wdzięczny mnie, jako twojej ciotce. Lecz nie przychodź, kiedy już nabawisz się raka" - powiedziała. Nie umiałem jej zrozumieć. Nigdy. Zaznaczając fakt, że ona latami była uzależniona od nikotyny. I jej sposób bycia sprawiał, że chciałem rozgryźć tą kobietę. Od tamtej pory praktycznie nie paliłem, pomijając kilka stresowych sytuacji, które musiałem po prostu odreagować. Oczywiście nie wliczając marihuany, ale to już coś innego. Kilka tygodni po incydencie postanowiła się wyprowadzić, ale zanim to zrobiła, odwiedzałem ją tu codziennie. I każdego dnia sprzedała mi jakąś cenną lekcję życia. Zapamiętałem każdą, ale dopiero ostatnio nauczyłem się z nich korzystać. Potem zniknęła pewnej nocy, zostawiając mi to - Niall sięgnął za kołnierz koszulki, wyciągając spod niej rzemyk, na którym były trzy złote zawieszki: koniczyna (podobna z lekka do mojej), krzyżyk i zdeformowane serce, przecięte krzywym napisem w innym języku.
- Co to oznacza? - Przesunęłam między palcami nierówny medalionik.
- "Nadzieja". Dużo podróżowała.
- Nie widziałam tego wcześniej u ciebie.
- Bo jak już mówiłem, dopiero niedawno nauczyłem się korzystać z mądrości mojej ciotki. Mówiła mi o uczciwości, szczerości i o walce. Do dziś pamiętam jej słowa. "Może się wydawać, że już wszystko przepadło. Że nie ma sensu stawać ponownie na starcie, skoro tyle szans poszło na marne, nie dając rezultatów, a może jedynie skutki uboczne. Pamiętaj: zawsze możesz zacząć żyć od nowa. Ucz się na błędach i wyciągaj wnioski. I nie patrz na mnie. Nie idź moją drogą, albowiem jestem tylko niespełnioną artystką, płaczącą po nieudanej miłości. Nie jestem stara. Nie. Ale potrzebuję sił, by móc znowu walczyć. Ty nie płacz nad rozlanym mlekiem, lecz staraj się wlać je z powrotem do butelki, nie ważne, jak bardzo mokrym miałbyś przez to być. Zawsze walcz o wartości, jakie się dla ciebie liczą i nigdy nie odpuszczaj, a los ci już dalej pomoże. A jeśli kochasz, kochaj szczerze. Nie baw się ludźmi, wiedząc, że za rok nie będziesz o nich pamiętać. I zawsze bądź lojalnym przyjacielem. Bądź jak jeden za wszystkich, nawet, jeżeli inni nie mieliby być jak wszyscy za jednego. Bóg tak naprawdę nie chce zła dla ludzi. To oni wybierają, którą drogą pójdą. On chce tylko pomóc nam w realizacji dobra. I jeżeli potkniesz się tysiąc razy, ale i tak wstaniesz, by spróbować tysiąc pierwszy raz, On stanie za tobą. I pamiętaj, by zawsze mieć jakieś cele. Bo ludzie bez swoich gór, nie mają czego pokonywać. I to właśnie oni są ludźmi nieszczęśliwymi. Tylko oni". - Zamilkł na chwilę. - Mam nadzieję, że jest szczęśliwa. Chcę tego dla niej, bo była moim drogowskazem, dzięki któremu znajduję się tu, gdzie jestem. Z tobą.
Patrzyłam na niego, dziwnie spokojna. Jakbym czuła, że to odpowiedni czas i miejsce. Po chwili zorientowałam się, że wciąż trzymam między palcem wskazującym a kciukiem nierówne serduszko, przez co Niall był lekko nade mną pochylony. Nie puściłam zawieszki od razu. Zrobiłam to dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam w jego oczach swoje odbicie. A może to było tyko odbicie światła.
Nie w tym życiu, dziewczyno.
Niall uśmiechnął się smutno. Odsunął się delikatnie, patrząc w inną stronę.
- To miejsce jest dla mnie odskocznią. Czasem, kiedy naprawdę potrzebuję kopa w dupę, przychodzę tu pomyśleć. Tu jest tak... czysto. Jedynie trochę poduszek i niebo. Nadal czuję tu ducha mojej ciotki. Ducha idealnego żywota i niespełnionych marzeń. A potem stąd wychodzę, mieszając się z tym wszystkim, co przyziemne. Wracam do tej strefy patosu i staram się żyć choć odrobinę pomyślniej. - Zrobił pauzę. - Czemu patrzysz na mnie jak na idiotę? - zaśmiał się.
- Nie patrzę na ciebie jak na idiotę. Po prostu... Dziwię się że wiesz co to w ogóle jest patos, a co dopiero... - Nakreśliłam obiema rękami w powietrzu okrąg, chcąc zmaterializować w jakiś sposób ogół.
Niall pokiwał głową.
- Masz z nią jakikolwiek kontakt?
- Z ciotką?
- Tak.
- Nie. Ostatni raz słyszałem jej głos cztery lata temu, zanim zniknęła. Nawet nie mam pewności, że nadal żyje. - Chłopak zaśmiał się gorzko.
Spojrzałam w dół, na materac. Niall miał swój autorytet w postaci ciotki, która przez tak krótki czas potrafiła wbić mu do głowy słowa, dzięki którym, choć nie umiał wyciągnąć z nich nauki od razu, stał się zupełnie innym człowiekiem. Czy ja mam autorytet? Chyba nie.
- O czym myślisz?
- O niczym szczególnym.
- Chyba cię nie zasmuciłem, prawda?
- Co? Jasne, że nie.
- Przypominasz mi ją.
- Ja? - zareagowałam zaskoczona.
- Mhm. - Niall w zamyśleniu pokiwał głową. Nagle siedział bliżej niż jeszcze chwilę temu. - Jesteś do niej strasznie podobna. Nie chodzi tu o wygląd, bo ona była ruda, ale to szczegół. Mówię o wnętrzu. Jesteś tak samo uparta i zmęczona życiem, które nieustannie tobą targa. Lubujesz się w samotności, nie chcesz wokół siebie ludzi, ale tak naprawdę potrzebujesz właśnie tego. - Dotknął wierzchem dłoni mojego lewego policzka.
Zamknęłam oczy, z całych sił starając się stłumić westchnienie. Druga jego ręka zaczęła bawić się końcówką mojego rozwalonego do granic możliwości kucyka, podczas gdy pierwsza zjechała na moją szyję, gdzie jego długie palce zaczęły kreślić drobne wzorki.
- Kiedy masz urodziny? - usłyszałam nagle przy swoim uchu i nie zaprzeczę, iż wolałabym, by ta przyjemna cisza wróciła.
- Co? - ocknęłam się, otwierając wreszcie oczy.
- Kiedy masz urodziny? - powtórzył spokojnie.
- A dzisiaj jest?
Niall pomyślał chwilę.
- Szósty sierpnia.
- O... To już za kilka dni, jedenastego.
Niall niespodziewanie odsunął się, zabierając ode mnie swoje ręce.
Ugh, jak łatwo jest mnie omotać...
Spojrzałam w górę. Deszcz nadal stukał o szyby. Gdy patrzyło się dłużej, zdawać by się mogło, że leci się do nieznanego wymiaru. Kochałam to. W dzieciństwie gapiłam się na ulewy godzinami. I w pewnym momencie nie widziałam już wody. Widziałam świat, w jakim chciałabym żyć. Jednak tym razem się tak nie stało. Znów rozejrzałam się dookoła. Tak, to zdecydowanie jedyne miejsce, w jakim w tej chwili chciałam być. Mogłabym zostać tu na zawsze... Jakże to śmieszne. Niall złapał moje spojrzenie.
- O nie... - Oprzytomniałam.
- Hm? - odparł.
- Zostawiłam t-shirt na dworze do wyschnięcia.
- Skoro i tak był mokry to chyba nie jesteś ani na plusie, ani na minusie.
- Hm, no racja. - Zawahałam się nad zadaniem pytania, które już od dłuższej chwili chodziło mi po głowie. - Niall?
- Tak?
- Możemy po prostu poleżeć? W sensie: poleżeć w ciszy, nie mówić nic, najzwyczajniej odpocząć?
- Jeżeli to jest to, czego chcesz, jasne.
Ułożyłam się, niezbyt wygodnie, bo na plecach. Niall zrobił to samo, lecz po sesji mrugania, marszczenia brwi i oblizywania wcale nie suchych ust, obrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Jego łokieć powędrował pod głowę, a oczy prosto na moje. Wtedy ja również odwróciłam się, więc leżeliśmy na wprost siebie. Po chwili jednak postanowiłam spróbować czegoś innego, chowając twarz w poduszkę leżącą tuż obok jego ramienia, a moje włosy rozsypały się na jego bluzie. Przerzuciłam jedną z nóg przez jego kolana, bo ugh, uwielbiałam to robić, leżąc obok kogoś.
- Co robisz? - zaśmiał się Niall.
- Sam powiedziałeś, że tego potrzebuję - skwitowałam. - A teraz shh. - Zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodniej, tym razem z twarzą przyklejoną do materiału rękawa jego bluzy. Zabrał mi rękę spod głowy, więc nieco zaskoczona uchyliłam powieki, by zauważyć tylko, że przerzuca ją przez moje barki. Położyłam się znowu, tym razem przyklejona do jego boku. Przedramię oparłam na jego torsie, a nogę pozostawiłam tam, gdzie była ona wcześniej. Idealnie.
Już usypiałam, kiedy usłyszałam ciche mamrotanie.
- Kiedy przechodziłaś przez anoreksję?
Momentalnie się spięłam. Niall chyba to wyczuł, bo zaczął bawić się moimi włosami.
- Już nawet nie pamiętam kiedy to dokładnie było. Wiesz, słowo "anoreksja" jest codziennie nadużywane przez mamy nastolatek. Głodzą się one, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jakie to poważne. Ja nigdy nie prosiłam o wystające kości i problemy. Ale po odejściu taty po prostu nie mogłam jeść. Odpychało mnie to. Brzydziło. Cały czas było mi niedobrze i czułam się wyprana z uczuć. Mój organizm odzwyczaił się od jakichkolwiek posiłków. Reagowałam oburzeniem, gdy ktoś oferował mi jedzenie. I gdzieś głęboko wiedziałam, że dzieje się źle, ale bałam się sama przed sobą tego przyznać. Bałam się przyznać tego przed kimkolwiek, nawet przed dietetykiem, choć on dokładnie wiedział, co mi jest. Przez długi okres czasu ukrywałam to również przed dziadkami, chociaż wiedziałam, że oni by mnie nie oceniali.
- Co robisz? - zaśmiał się Niall.
- Sam powiedziałeś, że tego potrzebuję - skwitowałam. - A teraz shh. - Zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodniej, tym razem z twarzą przyklejoną do materiału rękawa jego bluzy. Zabrał mi rękę spod głowy, więc nieco zaskoczona uchyliłam powieki, by zauważyć tylko, że przerzuca ją przez moje barki. Położyłam się znowu, tym razem przyklejona do jego boku. Przedramię oparłam na jego torsie, a nogę pozostawiłam tam, gdzie była ona wcześniej. Idealnie.
Już usypiałam, kiedy usłyszałam ciche mamrotanie.
- Kiedy przechodziłaś przez anoreksję?
Momentalnie się spięłam. Niall chyba to wyczuł, bo zaczął bawić się moimi włosami.
- Już nawet nie pamiętam kiedy to dokładnie było. Wiesz, słowo "anoreksja" jest codziennie nadużywane przez mamy nastolatek. Głodzą się one, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jakie to poważne. Ja nigdy nie prosiłam o wystające kości i problemy. Ale po odejściu taty po prostu nie mogłam jeść. Odpychało mnie to. Brzydziło. Cały czas było mi niedobrze i czułam się wyprana z uczuć. Mój organizm odzwyczaił się od jakichkolwiek posiłków. Reagowałam oburzeniem, gdy ktoś oferował mi jedzenie. I gdzieś głęboko wiedziałam, że dzieje się źle, ale bałam się sama przed sobą tego przyznać. Bałam się przyznać tego przed kimkolwiek, nawet przed dietetykiem, choć on dokładnie wiedział, co mi jest. Przez długi okres czasu ukrywałam to również przed dziadkami, chociaż wiedziałam, że oni by mnie nie oceniali.
- Ash, proszę, nie płacz - niespodziewanie przerwał mi Niall. Dopiero teraz zauważyłam, ze rzeczywiście z moich oczu wydobywa się słona ciecz.
- Nie umiem trzymać emocji na wodzy, Niall. Nie umiem. A anoreksja to był skutek uboczny tęsknoty, a przy okazji miłości. Powiedziałeś wcześniej, że jestem silna. Nie jestem. Ale łzy choć trochę pozwalają oczyścić mi duszę i znów zbieram kolejne niepowodzenia, by móc wysłać je w wędrówkę po skórze mojej twarzy.
Chłopak nie powiedział już nic więcej. Ja też się nie odważyłam. I leżąc w tej ciszy, która przed rozmową była miła, a przerodziła się w nieco niekomfortową, zaczęłam odczuwać ulgę. Rozluźniałam się. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się resztkami dobrej atmosfery.
Coś wyrwało mnie z dosyć twardego snu. Ciemność. I ciepła postać obok mnie. Niall. Odtworzyłam w głowie ostatnie wydarzenia. Chwila... Momentalnie poderwałam się do góry.
- Niall! - Potrząsnęłam ramieniem chłopaka.
- Uhm, co?
- Która jest godzina? - Nie mam pojęcia czemu, ale szeptałam. - Gdzieś tu powinien być mój telefon. - Zaczęłam gorączkowo przekopywać się przez poduszki.
- Hej, spokojnie. - Blondyn poszperał w kieszeni jeansów, które nadal miał na sobie. - Za 18 minut północ. Troszkę nam się przysnęło. - Ziewnął.
- Dziadkowie rano gdzieś pojechali. Mieli wrócić wieczorem. Na pewno są już w domu. - Wreszcie wydobyłam swój telefon. - Cholera.
- Hm?
- 12 nieodebranych połączeń od babci i 4 od dziadka... Muszę wrócić do domu.
- A nie możesz iść dopiero rano?
- Im później wrócę, w tym gorszej sytuacji się znajdę, ehh.
- Dobra. Odprowadzę cię.
Na dworze nadal padało. Zanim zdążyłam przekroczyć próg drzwi, Niall rzucił mi jedną ze swoich bluz wkładanych przez głowę, wiszących na wieszaku.
- To tylko kilkanaście metrów.
- Ale jest zimno, a ty jesteś rozgrzana i zaraz się przeziębisz.
- Dobra... - Wsunęłam wielką bluzę na swoją własną. Musiałam wyglądać jak pingwin.
- Czekaj!
- Hm?
Niall podszedł do mnie i zaciągnął mi na głowę oba kaptury. Wywróciłam oczami, kiedy zagryzł wargę, próbując się nie śmiać. Sam też naciągnął swój.
Przebiegliśmy dystans dzielący budynki naszych domów, a gdy znaleźliśmy się pod zadaszeniem, odezwałam się:
- Im później wrócę, w tym gorszej sytuacji się znajdę, ehh.
- Dobra. Odprowadzę cię.
Na dworze nadal padało. Zanim zdążyłam przekroczyć próg drzwi, Niall rzucił mi jedną ze swoich bluz wkładanych przez głowę, wiszących na wieszaku.
- To tylko kilkanaście metrów.
- Ale jest zimno, a ty jesteś rozgrzana i zaraz się przeziębisz.
- Dobra... - Wsunęłam wielką bluzę na swoją własną. Musiałam wyglądać jak pingwin.
- Czekaj!
- Hm?
Niall podszedł do mnie i zaciągnął mi na głowę oba kaptury. Wywróciłam oczami, kiedy zagryzł wargę, próbując się nie śmiać. Sam też naciągnął swój.
Przebiegliśmy dystans dzielący budynki naszych domów, a gdy znaleźliśmy się pod zadaszeniem, odezwałam się:
- Dalej sobie poradzę, dzięki za wszystko. No wiesz, za wysłuchanie, zrozumienie, trochę życiowych lekcji.
- Nic szczególnego nie zrobiłem. Cieszę się, że jednak przyszłaś. A i tak na przyszłość: nie baw się więcej żyletkami, dobrze?
- Um, mhm. - Niezręcznie pokiwałam głową.
- Kolorowych snów. - Uśmiechnął się do mnie, po czym odwrócił i już zaczynał znikać w ciemności, kiedy przypomniałam sobie o fakcie, że nadal jestem ubrana w jego bluzę.
- Niall, czekaj! - Złapałam za rąbek materiału, lecz chłopak zaczął kręcić głową.
- Oddasz przy okazji. A teraz dobranoc.
- Dobranoc - westchnęłam i wyciągnęłam spod wycieraczki klucz, aby następnie dopasować go do zamka.
Zanim skierowałam się do swojego pokoju, postanowiłam zajrzeć do łazienki. Jakże duży był to błąd, ponieważ kiedy wychodziłam, wpadłam prosto na babcię.
- Gdzie byłaś? - Kobieta spytała szorstko, mierząc mnie krytycznym spojrzeniem od góry do dołu, zatrzymując swój wzrok odrobinę za długo na szarej bluzie.
- Um... Niall. - Jedynie tyle zdołałam wydukać.
- Idź już spać. Rano sobie porozmawiamy.
- Nie mogę się doczekać - mruknęłam pod nosem, wymijając babcię. Zignorowała ona moją niegrzeczną uwagę i sama skierowała się w stronę sypialni, którą dzieliła z dziadkiem.
Zrzuciłam z siebie obie bluzy oraz T-shirt. NAPRAWDĘ mocno nie chciało mi się brać prysznica, ale w końcu przemyciłam się do łazienki raz jeszcze, tym razem nie zostając zauważoną. Gdy wróciłam, rzuciłam się na łóżko twarzą w poduszki. Wymacałam pod ręką telefon, w celu sprawdzenia godziny. 00:27. Sturlałam się na podłogę, ciągnąc za sobą kołdrę. Zwinęłam się w rulon i leżałam. Telefon zawibrował. Niechętnie podniosłam się z ziemi, by po niego sięgnąć.
- Uh - wydusiłam, przewracając oczyma na widok wiadomości od operatora.
Rzuciłam telefon z powrotem na łóżko. Wtem coś dużego się na mnie zsunęło. Mrużąc oczy zobaczyłam tyle co nic. Przyłożyłam materiał do twarzy i zaciągnęłam się jego zapachem. Bluza Nialla. Ponownie układając się na podłodze, przytuliłam się do zwiniętego w kłębek, pachnącego blondynem materiału. Moje myśli powędrowały do rozmów, jakie odbyłam dzisiaj z chłopakiem. I uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mam autorytet.
Mam Nialla.
Mam Nialla.
_________________________PRZECZYTAJCIE________________________
Heeeejeczka, chcę Wam tylko napisać, że tak bardzo spinałam dupę, aby opublikować rozdział, zanim wyjadę nad morze i na szczęście się udało! A wyjeżdżam już jutro, czyli 18. I proszę, nie mówcie, że mi na Was nie zależy, bo gdyby tak było, olałabym wszystko i opublikowała rozdział dopiero po powrocie, a wracam za tydzień.
Chcę Was też zapytać: czy przeszkadza Wam to, jak rozkładam 1 dzień na kilka rozdziałów? Proszę, odpowiedź jest dla mnie ogromnie ważna, bo chcę, by przyjemnie się to czytało.
A teraz życzę wam dobrej nocy/dnia/WAKACJI i do następnego!
niedziela, 21 czerwca 2015
Rozdział dwudziesty ósmy. 'Lubię ciebie'
Wyplątał palce z moich włosów i lekko mnie od siebie odsunął.
- Wysłałem ci sms-a.
- Um, tak? - zapytałam z opóźnioną refleksją. No tak, przecież słyszałam dźwięk przychodzącego powiadomienia.
Zamknęłam oczy i stałam nieruchomo, bez oddechu, naprzeciwko Nialla, z jego dużymi dłońmi na ramionach.
- Napisałem, że skoro nie spotkaliśmy się wczoraj, to może dziś to nadrobimy, ale nie odpisywałaś, więc zwyczajnie przyszedłem. Widać w dobrym momencie.
Z większa go nie słuchałam. Wciąż miałam zamknięte oczy.
- Przepraszam, ale boli mnie głowa i nie mam ochoty na niczyje towarzystwo.
- Udowodnić ci, że jednak masz?
Uchyliłam powieki. Jego brwi były uniesione.
- To groźba, sugestia czy propozycja? - mruknęłam.
- Pytanie.
- Zawsze jak mnie o coś pytasz, to albo unosisz, albo marszczysz brwi. - Przechyliłam głowę na prawą stronę.
Wywrócił oczyma.
- Taki odruch.
- Kiedy rozmawiasz na przykład z Lou, nigdy tego nie robisz.
- Ugh, może dlatego, że od niego jest łatwiej uzyskać jakąkolwiek informację niż od ciebie.
- Skoro tak trudno jest się ze mną dogadać, to czemu nadal próbujesz prowadzić rozmowę?
- Bo chcę.
- Bo?
- Ash. Po prostu powiedz "tak" albo "nie".
- A więc: "nie".
Jego tęczówki przybrały granatową barwę. Zjechał ręką po całej długości mojego ramienia, zatrzymując palce na miejscu, gdzie przyłożyłam żyletkę. Mój oddech przyspieszył. Zerknęłam w dół na nadgarstek. Kiedy podniosłam wzrok, Niall przenikliwie na mnie patrzył. W pewnym momencie uniósł moją dłoń na wysokość swojej twarzy. Przyjrzał się skórze na przegubie, a kiedy nic nie zobaczył, puścił rękę, która bezwiednie opadła wzdłuż mego boku. Zmrużył oczy.
- Chodź ze mną - wyszeptał.
- Niall... - Spuściłam wzrok. To nie tak, że nie chciałam. Chodzi o fakt, że chciałam i właśnie to napawało mnie strachem.
- Co ci szkodzi? Hmm... Jeżeli ze mną pójdziesz, pokażę ci pewne magiczne miejsce.
- Już widziałam twoje łóżko - prychnęłam.
- Nie zdążyłem nawet o tym pomyśleć, zwolnij. To jak, idziesz ze mną? Czy może raczej wolisz siedzieć tutaj w samotności?
Skąd wie, że jestem sama..? Ugh, a zresztą: kogo to obchodzi?
- Dobra. Pójdę, ale na chwilę.
Wzięłam między zęby dolną wargę i zmarszczyłam brwi.
Wyraz twarzy Nialla się zmienił. Teraz jego oczy były jasne i chłopak lekko się uśmiechał. Wyglądał na zrelaksowanego.
Podeszłam do lusterka i związałam włosy. Niall przyglądał mi się ze swojego miejsca. Znowu opierał się o futrynę. Wywróciłam oczami i wsunęłam za ucho kosmyk, którego nie zdołała złapać gumka. Pociągnęłam za ekspres, zasuwając bluzę. Zrobiłam krok do tyłu, wpadając na kogoś. Odskoczyłam.
- Dopiero co stałeś tam! - Wskazałam ręką w stronę drzwi.
Spojrzałam na przedmiot, który trzymał w ręku. Żyletka. Zaraz poszedł do mojego łóżka i zabrał małe pudełko. Otworzył je, wsunął mały prostokąt, po czym schował opakowanie do kieszeni. Złapałam się za tył głowy, nieco zmieszana. Brwi Nialla zadrgały.
- Po co ci bluza? Jest parno, zbiera się na burzę... Ale to raczej dopiero nocą. A, no chyba że u mnie zostajesz.
- Lubię moje bluzy. - Złapałam za sznurek, przestępując z nogi na nogę.
- Możemy już wychodzić? - zapytał.
- Mhmm. - Pokiwałam głową.
Niepewnie weszłam do domu chłopaka. Zrzuciłam buty i przeszłam kawałek długiego korytarza, obracając się na pięcie, zadając Niallowi nieme pytanie o to, co dalej.
- Chodź za mną.
Weszliśmy na górę. Niall poprowadził mnie do końca korytarza, w miejsce, gdzie wcześniej nie zaglądałam, nawet go nie dostrzegłam. Kiedy jednak otworzył zamknięte na klucz drzwi, moim oczom ukazały się kręte schody. Niall zachęcił mnie ruchem dłoni. Zrobiłam krok. Poczułam na plecach ciepłą rękę, więc szybko przemierzyłam resztę stopni. To, co zobaczyłam na końcu nieźle mnie zadziwiło. Pokój był mały, ogromny materac robił za podłogę, całą ją wyściełając, dookoła porozrzucane były poduszki, sufit był ścięty, a w nim dwa okna. Wszystko było utrzymane w jaśniutkich kolorach: białym, kremowym i jasnoróżowym.
Odwróciłam się w stronę Nialla.
- No przecież obiecałem, że pokażę ci pewne magiczne miejsce. Rozgość się.
Zrobiłam kilka kroków w przód, a moje stopy zatopiły się w miękkiej piance materaca. Niall, widząc, że poruszam się niepewnie, wyprzedził mnie i rzucił się z jednej strony w poduszki. Ja za to stałam tam dalej.
- Ashley, wiem, że nie masz ochoty na moje towarzystwo, ale chciałem pogadać...
- No dobrze. - Usiadłam niedaleko niego, krzyżując nogi.
Z początku Niall nie naciskał. Rozmawialiśmy o głupich drobnostkach, jak pogoda, filmy czy szkoła. Minęła godzina, a ja zdążyłam poczuć się tu dobrze, pomiędzy stosem poduszek, w jego towarzystwie. Leżałam wygodnie z policzkiem przyklejonym do ogromnej poduchy.
- Ash?
- Hm?
- Opowiesz mi o swojej chorobie?
- ...Nie. Ty nigdy mi nic o sobie nie mówisz.
- No cóż... Jestem Niall, mam 27 lat i plantację winogron w Puerto Rico. Potajemnie jestem też właścicielem hodowli kóz w Niemczech, ale nikomu o tym nie mówię ze względu na mój wizerunek, więc powinnaś być zaszczycona, iż dowiadujesz się pierwsza.
Uniosłam brwi.
- A ja trzymam w moim domu w Longford psa imieniem NiezałagodziłeśsytuacjiNiall.
- Hm, długie ma to imię. Ale przyznaję, podoba mi się ze względu na to, że na koncu występuje "Niall".
- Niall - mruknęłam zniecierpliwiona.
- O tak, właśnie tak, możesz powtórzyć to jeszcze raz?
- Niall, to ani trochę nie jest śmieszne.
- Po prostu lubię, kiedy mówisz moje imię. - Wzruszył ramieniem, na którym nie leżał, spoglądając w inną stronę.
- Ugh. Co jeszcze lubisz?
Chłopak znów nawiązał ze mną zerwany wcześniej kontakt wzrokowy.
- Lubię tą twoją obsesję na punkcie bluz, bo zakładasz je nawet wtedy, kiedy jest gorąco, co nie jest do końca normalne, ale bycie normalnym jest przecież nudne. Lubię fakt, że twoje włosy są dosłownie dwukolorowe. U innych dziewczyn, nawet u mnie, te barwy przechodzą w siebie, a u ciebie są całkowicie odrębne. Lubię to, że zauważasz najbardziej zbędne detale i rzeczy, na które nikt inny nie zwraca swojej uwagi, jak chociażby ten X na moim palcu. Lubię sprawiać, że się uśmiechasz, bo jestem świadom tego, że przez wiele lat prawdopodobnie powodowałem tylko łzy. Lubię ciebie.
Zamrugałam kilkakrotnie, potajemnie bardziej wciskając twarz między poduszkę i kaptur, bo czułam, jak na moje poliki wstępuje ciepło.
- Jesteś taka inna. - Usłyszałam chwilę potem.
- A ty jesteś taki typowy. Zły chłopiec z zepsutą reputacją.
- Nie jestem taki.
- Więc jaki? Pozwól mi wreszcie zobaczyć jaki naprawdę jesteś, bo znudziła mi się zabawa w chowanego. Ty się chowasz, ja szukam, niby znajduję, ale okazuje się, że to nie ty, że to tylko twoje przebranie, którego użyłeś by się chronić. By się chronić w tej głupiej zabawie ze mną. Mam już dosyć gier w kotka i myszkę. - Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Lubię w tobie też to, jak szybko twój humor ulega zmianie - odparł spokojnie i jestem pewna, że zupełnie poważnie i bez nawet jednej nuty sarkazmu.
- Niall, do cholery!
- Dobra. Więc myślisz, że jaki jestem?
- Zakłamany - rzuciłam tylko, obejmując kolana ramionami i kurcząc się w malutki kłębek.
Trwała cisza.
- Ja naprawdę chciałam przestać się z tobą kłócić - powiedziałam cicho. Nawet nie byłam pewna, czy mógł mnie dosłyszeć.
Jednak po upływie minuty poczułam ramiona na swoich, a po moich bokach pojawiły się długie nogi. Zamknęłam oczy. Do mojego prawego policzka przylgnął drugi policzek.
- Wiesz czemu gdy spytałaś, czy możesz się skrzywdzić odpowiedziałem "spoko"? Bo kiedy ludziom coś się każe, oni zrobią wszystko, by wyszło na odwrót. Dlaczego? To wynika z braku zaufania, nienawiści, irytacji, albo po prostu ludzkiego uporu. Nikt nie lubi wykonywać czyichś rozkazów, zakazów czy zachcianek, jeżeli ta osoba nie jest kimś, na kim mu zależy. A po tym, co razem przeszliśmy w przeszłości wiedziałem, że jeżeli odpowiem ci "nie", od razu przejedziesz tą głupią żyletką po nadgarstku.
Nic więcej nie powiedział. Cieszyłam się, że nie mógł zobaczyć z tej perspektywy mojej twarzy. Patrzyłam w jeden punkt, a moje rzęsy szybko przemierzały trasę góra-dół. Zagryzłam dolną wargę, czując jak mój podbródek drży. Niepłaczniepłaczniepłaczniepłacz.
Jego twarz odsunęła się od mojej, a usta odcisnęły na skroni. Następnie Niall wstał, rzucając krótkie: "Zaraz wracam".
Gdy wyszedł, po moim policzku potoczyła się gorąca łza, a ja cieszyłam się, że chłopaka już tu nie ma, bo inaczej poczułby ją i na swojej skórze. Otarłam mokrą strużkę i przyłożyłam rękę do miejsca, które pocałował.
- Kurwa - przeklęłam.
Dlaczego raz myślę, że go znam, a potem drastycznie uderza we mnie fakt, że się mylę, że Niall się zmienił i jest kimś zupełnie innym?
Zamknęłam oczy. Chwilę potem usłyszałam kroki na metalowych schodach.
- Spójrz co mam - rzekł Niall. W ręku trzymał białe pudełko, przewiązane złotą wstążką.
- Co to?
- Jagodzianki. - Posłał mi lekki uśmiech, który odwzajemniłam.
Zjedliśmy w ciszy słodkie bułki. Były one tak jakby symbolem pojednania między nami i w sumie podobało mi się to.
- Mam propozycję: jeżeli odpowiesz na pięć moich pytań, ja odpowiem na twoje - zaproponował.
- Trzy.
- Cztery - licytował dalej.
- ...Ty zadasz mi cztery, ja tobie pięć.
- Po cztery.
- Dobra - uległam. - Ale ja zaczynam.
Nic nie odpowiedział, tylko usiadł po turecku, dając mi do zrozumienia, że mogę pytać.
- Dlaczego nagle po tych siedemnastu latach nienawiści, próbujesz naprawić błędy zarówno swoje, jak i moje? Czemu chcesz zbudować to wszystko od nowa, tyle że na innych fundamentach?
Niall patrzył w dół, lewą ręką bawiąc się swoimi włosami.
- Bo dorosłem, zrozumiałem, że ludzi nie można tak po prostu ranić oraz dostrzegłem pewne wartości.
- Wartości takie jak?
- Rozumiem, że to już twoje następne pytanie?
- Nie, wciąż to samo.
- Niech ci będzie. Ale czy ty naprawę chcesz to wiedzieć?
Pokiwałam głową.
- Zauważyłem po prostu, że dziewczyna, której nigdy nie lubiłem, którą uważałem za popieprzoną egoistkę i skończoną idiotkę, tak naprawdę jest tysiąc razy mądrzejsza ode mnie, że należy jej się szacunek i może nawet przyjaźń, że jeżeli przyjrzy jej się bliżej, ma piękny uśmiech i że chcę być jego powodem, lecz to niemożliwe, ale wiesz co jeszcze? Kiedy wtedy stanęłaś w moich drzwiach, mówiąc potem, że twoja mama się zaręczyła, uwierzyłem, że może być inaczej i popsułem to kolejne tysiąc razy. Ale ty i tak jakimś dziwnym trafem wracałaś, sam nie wiem czemu, ale wracałaś i sprawiałaś tym faktem, że byłem szczęśliwy i teraz też teoretycznie jestem, mimo tego, że znów stoimy na granicy, mimo tego, że zaraz możesz znowu uciec, schować się w sobie i w sumie będziesz mieć rację, bo jestem tylko osobą, która całe życie cię niszczyła - wyrzucił wszystko jednym tchem, po czym łapczywie nabrał powietrza w płuca. - Czy taka odpowiedź cię zadowala?
- Niall? - powiedziałam ledwo słyszalnie, gapiąc się w jasną ścianę przede mną. Moje ręce się trzęsły.
- Tak?
- Możemy wyjść na dwór? Chyba muszę się przewietrzyć.
- Źle się czujesz? - zapytał szybko.
Spojrzałam na niego w sposób, jakbym nie zrozumiała pytania, choć tak naprawdę rozumiałam.
- Proszę - wydukałam.
- Ok, chodź. - Wstał, wyciągnął do mnie rękę, a gdy byłam już na nogach, przepuścił mnie na schodach.
Kiedy znaleźliśmy się na dole, chciałam skierować się do głównego wyjścia, jednak Niall przeciął pokój i otworzył drzwi balkonowe, wychodząc na taras. Podsunął mi leżak, po czym rzucił krótkie: "Wracam za chwilę". Usiadłam i schowałam twarz w dłoniach. Nie wiem ile dokładnie trwało, zanim blondyn wrócił, ale przez ten czas zdążyłam trochę się uspokoić. Spojrzałam w górę. Niall trzymał między zębami niezapalonego papierosa, a w ręku zapalniczkę. Usiadł koło mnie.
- Tatusiu! Tato, proszę, powiedz coś. - Patrzyłam na rodzica, który wciąż trwał w bezruchu. - Co się dzieje? Tato - zaczęłam płakać. Na moich włosach wylądowała dłoń, głaszcząc mnie po głowie.
- I zostaw ją. Ona zostaje ze mną. Zachowuje się jak gówniara, ale jestem matką i nie pozwolę ci jej zepsuć. Moje dziecko nie będzie piło, oo nie!
Mama szybkim krokiem zbliżyła się do mnie i taty.
Mama złapała moje ramię i próbowała mnie odciągnąć. Przylgnęłam do taty jeszcze mocniej.
- Puść ojca natychmiast! Nie zostanie tu. Żądam rozwodu. Nikt nie będzie mi psuł życia! Skończyło się!
- Ashley. - Tata przemówił po raz pierwszy od początku tej kłótni. - Kochanie, musisz być silna. - Twarz mężczyzny pojawiła się przed moją twarzą. - Jesteś jeszcze dzieckiem ale... Pamiętaj: nigdy nie zapominaj gdzie jest twoje miejsce, dokąd przynależysz. Nigdy nie zapominaj, jakie jest twoje imię i bądź dumna z tego, kim jesteś, bez względu na to, co powiedzą inni. Kocham cię córeczko. - Tata otarł palcami łzy, które w coraz większej ilości wypływały z moich oczu. Potem poczułam, jak mocno mnie przytula. W tamtym momencie dosłownie wyłam, niczym syrena strażacka.
- Tato, zostań, tato!
Matka zdołała oderwać mnie od mężczyzny. Tata wstał.
- Rób co chcesz. Pójdę ci na rękę. Ale wiedz, że jeżeli w jakiś sposób ją skrzywdzisz, wrócę tu. Tak naprawdę chodzi ci tylko o wartości takie jak macierzyństwo. O wizerunek. Wizerunek kobiety idealnej, gospodyni, żony i matki z owocną karierą. Nie wszystko poszło po twojej myśli. Ale wiedz, że zanim stałaś się zimną suką, właśnie za taką perfekcyjną kobietę cię postrzegałem. Widać mylimy się co do przynajmniej połowy ludzi w naszym życiu. I wiesz co? Byłaś najważniejsza. Teraz jesteś tylko nikim. Bezduszną istotą.
Nawet nie zauważyłam momentu, gdy mama podniosła rękę i uderzyła tatę - najpierw z jednej, a potem z drugiej strony.
Krzyknęłam. A jedyne co pamiętałam dalej, to trzaskające za nim drzwi...
Kiedy znaleźliśmy się na dole, chciałam skierować się do głównego wyjścia, jednak Niall przeciął pokój i otworzył drzwi balkonowe, wychodząc na taras. Podsunął mi leżak, po czym rzucił krótkie: "Wracam za chwilę". Usiadłam i schowałam twarz w dłoniach. Nie wiem ile dokładnie trwało, zanim blondyn wrócił, ale przez ten czas zdążyłam trochę się uspokoić. Spojrzałam w górę. Niall trzymał między zębami niezapalonego papierosa, a w ręku zapalniczkę. Usiadł koło mnie.
- Mogę teraz ja zadać ci pytanie?
- Myślę, że tak - odparłam.
- Jest ktoś, kto kiedykolwiek podniósł na ciebie rękę? We Wh@ zareagowałaś dość negatywnie. Jakbyś się bała...
Skierowałam swój wzrok na dłonie ułożone na moich kolanach. Zacisnęłam powieki.
- Wynoś się z mojego domu! Nie chcę cię więcej widzieć na oczy!
- Tatusiu... Tatusiu, nie zostawiaj mnie!
- Nienawidzę cię! Jesteś pieprzonym alkoholikiem! Zrujnowałeś wszystko, co mieliśmy! Jesteś zwykłym śmieciem!
- Tatusiu! - Spojrzałam w górę, mocno trzymając się boku mojego taty. Moje usta drżały, a oczy zachodziły łzami.
- Masz trzy sekundy, żeby opuścić ten dom!
- Tatusiu... Tatusiu, nie zostawiaj mnie!
- Nienawidzę cię! Jesteś pieprzonym alkoholikiem! Zrujnowałeś wszystko, co mieliśmy! Jesteś zwykłym śmieciem!
- Tatusiu! - Spojrzałam w górę, mocno trzymając się boku mojego taty. Moje usta drżały, a oczy zachodziły łzami.
- Masz trzy sekundy, żeby opuścić ten dom!
- Ashley? Ash, proszę. - Poczułam dłoń odgarniającą moje włosy za ucho. Nie otwierałam oczu.
- Tatusiu! Tato, proszę, powiedz coś. - Patrzyłam na rodzica, który wciąż trwał w bezruchu. - Co się dzieje? Tato - zaczęłam płakać. Na moich włosach wylądowała dłoń, głaszcząc mnie po głowie.
- I zostaw ją. Ona zostaje ze mną. Zachowuje się jak gówniara, ale jestem matką i nie pozwolę ci jej zepsuć. Moje dziecko nie będzie piło, oo nie!
Mama szybkim krokiem zbliżyła się do mnie i taty.
- Ashley, mów do mnie. Ashley. Jeżeli chcesz, wrócimy do tego później. Ash.
Czułam, jak z moich oczu popłynęły pierwsze, gorące łzy. Na moich policzkach pojawiły się kciuki. Odepchnęłam ręce chłopaka od siebie i znów schowałam twarz w dłonie.
Mama złapała moje ramię i próbowała mnie odciągnąć. Przylgnęłam do taty jeszcze mocniej.
- Puść ojca natychmiast! Nie zostanie tu. Żądam rozwodu. Nikt nie będzie mi psuł życia! Skończyło się!
- Ashley. - Tata przemówił po raz pierwszy od początku tej kłótni. - Kochanie, musisz być silna. - Twarz mężczyzny pojawiła się przed moją twarzą. - Jesteś jeszcze dzieckiem ale... Pamiętaj: nigdy nie zapominaj gdzie jest twoje miejsce, dokąd przynależysz. Nigdy nie zapominaj, jakie jest twoje imię i bądź dumna z tego, kim jesteś, bez względu na to, co powiedzą inni. Kocham cię córeczko. - Tata otarł palcami łzy, które w coraz większej ilości wypływały z moich oczu. Potem poczułam, jak mocno mnie przytula. W tamtym momencie dosłownie wyłam, niczym syrena strażacka.
- Tato, zostań, tato!
Matka zdołała oderwać mnie od mężczyzny. Tata wstał.
- Rób co chcesz. Pójdę ci na rękę. Ale wiedz, że jeżeli w jakiś sposób ją skrzywdzisz, wrócę tu. Tak naprawdę chodzi ci tylko o wartości takie jak macierzyństwo. O wizerunek. Wizerunek kobiety idealnej, gospodyni, żony i matki z owocną karierą. Nie wszystko poszło po twojej myśli. Ale wiedz, że zanim stałaś się zimną suką, właśnie za taką perfekcyjną kobietę cię postrzegałem. Widać mylimy się co do przynajmniej połowy ludzi w naszym życiu. I wiesz co? Byłaś najważniejsza. Teraz jesteś tylko nikim. Bezduszną istotą.
Nawet nie zauważyłam momentu, gdy mama podniosła rękę i uderzyła tatę - najpierw z jednej, a potem z drugiej strony.
Krzyknęłam. A jedyne co pamiętałam dalej, to trzaskające za nim drzwi...
- Niall - wydukałam i otworzyłam oczy. Chłopak siedział na płytkach przede mną, ze skrzyżowanymi nogami. Miał ściągnięte brwi. Zsunęłam się z leżaka, prosto na jego kolana. Mocno objęłam go po bokach. Jego broda spoczęła na czubku mojej głowy. To niedorzeczne, o ile większy jest ode mnie.
- Co się stało? - spytał troskliwie.
- Na razie nic nie mów, tylko mnie nie puszczaj.
Oddychałam szybko w jego bluzę.
- Będziesz zły, jak zostawię na twoim ubraniu trochę tuszu? - Pociągnęłam nosem, kilkanaście minut później. Przejechałam paznokciem po jednej z dwóch małych czarnych plamek na miękkim materiale.
Zamiast odpowiedzieć po prostu znowu przycisnął moją głowę do swojej klatki piersiowej.
Zamrugałam kilka razy. Co się stało z Ashley i Niallem sprzed lat, roku, chociażby miesiąca? Mówiłam, że ludzie się nie zmieniają. Że to tylko pojedyncze przypadki, do których Niall nie należy. Ale ja sama się zmieniłam.
- Nie musisz mi mówić. - Pogładził mnie po plecach.
- Trzymam to w sobie od lat.
Odsunęłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Patrzyły na mnie z zaciekawieniem. Wstałam z jego nóg i usiadłam z powrotem na leżaku. Poklepałam miejsce obok siebie, ale chłopak przysunął drugie siedzenie naprzeciwko mnie. Kiedy zajął swoje miejsce, nasze kolana się ze sobą stykały (pomijając fakt, że jego były o wiele wyżej niż moje).
Po kolei opowiedziałam mu tą historię.
- To nie tylko była chwila, gdy ktoś zranił osobę, którą kocham. To była ta chwila, kiedy mój świat się posypał. A odłamki zbieram do dziś. Wiesz co jest najśmieszniejsze? Kiedy tata trzasnął drzwiami do pokoju, zbiły się aż szyby w nich. Jakże trafna metafora odnośna do mojego życia.
Niall zapatrzył się na równo ułożone na tarasie, grafitowe płytki.
- Ale każdego dnia zostaje ci tych kawałków do sprzątania mniej. Jesteś naprawdę silna. - Podniósł na mnie wzrok, powodując, że ja swój spuściłam.
Następnie wyjął z kieszeni rzeczy, które musiał wcześniej tam schować. Wstał z leżaka i podszedł do balustrady, wkładając papierosa między wargi i podpalając go. Poszłam za nim.
- Twoja kolej. Możesz zadać mi dowolne pytanie - rzekł.
- Nie mam na to siły... - wyznałam szczerze. - Jak coś wymyślę, to dam znać.
Zawsze były tysiące rzeczy, o jakie chciałam go spytać. Ale jednak gdy przychodziło co do czego, w mojej głowie pojawiała się pustka, bo on sam z siebie zaczynał się otwierać i miażdżył mnie tym, co z siebie wyrzucał. Jak na przykład dziś.
- Jaki jest twój ulubiony kolor? - Wypuścił kłąb dymu.
- Fioletowy - dałam mu odpowiedź.
- Moje oczy są niebieskie, nie fioletowe.
- Jesteś egoistyczny. A twój?
- Hm?
- Twój ulubiony kolor?
- A. Przezroczysty.
- To bez sensu.
- Życie jest bez sensu - odparł, strzepując wypaloną nasadę papierosa.
- Od kiedy ty palisz? - spytałam patrząc na niego przenikliwym wzrokiem.
- Nie palę. - Znalazłem w szufladzie ojca. Czasami trzeba jakoś odreagować. - Zgasił w połowie wypalonego papierosa na popielniczce stojącej na parapecie. - Zaraz się rozpada.
- Wracajmy do środka - zaproponowałam.
Jego oczy zaświeciły. Nie ruszył się.
- Co?
- Czyli że jednak zostajesz?
- Um, mogę już stąd iść.
Niall zbliżył się do mnie, stojącej blisko drzwi balkonowych, przerzucił rękę przez moje ramiona i poczochrał moje włosy.
- Nie chcę, żebyś gdziekolwiek szła.
Pociągnął mnie do środka właśnie w momencie, kiedy z nieba zaczęły spadać pierwsze grube krople deszczu.
_____________________________________________________________________________
Hejka misie! Dziękuję że tu jesteście i czytacie, dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i te bardziej krytyczne. Mam nadzieję, że i tym razem zechcecie pozostawić mi swą opinię. Pozdrawiam!
#sidff
Subskrybuj:
Posty (Atom)